WAŻNE: W procesie przenoszenia forum na nowy silnik utracone zostały hasła logowania. Napiszcie w tej sprawie na discordzie do audrey#3270 lub Rezz#2137, na konto Dreamy Seattle na Edenie lub zalogujcie się na konto UP (hasło:universal) i z niego wyślijcie wiadomość prywatną na forumowe konto Dreamy Seattle. Ustawimy nowe tymczasowe hasła, które zmienicie we własnym zakresie.

EVENT Świąteczny klimat niestety nieco nas ominął przez remont forum. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by jeszcze wziąć udział w evencie i zgarnąć świąteczną odznakę! Szykujcie się też na dwie najlepsze imprezy sylwestrowe w mieście!

KALENDARIUM Chcecie wiedzieć, co dzieje się w Seattle? Potrzebujecie dla swoich postaci tematu do rozmowy albo ciekawego wydarzenia, na którym moglibyście oprzeć rozgrywkę? To właśnie tutaj znajdziecie wszystkie newsy ze Szmaragdowego Miasta.

UPDATE Postacie chcące uzupełnić swoją KP o nowe treści w biografii mogą skorzystać teraz z kodu update w zamówieniach.

Zablokowany
Awatar użytkownika
0
0

-

Post

#2

Kiedy w redakcji szef typował, kto wyjedzie na szkolenie edytorskie w Olympii, Huck nawet nie zainteresował się tym tematem, pochłonięty opracowywaniem tematu z naglącym terminem. Zresztą, nie było to czymś wyjątkowym, że szykował się jakiś służbowy wyjazd, bo przynajmniej dwa razy w miesiącu były organizowane podobne akcje. Finley jak miał akurat czas i widział w tym szansę na rozwój, to był w stanie wepchnąć się na czyjeś miejsce, byle tylko nie przepuścić okazji wyrwania się ze Seattle i codziennej rutyny.
W wieczór poprzedzający szkolenie zadzwoniła do niego zasmarkana koleżanka z redakcji, której bardzo zależało na tym wyjeździe, ale niestety rozłożyło ją jakieś choróbsko i szukała zastępstwa na swoje miejsce. Huck nie od razu się zgodził, trochę drocząc się z biedaczką, że będzie mu winna przysługę, w końcu jednak decydując się na tę spontaniczną personalną podmiankę. Jako, że niedawno wprowadził się do wynajmowanego w Chinatown mieszkania, miał wciąż nierozpakowane rzeczy, do tego wrócił z wypadu do Montany, więc bagaż miał właściwie gotowy do kolejnej wyprawy, z czego radośnie skorzystał, dorzucając kilka drobiazgów, gdyby okazało się, że będzie przysypiał na nudnym wykładzie.
Pod hotel, gdzie został zakwaterowany dotarł grubo po północy i ewidentnie obudził recepcjonistę, który po sprawdzeniu rezerwacji, skierował go do pokoju na piętrze. Coś wspominał, że to dwójka, co nieco zdziwiło Hucka, ale pomyślał, że The Seattle Times szarpnęło się na większe pokoje, dbając o komfort swoich ludzi. Gdybym wiedział, zabrałbym ze sobą osobę towarzyszącą - skomentował w myślach, przekręcając klucz w drzwiach. W pomieszczeniu było ciemno, więc od razu pstryknął światło… i zamarł, widząc, że na jednym z dwóch łóżek już ktoś śpi (spał?). Cofnął się, by upewnić się, że nie pomylił numerów, ale skoro klucz pasował…
- To chyba jakaś pomyłka…? - mruknął pod nosem, patrząc na breloczek z wyraźnie wymalowanym numerkiem odpowiadającym lokum, w którym się znajdował. Dopiero teraz spojrzał na kobietę…
Brwi Finleya powędrowały ku górze, gdy uświadomił sobie, że dobrze zna tę twarz.
- Chyba jesteś ostatnią osobą, którą spodziewałbym się zobaczyć w swoim łóżku, a tu proszę. Taka niespodzianka - rzucił wesoło, opierając się ramieniem o framugę drzwi, skąd miał całkiem niezły widok na koleżankę z redakcji. - Mam nadzieję, że czekałaś na mnie zbyt długo? - dodał z łobuzerskim uśmieszkiem.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

