WAŻNE: W procesie przenoszenia forum na nowy silnik utracone zostały hasła logowania. Napiszcie w tej sprawie na discordzie do audrey#3270 lub Rezz#2137, na konto Dreamy Seattle na Edenie lub zalogujcie się na konto UP (hasło:universal) i z niego wyślijcie wiadomość prywatną na forumowe konto Dreamy Seattle. Ustawimy nowe tymczasowe hasła, które zmienicie we własnym zakresie.

EVENT Świąteczny klimat niestety nieco nas ominął przez remont forum. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by jeszcze wziąć udział w evencie i zgarnąć świąteczną odznakę! Szykujcie się też na dwie najlepsze imprezy sylwestrowe w mieście!

KALENDARIUM Chcecie wiedzieć, co dzieje się w Seattle? Potrzebujecie dla swoich postaci tematu do rozmowy albo ciekawego wydarzenia, na którym moglibyście oprzeć rozgrywkę? To właśnie tutaj znajdziecie wszystkie newsy ze Szmaragdowego Miasta.

UPDATE Postacie chcące uzupełnić swoją KP o nowe treści w biografii mogą skorzystać teraz z kodu update w zamówieniach.

Zablokowany
Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Zapieczętowana koperta od kilku dni leżała na górnej półce w jej salonie, a niebieski stempel odznaczający się na bieli papieru niebezpiecznie przypominał o sobie za każdym razem, kiedy przechodziła przez pomieszczenie. Nie potrafiła. Nie była w stanie. Grała na zwłokę i zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest to w porządku, a Jacob faktycznie mógł irytować się jej zachowaniem. Któregoś dnia nie wytrzymała – impulsywnie sięgnęła ku kopercie i nadarła jej róg, ale… to też nie byłoby okej. Zwariuje. Kolejnego dnia z rana, wychodząc z Keylenem z domu, wsunęła kopertę do torebki, postanawiając, że dziś ta cała szopka się zakończy. Ucałowawszy piętnaście razy syna przed przedszkolem, wiedziała, że nie będzie w stanie skupić się w redakcji, aczkolwiek próbowała. Wytrzymala kilka godzin, ostatecznie zaglądając do biura naczelnego, by poinformować, że w poniedziałek będzie miał gotowe zdjęcia na biurku, czyli haalo, kilka dni przed terminem. Napisała szybką wiadomość do Jacoba, a przed południem zapukała do Hirschowych drzwi, unosząc w górę kopertę, kiedy w końcu je otworzył. Miał wolne? Był po nocnym dyżurze? Wrócił dopiero co z NY? Nie wiedziała. Minęła go bez słowa, bo przecież ostatnimi czasy nie byli dla siebie najmilsi, prawda? A przynajmniej Butler, biorąc przykład ze swojego trzylatka, robiła obrażoną minę, zarówno kiedy pisała mu wiadomości, jak i wtedy, kiedy spotkali się na parkingu by mógł przekazać jej to, co konieczne było do wykonania tego cholernego testu. Teraz jednak nie miało to żadnego znaczenia – liczyło się tylko to, że ta koperta leżała na stoliku przed nimi, a ją zaczynała ogarniać taka panika, że musiała pozbyć się swojego swetra. Czemu, kurwa, tu było tak gorąco? Nie była już taka pewna swojego, nie wyglądała na tak przekonaną, jak wtedy, kiedy Jacob poruszał ten temat. Nie. Nagle w myślał znalazło się to, o czym przez ten czas nie myślała. A co jeśli? Czy będzie chciał coś zrobić? Czy mogł zrobić cokolwiek? Czy mógł nadepnać na to, co zdążyła sobie ułożyć tak, by temu małemu człowieczkowi, o którego to wszystko się toczyło, było jak najlepiej? Przecież to JEJ syn. TYLKO JEJ. Z tą myślą sięgnęła ku kopercie, a zaś trzymając ją w dłoniach, utkwiła spojrzenie w jego twarzy. Powiedz, że cokolwiek tam jest… będzie dobrze. Nawet nie potrafiła tego powiedzieć głośno, więc mógł… zrobić właściwie cokolwiek. Ponaglić ją na przykład? – Ostatnio tak się czułam… – studia? ślub? rozwód? praca? – …nigdy – jezu, na kogo ona wychodziła, że n i e wiedziała? Bo chyba zdawał sobie już sprawę, że nie miała bladego pojęcia?

