Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-04, 19:43


Dźwięki francuskiej muzyki rozbijające się o kafelki ścian łazienki w mieszkaniu Liane. Dans mon esprit tout divague je me perds dans tes yeux. Podśpiewywała nie zważając na swój niosący się po mieszkaniu głos. Conor nie miał w zwyczaju narzekać na jej śpiew, choć nie należał on do najwybitniejszych. To prawdopodobnie ten akcent zmiękczał jego serce, albo zwyczajny brak chęci na kłótnię lokatorską. Odcisnęła blond włosy w trzymany w ręce ręcznik akurat w momencie, gdy kolejne słowa piosenki zostały przerwane przez znajomy dźwięk powiadomienia. Tinder. Sięgnęła jeszcze mokrymi rękami po leżący niedaleko telefon by ujrzeć na ekranie ostatnie imię, którego się spodziewała. Blake.
Od pierwszych wiadomości Liane zauważyła, że jej szef jest w stanie co najmniej wskazującym. W pierwszej myśli miała zamiar zignorować próby komplementowania jej mniej pracowniczego wyglądu, jednak ta niepoprawność podrywania własnego przełożonego sprawiła, że postanowiła mu odpisać. Co ty robisz?- ganiła się sama podsuszając opadające na czoło mokre kosmyki.
Sama nie była pewna czemu założyła tindera. W głębi siebie doskonale wiedziała, że nie przeszło jej nadal po poprzednim związku, nie potrafiła pozbyć się wspomnień ukochanej nawiedzającej ją wieczorami, gdy pozostawała w samotności. Nie oczekiwała od tej aplikacji miłości, raczej szukała w niej zajęcia czasu, a z pewnością zajęcia myśli, przekierowania emocji choć na chwilę na kogoś innego, kogoś kto nie był niedostępny.
Nie spodziewała się otrzymać zaproszenia z dokładnym adresem swojego szefa. Ich relacja co prawda nie była zbyt oficjalna, jednak odwiedzenie go w mieszkaniu po rozmowie na temat leżenia wspólnie w trumnach nie wydawało jej się zbyt profesjonalnym podejściem. Przecież nic się nie musi wydarzyć szczególnego. Zanim się zorientowała palce wystukały obietnicę pojawienia się pod wskazanym adresem. W końcu masz cokolwiek lepszego do roboty?
Wychodząc z łazienki rzuciła jedynie w stronę Conora, że wychodzi i nie jest pewna czy wróci na noc. Współlokator nie szczędził komentarzy, które zbyła jedynie przewrotem oczu. Może to i dobrze, że idzie się z kimś spotkać. Ostatnio jej życie obracało się wokół pracy i powrotów do domu, samotnych wieczorów lub tych spędzonych razem z Conorem na oglądaniu po raz kolejny Gwiezdnych Wojen. Jeszcze jeden taki seans i będzie w stanie cytować każdą pojedynczą scenę. Zarzuciła na siebie skórzaną kurtkę i opuściła mieszkanie, którego widoku miała już zdecydowanie dojść.
Zimno wieczora szybko wgryzło się w jej odsłoniętą szyję. Lekko drżącymi dłońmi wyjęła schowaną w kieszeni paczkę papierosów i odpaliła jednego by pozbyć się dziwnego ucisku w żołądku. Stresowała się stojącą przed nią niewiadomą. Nie wiedziała czego po Blake’u oczekiwać poza wstawieniem alkoholowym. Nie była pewna czy to będzie zwykłe, koleżeńskie spotkanie, czy jednak pójdzie to w innym kierunku. Nie była nawet pewna czy chce by to było tylko koleżeńskie spotkanie. Stając pod wskazanym adresem szybko zgasiła papierosa i wyrzuciła resztkę do niedalekiego śmietnika. Głęboki wdech, wydech. Wszystko jest w porządku, to tylko spotkanie z tindera, jak każde inne. Zadzwoniła domofonem.
Mów mi:-
MULTI:-
 


Filthy, impetuous soul

What was left when that fire was gone? I thought it felt right, but that right was wrong.


Blake Griffith
32 lata
191 cm
mieszka w Phinney Ridge
Reaching for a book of matches strike a light, and you'll see the real mess that I am

2021-02-04, 22:03


Nieco ponad dwa tygodnie - tyle minęło od feralnego wieczora, podczas którego w Serenity Funeral Home wydarzyło się coś, co już na zawsze miało pozostać tajemnicą czterech osób biorących udział w tuszowaniu morderstwa. Blake wiedział, że Saoirse działała w samoobronie, a pomimo tego był na siebie zły o to, że nie dosłyszał na czas, że dzieje się coś złego. Mógł zareagować - przecież był w zakładzie pogrzebowym przeglądając dokumenty z zamówieniami i finansami (w połowie) swojego biznesu. Gdyby tylko jego myśli nie były aż tak skupione na cyferkach, datach, treści wiadomości, może wyłapałby pojedyncze słowo powiedziane podniesionym głosem, albo trzask tłuczonego szkła. Dużo było wahań, a ich sens równał się zeru.
Uniósł szklankę do ust, tym samym kończąc kolejną (hej, kto by to liczył?) porcję whiskey. Kilka godzin wcześniej wylądował w Szmaragdowym Mieście, które - jak zazwyczaj - przywitało go ponurą pogodą, a ta prędko zaraziła jego nastawienie. Wziął urlop; zbyt długi, aczkolwiek potrzebny, przez co nie było go w pracy przez mniej więcej tydzień. Mógł - spóźniony - uczcić kolejne urodziny, które feralnie wypadły tuż po tym, jak w krematorium żegnał się z nieznajomym mężczyzną. I tak nie planował celebrować kolejnego roku - a mógł, skoro pierwszy raz od pięciu lat spędzał urodziny na wolności.
Błysk ognia zatańczył na wietrze, odbijając się w jego stalowo niebieskich tęczówkach. Zaciągnął się łaskoczącym dymem papierosowym, dopiero po chwili wypuszczając go przed siebie. Leniwe przesuwanie palcem po ekranie smartfona; swipe right, swipe left. Super-like. Left, left, right. Stop. Zmarszczył czoło, wyławiając między kłębami dymu znajomą postać.
Liane?
Czyżby - w sposób nieostrożny i niestosowny - na prawo przesunął swoją pracownicę? Nie, tylko mu się wydawało. Alkohol mieszał się z krwią, coraz bardziej odbierając trzeźwość myślenia. Kilka kolejnych - równie nieskładnych - wiadomości posłanych w cyfrową przestrzeń nie zostawiła mu złudzeń; kto inny pisałby do niego szefie, mówiąc dodatkowo o leżeniu w trumnach?
Daj mi 20 minut i się widzimy.
- To chyba najszybsza... - Randka? Nie dokończył myśli, ale nie przejął się tym, bowiem był sam w domu. Machnął lekceważąco ręką, której dłoń w następstwie tego ruchu dogasiła papierosa i przymknęła drzwi na patio. Wrócił do środka.
Zrezygnował z dolania sobie bursztynowego trunku, a zamiast tego wziął chłodny prysznic licząc, że trochę wytrzeźwieje. Tuż po tym, jak wciągnął na siebie czarne spodnie dresowe i szary t-shirt, usłyszał charakterystyczny dźwięk.
A jednak.
Otworzył drzwi, tym samym zapraszając blondynkę do środka, a wraz z nią kolejne podmuchy chłodnego, zimowego powietrza.
- Nie sądziłem, że przyjdziesz - powiedział szczerze, mimowolnie taksując ją spojrzeniem, jak gdyby chciał upewnić się, że ona to ona, a jego wcześniejszy, zamglony wzrok został wyostrzony przez letnią wodę.
- Tylko mamy problem - dodał powoli cedząc słowa. Zamknął drzwi i oparł się o nie plecami. - Wbrew pozorom nie mam w domu trumien - oświadczył, rozkładając ręce na boki w geście bezradności.
...ale czy naprawdę były im dziś potrzebne? Oby nie.
Mów mi:Konkrety
MULTI:Win
. Halloween Merry Christmas .
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-04, 22:32