#1

Kaylee dość długo biła się z myślami - powinna, nie powinna jechać? Sporadycznie zdarzało jej się zostawiać syna na noc z kimś innym, więc ani ona, ani tym bardziej on nie był do tego przyzwyczajony. Nienawidziła być bez niego, ale czasami chyba nawet powinna. Naprawdę próbowała sobie tak to tłumaczyć.
Główną pomysłodawczynią tego była... Karina (OK?) bo szkolenie, bo piękne miejsce, bo drineczki, bo może tańce, bo potrzebuje skrzydłowego, hehe, bo zaklepała im miejsce, bo przecież im obu się to przyda! Szuja wredna. Zgodziła się, bo poważnie potrzebowała towarzystwa starszych osób, a nie trzylatka, nie oszukujmy się. Oj, jak ona tego pożałuje. Wieczorem odwiozła gotowego i, co najważniejsze, podekscytowanego Keylen'a do znajomej, której dzieciak uczęszczał do tego samego przedszkola i zapewniając, że będzie pod telefonam 24 godziny na dobę - kiwnęła głową w podziękowaniu, wsiadła do samochodu i ruszyła do Olympii. Dotarła dość późno, odebrała kluczyk, napisała do Kariny, bo co ona? Kiedy będzie? Po drodze do pokoju zahaczyła o bar, wzięła z niego największe dostępne Mohito i powędrowała na piętro. Pokój okej, łazienka okej, już jej się podobało. Rozsiadła się na łóżku, nakryła nogi kocem, w jedno łapsko wzięła drinka, w drugie telefon i beng, jest wiadomość. Przeczytała ją w chwili, gdy Huck stanął w progu, więc jej mina była iście powitalna. Zabije ją. NIE. NIE. NIE.
- Jezu, tak, Hucky, pomyłka. Zdecydowanie. Zamknij proszę drzwi i więcej ich nie otwieraj, dobrze? Od strony korytarza - dodała, gdyby to nie było dość jasne. Bo może jaśniej, oczywiście, że może! Przewróciła oczami, eh, robiła to zbyt często w jego towarzystwie, kto wie dlaczego? Zrzuciła nogi na ziemię, siadając tym samym tyłem do niego i tylko zerknęła przez ramię na jego zarościętą mordkę. Była zajęta wyzywaniem Kariny w wiadomości, tak dla jasności! - Gdybyś był chociaż minimalnie tak normlany, jak bardzo jesteś przystojny - uh, upiła łyk drineczka uśmiechając się, bo taka była. Wiecznie uśmiechnięta. - Tak, czekałam. Spóźniłeś się, czemu ci tyle zeszło? Żałujesz? - przecież zawsze odpowiadali żartem na żart, więc czemu nie teraz.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Dotychczas prawdopodobnie nie miał okazji widzieć Butler w prywatnym wydaniu; od tej domowej, niezwiązanej z pracą, strony. Możliwe, że nawet nieszczególnie zastanawiał się, co kobieta robi po godzinach, z kim się spotyka, czy ma psa z którym biega wieczorami, a może uprawia jakiś inny sport, który wyciska z niej siódme poty, dzięki czemu posiada tak nienaganną sylwetkę. Od niepamiętnych czasów się droczyli, jednak zamykając swoją znajomość w ramach tej redakcyjnej, może nie zawsze idealnie formalnej, ale jednak umieszczonej na tej półce dziennikarskich kontaktów.
- Skoro nalegasz… to zostanę - odparł z rozbawieniem, zamykając za sobą drzwi, ale nie od tej strony, którą sugerowała jego koleżanka. Zrobił to przede wszystkim dlatego, żeby nie zakłócać ciszy nocnej, bo nie chciałoby mu się użerać z innymi gośćmi hotelu, których mógłby obudzić. - Nie przeszkadzaj sobie - napomknął jeszcze widząc, że jest bardzo pochłonięta zabawą komórka. - Też czasem sobie lubię poświntuszyć przez smsy - dorzucił zaczepnie, żeby sprowokować Kaylee, by na niego spojrzała i może jakoś się odgryzła? Nie umknęło jego uwadze, że sączy drinka, a patrząc na porę mógłby to być nie pierwszy alkohol, który wlewała w siebie tego wieczoru. Zapowiadało się więc ciekawiej, niż by przypuszczał. Jeszcze nie wyczuł, że coś tu nie gra i to nie przypadek, że znaleźli się razem na tym szkoleniu, a Karina to świetna aktorka, która najwyraźniej do perfekcji opanowała udawanie niedyspozycji.
- Hm? Co tam mamroczesz? - zapytał, udając, że nie dosłyszał tego komplementu. Pewnie nie często posyłała tak miłe uwagi w jego stronę, więc chciał to usłyszeć raz jeszcze, przy okazji dopisując do listy słów, które w odpowiednim momencie może wykorzystać przeciwko niej w sprzyjających ku temu okolicznościach przyrody.
Uśmiech tylko mu się poszerzył na tę jej zaczepkę. Był już niemal pewien, że kobieta jest wstawiona. Czy powinien to wykorzystywać i dzięki temu dowiedzieć się o niej czegoś więcej? A może to zbieranie informacji nawet w takiej sytuacji uchodziło już za zboczenie zawodowe?
- Wszystko mnie już ominęło? Cholera. A noc jeszcze taka młoda. - Westchnął, przesuwając walizkę w stronę wolnego łóżka, na brzegu którego się usadowił. Choć z pozoru wydawał się zadowolony, że widzi znajomą gębę, w gruncie rzeczy wcale tak nie było. Nie lubił takich niespodzianek i jakiegoś działania za jego plecami w nie wiadomo jakim celu. Był już za stary na podobne rzeczy. - Butler, jeśli liczysz, że jutro za ciebie będę robił notatki, to się przeliczysz. - Ruchem głowy wskazał na drinka ciemnowłosej. - Poszedłbym odkręcić tę pomyłkę w pokojach, ale najwyraźniej ktoś tu musi robić za twojego Anioła Stróża - stwierdził ironicznie.
Ostatnio zmieniony 2020-10-07, 02:46 przez Huck Finley, łącznie zmieniany 1 raz.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Absolutnie nie było takiej sposobności, by to, że zarówno on jak i ona tutaj byli, było celowym zabiegiem. Nie. A przynajmniej bardzo chciała wierzyć w to, że koleżanka z redakcji właśnie leżała zakatarzona z temperaturą wulkaniczną, kurde. Jutro Kaylee poprosi ją o zdjęcie termometru, jestem tego pewna. Zresztą, tamta była ciągle w terenie albo na wyjazdach, a jak mijali się w biurze, to nie oszukujmy się, ale Butler i pewnie Finley chwilami też, pracowali. Siedzieli z nosami w monitorach, nie wygłupiali się cały dzień. Mam taką nadzieję przynajmniej! Więc nie miała typowego wglądu w to, co dzieje się na ich piętrze.
- Naprawdę? Będziemy się w to bawić? - podniosła się, telefon wsunęła w tylną kieszeń dżinsów i skrzyżowała ręce na piersi, nadal dzierżąc w niej szklankę. - Dwoje praktycznie obcych sobie ludzi, jeden pokój, blahblahblah. Teraz żadne z nas nie będzie miało ani ochoty ani siły tego załatwić, bo późno, bo zmęczenie... zachowajmy się może raz dorośle... - bo tacy byli, halohalo. Przeszła w kierunku drzwi z zamiarem wyjścia i ogarnięcia sytuacji z recepcjonistą, ale... no dobra, to było jedynie głupie gadanie. Dlaczego niby ona? - ... no idź, załatw to, idź - hehe, wskazała na drzwi. - Jesteś mężczyzną, zachowaj się w końcu jak przystało na takiego i ogarnij ten syf - mógłby, wiesz? Choć raz wykazać się inicjatywą i zrobić coś, po prostu, DOBREGO. Zdecydowanie obojgu by to przysłużyło. Nie było mowy, by powtórzyła coś, co w zamiarze miało brzmieć nieco bardziej ofensywnie, ale jak mogła się spodziewać; długowłosy przerobił to na swoje, oczywiście, że to zrobił, wychodziło mu to nadzwyczajnie dobrze. - Że zazwyczaj jesteś nieco bardziej zabawny, a mniej taki... przestraszony? - uniosła brew w górę, ale żartowała sobie, okej? Stał w tym progu i miała wrażenie, że bidula nie wie co ze sobą począć. - To, że wyładowywałeś na szkoleniu akurat ze mną, wcale nie znaczy, że brak ci doświadczenia - absolutnie tak nie uważała. Szanowała jego pracę, miała go za świetnego dziennikarza, i absolutnie nie myślała o sobie jako o kimś doświadczonym. Czasami jednak czujesz, z kim możesz sobie w jaki sposób pożartować, prawda? Uniosła kąciki ust w górę. A miało być tak pięęęęknie! - Zdecydowanie sprawdzisz się w tej roli jak nikt inny. Skąd w tobie tyle troski? - troszkę zironizowała. Wypiła ledwie pół szklanki dobrze rozcieńczonego trunku, choć pewnie i tak nie powinna, skoro gdzieś tam w głowie ciążyła jej myśl, że w każdej chwili może dostać telefon, że gówniaka trzeba odebrać, bo jest ciemno, a on chce do mamy. Spojrzała na telefon - było już naprawdę późno, jeśli już śpi, a cisza telefonu na to wskazywała, nie powinien się obudzić do rana. - Chodź. Napijesz się drinka, może wtedy przestaniesz być takim dokuczliwym zgredkiem? - uchyliła drzwi i czekała aż podniesie swoje cztery litery. No, szybciutko, niech wychodzi. Przy okazji to załatwią!