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

#27

Hirsch był poddenerwowany. Od kiedy tylko dostał wiadomość od Kaylee, nie może znaleźć sobie miejsca. Wyszedł pobiegać, musi od tego jakoś oderwać myśli. Mój Boże. Co on też sobie wyobrażał? Zapyta, sprawdzą, dowiedzą się i co dalej? Najwyraźniej do niedawna Jacob żył w przekonaniu, że potrzebuje tylko oficjalnego zaprzeczenia. Dlatego też tak denerwował się na Butler, dlatego tak ją strofował i urządzał sceny przy wspólnych znajomych. Był pewny, że wystarczy zrobić badania, które powiedzą nie, nie jest pan ojcem i obydwoje będą mogli dać sobie spokój. Dlatego w trakcie wizyty w domu kobiety nawet przesadnie nie zerkał na pogodnego blondynka. Nie był jego. Był podobny do Kaila, przecież sama mu mówiła. Aż w końcu, kiedy Kaylee zaanonsowała swoją wizytę… Dotarło do niego, że m o ż e BYĆ ojcem. Że nie chodziło w tym tylko o wykluczenie. Mógł być ojcem całkiem rezolutnego przedszkolaka i nie miał pojęcia co robić, jeśli tak właśnie się stanie. Nie wiedział o dzieciach kompletnie n i c. Owszem, miał całkiem dobre relacje z dziećmi brata, ale nawet nie pamiętał czasów, kiedy chcieli oglądać kreskówki i wcinali kukurydziane chrupki, memłając je w rękach. Poza tym nie były jego. Co, jeśli Keylen to jego dziecko? Co jeśli ma syna? Co dalej? Jak miałby nagle pojawić się w ich życiu?
Mruga kilkukrotnie powiekami, wyrywając się z zamyślenia. Zerka na kopertę leżącą pomiędzy nim a brunetką. Kręci głową i podnosi się z krzesła. Wyciąga z szafki dwie szklanki i nalewa do nich odrobinę whisky. Wręcza jedną Butler, a drugą wychyla zaledwie w sekundę.
Chwalić pana, że ty przynajmniej wiesz, że masz jedno dziecko. Jeśli na świecie jest jeszcze ktoś, kto mógłby mnie posądzić o ojcostwo, to może najlepiej niech od razu zapakuje mnie do trumny, bo z pewnością tego nie przeżyję – mamrocze pod nosem i dolewa sobie alkoholu. Stawia butelkę na stole obok nich. Chowa na moment twarz w dłoniach i rozciąga palcami powieki. Klnie cichutko. Głupie kurwa żarty, nie powinien.
Kaylee? Wszystko będzie dobrze, tak? W końcu, jeśli to moje dziecko… To powinnaś mi tylko podziękować – naprawdę Hirsch. Są momenty, w których nawet głupie żarty nie do końca rozładują napiętą atmosferę. Jacob uśmiecha się jednak pokrzepiająco i chwyta kobietę za rękę, przyciągając ją w swoim kierunku. Całuje jej wierzch i odkłada na stół, w pobliżu koperty.
To jak, otworzysz? – pyta, chociaż najchętniej wyrzuciłby ten papier przez okno.
Czy tu jest gorąco? Czy to od tego porannego biegania? Czy powinien otworzyć okno? Może otworzy. Ale to za moment. Jak tylko przestanie wgapiać się w białą kopertę. Kurwa mać.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Jestem pewna, że przez jej głowę przeleciało miliony najgłupszych rozwiązań, co do tego, gdyby wynik był pozytywny. Mogłaby się przeprowadzić? Mogłaby wykonać podobny test z podłożoną próbką? Serio, najgłupsze. Nie mogła na to niestety nic poradzić. Wzięła szklankę od potencjalnego taty jej syna, ale odstawiła ją na stolik. Przyjechała samochodem, a odbieranie dzieciaka z przedszkola i chuchanie przy tym alkoholem nie było powszechnie akceptowanym zjawiskiem.