Nie wiedziała co robi, a każdy kolejny czyn przybliżający ją do znalezienia się w mieszkaniu swojego, bądź co bądź, przełożonego napawał ją stresem większym niż przy jakiejkolwiek wcześniejszej randce z tej felernej aplikacji. Nie była nawet pewna, czy to co robili, mogła nazwać randką. Spotkaniem? Z całą pewnością nie biznesowym, ale czy tak wielkim grzechem były spotkania poza miejscem pracy? Ciężko było jej powiedzieć, bo prawda była taka, że poniekąd była to jej pierwsza poważna praca. Całe życie pracowała wśród lawendowych pól, rosnących warzyw i kwiatów i kolejnych powolnie zaszywanych spodni. Poświęcała się pracy domowej otrzymując od ojca skąpe wynagrodzenie za to co robiła. Nigdy nie narzekała, bo ojciec uważał ,ze powinna być wdzięczna za każdy grosz uznając, że praca w polu to jej rodzinny obowiązek. Poniekąd Liane sama w to wierzyła, czuła by się źle siedząc w domu pomiędzy książkami, gdy matka niszczyła sobie dłonie kolejną parą ubrań do zacerowania, a ojciec wypruwał nerwy przy ścinaniu kolejnych gałęzi lawendy. Od kiedy pojawiła się w Seattle łapała się kilku mniejszych prac, to pisała artykuły na zamówienie, to sprzątała mieszkania, a od czasu do czasu parzyła kawę, ale każda z tych prac była bardziej dorywcza niż prawdziwie poważna. Dopiero w Serenity odnalazła swoje miejsce, gdzie martwe, zranione serce czuło się dobrze wśród innych już dawno niebijących. Traktowała tę pracę poważnie i z każdym krokiem przybliżającym ją do mieszkania Blake'a obawiała się, czy to co właśnie chciała zrobić, nie spowoduje późniejszych problemów. Z drugiej strony nie pamiętała już, kiedy ostatnio zrobiła coś szalonego, a nagły wyrzut adrenaliny tylko ją utwierdzał w podążaniu dalej.
-Szczerze, też nie sądziłam, że przyjdę.- odparła bez ogródek. Decyzja o przyjściu była całkowicie spontaniczna i prawdopodobnie gdyby dała sobie choć minutę więcej na przemyślenie tego co pisała, to nie byłoby jej tutaj. Z odważnym krokiem weszła w głąb mieszkania, jakby udając sama przed sobą, że jest pewna siebie i wszystkich swoich decyzji, że nie oddaje się chwili i nie pozwala decydować buzującej w żyłach adrenalinie.
-Naprawdę? A powinieneś, pomyśl tylko jakby wygodnie się w takiej trumnie spało. Sama bym chętnie jedną przygarnęła, żeby więcej nie spać na tym niewygodnym łóżku.- wyrzuciła z siebie zanim zorientowała się jak mogło to zabrzmieć.-Ale spokojnie, żadnej nie zawinęłam w czasie twojego urlopu...przynajmniej jeszcze- dodała chcąc rozładować trochę atmosferę, a może tylko swoje własne wewnętrzne napięcie. Rozpięła kurtkę i odwiesiła ją na pobliski wieszak dając do zrozumienia, że przynajmniej na ten moment nigdzie się nie wybiera. -W każdym razie brak trumien to najmniejszy problem. Wiesz, wspólnie leżeć można wszędzie...- zdawało się, że zupełnie zignorowała podtekstowy wydźwięk tego zdania zupełnie jakby celowo miało wybrzmieć w taki sposób. Może faktycznie miało...
Mów mi:-
MULTI:-
 


Filthy, impetuous soul

What was left when that fire was gone? I thought it felt right, but that right was wrong.


Blake Griffith
32 lata
191 cm
mieszka w Phinney Ridge
Reaching for a book of matches strike a light, and you'll see the real mess that I am

2021-02-05, 21:46


Pomimo tego, iż dorastał w bogatej rodzinie, która nigdy nie mogła narzekać na brak funduszy, Blake od swoich nastoletnich lat miał na głowie przeróżne obowiązki - a może właśnie dlatego, że nauczony był - między innymi - szacunku do pieniędzy? Jego ojciec, Wayne, był (i jest nadal)inwestorem i założycielem kilku start-upów, przez co młody Griffith zdawał sobie sprawę z tego, że aby do czegoś dojść, trzeba wiele trudu, czasu i poświęceń. Jackie zaś do tej pory z powodzeniem pisze przeróżne artykuły do niezależnych gazet, prowadzi swojego bloga i zbiera materiały na wydanie książki z reportażami z przeróżnych stron świata. Jako jedynak, czuł na sobie presję ze strony rodziców, którzy przelewali na niego ambitne plany i wizję świetlanej przyszłości. Z perspektywy czasu mógł stwierdzić, że nie było w tym nic złego (męczącego? owszem), lecz finalnie skończył jako... były więzień, współwłaściciel zakładu pogrzebowego i anonimowy inwestor. Bynajmniej nie łączyło się to z niczyimi marzeniami odnośnie tego, jak będzie wyglądało jego życie po trzydziestce. Mieszkanie w słonecznym Los Angeles zostało zastąpione szarym, deszczowym Seattle, a zamiast pracować w branży filmowo-muzycznej, mógł ewentualnie naciskać klawisze na zakurzonym pianinie stojącym w Serenity, albo tym, które zdobiło jego salon.
- Dlaczego? - zapytał odruchowo. - Dlaczego nie sądziłaś, że to zrobisz i z jakiego powodu zmieniłaś zdanie? - doprecyzował, osadzając przeciągłe, zainteresowane spojrzenie na poziomie jej oczu. Znał Liane od paru miesięcy, choć z drugiej strony ciężko było z pewnością w głosie uznać, że ją zna. Była sympatyczną młodą kobietą, pomocną i pracowitą, ale też zupełnie nie pasowała mu do zawodu, jaki wykonywała, co zapewne powiedział jej głośno co najmniej ze dwa razy.
- Ładnie wyglądasz. - Komplementy rzadko kiedy padały z jego ust; częściej rzucał w eter kąśliwe uwagi, złośliwości, czy też pełne nonszalancji i pozornego znudzenia krótkie komentarze. Wnioski wielokrotnie z różnych powodów wolał zostawiać dla siebie. Teraz... cóż, alkohol najwyraźniej rozwiązywał mu język bardziej, niżeli wypadało. Zadarł wyżej podbródek i gestem wskazał kierunek, w jakim mogli się udać, czyli połączony z kuchnią salon.
- Moje łóżko za to jest bardzo wygodne -
poinformował, automatycznie przenosząc wzrok w kierunku schodów. Jego sypialnia znajdowała się na piętrze, a Griffith dopiero po wypowiedzeniu tych słów zarejestrował, że i one mogły mieć dwuznaczny wydźwięk. Nie przejął się tym, a kąciki jego ust uniosły się w zuchwałym uśmiechu.
- Opowiedz mi coś o sobie - polecił, może nawet zbyt pewnym i bezpośrednim tonem. - Aktualnie... Wydajesz się... - urwał, zatrzymując się przed kuchenną wyspą i odwracając przodem do blondynki. Przez dłuższą chwilę milczał, zastanawiając się jak ubrać w słowa swoje myśli. Najczęściej nie miał z tym problemu, aczkolwiek tego wieczora z wiadomych przyczyn potrzebował na o to więcej czasu.
- Spięta - skwitował krótko - czego się napijesz? Whiskey? Wino? Woda? - Mógłby jeszcze zaproponować kawę, albo tequilę, chyba że będzie miała ochotę na coś innego, co akurat będzie miał w domu.
Mów mi:Konkrety
MULTI:Win
. Halloween Merry Christmas .
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-06, 15:01


