bawi się zapałkami

pachnie dymem


Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-03-23, 19:50


Paris. Synonim romantyzmu, miasto, które wznosiło wszystkie wyobrażenia na pięciolinię poezji. Każdy kto o nim słyszał z naturalną łatwością dopisywał do niego czerwień róż lub wina, delikatny półmrok bądź kuszącą ulotności. Paryż, więc nie był po prostu, banalnie piękny. Nie. Prowokował do zostawienia przeciętności za plecami, bycia kimś więcej, choćby na jedną jedyną noc.
Dlatego Ariana zaciągała się mroźnym niepokojem, gdy stała przed hotelem i czekała na Liane. Jej głęboko zakorzeniony racjonalizm nic z tego nie rozumiał. Dlaczego tu była? Powinna odpocząć i odespać stres z pracy przed porannym wylotem do Seattle. Zamiast tego cenny czas oddawała komuś kogo widziała raptem raz w życiu i kto kradł coraz większy skrawek jej i tak skromnego międzyczasu. W wolnych chwilach albo wysyłała Liane swoje ulubione melodie ze spotify, albo zastanawiała się nad tym jak mija jej dzień. Ewentualnie spędzała wieczór nad kartką, po której próbowała nakreślić siebie, tak żeby móc upchnąć część swoich myśli w kopertę i wysłać na drugi koniec świata.
Znały się zbyt krótko, żeby mogła podciągnąć ich znajomość pod kształt przyjaźni. Więc… co tu robiła? Co sprawiało, że chciała marznąć i znów jutro narzekać na zbyt krótki sen? Gdyby Liane była na ten przykład Leonardem, miała szerokie, męskie ramiona, pomyślałaby, że omamiło ją zauroczenie. Cofnęła się mentalnie do wieku szesnastu lat dla kilku porywów słabości. I pewnie nawet by się z tym pogodziła, tłumacząc to jak każdy: samotnością. Ale Liane była… Liane. Miała małe, jasne dłonie i wąskie ramiona. Ariana mogła komplementować jej urodę i doceniać jej towarzystwo, aczkolwiek tylko w granicach podziwu dla talentu Boga. Mimo błądzenia po świecie nadal była dzieckiem z małego, katolickiego domu.
Przestąpiła z nogę na nogę i zapatrzyła się w swój własny oddech, który wił się pobielałą parą w styczniowym powietrzu. Temperatura ewidentnie spadła poniżej zera. Może przy okazji zamroziłaby też jej niepokojące wątpliwości.
Mów mi:-
MULTI:-
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-03-23, 23:03