- O nic cię nie posądzałam, Jake. Nadal tego nie robię. Sam to zrobiłeś – nie wzięła tego za żart, bo był głupi, ale o ile sytuacja nie dotyczyłaby jej, to pewnie by się zaśmiała. To wszystko nadal działo się przez niego. Cisnęło jej się na usta coś kolejnego, ale zamknęła usta, a zaś westchnęła lekko, kiedy musnął jej dłoń, a później sama powoli przejechała tym łapskiem, tymi paluszkami przez jego policzek. Chciała mu dodać odrobinę otuchy? Boże, jak do tego wszystkiego doszło? Widziała, że się denerwował, widziała, że też się bał tego, co zaraz wyczytają. Wiedziała, że jego życie t e ż być może w jakiś sposób się zmieni, ale nadal… wciąż i mimo wszystko, to JEGO wina. To on tego chciał i to on do tego wszystkiego doprowadził. To on zasiał niepewność tak wielką, że prędzej czy później pewnie sama chciałaby przeprowadzić podobne badania. Kiwnęła głową. Już wystarczy. Teraz. Przerwała sklejenie koperty, wyciągnęła kartkę, od razu podkładając ją sobie pod oczy. Przeczytała ją raz – dość chaotycznie, skacząc z jednego miejsca w drugie i czwarte, szukając w tekście najważniejszych informacji. Cisza. Miała wrażenie, że gdzieś zza ścian dochodzi narastające głuche dudnienie. Uniosła dłoń w górę, kiedy Jake się odezwał, by zamilkł. Jeszcze nie. Jeszcze nie teraz. Musiała jeszcze raz. Wróciła wzrokiem do górnego lewego rogu dokumentu, podążając wzrokiem za każdą literką, słowo po słowie. Jezu. Nazwa laboratorium, wszelkie dane. Imię domniemanego ojca. Imię dziecka. Boże. Daty poboru próbek. Daty badań. Nie rozumiała. Opis próbek, opis metody. Ja pjerdole. Ocena zgodności. Nie robiła tego co dwa dni, ale wiedziała, że 99.9999% widniejące przy wynikach to dużo, a na pewno też w laboratorium jej wytłumaczono, że będzie albo całkowite wykluczenie, albo praktycznie totalne potwierdzenie (przynajmniej ja tak to rozumiem, ok, hehe). Kurwa mać. Kurwa mać. Brakowało jej tchu. Wstała w jednej chwili, wciskając kartkę w dłonie Hirscha, a sama musiała na balkon. W tym krótkim rękawku na morderczo mroźny dzień w Seattle. Kaylee była otwartą książką - kiedy się denerwowała albo była mocno podekscytowana, to nie potrafiła tego ukryć. Przed Jakiem za każdym razem jednak próbowała być twarda, dlatego i teraz trzęsącymi się w małym ataku paniki dłońmi, uparcie starała się wycierać pojawiające się znikąd łzy. Idiotka. Część jej chciała jak najszybciej wziąć się do kupy i ogarnąć – przecież Jacob jej mówił, że niczego nie chce. Druga część jednak, nie mogła pozbyć się twarzy byłego męża z głowy. Kretynka. Skończona kretynka. Starała się uspokoić krótki oddech, ale jezu, nie potrafiła. Kurwa mać.