Dlaczego? pytanie Grifficha odbijało się echem w jej zamęczonej głowie. Jak to dlaczego? Miała wrażenie, że w tej sytuacji jako jedyna odnajduje niepoprawności. Blake wydawał się w zadziwiający sposób zupełnie nieprzejęty tym nagłym i niespodziewanym spotkaniem. Może faktycznie Liane starała się dojrzeć więcej nieprofesjonalizmu niż było do dostrzeżenia. Może próbowała nadać tej sytuacji większą wagę niż powinna. Ostatecznie przecież nie musiało do niczego dojść.Ale mogło.
-Po prostu nie spodziewałam się wiadomości od ciebie akurat na tinderze- powiedziała próbując wytłumaczyć swoją niepewność w tej sytuacji. Zdarzało jej się kilkukrotnie znajdować w sytuacji, w której jej przełożony ewidentnie sugerował jej więcej niż pracownicze relacje i stanowczo więcej niż przyjaźń, jednak zwykła w takich momentach odwracać się na pięcie. Sugestie podwyżki za kilka ruchów w magazynie nie były w żaden sposób zachęcające do pozostania w miejscu pracy. Może dlatego tak często przez pierwszy rok mieszkania w Seattle zmieniała miejsca zatrudnienia. Tym razem jednak to spotkanie nie było wynikiem nieprzyzwoitych sugestii i obleśnego zachowania szefa, a chęciom ich dwojga.-To był bardziej impuls niż rozsądek, ale czasami warto zaufać pierwszemu odruchowi-odpowiedziała zgodnie z prawdą. Pomysł wyjścia z mieszkania był nagły i zupełnie niespodziewany, ale póki co niczego nie żałowała.
Znała Grifficha już jakiś czas, choć miała wrażenie ,ze bardziej go spotykała niż faktycznie znała. Bywała w jego otoczeniu bardziej niż realnie go poznawała. Wiedziała tylko tyle ile zdążyli zamienić ze sobą pośpiesznych zdań między obowiązkami. Czuła, że teraz, tutaj może prawdziwie i autentycznie poznać Blake'a, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego wskazujący stan, w którym dużo łatwiej było obniżyć trochę gardę.
-Merci- w odruchu odpowiedziała wtrącając francuski. Zarumieniła się przyjmując na usta lekki i autentyczny uśmiech. Prawdopodobnie był to pierwszy raz, gdy Blake w taki sposób skomplementował jej wygląd. W pracy zwykła wyglądać dość surowo związując długie włosy w koka, zakładając zbyt szeroką kurtkę i luźne spodnie, przyjmując na twarz kropelki potu i zmęczenie pojawiające się w niebieskich oczach.
Moje łóżko za to jest bardzo wygodne. Liane zawiesiła się na tych słowach próbując zrozumieć czy miały mieć one na tyle dwuznaczny wydźwięk, na ile tak je odebrała. Z początku chciała obwinić tym podpicie Blake'a jednak jego zuchwały uśmiech dał jej do zrozumienia, że miała je w taki sposób odebrać.
-Może jeszcze przyjdzie mi się o tym przekonać.-odpowiedziała mu równie śmiałym uśmiechem. O dziwo, nie czuła się z tymi słowami źle, niepoprawnie czy arogancko. Zaczynała się czuć nad wyraz komfortowo w otoczeniu i atmosferze, w której się znajdowała.
Przeszła do salonu, do którego wskazał jej drogę Griffich. Pozwoliła sobie usiąść na kanapie zakładając nogę na nogę.
-Woda będzie w porządku, nie piję alkoholu.- Właściwie nawet nie wiedziała dlaczego. Obarczała winą alkoholizm swojego ojca, który nieraz komplikował jej życie dużo bardziej niż by tego chciała. Widywała go wieczorami zasypiającego na starym, dziurawym fotelu z butelką wina między nogami. Kolejną opróżnioną. Zwykły znikać zanim zdążyła zauważyć, że pojawiły się nowe skrzętnie układane na kuchennej półce. -Co byś chciał o mnie wiedzieć?- spytała przekornie sama nie do końca wiedząc od czego powinna zacząć swoją historię. Nie wiedząc jakim aspektem jej osoby rzeczywiście jest zainteresowany Blake.- Pochodzę z takiej francuskiej wsi w górach, absolutny kraniec świata, dojechać tam to cud. Tutaj mieszkam jakieś trzy lata z hakiem i przyznam, że nijak nie jestem fanką Seattle. Wielkomiejskość wydaje mi się strasznie... przytłaczająca. Chyba nie do końca jeszcze umiem się odnaleźć tutaj. Jednak powrót w rodzinne strony jest, jakby to powiedzieć, nieosiągalny.- Powrót od momentu podjęcia decyzji o wyprowadzce pozostawał poza dyskusją. Ojciec wyraźnie odmówił jej jakichkolwiek kontaktów po wyznaniu prawdy o swojej orientacji i miłości. W jego oczach na zawsze pozostawała już tylko wynaturzeniem.- Kiedy nie kopię akurat grobów lubię jeździć za miasto do lasów, medytować wśród natury, pisać wiersze, zaczytywać się we wszystkich zakurzonych książkach jakie uda mi się znaleźć. Lubię uciekać z tego betonowego lasu Seattle.- dawno z resztą tego nie robiła. Wpadając z coraz gorsze nastroje zaczęła oddawać się jedynie kontemplacji wszystkich plam na białych ścianach zbyt dużego mieszkania. Może właśnie dlatego tak bardzo potrzebowała towarzystwa innych ludzi.-A ty? Kim tak naprawdę jesteś, Blake'u Griffichu?
Mów mi:-
MULTI:-
 


Filthy, impetuous soul

What was left when that fire was gone? I thought it felt right, but that right was wrong.