Ósma godzina w aucie kolejnego złapanego autostopu ciągnęła się w nieskończoność. Skłamała rodzicom mówiąc gdzie jedzie. Powiedziała, że to kolejna wycieczka szkolna do Paryża by zwiedzić Luwr i parę innych stereotypowych atrakcji turystycznych. Była w szoku, że uwierzyli. Mogli bardzo łatwo zweryfikować tę informację dzwoniąc do szkoły, ale zaufali jej, a ona ich okropnie oszukała. Złapała pierwszy autobus do najbliższego większego miasta, a stamtąd od rana łapała autostop przemierzając godziny drogi do stolicy Francji. Dostała trochę pieniędzy do wydania w Paryżu, ale niedostatecznie dużo by pozwolić sobie na pociąg w obie strony. Z resztą miała ciche przeczucie, że droga autostopem zleci jej szybciej aniżeli ta pociągiem. Przesiadała się z jednego samochodu do drugiego co rusz odsłuchując kolejną jej podesłaną przez Arianę piosenkę. Rozmawiała z kierowcami o życiu, drodze, o tym skąd i dokąd jadę, a gdzie jedzie ona i po co. Sama właściwie nie wiedziała po co. Decyzja była spontaniczna i całkowicie nieprzemyślane. Gdy tylko wyczytała na kartkach listu od Ariany informację o jej przyjeździe do Paryża wiedziała, że musi się tam pojawić. Ostatni kierowca nie był zbyt rozmowny, więc ostatnie kilometry mijały na wspólnym słuchaniu muzyki i obserwowaniu przemijającej drogi. Serce kołatało się w klatce piersiowej, jakby miało z niej zaraz wyskoczyć. Ze stresu ściskała dłonie. Miały widzieć się drugi raz w życiu, a miała wrażenie jakby znała Arianę stanowczo dłużej. Nie czuła podobnego stresu przy pierwszym spotkaniu, wtedy amerykanka była dla niej jedynie ciekawą personą zza oceanu. Teraz stanowiła o wiele więcej. Na ten moment Liane nie była nawet w stanie określić kim takim stała się dla niej Ariana. Oddawała jej każdą sekundę wolnego czasu, czy to na rozmowy telefoniczne, wspólne oglądanie seriali wieczorami czy pisanie kolejnego listu na brązowej papeterii. W te kilka miesięcy dziewczyna stała się dla niej kimś więcej niż jedynie nieznajomą z drugiego końca świata. Pierwszy raz w życiu mierzyła się z takim stresem przeplatanym z ekscytacją na myśl o spotkaniu.
-Merci beacoup!- rzuciła do kierowcy, który zdecydował się podwieźć ją praktycznie pod miejsce spotkania. Spędziła z nim kilka ostatnich godzin drogi. Ledwo zdążyła się obrócić a przed jej oczami wymalował się najpiękniejszy obraz dzisiejszego dnia- Ariana w całej swojej krasie stojąca na zimnie grudniowego wieczoru przed wejściem do hotelu.-Salut, mon cherie!-słowa opuściły jej usta zanim zdążyła się nad nimi zastanowić. Rozłożyła ręce w geście zapraszającym do powitalnego przytulenia. W odruchu ucałowała Arianę w oba policzki. -Pardon, francuski nawyk. Zapominam, że w Ameryce nie ma takiego zwyczaju.- zaśmiała się miękko odsuwając się by spojrzeć w błękitne tęczówki stojącej przed nią dziewczyny.-Jak wspaniale cię widzieć, Ari- westchnęła westchnieniem radosnym, przepełnionym emocjami. Nie mogła się na nią napatrzeć. Wzrok błądził od jej oczu przez usta po zaciskane przez nią dłonie.-Nie jest ci zimno? Mam dodatkowy szalik.- powiedziała szybko ściągając z siebie kawałek materiału i podając go w dłonie stojącej przed nią kobiety.
Mów mi:-
MULTI:-
 


bawi się zapałkami