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Trzyma tę nieco zmiętą kartkę w dłoniach, jakby dopiero co nauczył się czytać. Jakby nagle zapomniał, jak się czyta po angielsku. Przygląda się słowom i studiuje litera po litrze, jakby szukając w tym błędu. Jakby Kaylee czegoś nie zrozumiała. Potem odkłada ją na stół, prostuje, przesuwając po niej kilkukrotnie palcami i odchyla się, by oprzeć się o oparcie krzesła. Potrzebuje jeszcze chwili z tym wzrokiem utkwionym w 99,99 procentach. To chyba pewne, tak? Obraca kartkę na drugą stronę, jakby ktoś miał dopisać tam „ha-ha, tylko żartowałem”. A może raczej szuka tam instrukcji obsługi dziecka? Przezornie zagląda jeszcze do koperty. Jest pusta.
Nie ma pojęcia, jak się czuje. Albo jak powinien? Ma czterdzieści lat i prawie czteroletniego syna. Nie wie nic o dzieciach. Ma czasem problemy z odpowiedzialnością (każdą inną, poza tą zawodową). Nie wie też, co ma powiedzieć kobiecie stojącej na balkonie. Jak to wszystko poukładać? Z prędkością światła przemyka mu też myśl o Josephine, która kończy się bolesnym ukłuciem w klatce piersiowej. Dotychczas wierzył, że jeszcze uda mu się to poukładać. Że to nie był definitywny k o n i e c. Ale co teraz? Co, jeśli nie będzie chciała aż tak skomplikować sobie życia? Cokolwiek zrobią z Butler, jakkolwiek tego nie rozwiążą, sprawa stała się właśnie realna. I będzie dotyczyć ich do końca życia.
Hirsch znajdzie jeszcze odpowiedzi na wszystkie nawiedzające go pytania, ale najpierw dolewa sobie alkoholu do szklanki i znowu wypija go duszkiem, bez minimalnego skrzywienia. Jakby wlał w zlew. Ma tak po mamusi. A czy… Czy Keylen ma coś po nim?
Chwyta swoją bluzę przewieszoną przez oparcie krzesła i wychodzi na balkon za Kaylee. Narzuca na jej ramiona coś cieplejszego i wyciąga papierosy z kieszeni spodni, oferuje jednego kobiecie. Balkon, huh? Cóż za ujmujące zapętlenie historii.
Przez chwilę, nawet dłuższą tylko stoi obok niej w ciszy i zaciąga się dymem. Nie odzywa się. Bo i co się teraz mówi? Problem jest bardziej złożony, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Te kilka lat temu Jacob zdradził żonę, a Kaylee męża. Ale w jego małżeństwie wszystko sypało się już od dawna. Mężczyzna spogląda na trzęsącą się brunetkę i przygarnia ją do siebie ramieniem. Na krótko. Nie jest pewien, jaka będzie jej reakcja. Obejmuje ją drugą ręką i pozwala im tak stać przez moment, nadal w ciszy.
Zrobisz tak, jak uważasz, że będzie dla niego najlepiej, zgoda? Ja nie… Nie będę naciskał. Nie będę niczego wymuszał. Zrobimy tak, jak uznasz, że powinno być – mówi w końcu, zwalniając uścisk. To znaczy, że jeśli nie chce go w życiu syna, to go nie będzie, dopóki sam nie będzie mógł decydować. Jeśli pozwoli mu być, ale w roli jakiegoś przyszywanego wujka to też będzie w porządku. A jeśli pozwoli mu być o j c e m to stanie na wysokości zadania. Sam nie mógł zdecydować. Nie znał własnego dziecka. I w ogóle, kompletnie nie miał pojęcia, co się z takimi małymi ludźmi robi.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

