Nie rozmawiam z nikim,

z nikim się nie dzielę, tak mam, zachowaj resztę, wynoś się ze mnie


beksa
22 lat
173 cm
mieszka w Belltown
mam dosyć wspomnień, że ktoś mnie goni, że brak mi tchu

2022-08-13, 01:13


about me

imie i nazwisko

noah kettle eisenberg

pseudonim

siostra Romy się liczy?

data i miejsce urodzenia

30 listopada 2000, Seattle

dzielnica mieszkalna

South Lake Union

stan cywilny

jest stanowczo za młoda na ślub

orientacja

lubi wysokich chłopców i dziewczyny z piegami

zajęcie

studiuje, robi staż (i kawę)

miejsce pracy

Emerald City Law Group, Central Perk

wyznanie

...winy? za żadne skarby

miejscowa

w seattle od urodzenia

my story
Romy była słońcem.

Wszyscy czekaliśmy, aż się pojawi i nie sposób było jej zignorować. Nieważne, czy schodziła do kuchni na śniadanie (w piżamie w chmurki, nieco roztrzepanymi włosami i czerwonym odciskiem poduszki na policzku), wpadała do szkolnej stołówki na obiad (włosy miała już wtedy gładko rozczesane i błyszczące, nosiła swetry w jasnych kolorach i gładkie bluzki, w których było jej do twarzy, gdy ja w takich samych ciuchach czułam się jak własna ciotka) czy spotykała się wieczorem ze znajomymi (rodzice zawsze wierzyli, że Romy idzie się uczyć, nawet gdy wychodziła w butach na koturnach i z kreskami na powiekach).

Kochaliśmy Romy. Nie da się przecież nie lubić słońca. Wszystko kręci się wokół niego - zupełnie dosłownie - a życie bez niego wydaje się niemożliwe. Nie można go też niczym zastąpić. Ani nikim, bo nikt nie dorównywał Romy. Zawsze miała dobre oceny i mnóstwo przyjaciół. Była też wrażliwa: to ona jako pierwsza w naszym domu przestała jeść mięso i ciągle ryczała na filmach. Uprawiała sport, w ostatnich latach liceum była przewodniczącą kółka matematycznego, ale grała też w szkolnej orkiestrze i nie było w tym niczego obciachowego, a przecież to szkolna orkiestra.

Wciąż kochamy Romy.

Nawet teraz, mimo że nie widziałam jej od ponad dwóch lat.

Poprawka: do tej pory widuję ją nieustannie. Na plakatach, które rozwieszono po całym Seattle, ze zdjęciem szeroko uśmiechniętej Romy i wielkim, czerwonym nagłówkiem: ZAGINIONA. W internecie, w niezliczonych artykułach dotyczących zniknięcia studentki, które wciąż są regularnie odgrzewane. Na instagramie jej przyjaciół, którzy piszą, że nie mogą uwierzyć, że to już tyle czasu i że okropnie tęsknią - te wiadomości brzmią jakby Romy była martwa.

No i, oczywiście, w domu. Widzę ją, gdy idę schodami na górę: siedzi na kolanach matki i zdmuchuje świeczki urodzinowe, uśmiecha się do obiektywu, trzymając kolejne dyplomy, stoi w objęciach rodziców w dniu ukończenia liceum. Zdjęcia z wakacji, na plaży albo na tarasie domku letniskowego. I z zimowych wyjazdów na narty, bo ojciec zawsze lubił wydawać pieniądze (a potem uporczywie ignorował telefony od komornika). Ostatnie zdjęcie Romy w rodzinnej galerii pochodzi z początków studiów - jest przebrana za pomocnicę świętego mikołaja (to znaczy: ma wargi pomalowane na czerwono i cycki ściśnięte w czerwonym gorsecie) na jakiejś imprezie w domu dziecka. Oczywiście, że była też wolontariuszką.

To ostatnie zdjęcie w tej galerii w ogóle. Nie dlatego, że po jej zaginięciu moje dorastanie przestało być ważne. W porównaniu z Romy, moje dorastanie nigdy nie miało znaczenia. Odpadałam już w przedbiegach, a konkurowanie z nią nie miało sensu. Na ścianie w korytarzu wiszą nasze dwa wspólne zdjęcia: na jednym sierpniowe słońce razi mnie w oczy i próbuję się przed nim zasłonić, a na drugim siedzę tyłem, ale Romy na obu wyszła ślicznie.