Blake Griffith
32 lata
191 cm
mieszka w Phinney Ridge
Reaching for a book of matches strike a light, and you'll see the real mess that I am

2021-02-07, 11:33


Blake Griffith nie był typem osoby, która lubiła wykorzystywać swoją pozycję... no, może pomijając Virginię, ponieważ tej - z czystej złośliwości - lubił przypominać, że to on jest współwłaścicielem w Serenity, przez co i jej szefem. Nigdy jednak nie próbował z tego względu czerpać takich korzyści, jakie przez myśl przeszły Liane. Wiele powodów go od tego odciągało - między innymi szacunek do drugiej osoby (zazwyczaj, bo do niektórych go nie miał), swoja duma, która skutecznie blokowała tak nieczyste zagrywki, szepcząc mu, że to zdecydowanie poniżej poziomu godności.
- Nie spodziewałem się, że cię tam spotkam - odparł lekko - ale chyba nie powinniśmy żałować, że tak się stało? - mruknął, co bardziej w wydźwięku mogło sugerować pytanie retoryczne, niż takie, jakie oczekiwałoby na odpowiedź. Owszem, patrząc na to trzeźwym okiem (cóż, Blake trzeźwy aktualnie nie był), zapewne nawet jeżeli przesunąłby kobietę w prawo na tinderze, to jedynie wspomniałby jej, że może powinna zmienić stanowisko - z grabarki na osobę zajmującą się sprzedażą trumien i innych usług pogrzebowych, bo tam istnieje większe prawdopodobieństwo, że pozna kogoś żywego. Tymczasem bez mrugnięcia okiem wdał się w dyskusję o wspólnym leżeniu (już niekoniecznie w trumnie) i podał swój adres.
Griffith, czyżby czekał cię poza zwykłym kacem, ten zahaczony o moralność?
- Może - powtórzył po niej - tylko... nie wiem, czy to rozsądne - powiedział z niby-zamyśleniem, skrobiąc się przy tym po kilkudniowym zaroście. Zamiast uciąć temat, postanowił brnąć w tę ich pełną dwuznaczności dyskusję.
- Jeszcze za bardzo ci się spodoba i nie będziesz myślała o kradzieży trumien, a częstszym leżeniu w nim, a tak łatwo go nie oddam - wyjaśnił, co miał na myśli mówiąc, że to nierozsądny pomysł.
...ale czy tylko to było w tym nierozsądne? Nad tym już się nie zastanawiał, a wszedł do kuchni i wyciągnął z szuflady dwie szklanki, które zgodnie z jej odpowiedzią napełnił wodą. Samemu zapewne wybrałby coś mocniejszego, ale biorąc pod uwagę to, że był lekko (tylko lekko? hm) wstawiony, to akurat było rozsądnym posunięciem.
- Dlaczego w takim razie Seattle? - zapytał, wracając do salonu i kładąc na stoliku dwie szklanki z wodą, jednak zanim usiadł, na dłużej zatrzymał swoje spojrzenie na jej oczach. Czy tego pytania nie można było zadać i jemu? Po powrocie z więzienia na nowo zamieszkał w Szmaragdowym Mieście, a daleko mu było do jego fanów.
- To zależy co chcesz o mnie wiedzieć - odbił piłeczkę, aczkolwiek w odróżnieniu od blondynki nie kontynuował, tylko czekał na jej odpowiedź. Usiadł na kanapie, w międzyczasie upijając łyk wody.
Mów mi:Konkrety
MULTI:Win
. Halloween Merry Christmas .
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-07, 19:45


Liane nie zwykła żałować żadnych swoich decyzji, choć niezmiernie często na tyłach głowy majaczyła jej myśl i po cóż żeś to czyniła. Jednak siedząc tutaj, teraz i wpatrując się w oczy Blake'a, po raz pierwszy dostrzegając głębię ich błękitu, nawet przez chwilę nie przebiegło jej po głowie by żałować decyzji opuszczenia bezpiecznych czterech ścian własnego mieszkania. Mimo początkowego nerwowego spięcia, zarówno mięśni jak i umysłu, zaczynała czuć się w jego obecności coraz bardziej komfortowo pozwalając sobie na coraz bardziej śmiałe odpowiedzi. Odpuszczała początkowe wyważenie by pozwolić sobie ponieść się chwili obecnej dokądkolwiek miało ją to zaprowadzić.
- Przywykłam niczego w swoim życiu nie żałować- odparła szczerze mimo retoryczności zadanego pytania. Wierzyła, że nie tylko ona zaczynała odnajdować się w osobliwości tej sytuacji, chcąc wierzyć, że nie tylko ona czuła się komfortowo w obecnym ładzie i możliwej jego przyszłości. Nie wiedziała do czego zaprowadzi ich ten wieczór, ale do czegokolwiek miało dojść było dobre. Zaczynała czuć, że jest w dokładnie tym miejscu, w którym znaleźć się dziś powinna, w otoczeniu i z osobą, z którą ten wieczór dzielić chciała.
Na chwilę z tej nowo przybyłej pewności siebie wyrwało ją ostatnie zdanie Grifficha. Rozsądne. Oczywiście, że to co robili, czymkolwiek to było, nie było rozsądne. Nie powinna wymieniać tak dwuznacznych zdań ze swoim przełożonym, a przede wszystkim nie powinna c h c i e ć tego robić. Jednak to powolne balansowanie na granicy przyzwoitości napawało ją niezmierną satysfakcją, która sprawiała, że nie chciała tak szybko odpuszczać. Zanim zdążyła na dłużej zawiesić się nad rozsądnością swych poczynań Blake wyprowadził ją z tego myślenia swoim sprostowaniem.
-Kto mówił o oddawaniu, kiedy można dzielić je wspólnie?- odparła przybierając na usta kolejny zuchwały uśmiech. Tym jednym zdaniem przypomniała sobie jak wiele czasu minęło od kiedy faktycznie dzieliła z kimś łóżko. Jej życie od rozstania się z Ukochaną sprowadzała się do lepszych i gorszych randek z tindera, jednak wszystkie zdawały się nad wyraz chwilowe, znikały z pola widzenia zanim zdążyły na stałe w nim zagościć. Momentami miała wrażenie jakby odrzucała od siebie ludzi, a może to była tylko ta cholerna niepewność, lęk przed przekroczeniem granic z kimś innym. Tym razem ten lęk, nawet jeśli był to zdawał się lawirować na końcach myśli Liane sprawiając, że ubiegały go słowa wypowiadane z pewnością w głowie, której dawno już nie witała.
-Cóż, to jest historia długa i usłana żałością. Skracając ją do meritum- zakochałam się bez pamięci. Rzuciłam swoje dotychczasowe życie w kąt i postawiłam wszystko na jedną kartę. Na moje nieszczęście, lub szczęście, jeszcze nie wiem, była to pechowa karta. Także zostałam tutaj, kopiąc groby i swipując tindera.- wzruszyła ramionami chcąc odebrać powagi wypowiedzianym słowom. Nie miała ochoty na rozgrzebywanie starych historii, na powracanie w miejsca, w których bywała. Miała ochotę na lekkość, na rozmowę, za którą nie idą wielkie emocje i wielkie decyzje, na oddanie się tym ulotnym odczuciom, które pchały ją w stronę Grifficha.
- To co najważniejsze- co ciebie tworzy, Blake'u Griffichu? Kim tak na prawdę jesteś, kiedy nikt nie patrzy? Co robisz wieczorami, kiedy zostajesz tylko ty i twoje myśli? Kim jesteś?- zadając ostatnie pytanie spojrzała ponownie w oczy Blake'a pozwalając sobie zawiesić się na nich odrobinę dłużej niż powinna, odrobinę dłużej niż by wypadało. Wędrowała oczami po jego twarzy obserwując mimowolne ruchy kącików ust, mrugnięcia i odbłyski światła w spojówkach.
Mów mi:-
MULTI:-
 


Filthy, impetuous soul

What was left when that fire was gone? I thought it felt right, but that right was wrong.