pachnie dymem


Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-03-24, 16:21


Ariana ani razu nie pomyślała o tym jak Liane dostanie się do Paryża. Nie skojarzyła odległości, w Europie każdy cel wydawał jej się bliższy. To od domu było jej zawsze daleko do miejsc wyznaczonych przez bilety i… do bycia sobą. Od kilku lat nie mieszkała już z rodzicami, ale nic to nie zmieniło. Nawet w najdalszych i najciemniejszych uliczkach Seattle czuła się jakby ktoś patrzył na to co robi, co mówi. Dlatego tak uważnie patrzyła przed siebie, starała się zachować pozory. Wciąż stawiała publiczny wizerunek ponad swoją osobistą perspektywę.
Gdy zobaczyła ją z tym czystym szczęściem w jasnych oczach, przeszło jej przez myśl, że mogłaby przywyknąć do tego widoku. I uśmiechnęła się nawet na chwilę, mając smak drwiny na ustach, bo o dziwo dobrze zapamiętała obraz z google maps. Ich życia dzieliła szerokość Stanów Zjednoczonych, Oceanu Atlantyckiego i Francji - ł ą c z n i e.
- Salut! - przywitała się, z wyraźną starannością próbując zahamować swój akcent. Delegacje przyzwyczaiły ją do ofensywy stereotypów. Ludzie zazwyczaj patrzyli na nią inaczej, gdy zaczynała mówić. Współpracownicy odgórnie zakładali, że jest kolejną, głupiutką amerykanką, a starsze panie w miejscowych kawiarniach dodawały jej do rachunku kilka euro, tak w ramach dodatkowej opłaty turystycznej.
Praca w Europie przyzwyczaiła ją także do tutejszych, otwartych granic przestrzeni osobistej. Chociaż zazwyczaj spotykała się z tym, że to mężczyźni wychodzili z inicjatywą, całowali ją w rękę, albo w policzki. Kobiety w kierunku innych kobiet narzucały nieco więcej dystansu. Wystarczał im uścisk dłoni lub znaczące skinienie.
- Też się cieszę, że Cię widzę, Liane - odpowiedziała równie roześmianym tonem, pozwalając sobie na nieco dłuższe zastygnięcie w jej ramionach. Miała na sobie zbyt kuszące, przyjemne ciepło. - Przestań, nie przepraszaj, nie przejmuj się tym. Jesteśmy w Paryżu, to ja powinnam się dostosować.
Zaśmiała się lekko w końcu robiąc krok w tył. Blade światło pobliskiej latarni zatańczyło na jej sylwetce, odsłaniając zaróżowione policzki.
- Nie, nie musisz. Naprawdę. Zostaw go sobie - odparła pośpiesznie, chociaż gdy dostała materiał wcale nie wyciągnęła rąk by go natychmiast oddać. Mimo mrozu czuła jego zapach. Ani nie był ciężki od perfum, ani nie przesiąkł chemicznym aromatem proszku czy płynu do płukania. Był inny, taki prawdziwy. - Okej, pożyczę go, ale to ja nam kupię gorącą czekoladę. Przejdziemy się chwilkę, co?
Zaproponowała, otulając szyję szalikiem. Po czym gestem zapytała czy wybierają lewą, czy prawą stronę. Zakładała, że hotel znajdował się w turystycznej dzielnicy i za każdym zakrętem czekały na nie bary, kawiarnie czy restauracje.
- Swoją drogą nie omówiłyśmy jednej sprawy - zaczęła, śmiało chwytając ją pod ramię. - Gdzie będziesz nocować? Masz tu jakiś znajomych, planujesz coś wynająć? Bo wiesz, w razie czego mam typowy pokój classic, pod delegację. To znaczy, eh przepraszam, zaplątałam się… Mam standardowy pokój, z dwoma łóżkami jednoosobowymi. Więc gdybyś chciała… to wiesz.
Mów mi:-
MULTI:-
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-03-24, 17:24