- Niczego od ciebie nie chcę. Niczego – nie musiała nawet na niego zerkać, nie musiał się odzywać, a wystarczyło, że tylko poczuła, że przy niej staje, a od razu przystąpiła do ataku. Czy można było nazwać to już reakcją nabytą na jego osobę? Jezu, oby nie. Z wypuszczeniem jednak pary z ust przyjęła bluzę, którą okrył jej ramiona, a z jeszcze większą wdzięcznością wyciągnęła trzęsącą się dłoń po papierosa. Nie robiła tego… od ciąży? Pewnie tak. Może i nigdy nie była nałogowym palaczem, ale raz na czas na pewno popalała. Zaciągnęła się dymem tytoniowym, co odrobinę pomogło jej uspokoić ten szalony, płytki oddech. Te kilka chwil ciszy było cholernie przydatne, bo zdecydowanie nie istniało słowo, które mogłoby w jakikolwiek sposób pomóc. Kiedy jednak poczuła jego ramię na sobie, a zaś i drugie, automatycznie zwróciła się w jego stronę i wtuliła twarz w jego klatkę piersiową. Potrzebowała tego. Nie tylko dlatego, że było jej zimno, ale jezu, co się teraz stanie? Musiała usłyszeć, że będzie dobrze, chciała męskiego zapewnienia, że wszystko się ułoży. – Przepraszam – mógł w końcu usłyszeć jej przytłumione słowo, które naprawdę nie przechodziło przez jej gardło łatwo. Mógł też na swoim torsie poczuć, jak próbowała kręcić głową w obie strony. – Jacob, boże, przepraszam – skończona kretynka. Uniosła głowę w górę, by zerknąć na jego… podbródek najprawdopodobniej. – Nie miałam pojęcia. Nie… nie. Kurwa. Przepraszam – za to, że nie wiedziała? Za święta? Za każdą jedną jej reakcję, kiedy próbował z nią rozmawiać i przemówić do rozsądku? Za te całe lata, podczas których nie mógł doświadczać tego, czego ona była obserwatorem każdego dnia? Bo mimo, że czasami narzekała okropnie, to zabiłaby każdego, kto zabrałby jej choć jeden moment, którego była świadkiem w trakcie tego prawie czteroletniego życia swojego syna. Odsunęła się zaś, kiedy mówił i nie wiedziała. Nadal nic, a może i nawet jeszcze mniej niżeli dziesięć minut temu. Pozwoliła zawisnąć jego słowom w powietrzu, kiedy po raz kolejny zaciągnęła się dymem, a wierzchem drugiej dłoni przetarła raz jeszcze kąciki załzawionych oczu. Pewnie wyglądała okropnie, ale naprawdę było to teraz najmniejszym problemem. – Niczego od ciebie nie oczekujemy ani nie potrzebujemy – powtórzyła raz jeszcze, tym razem biorąc pod uwagę to, co mówił i faktycznie mając to myśli, a nie, tak jak uprzednio, rzucając na oślep słowami. Może jednak źle się wyraziła? Bo przecież zabrzmiało to, jakby nie mówiła o nim, a bardziej o rzeczach materialnych. Nieważne jednak, bo na pewno wiedział, o co jej chodziło. – Keylen jest naprawdę szczęśliwym dzieciakiem. Radzimy sobie we dwoje ze wszystkim doskonale. Nie chcę wprowadzać w jego życie żadnych zmian. Absolutnie żadnych – nie miała teraz pojęcia co mówi, jak powinna się zachować, jak zareagować. Mimo to miała nadzieję, że przynajmniej na ten moment, będzie potrafił to uszanować.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Hirsch starał się dzielić to, co mówi Kaylee na pół. Na to, co może myśleć naprawdę i to, co podpowiadają jej w tej chwili silne emocje. Jemu też nie było łatwo. Z lekko nieobecnym spojrzeniem utkwionym w Butler, pozwalał swoim myślom galopować o kilka lat w przeszłość. Do różowych bobasków, których naoglądał się w swojej pracy na pęczki, do dziecka, które stawia swoje pierwsze kroki, do nieporadnie wypowiadanych słów, które mogą przypominać urocze ”mamo” ale równie mocno ekscytowałoby cię każde inne. CHLEB, POWIEDZIAŁ CHLEB, OBOŻE CZY KTOŚ TO SŁYSZAŁ? Do wszystkich złych emocji, które tata przeganiał opowieściami na dobranoc. Do mamy głaszczącej go po głowie. Do rodziców wysłuchujących jak z dumą duka kilka wersów wierszyka na przedstawieniu w przedszkolu. A on? A on nie znał własnego dziecka. Wiedział o nim tylko, że ma na imię Keylen i kiedy się urodził. Widział go dwukrotnie. I nie był przekonany, czy powinien liczyć na cokolwiek więcej. Czy tego by chciał? Nie. Jacob nie był lekkoduchem, który życiową stabilizację odrzucałby jak bobas przemieloną marchewkę na łyżeczce. Był żonaty przez ponad dekadę, chciał być ojcem. To nie było dla niego nieistotne. Chłopiec był jego dzieckiem i chciałby poznać go najbardziej na świecie, ale… Może to wcale nie było dla niego dobre? W jego świadomości funkcjonował już jeden tato. Miał też prawie cztery lata i swój mały rozumek, który tłumaczył mu świat. Czy należało dokładać do niego brodatego mężczyznę z dużymi, niebieskimi oczami? Kurwa mać, kurwa, kurwa, kurwa mać.
