Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-10, 14:30


22.11.2016
bonneval-sur-arc

Chère Ariana,
Nie jestem pewna dlaczego piszę ten list. Siedzę właśnie nad tą starą maszyną do pisania, jest czwarta nad ranem, zatem u ciebie też już powoli dochodzi wieczór. Nie mogę spać, może to właśnie ta cholerna bezsenność podpuściła mnie do pisania tych słów. Wiem, że nie zwykłyśmy rozmawiać listami, ale zawsze uważałam tę formę za jedną z piękniejszych. Słowa wydają się autentyczniejsze, gdy wybite na klawiszach maszyny niż telefonu. Nie chcę sugerować, że twoje wiadomości nie są autentyczne, ale zwyczajnie odnajduję jakąś subtelną magię w tradycyjnych listach. Prawdopodobnie przeczytasz go dopiero za wiele dni, podczas, których będzie przemierzał ocean by znaleźć się w twoich dłoniach. Mam nadzieję, że sprawi ci odrobinę radości.
Mam Ci wiele do powiedzenia, ale teraz, gdy próbuję zebrać słowa wszystkie zdają się jakieś... bez znaczenia. Właściwie każdy dzień mija mi podobnie- od rana pracuję w polu, wysłuchuję uporczywych niezadowolonych uwag ojca i czekam na wiadomości od Ciebie. Gdy teraz na to patrzę mam wrażenie, że jestem dosyć nudną osobą. Czarna herbata mi myśli rozjaśnia, bo powoli wstępuje we mnie senność. Może przynajmniej odwiedzisz mnie w snach.
Często myślę, o naszym pierwszym spotkaniu. To był dzień zupełnie inny od mojej codzienności i to chyba było w nim właśnie najpiękniejsze. Świetnie się z tobą bawiłam, naprawdę. Twoje życie wydaje mi się tak ciekawe w porównaniu z moją szarością dni. Żyjesz zupełnie inaczej niż ja i to jest chyba w tym najciekawsze. Chciałabym zobaczyć jak to jest. Chciałabym zobaczyć czasami świat twoimi błękitnymi oczami.
Powoli dobiega już piąta, a ja nadal siedzę nad tą starą maszyną. Żałuję, że nie ma cię na odległość ręki, chciałabym czasami wyjść z domu, przejść się parę przecznic by móc resztę dnia spędzić w twoim towarzystwie. Ale los chciał tak, że pozostają nam wiadomości i rozmowy i, być może, te listy. Jeśli tylko będziesz chciała mi odpisać. Też czasami masz poczucie, że masz tyle do powiedzenia, że nie wiesz nawet co mówić? Tak się właśnie teraz czuję.
Włożę między kartki parę listków lawendy byś mogła ich zapachem powrócić do dnia naszego spotkania. Może ten zapach będzie ci mnie przypominał. Dołączam też parę torebek mojej ulubionej herbaty. Może ci zasmakuje.
Mam wrażenie, że w listach łatwiej być śmiałą niż w wiadomościach. Prawdopodobnie w smsie nie napisałabym ci, że szczerze to... za Tobą tęsknię.
Opowiedz mi co u ciebie. Jak mija ci codzienność, jakie są twoje nawyki, co sprawia, że się uśmiechasz? Z każdym dniem chcę poznawać cię coraz bardziej, chcę poznawać to co tworzy Ciebie, to kim naprawdę jesteś.
Sen powoli wstępuje mi na powieki, więc będę kończyć. Mam nadzieję, że ten krótki list sprawi ci choć odrobinę radości.
Buziaki,
Votre Liane
Mów mi:-
MULTI:-
 