Blake Griffith
32 lata
191 cm
mieszka w Phinney Ridge
Reaching for a book of matches strike a light, and you'll see the real mess that I am

2021-02-07, 23:22


Stonowanie, jakie towarzyszyło mu w Serenity Funeral Home zostało daleko, gdzieś w murach zakładu pogrzebowego, w którym nie był od kilku dni. Całkiem nieźle bawił się wymieniając - najpierw - nieco dwuznaczne wiadomości, które spowodowały późne odwiedziny, a aktualnie nasiąknięte podtekstami zdania. Podświadomie czuł, że rozsądniej byłoby się zatrzymać; przygryźć dolną wargę i nie pozwolić, aby na usta wdarł się kolejny wyraz zuchwałego uśmiechu, a pomimo tego działał wbrew etycznemu zachowaniu.
A może wcale nie? Odrzucając pracę, ich stanowiska - szef i pracownica - byli dwojgiem dorosłych, obcych dla siebie ludzi, którzy mieli prawo robić i zachowywać się tak, jak mieli na to ochotę. Dysonans jednak wisiał w powietrzu, raz szepcząc, że tak nie wypada, a następnie dopingując głośniej, ponieważ nic nieodpowiedniego się nie działo.
- Czyli wolisz zrobić coś, by później nie żałować, że się tego nie zrobiło, a nie na odwrót - zawyrokował, może przesadnie pewnie swojej wersji parafrazując jej słowa, ponieważ sam z reguły był właśnie takiego zdania - lepiej było ewentualnie żałować po fakcie, niżeli tego, że okazja uciekła nam sprzed nosa.
Rozsiadł się wygodniej, lecz nadal utrzymując uważne spojrzenie na wysokości jej oczu. Kiedy wspomniała o dzieleniu łóżka, kącik jego ust drgnął w uśmiechu, ale powstrzymał się przed poszerzeniem go.
- Oczywiście - potwierdził, dodając do tego skinienie głową - o ile nie przeradza się to w jakieś zobowiązania. Nie lubię większości z nich - wyjaśnił, tym krótkim zdaniem podsumowując co aktualnie myślał o związkach. Te zobowiązania zawodowe, związane z pracą, były poza tą definicją - dlatego nie powiedział, że nie lubi wszystkich, a większości. Od każdej reguły był wyjątek.
- To takie... symboliczne. - Sięgnął po szklankę z wodą, przez jakiś czas się w nią wpatrując nim upił łyk. Procenty wchodziły mu lepiej, choć wydawało mu się, że połączenie chłodnej wody, wraz ze wcześniejszym prysznicem przynosiło pozytywne skutki i powoli zmniejszało stan nietrzeźwości.
- Straciłaś ukochaną osobę i postanowiłaś kopać groby. Coś jak... zakopanie uczucia? - mruknął, odstawiając szklankę i wracając do poprzedniej pozycji.
Mówisz z doświadczenia, Griffith? W końcu też straciłeś kogoś, kogo kochałeś.
- Nie jest dobrze zostawać samemu za długo z własnymi myślami - zaczął - zdarza mi się uciekać, podobnie jak tobie. W muzykę, w naturę. Czasami... - Nie dokończył, ale wymownie zerknął w stronę stojącej na kuchennej wyspie butelki z whiskey. Słabość, do której nie lubił się przyznawać, więc uśmiechnął się gorzko.
Mów mi:Konkrety
MULTI:Win
. Halloween Merry Christmas .
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-07, 23:43


Pozostawiając na boku role, które sami sobie narzucili pozostawali tak naprawdę jedynie dwojgiem ludzi, lekko zagubionych, prawdopodobnie mocno znudzonych, dwojgiem dorosłych ludzi, których decyzje choć podejmowane pod wpływem nagłego impulsu pozostawały, no właśnie, jedynie decyzjami. Mimo tej świadomości Liane nijak nie potrafiła się pozbyć tego irytującego poczucia z tyłu głowy przypominającego jej co rusz, że poza tym są również współpracownikami. O ile problemu by nie było, gdyby byli tylko współpracownikami tak ten zaczynał się rodzić, gdy pojawiała się świadomość, że Blake jest jej szefem. Starała się jednak uporczywie zakopać tę myśl w oddaleniu własnego umysłu skupiając się na tym co tu i teraz, na tym co się między nimi działo, zamiast na tym co mogło się zadziać, kiedy dopadnie ich moralny kac usilnie przypominający o zdarzeniach tej nocy.
-Dokładnie tak bym to opisała. Jeśli żałować to tylko tego, że nie wyszło mimo spróbowania. Lepiej podjąć ryzyko niż zostawić sprawę ot tak. Nigdy nie wiesz, co cię może przez to ominąć.- odpowiedziała szczerze. Od zawsze wyznawała zasadę wymienioną przez Blake'a, wierząc, że to co najlepsze w życiu wynika z ryzykownych decyzji. Dlatego też powzięła decyzję o przeprowadzce do Seattle. Zaryzykowała wszystko i teraz jedyne czego może żałować to nieudanej próby, ale dzięki temu nie będzie sobie wypominać siedząc pomiędzy lawendowymi polami, że zrezygnowała z planu, który mógł odmienić całe jej życie.
-Dobrze się składa. Też nie lubię zobowiązań, zwłaszcza teraz. Jestem w takim momencie swojego życia, że na zdrowie wychodzą mi relacje bez większych zobowiązań. Jedyne z czym łączę się aktualnie na stałe to praca.- faktycznie od rozstania z Ukochaną relacje miłosno- romantyczne Liane ograniczały się często do czystego seksu, czy chwilowych spotkań, które urywały się zanim zdążyły się na dobre rozpocząć. Nie była w stanie utrzymać zbytnio żadnej relacji, ale też tego nie żałowała w żadnym stopniu. Czuła, że to nie moment na bawienie się w poważne znajomości. Teraz stanowczo wolała korzystać z chwili, która się nadarzała.
-Może nawet trochę zakopanie pamięci o niej. Czasem wraz z ziemią przerzucam wspomnienia i pozostawiam w grobie razem z naszymi średnio już żywymi klientami. Tak jest stosunkowo łatwiej niż radzić sobie samemu ze wszystkim. - powiedziała przyznając się szczerze i otwarcie do zakopywania swoich emocji, pamięci i miłości. Nie chciała by wieczór zamieniał się w poważną dysputę przesiąkniętą wspomnieniami i uczuciami nieodwzajemnionymi dlatego też starała się nie ciągnąć tego tematu, który stanowczo zbyt często wiązał się z cierpieniem.
-Dlatego najlepiej uciekać w ludzi. W rozmowy, w krótkie momenty uniesienia. Dzielić się emocjami, bo wtedy jakoś zdają się nabierać mniejszej wagi, nie uważasz?- spytała bardziej retorycznie niż faktycznie. -Zdaję się, że ja dosyć często uciekam w ludzi. Tak wydaje mi się najłatwiej i poniekąd najprzyjemniej.
Mów mi:-
MULTI:-
 


Filthy, impetuous soul

What was left when that fire was gone? I thought it felt right, but that right was wrong.


