Vist

Seattle


Dreamy Seattle
1 lat
1 cm
mieszka w Queen Anne

2020-07-10, 18:40


Mów mi:Dreamy Seattle
MULTI:-
. pierwsze urodziny forum .
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-06, 14:13


Wieczór osnuwała mgła, zarówno ta fizyczna jak i metaforyczna. Mgła, która zasnuwała rozkojarzone spojrzenie, osiadała na zmęczonych ramionach, wkradała się po pazuchę skórzanej kurki dotykając wrażliwej skóry, łączyła się z unoszącym się w powietrzu lekkim dymem kolejnego nerwowo spalanego papierosa. Zaciągnęła się kolejny raz patrząc na powoli kończący się rulon trzymany w palcach. Nie była pewna dlaczego się stresuje. Może to niepewność, z którą wiązały się pierwsze spotkania. Niepewność, która wgryzała się w niespokojny i rozbiegany umysł, niepewność, która odbierała na chwilę powolny oddech by zastąpić go pośpiesznym łaknieniem tlenu. Niepewność tego z kim tak na prawdę ma zamiar spędzić następne godziny, niepewność tego jak właściwie się one potoczą.
Nie przywykła do randek z tindera. Założyła tę felerną aplikację bardziej z potrzeby zajęcia czymś myśli niż faktycznej chęci poznania miłości swojego życia. O ile coś takiego w ogóle istniało. Bliżej było jej przekonaniu, że miłość jako taka nie istnieje niż, że odnajdzie swoją bratnią duszę. Albo zwyczajnie próbowała zapomnieć o tej, którą niegdyś zwykła tak nazywać. Tracąc poprzednią ukochaną w pewien sposób utraciła wiarę w samą miłość.
Wiadomości wymienione z Chelsei były krótkie i rzeczowe. Zanim się zorientowała była umówiona na spotkanie z osobą, której praktycznie nie znała. Nie zwykła być tak prędka do spotkań twarzą w twarz, ale coś jej podpowiadało, że może tym jednym razem jest to dobry pomysł. Może tym razem wszystko będzie w porządku, może tym razem to faktycznie jest ta osoba przy której zatrzyma się na chwilę dłużej niż na parę dni, na parę ulotnych, namiętnych chwil. Stanowczo zbyt często szukała zapomnienia w ustach innych ludzi.
Mimo ciepła wieczoru poczuła wkradający się pod ubrania chłód stresu, który ściskał jej żołądek, gdy zauważyła na horyzoncie sylwetkę nadwyraz podobną do zdjęć, które co rusz przeglądała na profilu (nie)znajomej. Uspokój się, to tylko spotkanie jak każde inne. Oparła się o ścianę altanki dopalając tlącego się w jej ustach papierosa. Szybkim ruchem wyrzuciła go do niedaleko stojącego śmietnika. Wzięła głębszy oddech i przymknęła oczy by na chwilę uspokoić gonitwę myśli w swojej głowie. Podniosła rękę by pomachać do zbliżającej się dziewczyny by dać jej znak, że to ona stoi za profilem, który jeszcze niedawno Chelsei przesunęła w prawo.
Mów mi:-
MULTI:-
 


Kawę robię

mów mi Charlie


Chelsea Williams
25 lat
173 cm
mieszka w Queen Anne

2021-02-12, 10:11


“Będę późno, nie czekaj na mnie!” krzyknęła tylko wgłąb mieszkania do człowieka, u którego ostatnio mieszkała i wyleciała w biegu starając się zawiązać ciężkie, dopiero co wyczyszczone z zimowego błocka buty, bo już wiedziała, że się spóźni. Nie bez powodu dostała od brata zegarek, na któreś urodziny, na którym były rozsypane cyfry i napis “nieważne i tak jestem spóźniona”. Od paru miesięcy urządzenie nie działało, ale nadal zdarzało jej się je nosić na nadgarstku, częściowo z sentymentu, a częściowo dlatego, że akurat jej pasował estetycznie.
Na paręset metrów przed miejscem spotkania zwolniła i zgięła się wpół, żeby uspokoić oddech, bo nie dopadnie przecież do laski zziajana z zaczerwienionymi policzkami, starając się coś z siebie wydusić. Zerknęła tylko na telefon, ale uznawszy, że piętnaście minut spóźnienia to niemal pojawienie się na czas, wsunęła go z powrotem do kieszeni, darowując sobie wysyłanie przepraszającego smsa; będzie mogła to zrobić za dwie minuty na żywo. Ktoś kiedyś się z niej nabijał, że gdyby zebrać do kupy czas, jaki w życiu poświęciła na przepraszanie za spóźnienie, dostałaby dodatkową dobę. Pewnie miał rację. Może ten zepsuty zegarek na nadgarstku był idealną przenośnią jej życia.
- Cześć. - Uśmiechnęła się szeroko do blondynki, której chwilę wcześniej odmachała. - Przepraszam, korki, mam nadzieję, że długo nie czekałaś. Miło zobaczyć cię na żywo. - Krótki, pewny uścisk zziębniętych dłoni i nieschodzący z ust delikatny, uprzejmy uśmiech.
Na randkach była niemal jak ryba w wodzie. Lubiła poznawać nowych ludzi, wymieniać z nimi informacje o pierdołach ze swojego życia i obserwować ich reakcje. Dreszcz emocji i podniecenia, który zawsze się pojawiał na pewnym etapie, dłuższe spojrzenia, a jeżeli pierwsze spotkanie było przyjemne i nie zmieniało się tylko w jednonocną przygodę, to potem planowanie kolejnych, byle ciekawych, byle oryginalnych, byle nie kino-kolacja, bo nie była jeszcze emerytką, żeby tak banalnie spędzać wieczory.
Z łatwością więc ciągnęła rozmowę z blondynką, która była nie dość, że śliczna, to jeszcze swoim akcentem sprawiała, że Charlie mózg się na sekundę wyłączał. Francuski średnio rozumiała, zamiast siedzieć na lekcjach wolała wypalać fajki za szkołą, ale akcent? Och, gdyby z samym akcentem można było pójść do łóżka, to wszystkie swoje oszczędności by przeznaczyła na lot do Francji, by tam w szczęściu i poczucie głębokiego zaspokojenia dokonać żywota.
- Pewnie ciągle słyszysz to pytanie, ale ja przynajmniej mogę się wykręcić zasadami pierwszej randki. Skąd jesteś?
Mów mi:jj
MULTI:Franklin
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-12, 16:18


Spóźniała się. Nie przeszkadzało to Liane specjalnie, przywykła do tego, że sama w zbyt wielu miejscach pojawiała się spóźniona. Zbyt często zdarzało jej się oddawać się snowi, który pojawiał się o najmniej spodziewanych porach, zamiast wstać wcześniej i przygotować się tak jak powinna czy to do spotkań czy do pracy. Zrzucała winę na swój system pracy, funkcjonowanie w nocy odbierało jej decyzyjność w sprawie snu za dnia. Czasami wracała od razu z cmentarza do łóżka, czasami dopijając piątą już kawę kończyła najnowszą książkę w jakiejś taniej kawiarni lub w zaciszu własnego mieszkania. Nie umiała przyznać przed sobą, że nie do końca potrafi funkcjonować w trybie nocnej pracy, zdążyła już nawet przywyknąć do malujących się pod jej oczami zaczerwień wynikających z chronicznego zmęczenia.
Nastawiając się na jeszcze parę minut spóźnienia swojej randki Liane wyciągnęła ponownie z kieszeni paczkę fajek odpalając kolejną w rumianych ustach. Poniekąd nienawidziła palenia, nie lubiła zapachu papierosów, ani ich smaku, jednak od kiedy spróbowała tego pierwszego nie potrafiła za bardzo nad sobą zapanować. Nauczyła się nie palić przy ludziach, którzy nie wydawali na to zgody, ale stanowczo zbyt często sięgała po uspokojenie w paczce. Wmawiała sobie, że to kwestia tego, że palenie to najprostsze ćwiczenie oddechowe i właśnie dlatego tak łatwo było się uspokoić kolejnym papierosem. Zaciągnęła się mocniej opierając się o stojącą za nią altankę. Dopiero, gdy zauważyła malującą się na horyzoncie sylwetkę dziewczyny, z którą się umówiła odrzuciła kiepa do niedalekiego śmietnika.
-Cześć, nie przejmuj się, nic się nie stało.- odparła uspokajająco podając dziewczynie rękę na przywitanie. Pierwsze co rzuciło jej się w oczy po zobaczeniu Charlie to jej łatwość w obyciu. Zdawała się nie być zupełnie zestresowana, w przeciwieństwie do Liane, która nie przywykła jeszcze do tej nowej formy poznawania ludzi. Do niedawna nie sądziła, że randki to coś czego potrzebuje. I faktycznie, może nie potrzebowała. Może starała się jedynie zabić bijące się w niej emocje poprzez przekazanie ich na drugą osobę. Jednak jak na kogoś kto randek nie potrzebuje stanowczo zbyt często spotykała się z ludźmi z tindera. Stanowczo zbyt często budziła się potem w nie swoim łóżku z wyrzutami sumienia i wstydliwym marszem z powrotem w swoje cztery ściany.
-Z Francji, z takiej małej wioski z Alpach. Bonneval-sur-arc, konkretnie. Spędziłam tam właściwie większość życia.- odpowiedziała pozwalając sobie na chwilę wrócić wspomnieniami w czasy, w których jej jedynymi zmartwieniami było wstawanie skoro świt by nakarmić zwierzęta.-Całkiem ładne miejsce, ale absolutne zadupie świata. Właściwie nie ma tam nic poza kilkoma domami, dwoma sklepami i ośrodkiem narciarskim dla turystów. Wszyscy się znają, trochę tworzą jedną rodzinę, w końcu mieszka tam jakieś dwieście osób ledwo.- i właśnie dlatego Liane wiedziała, że nigdy nie może wrócić w rodzinne strony. Wszyscy ją znali i wiedzieli dlaczego opuściła alpejskie wzgórza, wiedzieli o jej związku, który nie był akceptowany ani przez jej konserwatywnego ojca, ani przez społeczność, wiedziała, że jeśli wróci to z celownikiem na plecach.-A Ty? Jesteś z Seattle czy się tutaj przeprowadziłaś?
Mów mi:-
MULTI:-
 