Kaylee? Nie musimy teraz o tym rozmawiać. W sensie nic nie sprawia, że musielibyśmy podejmować decyzje o przyszłości w przeciągu najbliższej godziny… – gasi papierosa w metalowej popielniczce i wzrusza ramionami.
I nie musisz mnie przepraszać, nawet bezwiednie – domyśla się, że słowa, które wypowiadała w jego kierunku, były podyktowane szokiem. Pozwala sobie na ten ułamek żartu, który ściągnąłby z ich ramion ciężar tej sytuacji, zanim któreś nie zapragnie wyskoczyć z balkonu.
Wszystko jest dobrze, tak? Keylen nie jest chory, nic mu nie dolega, nie zrobimy nic, co spowodowałoby, że byłby nieszczęśliwy tak? Wszystko z nim dobrze. Oprócz tego, że jest w połowie Żydem – uśmiecha się blado przy kolejnym objawie posiadania poczucia humoru objawiającego się w nie do końca oczekiwanych sytuacjach.
Poza tym on ma dopiero ile, cztery lata? Zjada bułkę, herbatnik i dwie parówki dziennie? Samo przedszkole zjada finansowo… – otwiera drzwi balkonowe – Przypominam ci, że mój starszy brat ma troje dzieci. I od dwudziestu lat zawodzi nad finansami przez tych niewdzięczników. Nie musisz więc od razu odrzucać mojej pomocy. Chodź do środka, zrobię ci herbaty. Albo melisy? Jezu powinienem mieć chyba coś takiego w mieszkaniu… – ruchem ręki zagania ją do środka. Jeśli będzie stała na zimnie jeszcze dłużej, to ich syn skończy jako półsierota i absolutnie nie z tym rodzicem, który nadawałby się do ogarniania rodzicielskiego życia w pojedynkę.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Nie potrafiła. Nie mogła tutaj być i na niego patrzeć, zastanawiając się jednocześnie jak mogła być tak szalenie głupia. Skończona kretynka. Jak to było możliwe, że chociażby z początku, ani jedna podobna myśl nie przeszła przez jej głowę? J A K. Jak to było możliwe, że przez pierwsze miesiące życia tego dzieciaka, siedzieli nad nim razem z Kailem, wpatrując się w niego jak w największy cud świata i zastanawiając się, którą część ciała odziedziczył po niej, a którą po nim? Jak to było możliwe, że większość rzeczy, których się doszukiwali w jego gestach, w ułożeniu paluszków, w wykrzywianiu ust podczas snu, to wszystko… przypisywali Kailowi? Może myślała, że wtedy po prostu wszystko się ułoży, a ona nie będzie musiała więcej udawać, że nie widzi, bo Kail przestanie jeść na mieście, skoro obiad jest ugotowany w domu? Jak to było możliwe, że mimo, że usta miał po niej i pomimo tego, że wyszło na to, że to absolutnie niemożliwe, to pierwszy śmiech, który się wydobył z tego maleńkiego ciała, przypominał jej śmiech wyrodnego męża? Skończona kretynka.
Miała ochotę wziąć w palce jeszcze jednego papierosa i zapewne dwanaście kolejnych, ale jedynie przełknęła ślinę, gasząc niedopałek. Kiwnęła lekko głową, choć nie była w stanie skupić się na jego słowach. Rejestrowała je wybiórczo, a chcąc nie chcąc, każde jedno uderzało w nią, jak flashbacki. Bułka, herbatnik i dwie parówki. Heh. Zdecydowanie nie wróciłaby do czasów, kiedy uczyła się obsługi tego dziecka od zera, najpierw z minimalnym wsparciem, a później walcząc pojedynkę. Jak zaryczana z bezsilności, gotowała kilka różnych rzeczy dziennie, żeby tylko, na boga, zjadł ze dwie łyżeczki więcej. Jak totalnie się poddawała i robiła mu ulubiony makaronik z absolutnie niczym przez kilka dni z rzędu, zarówno na śniadanie jak i na obiad. Jezu. To wszystko było jej. Te wspomnienia były jej. Każdy aspekt jego życia ogarniała sama. To był tylko jej syn. Koniec. Kropka.
Zaraz po wejściu ponownie do środka, wciągnęła na siebie swój sweter, którego pozbyła się kilkanaście minut wcześniej i pokręciła głową. Żadnej herbaty. – Nie żartuję, Jake. Niczego od ciebie nie chcę – powtórzyła, tym razem bardziej pewnym siebie głosem. – Muszę niedługo go odebrać. Będziemy… w kontakcie? W tym momencie nie była niczego pewna. Potrzebowała chwili samotności nim weźmie dłoń Keylena w swoją. Potrzebowała wylać kilka łez w samochodzie, a może i uderzyć łbem o kierownicę? Najpewniej. Skończona kretynka. Rzucając jeszcze szybkie przepraszam i zabierając tę kopertę, która wszystko zniszczyła, wyszła nie oglądając się za siebie, bo była przekonana, że Hirsch również potrzebuje teraz chwili dla siebie.

zt x2

autor

Zablokowany

Wróć do „Domy”