Blake Griffith
32 lata
191 cm
mieszka w Phinney Ridge
Reaching for a book of matches strike a light, and you'll see the real mess that I am

2021-02-10, 19:34


Niczego nie zakładał. Nie pisał w głowie scenariuszy, które punkt po punkcie miały wypełniać plan wieczoru. Ba, szczerze przyznał blondynce, że nie spodziewał się, by ta naprawdę postanowiła go odwiedzić tego wieczora. Działał spontanicznie - zarówno podczas pisania wiadomości, jak i teraz, dając się porwać chwili i obecnym wydarzeniom. Najprawdopodobniej po raz pierwszy spojrzał na Liane inaczej; nie tylko jak na miłą, pracowitą młodą kobietę, która u niego pracowała, a właśnie jako kobietę - bez określeń związanych z pełnioną funkcją. Zabawne, że to procenty pomogły mu zobaczyć coś, co było widoczne na pierwszy rzut oka.
- Często wpadasz przez to w kłopoty? - zapytał, nawiązując do tematu związanego z podejmowaniem ryzyka i próbowaniem rzeczy. Ludzie otwarci na nowe doświadczenia wydawali mu się zdecydowanie ciekawsi od tych żyjących w swojej bezpiecznej bańce. Wychodzenie ze strefy komfortu było potrzebne - i sprawdzanie siebie w różnych warunkach, nie tylko tych znanych sobie i bezpiecznych.
- To dobrze - odpowiedział od razu i uśmiechnął się półgębkiem -...że pracę traktujesz poważnie. - Bo przecież zupełnie nie chodziło mu o jej wyznanie odnośnie tego, iż nie lubi zobowiązań i relacje ich pozbawione są aktualnie dla niej lepsze. Griffith nie wnikał w powody - zarejestrował jedynie, że przeprowadziła się do Seattle ze względu na osobę, którą kochała, a mijający czas i życie zweryfikowało szanse na przetrwanie tego związku. Nie dociekał kiedy się zakończył, ani jak wyglądał - nie było to jego sprawą, a nigdy nie należał do wścibskich osób. Za to często lubił prowokować (głównie słownie) i prowadzić cięższe rozmowy. Bywało, że zakrawały o granice absurdu, stanowiły wyzwanie dla kreatywności współrozmówcy, albo balansowały na krawędzi tego, co wypadało, a czego nie należało powiedzieć.
- Może - mruknął, przeczesując dłonią krótkie włosy. - Mnie ludzie często męczą. - Pytaniami odnośnie tego, jak sobie radzi po wyjściu na wolność, czy to zrobił, czy faktycznie jest niewinny, a nawet samymi, jednoznacznymi spojrzeniami, jakie są w stanie go osądzić. - Choć bez wątpienia jest to dobrym sposobem na to, by nie myśleć zbyt wiele - przyznał i zawahał się krótko. - Najłatwiej i poniekąd... najprzyjemniej - powtórzył po niej - jak wyglądają te twoje ucieczki? W pracy chyba nie masz do nich zbyt wielu okazji. - O ile nie miała na myśli rozmów przy świeżo wykopanych nagrobkach, tylko coś innego, bo takie - jak mniemał - mogły się przytrafić, jednak zaciekawiła go na tyle, że wolał dopytać.
Mów mi:Konkrety
MULTI:Win
. Halloween Merry Christmas .
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-11, 19:55


Teoretycznie nie nastawiała się na nic konkretnego przychodząc w progi Blake'a. Nie wiedziała jak potoczy się wieczór i w dziwny, nieopisany sposób sprawiało jej to satysfakcję. Wiedziała, że może się wydarzyć wszystko, zarówno rzeczy zwykłe i naturalne jak rozmowa do późnego wieczora, jak i te mniej spodziewane, grające na strunach niepoprawności i przyjemności. Nie lubiła oczekiwać wiele bo zbyt często wiązało się to z rozczarowaniami wbijającymi się w już i tak połamane serce. Nie miała sił na kolejne upadki i uporczywe łapanie się liny podawanej jej przez przyjaciół na dno jej prywatnego wąwozu. Zbyt ciężko było wspinać się górę by pozwolić sobie na kolejne upadki. Dlatego właśnie starała się, na tym etapie swojego życia, nie nastawiać się na nic i pozwalać sytuacjom płynąć swoim własny, zdradliwym torem.
-Może nie nazwałabym tego kłopotami, ale zdarza mi się często lądować w sytuacjach, których nie przewidziałam- odpowiedziała szczerze zdając sobie sprawę, że jej życie nie należało do zbyt kłopotliwych czy szalonych. Ostatnio jednak dość często odnajdywała samą siebie w sytuacjach, których się nie spodziewała, a przynajmniej w zakończeniach, których nie oczekiwała. Przyznawała też przed samą sobą, że zdarzało jej się stanowczo zbyt często budzić w łóżkach innych ludzi zupełnie nieplanowanie. Może to był sposób na załatanie dziury w jej życiu, a może tylko na chwilowe zapomnienie.
-Tak, pracę. - odpowiedziała z lekką dozą sarkazmu by podkreślić, że to nie jej przywiązanie do pracy było meritum jej wypowiedzi. Ten jeden raz akurat wolała nie rozmawiać o pracy, odłożyć ją na kiedy indziej, na momenty, gdy znów wpadną na siebie w domu pogrzebowym. Prywatny wieczór w domu Blake'a nie wydawał jej się odpowiednim miejscem na rozmowy o pracy, która i tak pochłaniała ich oboje.
-Właśnie o to w tym wszystkim chodzi- by nie myśleć zbyt wiele.- wśród dobrych ludzi odnajdywała możliwości zapomnienia. Choć zdarzały się noce bolesne i melancholijne jak jej ostatnie spotkanie z Bastianem, to zdarzały się też wieczory takie jak ten, kiedy nie myślała zbyt wiele, nie analizowała kolejnego ruchu, tylko dawała się ponieść chwili, która między nimi się pojawiała.-Tak, trupy nie są niestety zbyt rozgadane-przyznała zdając sobie sprawę, że czasami w pracy brakuje jej możliwości porozmawiania z kimkolwiek choć trochę bardziej żywym. - Ostatnimi czasy to głównie Tinder, jeśli mam być szczera. Zawsze trafisz tam na kogoś do rozmowy, kogoś kogo poznajesz od nowa, od samego zera i możesz dać się porwać jego historiom życiowym nie skupiając się zbyt mocno na tym co siedzi ci w głowie. A czasami, przy dobrych wiatrach, niesie to za sobą ucieczki przyjemniejsze niż same wieczorne rozmowy.- uśmiechnęła się śmiało lawirując na granicy mówienia o innych a sugestii do ich własnego spotkania, które ostatecznie również mogło potoczyć się w mniej spodziewanych kierunkach.
Mów mi:-
MULTI:-
 


Filthy, impetuous soul

What was left when that fire was gone? I thought it felt right, but that right was wrong.


Blake Griffith
32 lata
191 cm
mieszka w Phinney Ridge
Reaching for a book of matches strike a light, and you'll see the real mess that I am

2021-02-15, 21:06


On dość często pojawiał się w złych miejscach, a pora była równie kiepska, co finalnie zdarzało się, że skutkowało problemami. Niezależnie, czy chodziło o letni festiwal - zaraz po wyjściu z więzienia, gdzie do pójścia namówił go przyjaciel, a Blake został wmieszany w bycie jedną z osób, która siała zamęt. Pomijając mniejsze, czy większe kłamstewka, jakich dopuścił się sam - między innymi to, że przez długi czas celowo ustawił imię na tinderze jako Bruce, aby aż tak nie przypominać samego siebie. Nie chciał być odbierany jako ten Blake Griffith - facet, jaki w lipcu został uniewinniony po kilkuletniej odsiadce za kratkami. W międzyczasie i tak dwukrotnie musiał odwiedzić tutejszy posterunek - raz przez to, że ktoś podrzucił mu pod drzwi domu dziecko, a później winnym były halloweenowe podchody, które spowodowały śmierć kilku osób. Długo musiał się tłumaczyć, że to nie on był winien.
- To dobrze. Nie lubię nudy, ani rutyny. Zdecydowanie lepsze są spontaniczne wybory i decyzje, które urozmaicają naszą codzienność - stwierdził, przez pierwszą część wypowiedzi utrzymując wzrok na jej tęczówkach, aż wreszcie uśmiechnął się krótko, kącikowo i zsunął spojrzenie po jej kościach brwiowych, pełnych wargach, aż finalnie osiadł gdzieś przy obojczyku.
Bingo.
Bez żadnego słowa, ani ostrzeżenia, przysunął się do blondynki i sięgnął ręką gdzieś ponad jej ramieniem, co na początku mogło sprawiać wrażenie chęci objęcia kobiety.
- Masz ochotę na... - Urwał, w porę (no prawie) orientując się, że prawie popełnił faux pas, gdyby nie zadał jej tego pytania, a być może powinien. - Papierosa? - dokończył myśl, zabierając z oparcia sofy (tuż za nią) niewielką, srebrną zapalniczkę. Wiedział, że gdzieś ją zostawił, aczkolwiek aż do teraz nie potrafił jej znaleźć. Nie poczekał na odpowiedź, a zamiast tego drugą dłonią złapał paczkę fajek i wysunął dwie. Zapewne kilkukrotnie widział, że Liane popalała, więc nie spodziewał się oskarżycielskiego wzroku, ani wywodu na temat szkodliwości palenia.
- Uhm - mruknął przeciągle i odsunął się, następnie wstając z kanapy. - U mnie też od jakiegoś czasu w telefonie gości tinder. - Pokiwał głową na poparcie swoich słów i wolnym krokiem skierował się do drzwi tarasowych, aby uchylić je o oprzeć się plecami o framugę. Charakterystyczny klik na sekundę rozbrzmiał w tle, a wiotki promień zatańczył na wietrze.
- Znalazłaś tam kogoś interesującego? -
zapytał szczerze zaciekawiony, między krótką wymianą spojrzeń zaciągając się dymem.
Mów mi:Konkrety
MULTI:Win
. Halloween Merry Christmas .
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-16, 21:12


Pozwalała wkradać się rutynie w jej codzienność stanowczo zbyt często. Pozwalała sobie na dni nudne i rozwlekłe, które ograniczała się do pójścia do pracy i prędkiego zeń powrotu by albo oddać się w objęcia morfeusza albo pochłonąć kolejną książkę z okolicznej biblioteki, czy też ukradzioną z biblioteczki Bastiana. Sama zaczynała się nudzić swoją codziennością, dlatego tym chętniej korzystała z uroków nagłej spontaniczności. Oddawała się tinderowym spotkaniom z dnia na dzień, czy jak w ich przypadku z minuty na minutę, szybkim decyzjom o pójściu na okoliczny speed dating, czy dając się w chwilę namówić na klubing z Virginią, choć zupełnie nie zwykła do tego typu spędzania czasu. Im dłużej mieszkała w Seattle tym bardziej uświadamiała sobie do jak wielu rozrywek, uznawanych tutaj za normalne i typowe, nie przywykła.
-Najbardziej chyba lubię ich konsekwencję. Niespodziewane i nieplanowane. Szybkie decyzje i budzenie się następnego dnia z myślą o tym co się zrobiło ubiegłego wieczora.- była prawdopodobnie tą jedyną osobą, która budząc się kolejnego dnia nie żałowała niczego co zrobiła. Pozwalała sobie cieszyć się życiem i korzystać z niego w każdym aspekcie nie obarczając się winą za drobne przewinienia. Mówiąc to zdała sobie sprawę jak Blake lustruje ją wzrokiem schodząc z jej oczu w niższe rejony jej ciała. Przez chwilę jej serce zabiło odrobinę szybciej zadziwione tą śmiałością, a jednocześnie z niej ucieszone. Szybsze bicie przerwało chwilowe zatrzymanie pracy serca, gdy Blake pochylił się w jej kierunku. Masz ochotę na... Przez ułamek sekundy była pewna, że dokończenie tego pytania będzie zupełnie inne niż okazało się w rzeczywistości. Przez ułamek sekundy była pewna, że ręka Blake'a poszybuje w inny rejon niż za Liane by sięgnąć jedynie po zapalniczkę. W tej krótkiej chwili zorientowała się, że chciałaby by poszła w innym kierunku. Przytaknęła jedynie na propozycje papierosa zupełnie wyrwana z rymu myśli, które błądziły w jej umyśle. Zabrała fajkę z dłoni Blake'a przytrzymując swoją przy jego na sekundę zbyt długo niż było to konieczne. Tylko na sekundę.
Podniosła się z kanapy by podejść do uchylonego tarasu, tak by jak najmniej dymu pozostało w mieszkaniu. Mimo wszystko nigdy nie czuła się do końca komfortowo zadymiając ludziom ich mieszkania. W powietrzu rozbrzmiał cichy klik, a następnie z ust Liane wypłynął strumień szarego dymu, który przyjemnie łaskotał krtań i nadpalone płuca.
-Głównie znalazłam krótkie znajomości, które urywają się po paru spotkaniach, ale nie jest mi ich szczególnie żal. Znalazło się kilka ciekawych osób, choć nie nastawiam się na nic więcej niż niezobowiązujące relacje aktualnie.- prawda była taka, że nie była gotowa na znajomości, które wymagały wyłączności, nie była gotowa na poświęcenie komuś znowu siebie. -I odkryłam też interesującego człowieka w kimś z kim do tej pory miałam raczej mnie zacieśnioną więź.- dodała uśmiechając się kącikiem ust w kierunku Blake'a. Zaciągnęła się ponownie dymem wypuszczając go powoli, jakby zastanawiając się co powiedzieć więcej ostatecznie decydując się na krótkie pytanie. - A ty? Znalazłeś kogoś wartego uwagi?
Mów mi:-
MULTI:-
 


Filthy, impetuous soul

What was left when that fire was gone? I thought it felt right, but that right was wrong.


Blake Griffith
32 lata
191 cm
mieszka w Phinney Ridge
Reaching for a book of matches strike a light, and you'll see the real mess that I am