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Niewiele zrozumiał z jej paplania, więc przez chwilę jedynie obserwował jej poczynania i to, czy przy wstaniu i tych kilku krokach, które wykonała, nie było widać zachwiania świadczącego o jej upojeniu… bo według Hucka trochę gadała od rzeczy.
- Ja miałem w planach zachować się dorośle, nie wiem co tobie chodzi po głowie, Butler, że tak mnie wyganiasz - stwierdził z ironicznym uśmieszkiem, unosząc przy tym brew. - Są dwa łóżka, jest późno. Recepcjonista jest o wiele mnie przytomny niż ty - zauważył, przypominając sobie jego zaspaną twarz i bełkot, kiedy wręczał mu klucz do pokoju. - Zachowujesz się, jakbyś się mnie bała - stwierdził, patrząc w kierunku drzwi, które kobieta wskazała, najwyraźniej mając zamiar faktycznie go za nie wyprosić. Pewnie gdyby tak nie nalegała, to by poszedł, ale czemu miał robić coś po jej myśli?
Parsknął krótko, bo tekst, który padł był co najmniej zabawny.
- Co za tekst, Kaylee - skomentował, przykładając sobie dłoń do czoła. - Zachowaj się w końcu jak przystało na mężczyznę, Chryste… Nie pij więcej, bo pierdolisz takie głupoty, że zacznę żałować, że cię nie nagrywam, Butler - dodał, przeciągając dłonią po policzku. Nie chciało mu się nigdzie iść. Chciałby się wyspać, bo ostatnio przez ciągłe rozjazdy wielokrotnie zarywał nocki, a to przez sprawę nad którą pracował, a to znów przez towarzystwo, które nie dawało mu spać. Sprawę pokoju przecież mogli załatwić już rano, w drodze na szkolenie albo tuż po nim - a przynajmniej tak myślał Finley, ale wyglądało na to, że nie ma poparcia w postrzeganiu tej niespodziewanej komplikacji.
- Aha. No… dzięki? - Nie był pewny, czy słowa o szkoleniu to był jakiś kolejny przytyk, ale nie miał zamiaru tego jakoś dogłębnie analizować. - Nie zaszkodzi zdobyć nowy certyfikat, skoro nadarzyła się okazja - podsumował, bo to był główny powód jego podróży do Olympii. Chciał awansować, pisać coś więcej niż newsy, które ginęły na drugich, trzecich stronach, zepchnięte przez gorące tematy dnia.
Przewrócił oczami i to była jedyna odpowiedź, jakiej mogła się doczekać Kaylee w kwestii rzekomej troski Hucka. Nim się podniósł, zerknął jeszcze na zegarek. Szczerze wątpił by o tej porze bar był jeszcze czynny, szczególnie w hotelu znajdującym się w tak małej (w porównaniu do Seattle) mieścinie. Ale skoro Butler się uparła, to przystał na jej propozycję, choćby dlatego, by zobaczyć jak całuje klamkę.
- Prowadź. Wydajesz się obeznana - powiedział, przepuszczając kobietę przodem, następnie zamknął pokój, póki co zostawiając w nim walizkę. Sprawdził, czy miał w kieszeni pilota do samochodu, bo kto wie, czy nie będzie musiał skoczyć po alkohol do jakiegoś całodobowego.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Potarła wolną dłonią nasadę nosa, później skroń, próbując nie dać wyprowadzić się z równowagi. Dlaczego zawsze na wszystko miał przygotowaną odpowiedź? Już miała mówić, że przecież ludzie będą się zjeżdżać całą noc, że właśnie tak to czasami wyglądało, ale czy było warto się z nim sprzeczać? Dla nich, mężczyzn, wszystko było taaak totalnie proste. Czymże była prywatność?
- Hej, zaczynasz być niegrzeczny, Hucky. A wiesz, że niektóre kobiety są bardzo wyczulone na... różne takie - machnęła ręką, kiedy mówił zarówno o jej upojeniu alkoholowym, jak i gadaniu głupot. Czy była to dla niego nowość? Zaznaczyć jedynie chciałam, że ona nadal w dłoni (tej, którą nie machała, ok?) trzymała PIERWSZEGO drinka. Była starą babą, ale nie alkoholiczką. Jeszcze. No co on? Ona jednak nie była wyczulona, na jego szczęście. Naprawdę potrafiła sobie pożartować, nawet z samej siebie. Wiedziała z kim i na co może sobie pozwolić, jak dużo powiedzieć... kwestia wyuczenia zawodowego i zapewne intuicji. Wyszli w końcu, dzięki Bogu. Bycie z nim w tych kilku metrach kwadratowych zabierało jej powietrze i racjonalne myślenie.
- Czemu jesteś taki, co? Ciągle taki spięty? Jesteś teraz sobą? Hmm? - przekręciła troszkę łebek w bok, kiedy schodzili po schodach, a nawet pewnie zatrzymała się na sekundę by ją wyminął. - X (naczelnego) tutaj nie ma, właściwie to nikogo tutaj nie ma (z redakcji, w domyśle) możesz trochę odetchnąć, przestać być taki... ułożony? - zdecydowanie nie o to słowo jej chodziło, ale hej, późno było. - Nikomu nie powiem, naprawdę. Że miałeś rozwalone włosy, na przykład - uśmiechnęła się, dołeczki pojawiły się w jej polikach i przejechała dłonią przez te jego zbyt długie włosy, rozgarniając je na różne strony. Miała jedynie nadzieję, że nie odwdzięczy się jej za moment pięścią w twarz za naruszenie przestrzeni osobistej, bo jeszcze skończą na tyłkach, schodząc po tych zbyt ciasnych schodach. Oh, irytowanie Finley'a stało się jednym z jej ulubionych zajęć. Wychodzi na to, że nie tylko w pracy, ale i poza nią, bo czuła się nadzwyczaj swobodnie. I tak jak wspomniałam, naprawdę potrzebowała towarzystwa dorosłych ludzi. Nie chciała myśleć o tym, że trzeba odebrać dziecko z przedszkola, dać mu jeść, a zaś kolorować i bawić się samolotami, póki nie pójdzie spać. Że trzeba ogarnąć obiad na dzień następny, a później usiąść do laptopa i niszczyć sobie oczy do późnych godzin nocnych, bo terminy goniły ją niemiłosiernie. Ona w pierwszej kolejności nie myślała o kolejnych certyfikatach - miała ich już kilka w swojej karierze, a mając rosnącą w głowie myśl, by rzucić to w cholerę i zająć się tylko i wyłącznie pstrykaniem zdjęć... może w końcu poluzowała? - Zrób coś luźnego, co? Daj się ograć w bilard, wypij butelkę whisky przed rannym szkoleniem, poprzestawiaj nasze i innych plakietki w konferencyjnej, pozamieniaj kluczyki na recepcji jak nikogo nie będzie, no... czemu jesteś taki skupiony ciągle, cooo? - zapytała inaczej, bo serio, prawie zawsze miała takie wrażenie.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Nie był pewny, czy kiedykolwiek interesował się wiekiem Kaylee, ale zdanie, które padło z jej ust zajechało mu matkowaniem, a to tak bardzo nie pasowało mu do jakby nie patrzeć do młodej, atrakcyjnej kobiety, którą niewątpliwie była Butler. Ugryzł się w język, by nie podzielić się tymi spostrzeżeniami, woląc póki co zachować je dla siebie.
- Różne takie? To znaczy? - zapytał lekko skołowany. Chyba nie do końca nadążał za jej tokiem myślowym i tym, jak interpretuje sobie jego odzywki, które przynajmniej dla niego nie odznaczały się jakimś niewiarygodnym chamstwem, ani inną niepoprawnością, która nie mieściłaby się w granicach dokuczania sobie w dobrym smaku.
Przystanął po tym jej stwierdzeniu, przez chwilę przyglądając się kobiecie w milczeniu. Wydawało mu się, że nie zachowuje się diametralnie inaczej, niż było to na co dzień w redakcji, poza którą ich relacja raczej nie wykraczała. Może raz czy dwa zdarzyło im się pracować w terenie, ale to też wiązało się z zadaniem dziennikarskim. Chyba dlatego wciąż, mimo pozornego luzu, pozostawał dystans wobec Kaylee… tylko, że Huckowi było z nim wygodnie, a przynajmniej tak mu się wydawało.
- Nie wydaje mi się, żebym był ułożony, jak to określiłaś - stwierdził, kręcąc głową, bo błędnie zakładała. - Chyba muszę oswoić się z sytuacją, że wylądowałem tu z tobą. Prościej by było być z kimś obcym albo chociaż wcześniej wiedzieć, w co się pakuję - przyznał szczerze, patrząc ponad głową towarzyszki. - I nie boję się szefa, przestań - dorzucił, parskając śmiechem. Ten jednak zanikł, gdy zaczęła majstrować przy fryzurze Finleya. Tuż po jej ruchu, od razu poprawił włosy, by ułożyły się ponownie tak, jak lubił, kobietę zaś obdarzył niezbyt zadowolony spojrzeniem. - Nie wiem, czy ci mogę ufać - stwierdził, wzruszając ramionami i ruszył przed siebie. Od dawna było wiadomo, że w redakcji trwa wyścig szczurów i większość czeka na czyjeś potknięcie, by móc to wykorzystać przeciwko niemu. Nie sądził, że taka jest Butler, ale nie mógł mieć stuprocentowej pewności, bo chociaż ją lubił, to jednak było coś, co nie pozwalało Finleyowi czuć się przy niej całkowicie swobodnie (tak jak przy przyjaciołach, z którymi zjadł beczkę soli).
Cień skonsternowania przemknął przez twarz Hucka. Te pomysły były fajne... ale jak miał naście lat. Nie to, żeby nie lubił robić spontanicznych rzeczy, ale niektóre zahaczały o czasy, w których przede wszystkim potrzebował się się wyszumieć. Teraz dalej lubił się zabawić, ale jednak bardziej zwracając uwagę na konsekwencje. Poza tym za chwilę kończy trzydzieści lat i ta świadomość odrobinę stopowała jego szaleństwo.
- Nie wiem, czy bym przeżył, gdybyś ograła mnie w bilard - przyznał z nieznacznym uśmiechem. - Myślisz, że mają tu stół? Gdzieś po drodze widziałem tylko piłkarzyki, ale to chyba był jakiś kącik dziecięcy - dodał, rozglądając się, by zlokalizować to miejsce. W międzyczasie zahaczył spojrzeniem o Kaylee. - Może zamiast mnie namawiać, pokaż mi jak to robią profesjonaliści? Chyba, że jesteś tylko mocna w gębie - rzucił prowokacyjnie, chcąc przetestować koleżankę z redakcji.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