bawi się zapałkami

pachnie dymem


Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-02-11, 11:09


Listopad 30 2016
Seattle, WA 98101

Mon chéri Liane,
Może zacznę od tego, że tam wyżej chciałam napisać "moja droga". Jeśli zamiast tego stoi tam "moja wisienko" lub inny, fatalny błąd - przepraszam. Aplikacja od translacji coś niedomaga po ostatnim, służbowym spotkaniu z Niemcami.
Jak mamy to już jasne to możemy przejść do sedna, wyjawię Ci sekret. Tylko proszę schowaj go do szuflady i nie wyciągaj go zbyt często, dobrze? Trochę się wstydzę… Pierwszy raz w życiu dostałam list. Taki prawdziwy. Nie z jakąś banalną ulotką, albo biurokratycznym marnotrawstwem papieru z urzędu. Jest taki… uszyty dla mnie. Czuję się magicznie. Naprawdę. Trochę tak jakbym w końcu dostała sowę z Hogwartu. Więc dziękuję. Za niego. Za to, że otworzyłaś przede mną to okno i mogę się nacieszyć powiewem czegoś nowego, specjalnego. I za mój uśmiech teraz też Ci dziękuję.
Kim jest według Ciebie nudny człowiek? Nasze definicje chyba bardzo się od siebie różnią. Dla mnie twoje opowieści brzmią jak bajka o odległej krainie, w której można cieszyć się każdym dniem. Nie goni Cię pośpiech, ani nie upominają Cię powiadomienia z telefonu. Oddychasz pełnią płuc, cieszysz się słońcem. A ja siedzę tutaj, otoczona zimnym betonem. I nie mam pojęcia jak Ci wytłumaczyć, że stoi za mną wielkie, przerażające muszę. Hmm… jest może nieco podobne do potworów spod łóżka. Nie widzisz ich i na co dzień mówisz, że już w nie nie wierzysz. Ale mimo wszystko w nocy wciągasz stopę pod kołdrę. Tak na wszelki wypadek. I podobnie ma się sprawa z tym muszę. Gdy piję teraz zimną herbatę i jestem zmęczona, myślę sobie, że niczego nie muszę. Że chętnie rzuciłabym to wszystko i na stałe wróciła do domu, albo przyjechała do Ciebie żeby uspokoił mnie zapach lawendy. A jutro rano jak zawsze wstanę o szóstej, wypiję kawę i zacznę się ścigać z cieniem zmyślonych powinności.
Jak myślisz, ta moja głupota jest smutna czy już zabawna?
Ja chciałabym umieć Ci wytłumaczyć, że z nas dwóch to Ty jesteś wyjątkowa. I że mimo tysięcy kilometrów odległości jesteś blisko mnie. Myślę o tobie gdy czekam na taksówkę i gdy robię sobie kwadrans przerwy od oślepiającego ekranu komputera. Zastanawiam się wtedy która jest u Ciebie godzina, co robisz, jaką herbatę dzisiaj wypijesz. Więc… wydaje mi się, że ja też za tobą tęsknie.
Do listu wrzucę muszelkę, którą znalazłam dawno temu. Sama nie pamiętam ile lat nosiłam ją torebce, mając nadzieję, że kiedyś zaprowadzi mnie nad wodę. No i muszę przyznać, że parę razy się jej udało, więc teraz oddaję ją tobie. Niech Cię prowadzi dokąd tylko chcesz.

Prends soin de toi.
Ariana

PS Tak się rozpisałam, że dopiero jak skończyłam zorientowałam się, że nie odpowiedziałam na twoje pytania… Przepraszam! Już się poprawiam! Tak jak widać, mam tak samo jak ty. Mam Ci tyle do powiedzenia, że nie wiem gdzie zacząć ani tym bardziej gdzie skończyć. Ale wydaje mi się, że przypadkiem udało mi się odpowiedzieć na pytanie o uśmiech i codzienność. W takim razie została tylko kwestia nawyków. Hm… Nałogowo gdybam, myślę o tym co by się zmieniło gdybym na ostatnim skrzyżowaniu skręciła w lewo zamiast w prawo. I przyznam Ci się, że nawet teraz to robię. Zastanawiam się czy nie powinnam zacząć tego listu od początku. Eh. Dochodzi siódma. Chyba nie będę miała na to czasu. Za chwilę wypiję herbatę od Ciebie na dzień dobry i wmówię sobie, że wybaczysz mi to grafomaństwo.
Śpij dobrze.
Mów mi:-
MULTI:-
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-11, 14:39


06.12.2016
bonneval-sur-arc

Chère Ariana,
Kiedy tylko przyszedł listonosz praktycznie wyszarpałam mu tę kopertę. Nawet nie wiesz jak czekałam na słowa od ciebie. Teraz, gdy siedzę w swoim pokoju przy znów popsutej, uparcie mrugającej świetlówce, patrzę z rozrzewnieniem na list od ciebie spoczywający tuż obok mych dłoni. Schowałam muszelkę od ciebie do mojego portfela, liczę, że któregoś dnia zaprowadzi mnie nad ocean, w twoje progi, o ile kiedykolwiek będziesz chciała przyjąć mnie w swoich stronach i o ile kiedykolwiek zbiorę fundusze na bilet lotniczy na ten odległy, praktycznie drugi koniec świata.
Cieszę się, że mogłam być dla ciebie tą pierwszą. Listy zawsze wydawały mi się piękniejszą formą wyrażania emocji niż słowa mówione. Listy możesz zawsze schować, nosić przy sobie czy zakopać w szafce nocnej by wracać do nich w chwilach umęczonych. Ja zamierzam tak robić z listami od ciebie. Schowam je w bezpieczne miejsce, tak by nic im się nie stało i będę wracać do nich, gdy moje myśli zbłądzą w kierunku twojej twarzy i dźwięcznego głosu, za którym tęsknię zaraz na sekundy po tym jak się rozłączymy. Cieszę się, że mogłam wnieść odrobinę magii do twojego życia i mam nadzieję, że przyjdzie mi to uczynić jeszcze nieraz.
Może masz rację, może faktycznie nie istnieje coś takiego jak nudny człowiek, a zwyczajnie trawa za płotem zdaje nam się zieleńsza. Jednak fascynuje mnie twoje życie, tak bardzo odległe i inne od mojego. Choć nigdy nie ciągnęło mnie między mury wieżowców to mam wrażenie, że u twojego boku odnalazłabym się w tym gąszczu betonowego lasu. Mam też nadzieję, że przyjdzie ci jeszcze odwiedzić mnie, tak bym mogła cię zabrać między lawendowe pola i w góry na długie spacery, pełne rozmów o tych mniej i bardziej poważnych sprawach. Chciałabym obserwować zachód słońca siedząc na szczycie gór tuż obok ciebie. Mam wrażenie, że to wniosłoby magię zarówno do mojego jak i twojego życia.
Dziś są Mikołajki. We Francji mamy zwyczaj pieczenia takich małych maślanych bułeczek w kształcie ludzików. Nazywają się männele. Dziś rankiem upiekłam jedną dodatkową dla ciebie. Co prawda, zanim do ciebie dojdzie prawdopodobnie będzie już bardziej kruchym ciastkiem niż bułeczką, ale mamy na to stary, rodzinny trick- po prostu zamocz ją w wodzie i wstaw na chwilę do piekarnika. Mam nadzieję, że ci zasmakuje i pozwoli na chwilę oderwać się od codzienności. Dołączam też saszetkę francuskiej kawy, bo jak wiadomo do słodkiego zawsze musi iść też kawa.
Przyznam Ci szczerze i otwarcie, że również o Tobie myślę. Kiedy zaszywam kolejny sweter dla sąsiadki, a myśli odpływają w rejony Twojego życia, gdy zbieram garściami kolejne gałązki lawendy lub gdy zajmuję się ogrodem. Jadąc do miasta wspominam nasze pierwsze spotkanie. Myśl o tym, że gdzieś tam jesteś, zajęta swoimi sprawami, ale myśląca o mnie w wolnych momentach, sprawia, że natychmiastowo się uśmiecham. Mam szczerą nadzieję, że przyjdzie nam się spotkać jeszcze nieraz.
Nigdy nie sądziłam, że ktoś po jednym spotkaniu tak zawładnie moimi myślami, ale w dziwny, nieracjonalny i niewytłumaczalny sposób nie jestem w stanie oderwać się od zastanawiań o tym gdzie jesteś i co robisz. Codziennie jestem ciekawa jak mija ci dzień, co dziś zrobiłaś, czy się uśmiechałaś bo masz najpiękniejszy uśmiech jaki przyszło mi oglądać.
Powiedz mi jeszcze, jakbyś była faktycznie w Hogwarcie to w jakim byś była domu? Ja myślę, że należałabym do Hufflepuffie. Kiedyś chciałam wierzyć, że jestem Gryfonką, ale chyba ostatecznie dorosłam do dojrzenie, że nie jestem na tyle odważną osobą na ile chciałabym być. Za to wysoko cenię sobie ludzi, dlatego sądzę, że odnalazłabym się w żółtych barwach.
Powoli dobiega już druga, a ja muszę wstać z rana zając się dojeniem kóz. Zatem kończę już powoli i wracam do łóżka. Mam nadzieję, że ten list również sprawi ci trochę radości. I wesołych mikołajek!
Bisous,
Votre Liane
Mów mi:-
MULTI:-
 


bawi się zapałkami

pachnie dymem


Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-03-23, 14:29


Grudzień 28 2016
Berlin, Friedrichshain 10245

Chère Liane,
Mam właśnie dwugodzinną przerwę, więc schowałam się w jednej z tutejszych kawiarenek i wyciągnęłam notatnik. Wiesz, przez przylotem wszyscy ostrzegali mnie przed europejską zimą. Mówili, żebym kupiła cieplejszy płaszcz, wzięła najgrubsze swetry i skarpetki. A mam tu dzisiaj siedem stopni, jest cieplej niż w Seattle. Żałuję, że nie zapytałam Cię o zdanie. Moja walizka byłaby o połowę lżejsza, gdybyś mi przypomniała, że Europa wcale nie jest Biegunem Północnym.
Cieszę się, że spodobał Ci się mój mały prezent. Dbaj o nią, a zaprowadzi Ci dokąd tylko zechcesz… i tu dla przykładu dodam, że wracając będę miała krótki postój w Paryżu. Może chciała udałoby się nam się spotkać? Nie będę miała za wiele czasu, będę wolna tylko wieczorem i ewentualnie wczesnym porankiem przed wylotem. Nie jestem pewna czy ma to sens, żebyś się kłopotała dla kilku godzin… ale chciałabym Cię zobaczyć.
U nas nie ma niestety Mikołajek. Kojarzę, że niektóre dzieciaki w podstawówce obchodziły dzień biskupa na początku grudnia i gdzieś kiedyś słyszałam o słodyczach zostawianych w butach, albo skarpetach. Twoją männel spróbowałam w dzień Bożego Narodzenia i była pysznym prezentem świątecznym. Dziękuję. Tak szczerze Liane, naprawdę doceniam, że dostałam od Ciebie coś więcej niż rzecz, którą kupiło się w supermarkecie i skreśliło z listy zakupów. Bo… lubię święta. Cały ten klimat, czerwono-białe dekoracje, piosenki w kółko powtarzane w radio. Lubię msze, śpiewanie kolęd. I to, że spędzam czas w domu, z rodzicami i braćmi, grając w planszówki i oglądając stare filmy. Niekoniecznie jednak przepadam za stresem podczas odpakowywania prezentów spod choinki. Martwię się czy to co wybrałam wszystkim się spodoba. I czy ja będę potrafiła odegrać radość gdy okaże się, że jak co roku dostałam jakiś sweter, czekoladę, albo co gorsza harlekina od mamy… Dlatego to ciasteczko jest dla mnie ważne. Rozumiesz?
Swoją drogą jak Tobie minęły święta? Przejadłaś się na cały kolejny rok? A i jeśli jeszcze nie rozpakowałaś paczuszki dołączonej do listu to… mam nadzieję, że trafiłam w Twój gust.
Chciałabym być krukonką. Myślę, że do twarzy byłoby mi w niebieskim, chociaż… pottermore wmawiało mi kilka razy, że jestem ślizgonką. Hm. Uznajmy jednak, że miałam wybór, tak jak Harry. I mieszkałabym w wieży jak księżniczka zamiast w zimnych, ponurych lochach.
Wydaje mi się, że przyznanie się do tego, że nie jest się kimś kim by się chciało być wymaga dość sporo odwagi. Aczkolwiek to żaden kontrargument. Pasowałabyś mi do Hufflepuffu. Żółty dobrze komponowałby się z twoimi niebieskimi oczami.
Nie wiem kiedy minęła mi godzina. Zaczyna być późno. Dopiję kawę i pobłądzę jeszcze trochę po okolicy. Muszę znaleźć pocztę, żeby te kartki jakoś do ciebie dotarły.
Pewnie kiedy będziesz to czytać będzie już nowy rok, więc… oby dwa tysiące siedemnasty spełnił twoje marzenia, cele i zachcianki.
Bisous,
Ariana

* do listu dołączona była mała paczka w szarym papierze, w ozdobnym pudełku znajdował się egzemplarz Damy kameliowej w twardej oprawie
Mów mi:-
MULTI:-
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-03-23, 23:32


8.01.2017
bonneval-sur-arc

Chère Ariana,
Nie wiem od czego zacząć. Powinnam się z początku odnieść do twojego poprzedniego listu, ale zamiast tego nie mogę przestać myśleć o naszym poprzednim spotkaniu. Odtwarzam w głowie wszystkie chwile spędzone z Tobą. Co rusz przypominam sobie moment naszego pocałunku i nie mogę zapomnieć smaku twoich ust. Wieczór spędzony z Tobą wydawał się tak onirycznie niesamowity, czułam się jakbym była w innym świecie. W miejscu, w którym nic poza nami się nie liczy, w którym nie istnieją niedogodności, bóle i cierpienia, w miejscu, w którym jedyne co ma znaczenie to nasze wspólne szczęście. Czułam się tak cholernie szczęśliwa u twojego boku. Nawet teraz, kiedy piszę te słowa, uśmiecham się do siebie jak głupia. Mam nadzieję, że przyjdzie nam w najbliższej przyszłości powtórzyć to spotkanie, choć tym razem mam nadzieję na miejsce bliższe niż Paryż, bo choć droga autostopem mi nie przeszkadza to wątpię by rodzice uwierzyli mi w dwie szkolne wycieczki do Paryża w jednym roku szkolnym. Gdybym tylko mogła przyleciałabym do ciebie pierwszym samolotem, który udałoby mi się złapać, przysięgam. Mam nadzieję, że w przyszłości przyjdzie mi cię odwiedzić w Twoich stronach, naprawdę.
Nawiązując jednak do twojego wcześniejszego listu- też uwielbiam święta! Mają wspaniałą, rodzinną aurę. Cieszy mnie ubieranie choinki, ozdabianie domu, te wszystkie tandetne ozdóbki wyciągane z wielkiego kartonu składowanego w piwnicy, wspólne gotowanie miliona dań i zasiadanie do wspólnej kolacji. Jedyne za czym nie przepadam to alkohol pojawiający się na stole co wigilię, mój ojciec jest uzależniony i bywa nieznośny po zbyt dużej dawce. Natomiast bardzo lubię sprawiać prezenty, nawet bardziej niż otrzymywać, mam nadzieję, że twój prezent, który ci podarowałam na spotkaniu przypadł ci do gustu. Już ci dziękowałam za książkę, którą mi dałaś, ale muszę to zawrzeć również na piśmie. Dziękuję! To był wspaniały prezent.
Pasowałaś mi do Ravenclawu, te barwy pięknie by się komponowały z Twoimi niebieskimi oczami, ale Ty wyglądasz pięknie we wszystkim. Brzmię trochę jak rozrzewniona nastolatka, ale cóż, chyba właśnie nią jestem. Wybacz, że ten list jest tak chaotyczny, ale nadal zbieram się emocjonalnie po naszym spotkaniu. To był prawdopodobnie najlepszy dzień zeszłego roku i żywię wielką nadzieję, że w tym nowym roku czeka nas jeszcze nie jedno takie spotkanie. Z utęsknieniem wracam do chwil spędzonych razem. Mam nadzieję, że ten nowy rok przyniesie Ci wszystko o czym marzysz, pozwoli Ci się w pełni realizować i spełniać swoje najskrytsze pragnienia. Piszesz sobie postanowienia noworoczne? Ja zazwyczaj tego nie robię, ale w tym roku zmieniłam przyzwyczajenia. Numerem jeden na mojej liście zadań na rok dwa tysiące siedemnasty jest uzbieranie pieniędzy na bilet lotniczy do Seattle. Jeszcze nie wiem co powiem rodzicom, ale jestem już pełnoletnia, więc może zaakceptują to, że mogę już podejmować samodzielne decyzje. Może i Tobie uda się mnie odwiedzić w moich rodzinnych stronach. Nie mam co prawda wystawnych kawiarni, w których mogłybyśmy sączyć cały dzień kawę obserwując życie toczące się obok nas, ale mam piękne góry, w które mogę Cię zabrać na długie spacery i dużo domowych ciastek, którymi bym cię częstowała. Dobiega już druga, znowu, więc będę powoli kończyć. Załączam do listu jeszcze kolejną z moich ulubionych herbat i parę ciasteczek, które pewnie przyjdą całkowicie twarde. Zmocz je lekko i wrzuć do piekarnika- powinny nadawać się do zjedzenia.
Wszystkiego najlepszego w tym roku!
Bisous (Je rêve de t'embrasser à nouveau),
Liane
Mów mi:-
MULTI:-
 


bawi się zapałkami

pachnie dymem


Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-03-25, 14:49


Styczeń 27 2017
San Jose, CA 95112

Dear Liane,
Przepraszam. Za te głupie sms-y wymówki, za nieodebrane połączenia, za martwienie Cię tą nagłą ciszą i wmawianie Ci, że wszystko jest okej, jestem po prostu zapracowana... Potrzebowałam czasu, musiałam zrobić porządki w swojej głowie. Bo… Ty podchodzisz do tego tak lekko. Piszesz o tym wprost, jakby nasze spotkanie w Paryżu miało się tak skończyć, to był kolejny, naturalny krok naszej znajomości. A ja… tego nie planowałam. Wręcz przeciwnie. Jeszcze kilka miesięcy temu pomyślałabym, że to niemożliwe. Szanuję ludzi, ogółem, niezależnie od rasy czy od orientacji. Ale sama jestem jedną z osób, które można wrzucić w statystykę, podpisując mianem: typowa. Jestem w końcu białą kobietą, amerykanką, heteroseksualną i wierzącą. Próbowałam Ci to wtedy wytłumaczyć, ale… wyszło na opak. Może przez tamten mróz, może przez wino. A może jednak ta nasza przyjaźń jest inna. Nie wiem Liane. Jeszcze tego nie rozgryzłam. I nie chcę Ci dawać nadziei, że uda mi się to w najbliższym czasie.
Łudzę się, że rozumiesz, że Cię nie ranię. Wiesz, naprawdę lubię z Tobą rozmawiać. Widzisz więcej niż ja, czujesz więcej niż ja. Gdy poświęcasz mi swój czas, to mam wrażenie, że dodajesz mi trochę swojej magii. Nie chciałabym tego stracić. Więc składam dłonie jak do modlitwy i proszę… pozwól mi jeszcze trochę pobyć w tym miejscu, w którym teraz jesteśmy.
Co do świąt, u nas trochę inaczej to wygląda. Stoły nam się nie uginają pod nadmiarem jedzenia. Rodzice przygotowują indyka i szynki, któryś z gości przynosi zapiekankę albo ciasto. I to tyle. Nie robimy zapasów na cały tydzień. W sumie ogólnie krócej świętujemy z tego co słyszałam. Obchodzimy dwudziesty piąty grudnia, czyli samo Boże Narodzenie. Dzień przed i dzień po to zwykłe dni pracujące. Mój tata nazywa nawet dwudziesty szósty grudnia dniem zwracania nieudanych prezentów. Także tak, wydaje mi się, że za oceanem żyje się w trochę szybszym tempie.
Czy kalendarz wypełniony na pół roku wprzód można zaliczyć do postanowień noworocznych? Mój młodszy brat jak go kiedyś przekartkował, zaśmiał się, że nie spodziewał się po mnie takiego optymizmu. Bo na jakiej podstawie zakładam, że będę na spotkaniu w maju, skoro jutro może wygram na loterii, rzucę pracę i będę wtedy pod palmami, z kolorowym drinkiem w dłoni. Zabawny z niego chłopak… czasem. Ale… załóżmy, że ma rację, zbiorę w sobie cały swój zapas optymizmu. Z nim w garści przyznam Ci, że chciałabym Cię jeszcze zobaczyć. Nieważne czy w twoich, na pewno pięknych górach, w moim szmaragdowym Seattle, czy na którymś z dworców albo lotnisk. Chyba… czuję się bezpieczniej jak jesteś obok. Nie dusi mnie wtedy presja, że muszę być taka czy owaka, że muszę znać odpowiedź na każde pytanie. Przy Tobie mogę po prostu… być. To miła, bardzo miła odmiana.
Dziękuję za kolejne, małe prezenty. I piszę to bawiąc się naszyjnikiem od Ciebie. Parę osób już mnie pytało gdzie go kupiłam. Śmieję się, że to tajemnica, to mój własny kawałek Francji. Myślałam też ostatnio nad tym, że powinnam lepiej wykorzystywać swoje delegacje i… wymyśliłam, że będę wysyłać Ci z każdego miasta pocztówkę z cytatami z piosenek, które usłyszę w tutejszym radio, albo ciekawostkami. Pierwsze będzie San Jose, centrum Doliny Krzemowej. Zwiedzam właśnie tutejsze Japantown i powiem Ci, że mijam tu więcej wietnamskich knajpek niż restauracji z sushi. Wikipedia mi podpowiada, że to nie przypadek. W San Jose jest największe na świecie skupisko Wietnamczyków mieszkających poza Wietnamem. Ciekawe, prawda?
Wracam do hotelu, żeby odpocząć i zaparzyć jedną z herbat od Ciebie.

With best regards,
Ariana
Mów mi:-
MULTI:-
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-03-27, 18:08


14 luty 2017
Bonneval sur-arc

Loulou Ariana,
Nie jestem pewna czy znasz to słowo. Nie ma swojego dokładnego tłumaczenia na angielski. Zwykłam uważać, że można je tłumaczyć tak jak dyktuje nam serce, więc możesz je odebrać zgodnie ze swoimi uczuciami. Dla mnie to coś pomiędzy ukochaną, a skarbem. Magiczne słowo balansujące gdzieś na granicy zrozumienia. Uwielbiam jego urok, tę dowolność interpretacji. Jest nieoczywiste- zupełnie jak Ty.
Planowałam by list walentynkowy wyglądał trochę inaczej niż będzie wyglądał, ale nie chce Cię w niczym pośpieszać. Rozumiem Twoje wątpliwości, naprawdę je rozumiem. Może to kwestia wychowania, francuskiej otwartości czy po prostu uczuć, ale dla mnie od chwili, w której znów Cię zobaczyłam wszystko było oczywiste. Nie potrafię udawać, że było inaczej. Jednocześnie nie chce w żaden sposób naciskać ani Cię do czegokolwiek zmuszać. Potrzebujesz czasu i jestem gotowa dać Ci cały czas jaki tylko mamy w naszych życiach. Chcę też żebyś jednak wiedziała, że dla mnie nasza relacja to coś więcej niż przyjaźń, możliwe, że od samego początku to było coś więcej. Kiedy mnie przytulałaś tak pełna radości i ekscytacji czułam, że mam w swoich ramionach wszystko czego do szczęścia potrzebuję. Uszczęśliwiasz mnie, Ari. Przy Tobie czuję, że niczego więcej nie potrzebuję, że mam wszystko o czym tylko mogłam marzyć. Jesteś dla mnie kimś specjalnym i zawsze będziesz, bez względu na to jaką decyzję podejmiesz. Liczę, że to, że nie zerwałaś ze mną kontaktu pozostawia w pewien sposób otwartą bramkę. Nawet jeśli będziesz chciała pozostać na stopie przyjacielskiej liczę, że nie wpłynie to na naszą znajomość, bo rozmowy z Tobą przynoszą mi ogrom radości, której nie jestem nawet w stanie opisać słowami.
Wieczorami, takimi jak ten, myślę o Tobie. Zastanawiam się gdzie teraz jesteś, co robisz, czy przynosi ci to szczęście, czy się uśmiechać. Masz piękny uśmiech, wiesz? Chciałabym byś miała jak najwięcej okazji do uśmiechu bo wtedy twoje oczy tak ślicznie błyszczą. Myślę o naszym kolejnym spotkaniu, które mam nadzieję nadejdzie szybciej niż później i szczerze cieszę się, że też chcesz się ze mną znów zobaczyć. Z początku czytając Twój list bałam się, że może nie będziesz chciała się znów spotkać, jednak jest inaczej. Jeśli tylko będziesz we Włoszech, Szwajcarii lub Francji daj mi znać. Wsiądę w pierwszy autobus jaki znajdę i znów spotkamy się na kolacji w jednej z lokalnych knajpek popijając wino i rozmawiając do zamknięcia by potem przenieść się do hotelu gdzie dokończymy rozmowę do bladego rana. Przynajmniej tak sobie wyobrażam kolejne nasze spotkanie.
Dziękuję za pocztówkę, będę je wszystkie chować do mojego małego pudełeczka, w którym trzymam wszystkie listy od Ciebie. Czasami, gdy mam gorszy dzień, zaglądam do niego i czytam na nowo co mi pisałaś. Automatycznie poprawia mi się humor. Stukam ten list na wysłużonej już maszynie do pisania bo zawsze miałam wrażenie, że słowa wybite na niej mają większą magię niż te napisane odręcznie. Chciałam, żeby ten list niósł za sobą pewną magię, w końcu Walentynki zdarzają się ledwie raz do roku. Nie wiem jak jest u Ciebie, ale Francuzi podchodzą do tego święta dość poważnie. Wszędzie roi się od kwiatów, czekoladek i wyznań miłości. Ale my chyba tak generalnie jesteśmy dość uczuciowym narodem. Przynajmniej taki panuje stereotyp, myślę, że jeden z trafniejszych.
Z początku w ramach walentynkowego prezentu chciałam ci podarować wiersz, ale potem zaczęłam zastanawiać się nad Twoimi słowami i chcąc dać ci przestrzeń do zastanowienia się nad tym co czujesz uznałam, że odpuszczę sobie ten pomysł. Jednak, jeśli chciałabyś go przeczytać, daj mi tylko znać a wyślę go w kolejnym liście. Zamiast tego załączam ci breloczek w kształcie serca. Brzmi jak całkowita tandeta, ale robi je moja sąsiadka, starsza pani, której czasami pomagam przy opiece nad zwierzętami. Urocza kobieta z sercem na dłoni. Sama je rzeźbi w drewnie i co roku sprzedaje za drobne grosze, z których odkłada na wyjazd do Paryża, który jej się marzy od lat. Sama prawdopodobnie nie byłabym w stanie zrobić czegoś tak ładnego jak ona. Liczę, że któregoś dnia uda jej się ta podróż i zakocha się w Paryżu tak jak ja zakochałam się w nim na nowo po spotkaniu z Tobą.
Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku, a Twoje myśli choć odrobinę się rozjaśniły. A jeśli nie, to nie ma w tym nic złego, daj sobie tyle czasu ile tylko potrzebujesz, a ja będę tu na Ciebie czekać, choćby miało to trwać lata.
Bisous,
Liane
Mów mi:-
MULTI:-
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 68 punktów
Jimin jest z reguły osobą chłodną, ale to wszystko tylko dlatego, że nie chce zostać zraniona. Lubi imprezować, ale i spędzać czas ze swoim psem, którego przygarnęła. Pewnie oglądają razem powtórki Gry o Tron (ale nie sezony 8 i 9). Nie potrafi pływać, przez co panicznie boi się głębokości, a jej tajną umiejętnością jest… rapowanie!
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 65 punktów
Ta żywiołowa dziewczyna słynie ze swojego przekonania, że nie ma złych ludzi, są tylko źle podjęte decyzje i nieodpowiednie miejsce. Strzeżcie się jej, panowie, ponieważ ma lepkie rączki. Życie nie rozpieszczało Willow, bowiem straciła rodziców i z siostrą trafiły do sierocińca. Dziś jednak jest wesoła, wierzy wciąż w prawdziwą miłość, chociaż nie zawsze wychodzą jej relacje damsko-męskie. To nic, bo nadrabia charyzmą i teatralnymi omdleniami.