undercover cop

Ayays


Mark Osborne
35 lat
190 cm
mieszka w South Park

2021-10-23, 22:07


Chinatown było kalejdoskopem, który jednocześnie miał tak wiele uroku, a przy tym nie miał go wcale. W zależności od tego z której perspektywy, z którego miejsca przyglądał się dzielnicy, widział wiele różnych rzeczy. Pora dnia przykrywała mrokiem brudne ściany paskudnych budek, odsłaniając ich piękno połyskujących neonów, ale poza tym, odwieczny dylemat.
Czy lepiej stać tam, gdzie ładniej i spoglądać na brzydotę?
Czy stać w brzydocie i oglądać tylko to, co ładne?
W tej chwili obrał ten drugi wariant. Zamawiając bezwiednie kawę, uwagą błądził po ludziach przemieszczających się po drugiej stronie ulicy. Po fali wchodzącej do i wychodzącej z supermarketu, po cieniach odzianych w ludzkie powłoki, jedno za drugim śpieszące w sobie znanym kierunku.
W Chinatown przede wszystkim łatwo było zniknąć i ciężko było kogoś śledzić.
- Dzięki - rzucił krótko do młodszej kobiety podającej jej kubek i niemal od razu zaklął pod nosem, na oślep odbierając papierowe naczynie, wylewając gorący napój sobie samemu na rękę. Podniósł wzrok na kobietę.
Ładna. Młodziutka dziewczyna. Studentka dorabiająca do i tak skromnych warunków życia, na które mogła sobie pozwolić. Ot, niepozorna, o niewinnym spojrzeniu.
Takie były najgorsze.
Uśmiechnął się do niej lekko, z lekkim obrotem tracąc nią natychmiastowo zainteresowanie. Jego cel leżał zupełnie w innym miejscu - tam, w tej fali jednakowych twarzy, w oceanie szarości i wymalowanej w oczach nudy.
Tam właśnie dostrzegł wychodzącą zza rogu Jessę.
Mów mi:daddy
MULTI:vinnie
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 68 punktów
Jimin jest z reguły osobą chłodną, ale to wszystko tylko dlatego, że nie chce zostać zraniona. Lubi imprezować, ale i spędzać czas ze swoim psem, którego przygarnęła. Pewnie oglądają razem powtórki Gry o Tron (ale nie sezony 8 i 9). Nie potrafi pływać, przez co panicznie boi się głębokości, a jej tajną umiejętnością jest… rapowanie!
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 65 punktów
Ta żywiołowa dziewczyna słynie ze swojego przekonania, że nie ma złych ludzi, są tylko źle podjęte decyzje i nieodpowiednie miejsce. Strzeżcie się jej, panowie, ponieważ ma lepkie rączki. Życie nie rozpieszczało Willow, bowiem straciła rodziców i z siostrą trafiły do sierocińca. Dziś jednak jest wesoła, wierzy wciąż w prawdziwą miłość, chociaż nie zawsze wychodzą jej relacje damsko-męskie. To nic, bo nadrabia charyzmą i teatralnymi omdleniami.