- Coś ciężko ci dziś idzie dedukcja, Huck. Jesteś zmęczony? - czy ona naprawdę mówiła tak okrężnie, że ciężko było ją zrozumieć? Może rzeczywiście powinna odstawić tę szklankę na bok, kto wie co oni tam wlali? Ale przecież tak właśnie było - dlatego dogadywali się tak (albo nie dogadywali) a nie inaczej, bo jedno mówiło o niebie, drugie o chlebie. A Kaylee... Kaylee faktycznie miała chwilami milion myśli na sekundę.
Obejrzała się za siebie, przyglądając mu się badawczo. - Okej, czyli nie zawsze jesteś prywatnie takim gburem? - bo fakt, znali się w głównej mierze z pracy, gdzie żartowali, dokuczali, ironizowali, ale przebywać ze sobą sam na sam i to taki kawał czasu? Wyjdą z tego żywi? - I taki... nietykalny? - zaśmiała się i uniosła dłonie w górę, kiedy spiorunował ją wzrokiem. Oh, niech się nie dąsa, nie naruszy już jego przestrzeni osobistej, tak sobie właśnie cichutko w głowie postanowiła. - Oj, daj spokój. Nie jest tak źle. Jest? - ona nie była taka fatalna, już nie przesadzajmy! Po prostu była dziwnie... podekscytowana? - Gdybym miała wybór, też nie postawiłabym na ciebie jako na towarzysza na następne kilkanaście godzin, ale bum, cóż mogę zrobić, prócz dokończenia drinka i próby przeżycia tego bez większego uszczerbku na zdrowiu? Psychicznym, oczywiście - dodała, uśmiechając się już od ucha do ucha i pewnie nawet parsknęła lekkim śmiechem, kiedy wspomniał o ufaniu jej, nawet tego nie komentując. Przecież zdecydowanie nie mógł jej ufać. Nie znali się dobrze, nie oszukujmy się. I choć Kaylee już dawno zrezygnowała z tego przysłowiowego wyścigu szczurów, a jedynie robiła swoje i zajmowała się innymi, niezależnymi fotoreportażami i głównie skupiała się na fotografii to... wcale nie musiał wiedzieć o jej planach, którymi była rezygnacja z gazety.
Zauważyła konsternację na twarzy Huck'a i aż przewróciła oczami. To będzie zdecydowanie tajm of her lajf. Nigdy nie myślała, że coś mogłoby jej "nie wypadać" ze względu na wiek. Kurde, w domu przekonywała trzylatka, że pomysł jedzenia pizzy na śniadanie, obiad i kolację to fatalny pomysł, mimo, że był fantastyczny i sama miała ochotę to robić. W pracy czasami była totalnie nieobecna, skupiając się na terminach, więc teraz... luzowała, po prostu. Korzystała z możliwości nie byćia dla nikogo przykładem. Westchnęła, kręcąc łepetynką. - Muszą mieć, no daj spokój - byli w USA, halo, podrzędny hostel tutaj miał pokój gier, więc co dopiero hotel. Miał, ok? Na pewno miał, bo właśnie do takowego stołu podeszli, a Kaylee aż rozświetliły się oczy. - A jak faktycznie jakimś zupełnym przypadkiem wygram? - uniosła na niego czarne tęczówki, bo... no, Huck? Ogrywała każdego na studiach, ale może właśnie trafił swój na swego.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Przewrócił ostentacyjnie oczami.
- Coraz bardziej - stwierdził, bo o ile wcześniej faktycznie odczuwał zmęczenie czysto fizyczne, tak teraz zaczynała go męczyć ta jałowa rozmowa o niczym. - Ale jak widzę ty jesteś nie do zdarcia. - Westchnął ciężko. Miał wrażenie, że mogło być tak miło, gdyby Kaylee nie wyskoczyła z usilnym wyprostowaniem sprawy pokoju od razu, do tego próbując mu wmówić różne rzeczy, oczekując jego tłumaczenia się? A przynajmniej tak to odebrał Finley. Huck bardzo nie lubił, jak tego od niego wymagano, więc Butler obrała złą ścieżkę dotarcia do swojego kolegi z redakcji.
- Trafiasz jak kulą w płot, Butler - stwierdził, parskając śmiechem. Nie do końca wiedział po co kobieta bawi się w taką zgadywankę, próbując strzelić jaki jest, jakby po prostu nie mogła się o tym przekonać w miarę spędzania z nim czasu, który chcąc nie chcąc będą musieli dzielić wspólnie, bo nawet jak rozwiążą kwestię noclegu, to pozostaje im jeszcze szkolenie. - Nie jestem gburem. Są rzeczy, za którymi nie przepadam i które mnie irytują. Ty nie masz takich? Nie wierzę - odezwał się po chwili, próbując pohamować cisnące się na usta złośliwości, bo znów zarzuci mu, że jest niegrzeczny, a bynajmniej nie miał zbyt wiele frajdy w tym mu ciągłym wytykaniu jej błędów w interpretacji jego słów i zachowań.
Jedynie wzruszeniem ramion skomentował jej słowa poprzedzające opinię o wspólnym pobycie w Olympii.
- No i widzisz! W czymś się zgadzamy - oświadczył triumfalnie. - No to skoro mamy przetrwać bez uszczerbków, to może nie wchodźmy sobie w drogę? Nikt nam nie każe spędzać ze sobą więcej czasu, niż to jest konieczne - zauważył, bo przecież samemu nie przepadał za robieniu czegoś wbrew sobie, więc tym bardziej -jakże wielkodusznie - nie miał zamiaru nakłaniać do tego innych.
Huck prawdopodobnie nie miał pojęcia o tym, że Kaylee ma dziecko. Nawet gdy wspominała o swojej latorośli w redakcji, Finley nieszczególnie przysłuchiwał się temu i rejestrował te informacje, bo po prostu go to nie interesowało. Nie przepadał za dziećmi, nie szukał z nimi kontaktu i cieszył się, że nie musi bawić się w żadnego dobrego wujka, bo w tej roli spełniłby się kiepsko (albo wcale!). Możliwe, że gdyby posiadał wiedzę o tym, że Butler jest matką, to inaczej postrzegałby jej zachowanie, entuzjazm i zew wolności, który poczuła kiedy mogła choć na chwilę uwolnić się od domowych obowiązków i zmartwień związanych z macierzyństwem.
- Jeśli jakimś cudem wygrasz, to, hmm, co powiesz na przysługi? Jeśli ty wygrasz, to ja coś dla ciebie zrobię, a jeśli ja, to ty dla mnie. - To było ryzykowne i chyba Finley nie do końca to przemyślał, ale skoro mają się bawić, to czemu nie. Szkoda tylko, że nie wiedział, że trafił na taką zawodniczkę.
- Cholera… - rzucił gdzieś w międzyczasie, widząc, że został w tyle, a Kaylee jest o wbicie od zwycięstwa. - Rewanż. Koniecznie chcę rewanż - powiedział przekonany, że następna gra będzie jego. Nic bardziej mylnego. Przegrał dwa razy pod rząd.
- Nie wierzę - odparł krótko z trudem przełykając tę gorycz porażki.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Czy cokolwiek mu wmawiała? Absolutnie nie. Czy pytała? Jasne, a że nie tak jak tego oczekiwał... oh well. Czy oczekiwała tłumaczenia się? Nigdy. A czy próbowała podtrzymać rozmowę, a widząc, że Finley w jakiś tam sposób się irytuje, sprawiało jej to swojego rodzaju przyjemność? Oczywiście, że tak. Teraz gdy się uśmiechała, widząc jak Huck wywraca oczami, a zaś wzdycha, miała ochotę po prostu pstryknąć mu zdjęcie. Nie, żeby mieć z czego się śmiać, ale był... przystojny, no nie oszukujmy się. Był. Dlatego jej oko zatrzymało się na jego twarzy o kilka sekund dłużej niż zazwyczaj. Dobrze, że aparatu nie miała przy sobie, bo może byłby faktycznie gotowy poważnie się zdenerwować szczególnie, że wcześniej mierzwiła mu włosy.
- Oj, oczywiście, że istnieje niesamowicie ogromna ilość rzeczy, które szalenie mnie irytują - a że zupełnie nie było sensu by (przynajmniej na razie) dyskutować o tym z Huckiem, to zupełnie inna sprawa. Póki żartowali w redakcji mając gdzieś tam obok siebie kolegów z pracy, albo kiedy sami byli w socjalnym, to zupełnie inna sprawa, ale... czemu nagle teraz nie mógł jej pocisnąć złośliwościami? Halohalo, była już odporna na jego słowa.
- Huckleberry - przeniosła na niego swój wzrok, pewnie w dłoni trzymając już kij bilardowy, bo zapewne już przy nim stali, cobyśmy tutaj nie zaginały czasoprzestrzeni. - Wiesz, gdzie jest twój pokój i twoje łóżko. Nie musisz tutaj ze mną tkwić tylko dlatego, że przyszło nam pracować w jednej redakcji. Równie dobrze możemy sobie jutro kiwnąć głową z drugiego końca sali. Nie będę ci wchodzić w drogę, jak to nazwałeś - nawet posłała mu leniwy uśmiech, bo co on myślał? Dla niej to była przyjemność? Okej, trochę była, bo zirytowany Finley to jeden z lepszych widoków, ale też bez przesady. Odwróciła się, rozbijając bile. Czy serio poczuła zew wolność? Może odrobinę, ale... ona taka po prostu była. To, że była po trzydziestce i to, że miała dziecko... hej, jest masa kobiet, których dzieciaki mają po dziesięć, piętnaście lat, ale to, że trzeba być odpowiedzialnym i myśleć również za drugą osobę, wcale nie znaczy, że nie wolno sobie pozwalać na spontaniczność i głupoty. To absolutnie nie jest kwestia wieku. Potwierdzone info.
- W porządku, nie mogę się doczekać - swojej wygranej, oczywiście, która przyszła jej szybciej, niż się spodziewała. Beeeng. Wzruszyła niewinnie ramionami, kiedy wbiła ostanią bilę i spojrzawszy na minę Hucka, stanęła na palcach by tyłkiem usiąść na stole bilardowym. Chyba dopadało i ją zmęczenie. - Pozwolisz, że zachowam swoją przysługę na kiedyś? Choć trochę to było oszukane - przyznała, w końcu kończąc drinka, który gdzieś tam został przez nią porzucony w którymś momencie gry. - To tak jakbyś... wiedział, że jesteś fantastyczny w rzutki i jest ogromne prawdopodobieństwo, że wygrasz, a mimo to założył się o wygraną - uniosła jedną brew w górę, bo szczerze powiedziała, si?

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Czekał, aż rozwinie myśl, bo dzięki temu miałby podane na tacy rzeczy, które mógłby wykorzystać przeciwko niej, szczególnie, gdyby mocno go irytowała - nie miał zamiaru pozostawać jej dłużny, choć to było dość dziecinne myślenie.
- Pochwal się jakie. Może znajdziemy punkt wspólny - zasugerował, licząc, że uda mu się poznać konkrety, bo póki co miał wrażenie, że Kaylee nie podaje mu żadnych istotnych informacji.
Spojrzał w kierunku kobiety i pokręcił głową. Nie do końca sytuacja wyglądała tak jak przedstawiła.
- Mówisz o tym pokoju, z którego mnie wyrzuciłaś? - zapytał z sarkazmem. - Wiesz, skoro widać, że nie masz zamiaru dać mi pospać, to wolę zagrać, niż gapić się bezczynnie w sufit. Poza tym, chyba jak jesteś skupiona, to mniej gadasz? Więc to też jakaś korzyść - dodał z triumfalnym uśmiechem, który jednak spełzł z warg ciemnowłosego, gdy przegrał tę partię. Westchnął ciężko. Cholera, musiał być zmęczony, że tak dał się ograć…
- Okej, możemy się tak umówić - odparł, przenosząc spojrzenie na Kaylee, która usadowiła się na stole. Zmarszczył czoło, analizując to, co powiedziała. - Byłaś taka pewna wygranej? - zapytał z powątpiewaniem. - Może jestem tak miły i dałem ci fory? - stwierdził, wzruszając ramionami. Następnie spojrzał na zegarek - Dobra, zróbmy jeszcze nalot na bar, bo muszę sobie czymś osłodzić gorycz tej porażki - stwierdził, odkładając kij, o który się wcześniej opierał. Był gotów pożyczyć sobie butelkę whiskey (albo innego trunku), gdyby okazało się, że nie ma kto ich obsłużyć.
- Widziałem ostatnio twoje fotki na biurku naczelnego. Niezłe. Tym bardziej nie rozumiem, co robisz na szkoleniu z edytorstwa, nie powinnaś iść na jakiś kurs z fotografii? No chyba, że już masz? - zagaił gdzieś w międzyczasie, po tym jak w legalny (albo trochę zuchwały sposób) udało mu się zdobyć alkohol, którym się uraczył. Jeśli równie sprawnie pójdzie załatwienie sprawy z pokojem, to była szansa, że może uda się Huckowi przespać choćby godzinę nim rozpoczną się zaplanowane dla nich zajęcia.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Zmrużyła lekko oczy, zastanawiając się nad odpowiedzią, a pewnie właśnie w tym momencie Huck uderzał po raz ostatni bile. - Irytuje mnie, gdy ktoś zostawia brudny kubek obok zlewu, zamiast włożyć go do środka, wiesz? Jeszcze nie wkurza, nie denerwuje, ale już wtedy lekko się irytuję. Nawet jak są to moi znajomi, moi goście - przyznała trochę żartem, trochę serio. I tak to miało pozostać, ale jakoś tak... kiedy się wyprostował po ostatnim strzale... - Bardzo irytuję sama siebie. Okropnie. Robię fantastyczne rzeczy i naprawdę robię je... fantastycznie. Wiem, że jestem dobra, mimo że pewnie nie brzmi to za dobrze - uśmiechnęła się lekko, bo zdawała sobie sprawę jak bardzo samolubnie może to brzmieć. Ale naprawdę dawała zawsze z sobie wszystko - w życiu, karierze, macierzyństwie. - Ale czasami kładę się spać z myślą, że to nie jest wystarczające i ja w jakiś sposób zawodzę. Co jest okropne i irytujące, bo gdzieś tam wiem, że to nie jestem prawda, a tylko powoduje, że kolejnego dnia budzę się już podirytowana, że sobie na takie myśli pozwalam. Jak głupie to jest? Ma to jakiś sens? - boom. Pewnie tego się nie spodziewał. Ona sama zdecydowanie też nie, ale jakoś tak... poczuła, że może? Może i będzie tego żałować, może z tego jej bredzenia mało zrozumiał, ale z drugiej strony - nie zdradziła mu właśnie tajemnicy na recepturę coca coli. Może to totalnie zignorować.
- Ej! - pacnęła go lekko w ramię. - Wcale cię z niego nie wyrzuciłam. Po prostu stwierdziłam, że możemy to jakoś rozwiązać. Ale może, tylko może, jakoś się dogadamy - dobra, szczerze powiedziawszy nie sądziła, że będą grać w bilard, więc godzina robiła się coraz bardziej nieodpowiednia na załatwianie takich spraw. Przewróciła oczami, ale nie skomentowała, bo może było w tym trochę prawdy? Uwielbiała gadać. Bilard skończony, szach, mat. - Nie dałeś. Nie miałeś szans - jak jeszcze kiedyś zagrają, to może się zdziwi, ale jak na ten moment naprawdę była pewna, że ograłaby każdego "laika". Usiadła obok niego, bo tylko to jej zostało. Przy stoliku? Przy barze? Gdziekolwiek nie siedzieli - spojrzała na niego, unosząc brewki w górę. - Niezłe? O nie, Huck, wszystko okej? Zaczynasz być miły? Mięknie ci serducho? - no dobra, koniec żartów. Skoro był zmęczony, to może nie warto go drażnić? - Dziękuję. Karina mnie na to namówiła i pewnie niekoniecznie chodziło jej o samo szkolenie. A fotografia... mam tego już masę, pokażę ci kiedyś, co wydaliśmy lata temu razem z National Geographic w Hiszpanii - bo te małe sukcesy trzymała gdzieś tam dla siebie. Może na razie wystarczy mu taka dawka informacji? Choć pewnie nie była taka mała ta dawka, bo kurcze, ona naprawdę bardzo dużo gada. - A ty, Huck? - zagaiła, skoro już siorbał sobie ten alkohol. - Co ciebie irytuje? - no?