2021-02-17, 20:54


Gubił się w t y m Seattle. Miasto nie było jego, choć mieszkał w nim od zawsze - z pominięciem dłużących się w nieskończoność pięciu lat. Jeździł długimi, mokrymi od deszczu ulicami, niektóre miejsca przypasowując do obrazu z przeszłości, innych zupełnie nie rozpoznając. Lawirował między wspomnieniami, a chłodnym powiewem orzeźwienia, jasno sugerującym mu, że powinien przestać. Gubił się, choć doskonale znał te drogi i wiele z nich mógłby przejść z zamkniętymi oczami. Szkoda, że tak często kiedy tylko przymykał powieki, wyrwane z kontekstu obrazy zaczęły się wyświetlać, a ich barwy były coraz intensywniejsze i mniej przyjemne.
- Liane - powiedział miękko jej imię - jak bardzo masz świadomość tego, że prowokujesz? - A ile z tego robisz pozbawiona tej świadomości? - zdawało się pytać jego spojrzenie, które - o dziwo - trzeźwo oparł na jej tęczówkach. Nie wiedział jaką odpowiedź usłyszy, ba, nie zastanawiał się nad tym, jakiej oczekiwał. Chyba od samego początku - wymiany pierwszych wiadomości - nie oczekiwał z jej strony niczego, a pomimo tego intrygowała go kolejnymi zdaniami ubranymi w dwuznaczny wydźwięk.
- Nie jestem tak pijany, by tego nie podchwycić - dodał z rozbawieniem, by nie pomyślała sobie, że to ten moment, gdzie właśnie zamienił się w surowego szefa i postanowił skarcić jej zachowanie. Samemu też był winny, z tego również zdawał sobie świadomość.
...ale gdyby ludzie mieli na sobie tylko takie winy, świat byłby zdecydowanie lepszym miejscem.
Uśmiechnął się pod nosem, kiedy przechwyciła od niego papierosa i postanowiła mu towarzyszyć w przyswajaniu trujących substancji. Każde zaciągnięcie - wedle informacji umieszczonej na etykiecie - zbliżało ich do śmierci. Cóż, widzieli ją codziennie, zatem czy była taka straszna? Chyba nie.
- Krótkie znajomości wydają się bezpieczniejsze, jeśli nie szukasz niczego zobowiązującego - przytaknął, właśnie takie podejście obierając samemu - gorzej, jeśli ludzie zaczynają się przyzwyczajać i chcą budzić się częściej w twoim łóżku. - Kącik ust drgnął w uśmiechu z tego jasnego nawiązania do wcześniejszej rozmowy. Wsunął papierosa między wargi i zaciągnął się głęboko dymem, który po dłuższej chwili uleciał z jego ust.
Nie był typem casanovy, ani naczelnego podrywacza, który mógł pochwalić się wieloma randkami za pośrednictwem tindera. Ba, uważał, że flirty zupełnie mu nie szły; długi związek, bezpośrednio po którym wpadła odsiadka, zupełnie nie przygotował go na taki tryb życia, w którym taka umiejętność byłaby mu znana. Niemniej, kiedy dłużej się zastanowił nad odpowiedzią na jej pytanie...
- Owszem - mruknął zdawkowo i przekierował na nią wzrok. Oprócz tego spotkania miał całkiem dobre wspomnienia odnośnie paru innych (zliczając wszystkie na palcach jednej dłoni), choć jedna relacja była skazana na porażkę i zamknięta... z jego winy. Może gdyby nie był sobą, wtedy miałaby szansę przetrwać.
- Zmieniłem zdanie. Dobrze, że w pracy wyglądasz... inaczej - oświadczył nagle - tak mogłabyś za bardzo rozpraszać. - Nie tylko jego, ale i pozostałych pracowników oraz klientów. Uśmiechnął się pod nosem i oderwał wzrok od jej twarzy, kiedy poczuł ciepło żaru bliżej swoich palców, więc strzepał popiół na leżącą na parapecie popielniczkę.
Mów mi:Konkrety
MULTI:Win
. Halloween Merry Christmas .
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-19, 22:35


Pytanie Blake'a wybiło ją na chwilę z rytmu każąc zastanowić się nad sensem kontynuowania tej, bądź co bądź, dwuznacznej rozmowy. Dało się po niej poznać chwilowe zaskoczenie zadanym pytaniem. Czy była świadoma tego co robiła? W każdym calu. Jednak sposób w jaki zostało wypowiedziane pytanie kazało jej się zastanowić nad tym czy to co robi jest faktycznie odpowiednie, czy może nie przekroczyła przypadkiem pewnej niepisanej zasady. Sama czuła się w obecnej sytuacji komfortowo, odpowiadał jej tor ich rozmowy i wszystkie padające w nim dwuznaczności. Dawno nie miała okazji faktycznie z kimś flirtować, a powłoka niepoprawności związana z ich funkcjami pracowniczymi tylko sprawiała, że miała na to tylko większą ochotę. W pewien pokrętny sposób podobało jej się to lawirowanie na krawędzi tego co wypada, a co nie.
-Oczywiście, że mam, ale to na ile prowokuję zależy już od tego jak mocno to odczuwasz.- i jak bardzo chcesz bym cię prowokowała. Niczego od niego nie oczekiwała, ale wizja możliwości, które się przed nimi malowały dodawała jej ochoty do kontynuowania tej rozmowy. Była ciekawa w jakie rejony może się ten wieczór jeszcze potoczyć. Uśmiechnęła się na szybkie dopowiedzenie Blake'a, które zdjęło z niej odczucie skarcenia. Ostatecznie nie tylko ona tutaj prowokowała. -Zależy też do czego dasz się sprowokować.- dodała zaciągając się po raz kolejny trzymanym w ustach papierosem. Pozwoliła by dym nieśpiesznie zapełnił całe jej płuca i dopiero wtedy powolnie wypuściła go w świat. Palenie ją odprężało, ale też nadawało nastoju sytuacji. Zawsze uważała, że palenie jest w pewien sposób filmowe, a przynajmniej taki nadawało wydźwięk. Słowa mówione z fajką między wargami wydawały się głębsze, bardziej przemyślane, a słowa pisane zyskiwały swego rodzaju romantyzm, gdy w drugiej dłoni trzymało się papierosa.
- Z takimi żegnam się dość szybko. To nie jest etap mojego życia, w którym chciałabym się częściej budzić w czyimkolwiek łóżku. - odparła krótko całkowicie sprzeciwiając się przywiązaniu. Jej serce do tej pory należało do kogoś zupełnie innego, a żadne znaki ani na niebie ani na ziemi nie wskazywały na to by w najbliższym czasie miało się to zmienić. Papieros trzymany w dłoni powoli dogasał, więc Liane szybkim ruchem ugasiła go o popielniczkę znajdującą się niedaleko. Zastygła w miejscu, w którym stała niepewna czy powinna wrócić na kanapę jednocześnie odsuwając się od Blake'a czy pozostać w miejscu, w którym tkwiła nie zrywając więzi, która nawiązała się pomiędzy ich oczami.
-Postaram się takim razie nie rozpraszać cię zbyt mocno w pracy. Co niektórzy mogliby uznać to za mało... profesjonalne.- tak jak i cały ten wieczór. Klienci odwiedzający ich znajdowali się w nastrojach, w których rozpraszanie się czyimś wdziękiem mogłoby być bardzo źle odebrane. Jednak w jakiś dziwny sposób wizja wyglądania bardziej wyjściowo w pracy niż do tej pory, tylko po to by odrobinę rozproszyć uwagę szefa wydała się nad wyraz przyjemna. Już teraz była pewna, że któregoś dnia musi odpuścić sobie niechlujnego kucyka i stare, wojskowe spodnie na rzecz wyglądu bardziej codziennego- tak po prostu, by zobaczyć z jakimi reakcjami mogło się to wiązać.
Mów mi:-
MULTI:-
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 68 punktów
Jimin jest z reguły osobą chłodną, ale to wszystko tylko dlatego, że nie chce zostać zraniona. Lubi imprezować, ale i spędzać czas ze swoim psem, którego przygarnęła. Pewnie oglądają razem powtórki Gry o Tron (ale nie sezony 8 i 9). Nie potrafi pływać, przez co panicznie boi się głębokości, a jej tajną umiejętnością jest… rapowanie!
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 65 punktów
Ta żywiołowa dziewczyna słynie ze swojego przekonania, że nie ma złych ludzi, są tylko źle podjęte decyzje i nieodpowiednie miejsce. Strzeżcie się jej, panowie, ponieważ ma lepkie rączki. Życie nie rozpieszczało Willow, bowiem straciła rodziców i z siostrą trafiły do sierocińca. Dziś jednak jest wesoła, wierzy wciąż w prawdziwą miłość, chociaż nie zawsze wychodzą jej relacje damsko-męskie. To nic, bo nadrabia charyzmą i teatralnymi omdleniami.