Tak naprawdę widziałam Romy po raz ostatni ponad dwa lata temu, gdy miała na sobie zamszową, miłą w dotyku kurtkę, opaskę na głowie i pozłacany naszyjnik. Pamiętam, bo przez następne dni wiele razy policjanci pytali nas, w co Romy była ubrana w dniu zaginięcia. Czy na coś choruje. I czy to możliwe, że uciekła od matki, która miała zbyt wysokie wymagania wobec niej. Na oba pytania odpowiadaliśmy przecząco.

Gdy zabrakło Romy, naszego słońca, wszystko się zmieniło.

Nigdy nie byliśmy szczególnie zżytą rodziną. Zawsze trochę ze sobą walczyliśmy o to, czyje problemy są ważniejsze. Teraz licytowaliśmy się na cierpienie: kogo najbardziej dotknęło zniknięcie Romy? Jej matkę? A może naszego młodszego brata, który nie widział świata poza Romy i rozumiał z tego jeszcze mniej niż my? Ja i mój ojciec, jako ci niespokrewnieni z Romy, automatycznie znaleźliśmy się poza podium. Może niesłusznie.

Moi rodzice rozwiedli się, gdy byłam dzieckiem, a w sądzie ustalili warunki wspólnej opieki. Po jakimś czasie ojciec - ten rodzic, z którym spędzałam większość czasu - wziął ślub z matką Romy, Arią. Dopiero po zniknięciu Romy przestałam mówić o niej przyrodnia siostra, wcześniej zawsze to podkreślałam. Nie do końca świadomie, po prostu… nie była przecież moją siostrą, nie całkiem. Tak samo jak ja nie należałam do naszej nowej rodziny do końca. Jeździłam do mojej mamy w weekendy, święta czy wakacje, a gdy wracałam do ojca i Arii, słuchałam o kolejnych przygodach, w których nie brałam udziału.

A gdy słońce znika na dłużej, wszystko robi się nie do zniesienia.

Nie mogłam wytrzymać - w domu pełnym Romy, szalejącą z rozpaczy Arią, moim ojcem, który nieudolnie grał rolę wiernego męża. A najbardziej nie mogłam wytrzymać z samą sobą. W tym czasie, dość naturalnie, zbliżyłam się do mojej mamy. Pomogła mi wynająć mieszkanie w Seattle (a dokładniej: sypialnię i połowę kuchni, dzieloną z dziewczyną, której właściwie nie znam), kupując tym samym prawo do dzwonienia do mnie w nieodpowiednich porach - na przykład w sobotę wieczorem - i zadawania wścibskich pytań.

Minęły dwa tygodnie, dwa miesiąca, a potem dwa lata. Policja przestała szukać Romy, jej przyjaciele już nie piszą do nas z pytaniami o postępy w sprawie, skończyły się też propozycje pomocy. Wszyscy zaczęli oczekiwać, że skoro oni wzięli się w garść, to ty też powinnaś - im przecież także zależało na Romy, w dodatku wiedzą jak to jest, przecież rozwieszali plakaty (mhm).

Nie powiedziałabym, że “wzięłam się w garść”. Ale próbuję jakoś… funkcjonować.
Chodzić na zajęcia.
Nie zawalać stażu.
Spotykać się z ludźmi i odpisywać na wiadomości.
Robić zakupy spożywcze i jeść normalne posiłki.
Wychodzić na spacery.
Nie robić głupot.
Brać tabletki tylko wtedy, gdy naprawdę potrzebuję.
Odbierać telefon od ojca i odwiedzać rodziców.
Odbierać telefon od mamy i zapewniać, że wszystko u mnie w porządku.
Pić wodę.
W gorsze dni - wstać z łóżka i umyć zęby.
Nie myśleć za dużo o Romy.
Nie myśleć też o tym, że odrobiłam lekcję:
nie zbliżaj się do słońca, bo się wypierdolisz.
my flaws
Mam trzy sypialnie: dwie w domach moich rodziców, dość typowo dla dzieciaka rozwodników.