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Uśmiechnął się pod nosem, bo zdawał sobie sprawę, że z tymi kubkami to pasowało do niego i wygląda na to, że wcale nie musi się starać, by czymś wkurzyć Kaylee. Te przemyślenia zachował dla siebie, licząc, że kiedyś nadarzy się okazja, by w pracy na jej biurku tak przypadkiem porzucić swój brudny kubek - prawdopodobnie w odwecie za jakiś psikus, który ona mu zrobi, bo jak zdążył się już przekonać na własnej skórze Butler miała ubaw z testowania jego cierpliwości. Chciał już coś wtrącić, ale wtedy kobieta zaczęła wywód o tym, jak złości się na siebie. Finley poczuł się tym trochę niekomfortowo, jakby przeczuwając, że w tym wywodzie kryła się zawoalowana prośba, żeby zaprzeczył, że przecież Kaylee nie powinna się tak czuć, bo jest niemal idealna… a on nie miał ochoty tego robić.
- Nie wiem, nie mam specjalności z psychologii - stwierdził, przesuwając spojrzeniem po twarzy Butler, chyba nie do końca rozumiejąc, czego od niego oczekuje. - Ale jeśli miałbym ci coś doradzić, to nie śpij, skoro po wstaniu masz takie myśli. - Rozłożył bezradnie ręce, bo nic innego nie przyszło mu do głowy w związku z tym tematem. - No i jeśli chcesz, to mogę podrzucić ci kontakt do terapeuty. Kumpel korzysta z jego pomocy, podobno spoko koleś. - Właściwie nie czekał na jej decyzję, tylko wyciągnął telefon i po odszukaniu odpowiednich namiarów przekazał je ciemnowłosej.
Parsknął krótko, po czym przetarł dłonią zmęczone oczy.
- Nie chcę się dogadywać, tylko spać, Butler - zauważył bystrze, mając w planach wstąpić na recepcję, jak będą wracać, bo skoro już kręcą się po hotelu i raczej nie pozostaną niezauważeni, to przy okazji zapyta o tę pomyłkę, mając nadzieję, że nie będzie musiał czekać do rana, by udało się coś na nią zaradzić.
Posłał jej spojrzenie pełne powątpiewania, ale to wszystko na ten moment, bo to nie była pora na rewanże, szczególnie kiedy Huck poczuł pragnienie, które mógł ugasić tylko wysokoprocentowy trunek. Finley nie poszedł w ślady koleżanki z redakcji i nie usiadł, tylko dzierżąc w dłoni szklaneczkę chciał udać się z nią do pokoju (gdzieś w końcu musiał porzucić to brudne naczynie ;)). Gestem pewnie pokazał Kaylee, żeby ruszali w stronę recepcji. I chyba po kilku krokach pożałował tego, bo słysząc jej pytania żałował, że nie nalał sobie więcej. Przewrócił ostentacyjnie oczami.
- Mam dobry gust i umiem docenić dobre rzeczy. Za wiele sobie dopowiadasz. Nie mówię ci tego, by zyskać twoją sympatię, tylko stwierdzam fakty - oznajmił, nie pierwszy już raz wzruszając ramionami w towarzystwie ciemnowłosej. Ewidentnie za to zainteresowała go wzmianka o National Geographic. Nie wiedział o tym wcześniej i pewnie jak tylko będzie miał okazję, to poszpera w internecie by odkopać więcej informacji w tym temacie, nim dostanie newsy od Kaylee, która przecież mogła się rozmyślić choćby dlatego, by zrobić mu na złość mówiąc A, nie dodając po tym B.
- Jak ktoś za dużo chce o mnie wiedzieć - odpowiedział, puszczając przy tym oczko kobiecie.
Zbliżali się do recepcji, gdzie Huck zaczepił pracownika, który sprawdził w systemie, czy jest możliwość wynajęcia innego pokoju i na szczęście na tym samym piętrze znalazła się jeszcze wolna dwójka, więc Finley od razu zaklepał sobie to lokum. Nim wrócił do pokoju Kaylee po bagaże, wyskoczył jeszcze na papierosa.
- No to dobranoc - pożegnał się z kobietą, biorąc swoją walizkę. - Po szkoleniu szykuj się na rewanż, bo muszę sprawdzić, czy się nie przechwalasz - dorzucił na odchodne, po czym poszedł do siebie, by wykorzystać resztkę nocy na odpoczynek, bo chciał być choć odrobinę skupiony na ćwiczeniach, skoro już poświęcił na to edytorstwo swój czas.

/ zt. dzięki!

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Starała się. No starała się, bo hej, dlaczego nie mieliby spędzić tego czasu przyjemnie? Musiało być tak jak w pracy? Zostawiła dla tych kilkunastu godzin swojego syna, który pewnie miewa się fantastycznie latając teraz samolotami w swoich snach, ale gdzie byłoby mu lepiej niż we własnym łóżku z mamą za ścianą? Więc czemu nie mogliby porozmawiać jak normalni ludzie, bez docinek i zgryźliwości (dobra, pewnie z), czemu nie mogliby się napić drinka i pośmiać z głupot, pracy, siebie samych, codzienności? Tylko zapominała jednak, że do tego potrzeba dwojga, a ona miała wrażenie, że od samego początku walczy z wiatrakami. Huck był nieugięty i pokazywał całego siebie przy każdej sposobności. Zupełnie jak w redakcji.
- Czy ty jesteś poważny, Finley? - przeniosła na niego swoje tęczówki już troszkę z powątpiewaniem. Numer? Osobie, której prawie w ogóle się nie zna? Bez zgody? Nawet bez najmniejszego kiwnięcia główką? Oh, Huck, why? Nieeee, nie żałowała swoich słów, mimo że pierwszy raz powiedziała je na głos, a odbiorcą tego niestety stał się Finley, ale... no serio? Kto tak robi? Dobrze, że to wszystko już się stało, kiedy oboje byli wymęczeni tą nocą, a ona sama nie wiedziała, czego on chce; czy pić, czy nie pić, spać, nie spać, baru, nie baru, siedzieć, iść? Bo pewnie nie byłaby tak miła i podobnie jak on z początku - skazała ten wypad na porażkę. Dzizas krajst, do bycia idealnym brakowało jej... lat świetlnych. A pewnie i to byłoby za mało. Nie oczekiwała poklepania po plecach, ale zdecydowanie mógł skończyć na tym nawet udanym żarcie.
- Dobrze, dobrze, spać - podniosła rączki w górę w geście kapitulacji i podążyła za Finleyem, który właśnie mentalnie osiągał siedemdziesiąt lat. On w jej towarzystwie wzruszał po raz siedemnasty ramionami, ona przewróciła oczami. Chociaż w tym się zgadzali. Nie widziała sensu by tłumaczyć po raz ENTY dzisiaj, że to sarkazm, że czasami z poczuciem dystansu lepiej żyć, a ona sama nie uważa siebie za nie wiadomo jak dobrego fotografa. Mimo że nim była, heh. No coooooo ooon, haaalo? Aż dobrze, że o swoich planach mu nie powiedziała, bo teraz pewnie sprzedałby jej kontakt do psychiatryka. Hehe, nie no, żartuję.
- Dobranoc, Huck - rzuciła na odchodne, marząc już o ciepłym prysznicu i przebimbaniu szkolenia, byle by tylko już wrócić do Seattle i wziąć w ramiona swojego małego berbecia. Te kilka godzin wydało jej się właśnie wiecznością. Pewnie na odchodne rzuciła jeszcze za nim tą karteczką, na której sprezentował jej numer do terapeuty. Chyba że przesłał jej go na telefon, to nie, telefonem nie rzuciła, ok? Nie.

/ zt. x2 proszę bardzo i wzajemnie

autor

Zablokowany

Wróć do „Gry”