Zmęczenie ośmiogodzinną podróżą zaczęło powoli ustępować, gdy tylko Liane znalazła się naprzeciw Ariany. Czuła jak zastane od drogi kości powolnie się rozprostowują razem z energicznym wyjściem z samochodu. Dobrze było znów stać, tym razem nie przy wylotówce na autostradę łapiąc kolejnego autostopa z rzędu. Łącznie uzbierało się ich przeszło pięć. Pięć różnych twarzy, historii, opowieści mówionych w rytm wygrywającej w radio francuskiej muzyki. Wszyscy powtarzali jej, że jako samotna kobieta powinna bać się podróży autostopem, jednak Liane nie czuła żadnego strachu. Uwielbiała tę formę transportu mogąc poznawać co rusz nowych ludzi i wysłuchiwać historii ich życia. Każdy w pewien sposób wnosił coś nowego do jej własnego życia, nową inspirację i energię. Liane stanowczo była osobą ekstrawertyczną czerpiąc wielką radość z tych nowych spotkań. Miała wrażenie, że ludzie w długiej drodze łatwiej się otwierają, opowiadają stopowiczom historie, których normalnie by nie opowiedzieli, traktowano ich trochę jak barmanów w zimny, zimowy wieczór, spowiedników, bo ostatecznie nigdy więcej ich nie spotkają. Samochód, z którego wysiadła zatrzasnął drzwi i odjechał dalej w głąb Paryża zostawiając za sobą ostatnie trzy godziny wspólnego słuchania muzyki i przemierzania bezkresów autostrad.
-Dawno tu nie byłam, czuję się wręcz trochę jak turystka.- zaśmiała się delikatnie. W Paryżu ostatnimi czasy była przed paroma laty na faktycznej wycieczce szkolnej. Jednak całe zwiedzanie ograniczało się do drogi między Luwrem a wieżą Eiffla zupełnie pomijając to co w podróżach jest najważniejsze- znalezienie małego, ustronnego, mało turystycznego miejsca, czy to kawiarni czy baru, i spędzenie tam czasu wśród lokalnych ludzi, od których można dowiedzieć się prawdy o danym miejscu. Teraz miała zamiar zadrobić tamte straty.
-Jasne, chodźmy. Marzy mi się coś ciepłego do picia, bo moja herbata na drogę wystygła siedem godzin temu.- ponownie zaśmiała się zupełnie nie w tonie przytyku do długości trasy jaką musiała pokonać, wręcz przeciwnie cieszyła się z tej drogi. Pozwoliło jej to oderwać się od codzienności, spróbować czegoś nowego, a przede wszystkim dało jej okazję do zobaczenia znów na swoje oczy Ariany. Ariany, która wydawała się zupełnie nierealna i dopiero, gdy znalazła się w jej ramionach dzieląc się swoim wzajemnym ciepłem poczuła, że faktycznie istnieje, że nie wymyśliła sobie jej. Momentami miała wrażenie, że była zbyt idealna by mogła być prawdziwa.
-Myślałam o ogarnięciu na szybko jakiegoś couchsurfingu, ale szczerze mówiąc, jeszcze się za to zupełnie nie zabrałam i nie mam pojęcia czy uda mi się tak na cito coś znaleźć. Mam trochę pieniędzy od rodziców przekonanych, że jestem na wycieczce szkolnej, ale znając ceny hoteli w Paryżu to nie jestem taka pewna czy mi wystarczy. Ale chętnie skorzystam z drugiego łóżka u ciebie.- uśmiechnęła się delikatnie. Zafrasowana wyjazdem zupełnie zapomniała o fundamentalnej sprawie noclegu. Zazwyczaj w takiej sytuacji korzystała z couchsurfingu, który sprawdziłby się dużo lepiej, gdyby nie była tutejszą osobą. Nie dało się ukryć, że aplikacja służyła głównie turystom do wymiany doświadczeń międzynarodowych. Zawsze jednak pozostawało spanie na dworcu, które też jej się nieraz zdarzało przy okazji podobnych wyjazdów. -Właśnie, zupełnie bym zapomniała. Mam dla ciebie prezent świąteczny! Wiem, że trochę poniewczasie, ale uznałam, że dam ci go na żywo zamiast wysyłać pocztą. Czekaj, tylko go wyjmę.- zdjęła z ramion mały podróżny plecak, w którym szybko odnalazła malutką paczuszkę zapakowaną w szary, listowny papier. Może nie był najbardziej wystawnym opakowaniem, ale Liane wierzyła, że taki pakunek ma większą duszę niż te wszystkie sztuczne, sklepowe papiery ozdobne.-Obiecuje, że to nie kolejny sweter. Proszę!- wsunęła w dłonie Ariany paczuszkę czekając z napięciem, aż ta rozpakuje pakunek i odnajdzie ręcznie robiony naszyjnik z gałązką lawendy zatopioną w żywicy. Spędziła nad nim kilka dni chcąc by wyglądał jak najlepiej. Długo w polu szukała dostatecznie małej, delikatnej i ładnie zakwitniętej gałązki, którą z namaszczeniem umieściła w foremce i zalała utwardzaną żywicą by potem wpiąć w wisiorek łańcuszek i w takiej formie podarować go Arianie.
Mów mi:-
MULTI:-
 


bawi się zapałkami

pachnie dymem


Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-03-25, 20:12


Podróże służbowe były zdecydowanie prostsze. Stawiała się na lotnisku z wydrukowanym biletem, podchodziła do odpowiedniego okienka, przechodziła kontrolę i po zerknięciu na tablicę kierowała się do właściwej bramki. Sam lot trwał od kilku do kilkunastu godzin. Linia Berlin-Paryż była jedną z najprzyjemniejszych. W ciągu niecałych dwóch godzin w chmurach mogła odpocząć. Obejrzała film Collateral Beauty, zjadła lunch podany przez stewardessę i nie myślała o tych wszystkich wątpliwościach, które otoczyły ją po lądowaniu. Co ciekawe… Ariana nigdy nie podróżowała autostopem. Była amerykanką z krwi i kości, sztuka łapania taksówki była dla niej sportem narodowym.
- Ciii! Nie mów tak, jeszcze ktoś Cię usłyszy i będziemy wszędzie płacić jak turystki - roześmiała się z lekkością, której się po sobie nie spodziewała. Na co dzień była tą poważną panią z centrali. Dość rzadko się śmiała. I jeśli już to w zaciszu hotelowego pokoju, podczas oglądania głupiutkich komedii romantycznych na poprawę humoru. - Ja dzisiaj płacę, Ty zamawiasz. Więc postaraj się brzmieć jak ostra Francuzka, wiesz, taka co spala na śniadanie dwa papierosy i popija je najczarniejszą kawą. Nie pozwól nas oszukać.
Wymyśliła naprędce, zupełnie nie wyobrażając sobie Liane w tej roli. Blondynka była na to za delikatna, bliżej jej było do nastolatki, która przełamie dystans szybkim trzepotem rzęs.
- Ile…?! Tak daleko jechałaś? Boże, jaka ja jestem czasem głupia - jęknęła, uświadamiając sobie, że wszystkie żarty o amerykanach i ich braku podstawowej znajomości geografii są jak najbardziej prawdziwe. - Gdybym wiedziała… Eh. Czym jechałaś? Pociągiem? Podwiózł Cię jakiś przyjaciel?
Dopytywała, kąsana przez poczucie winy. Naprawdę odpuściłaby tę propozycję gdyby była świadoma odległości. Właściwie… wyszła z nią trochę bez zastanowienia. Jej myśli szły po najprostszej drodze. Miała mieć mały przystanek we Francji, a we Francji mieszkała Liane. Te dwie informacje dodały się w jej podświadomości jak banalne równanie dwa do dwóch. Gdy pisała list w Berlinie docierało do niej tylko to, że chciałaby znowu ją zobaczyć, spędzić z nią choćby tylko godzinę. Jej wyuczony sceptycyzm pojawił się z zadziwiającym spóźnieniem.
- W takim razie zamiast gorącej czekolady proponuję kolację. Na co masz ochotę? - zerknęła na nią z ukosa, mając nadzieję, że wyczyta z jej oczu przebłysk zieleni, przyzwolenie na dowolną zachciankę. Zamierzała wynagrodzić jej tą przydługą podróż.
- Okej, czyli mamy to uzgodnione, nocujesz u mnie. Nie musimy się przejmować zegarkiem.
Podsumowała, z ekscytacją rozglądając się wokół. Od początków delegacji mówiła, że europejska architektura bije na głowę znajome jej wieżowce. Stare, nadkruszone kamienice miały duszę, były szlachetne.
- Prezent? Przecież go już dostałam, zjadłam na święta twoją männel - ściągnęła brwi, nie przewidziała takiego obrotu sytuacji. Przystanęła jednak obok, cierpliwie czekając aż wyciągnie zawiniątko z plecaka. - Ej, to źle brzmi. To nie tak, że nienawidzę swetrów. Mam ich całą szafę i często je…
noszę uciekło jej z języka, Liane zbyt uroczo wpatrywała się w jej dłonie, wyczekując aż zobaczy jej reakcję na tę niespodziankę. Dlatego uśmiechnęła się tylko z miną: w porządku, wygrałaś i ostrożnie rozpakowała prezent. Naszyjnik był piękny. Mówiły to jej palce, powoli badające jego strukturę. I mówiło to jej spojrzenie, migocząc ze szczęścia.
- Liane… To najładniejsza i najbardziej osobista rzecz jaką dostałam od… nie wiem nawet kiedy - zachłysnęła się powietrzem. Po czym wtuliła się w nią mocno, bez ostrzeżenia. - Dziękuję! Tak bardzo, bardzo dziękuję!
Mów mi:-
MULTI:-
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-03-26, 23:46


Przyglądała się Arianie nie mogąc się nacieszyć jej widokiem. Teraz, kiedy przed nią stała i patrzyła w jej błękitne oczy, kiedy obserwowała jej ruchy i jej zachowania, miała wrażenie jakby to wszystko sobie przyśniła. To było zbyt piękne by mogło być prawdziwe. Widok uśmiechu, który malował się na twarzy Ariany sprawiał, że ustępowało całe zmęczenie podróżą, która do tej pory ciągnęła się nieubłaganie. Warto było, cholera, było warto. Choćby dla tych kilku godzin, które dla siebie miały. Prawdopodobnie spędzą ze sobą mniej czasu niż Liane łącznie spędzi w drodze tam i z powrotem, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Teraz, patrząc na piękno Crawfordównej była pewna, że podjęłaby tę samą decyzję znów i znów i znów, i milion kolejnych razy.
-O nie, na to bym nie pozwoliła!- roześmiała się w rytm śmiechu towarzyszki. Fakt faktem, nie była w Paryżu już wiele lat, ale doskonale pamiętała jak przystoi się zachowywać prawdziwym francuzom. -Spokojnie, dla ciebie przybiorę moją najbardziej francuską ze wszystkich twarzy. Uśmiech numer dziesięć, lekko wyważony z odrobiną pogardy i zdenerwowania, że jak to nie mogę zapalić w restauracji, co to za okropna dyskryminacja palaczy, jak tak w ogóle można? - uśmiechnęła się uśmiechem szczerym i prawdziwym. Ta wersja jej zupełnie do niej nie pasowała, ale doskonale umiała wchodzić w odpowiednią rolę, kiedy rozchodziło się o podnoszenie stawek dla turystów. Nigdy nie rozumiała tego precedensu, tak samo jak nie rozumiała wstrętu francuzów do języka angielskiego. Uczono ją o wojnie stuletniej i tej wielkiej nienawiści między Anglikami z Francuzami, ale to wszystko było na tyle dawno, że nie rozumiała po co do tej pory chować urazę, po co brzydzić się języka, który pozwalał poznawać ludzi takich jak Ariana.
-W sumie będzie jakieś osiem godzin. Wyjechałam rano.- wzruszyła ramionami jak gdyby była to najzwyczajniejsza w świecie informacja, jakby nie było nic specjalnego w tym, że dla paru godzin przemierzyła pół kraju.- Pojechałam autobusem do Lyonu, a stamtąd łapałam już autostop. W sumie jechałam z pięcioma kierowcami. Całkiem ciekawi ludzie. Ostatni był trochę nudnawy i niezbyt rozgadany, więc po prostu słuchaliśmy wspólnie muzyki.- nie rozumiała poczucia winy, które malowało się na twarzy jej towarzyszki. Dla Liane nie było to nic szczególnego. Nie zrobiłaby tego, co prawda, dla nikogo innego, ale dla Ariany byłaby w stanie jechać nawet nad wybrzeże, jeśli byłaby taka konieczność. -Mam trochę bliżej do Włoch niż do Paryża, więc jeśli byś się w przyszłości zatrzymywała w Mediolanie to koniecznie daj mi znać.
Na wspomnienie o kolacji żołądek Liane automatycznie się skurczył przypominając jej, że praktycznie od rana nic nie jadła.
-Wiesz co, znam taką świetną lokalną knajpkę. Powinna być niedaleko, jeśli mnie pamięć nie myli. Mieli świetne croissanty, którymi się zajadałam przez cały ostatni pobyt w Paryżu. - co prawda było to kilka lat temu i do tej pory knajpa mogła splajtować, ale dziecinna naiwność Liane pozwalała jej wierzyć, że nadal dobrze prosperuje.
-Dla mnie od teraz zegarek nie istnieje. Chcę się nacieszyć każdą godziną jaką ze sobą mamy.- powiedziała szczerze patrząc Arianie w jej błękitne oczy. Chciała wykorzystać każdą chwilę jaką dał im los. Przepełniała ją ekscytacja i już teraz pragnęła by ten wieczór się już nie kończył.
-Männel to był prezent na mikołajki! U nas daje się prezenty zarówno na mikołajki jak i na święta. Podwójna dawka przyjemności.-uśmiechnęła się z radością obserwując jak Ariana rozpakowuje skrzętnie pakowany przed godzinami naszyjnik. Nie spodziewała się przytulenia, które nagle otrzymała, ale przyjęła je z otwartymi ramionami sama wtulając się w materiał kurtki Ariany.-Nie ma za co, miałam nadzieję, że ci się spodoba. Teraz będziesz mogła mieć zawsze przy sobie kawałek Francji, kawałek mnie.- wyszeptała do jej ucha wtulając się w nią mocniej zupełnie nie chcąc jej puszczać.
Mów mi:-
MULTI:-
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 68 punktów
Jimin jest z reguły osobą chłodną, ale to wszystko tylko dlatego, że nie chce zostać zraniona. Lubi imprezować, ale i spędzać czas ze swoim psem, którego przygarnęła. Pewnie oglądają razem powtórki Gry o Tron (ale nie sezony 8 i 9). Nie potrafi pływać, przez co panicznie boi się głębokości, a jej tajną umiejętnością jest… rapowanie!
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 65 punktów
Ta żywiołowa dziewczyna słynie ze swojego przekonania, że nie ma złych ludzi, są tylko źle podjęte decyzje i nieodpowiednie miejsce. Strzeżcie się jej, panowie, ponieważ ma lepkie rączki. Życie nie rozpieszczało Willow, bowiem straciła rodziców i z siostrą trafiły do sierocińca. Dziś jednak jest wesoła, wierzy wciąż w prawdziwą miłość, chociaż nie zawsze wychodzą jej relacje damsko-męskie. To nic, bo nadrabia charyzmą i teatralnymi omdleniami.