Sypialnia w domu taty: to miejsce, w którym zawsze czułam się bezpieczna. Dorastałam tam, odrabiałam lekcje, godzinami rozmawiałam z koleżankami wieczorami i oglądałam filmy z pierwszymi chłopakami (no, a przynajmniej to mówiłam ojcu, gdy pytał co my tam robimy tyle czasu). U taty wciąż trzymam:

- kilka koszulek z hasłami typu there is no planet b, it’s a beautiful day to smash the patriarchy - pamiątka z czasów liceum, gdy byłam wojującą aktywistką;
- ulubione maskotki, których do tej pory nie wyrzuciłam: panda przywieziona z wycieczki szkolnej, renifer w prezencie od babci; długo bałam się ciemności, więc pomagały mi zasnąć;
- korkową tablicę pełną zdjęć ludzi, którzy wydawali mi się przyjaciółmi na całe życie, gdy miałam osiemnaście lat (po zaginięciu Romy straciłam kontakt niemal ze wszystkimi);
- kule do kąpieli - uwielbiam się kąpać, długo leżeć w ciepłej wodzie i grać na telefonie oglądać serial, ale w swoim mieszkaniu nie mam wanny, więc korzystam.

Sypialnia w domu mamy tak naprawdę jest sypialnią gościnną - nocują w niej wszyscy, którzy ją odwiedzają, dlatego nigdy nie mam jej na własność. Mama jest naukowczynią, po rozwodzie zrobiła karierę i ma fajny dom, którym chętnie popisywałabym się przed znajomymi, ale to trudne, bo nie mieszka w Seattle. Zostawiłam u niej:

- trochę książek, które przywiozłam jedynie żeby jej zaimponować - chciałam, żeby mama zobaczyła co czytam, dlatego ostentacyjnie zostawiałam je na stole w jadalni albo szafce nocnej i nigdy ich nie czytam;
- strój kąpielowy: mama ma basen a ja chętnie z tego korzystam; lubię pływać, ale nie lubię gdy inni widzą moje ciało - długie ręce, bladą skórę z niebieskimi żyłami, bliznę na kostce i pieprzyki na plecach;
- słuchawki, bo gust muzyczny jest bardzo osobistą sprawą, podobnie jak to gówno, które oglądam na youtubie;
- płyn do soczewek - mam wadę wzroku i czasami noszę okulary (zwłaszcza gdy się uczę, idę do kina albo mam dzień ziemniaczka i chcę się schować za okularami), ale zwykle wybieram jednak soczewki.

U rodziców już bardziej pomieszkuję niż mieszkam - wynajmuję pokój w mieszkaniu na South Lake Union. W mojej sypialni gromadzę:

- ładne ubrania, bo z jakiegoś powodu w kancelarii nie wypada pojawiać się w jeansach; mój staż dużo lepiej wygląda w CV niż na moim koncie, gdy przychodzi wypłata, dlatego dorabiam w kawiarni. Jakiś idiota wpadł na to, żeby zrobić ją jak we Friendsach - jeszcze raz ktoś przyjdzie i spyta mnie how you doin’, a dostanę wylewu;
- kubki - mam w domu cztery zaparzacze do herbaty (i kawiarkę, bo nie mamy ekspresu), a do tego małą kolekcję kubków, bo w zależności od nastroju, pory roku, zapotrzebowania na kofeinę i aktualnych preferencji, piję z czegoś innego;
- stos kserówek, notatek i podręczników na studia - a do tego kolorowe zakreślacze, znaczniki i kilka innych przyborów, które bardziej pasują do pierwszej wyprawki szkolnej. Po zaginięciu Romy przestałam wierzyć w prawo, więc zostały mi ładne notatki;
- pięć kwiatów doniczkowych, a w salonie jest jeszcze kilka. Bardzo lubię się nimi zajmować, bo mnie to odpręża, ale niezbyt się na tym znam i kilka roślin już zabiłam.
and more

imię/ nick z edenu

ettel, ale reaguję też na EJ, ty

kontakt

pw i discord

narracja

3 osoba, czas przeszły

zgoda na ingerencję MG

tak

noah kettle eisenberg

daisy edgar-jones

Mów mi:kochana (ona, jej)
MULTI:ettel
 


Vist

Seattle


Dreamy Seattle
1 lat
1 cm
mieszka w Queen Anne

2022-08-16, 08:15


akceptacja!
Serdecznie witamy na forum, twoja karta została zaakceptowana. Możesz teraz dodać tematy z relacjami, kalendarz oraz telefon i cieszyć się fabularną rozgrywką, którą musisz rozpocząć w ciągu 7 dni.
Mów mi:Dreamy Seattle
MULTI:-
. pierwsze urodziny forum .
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do: