2020-08-28, 20:31


Był optymistą? W żadnym razie, on już nie wiedział jak patrzeć na świat tymi kolorowymi barwami. Ciągle przed oczyma miał smutek i szarość. Tylko zwyczajnie nie dawał tego po sobie poznać. Nikt z ludzi którymi się otaczał nie wiedział jak to z nim właściwie jest, jaki wielki ból i smutek ciągle w sobie nosi. Z resztą Reece nie chciał by ktokolwiek wiedział jak to z nim jest naprawdę. Wolał się zwyczajnie uśmiechnąć do ludzi, zażartować i udawać że wszystko jest dobrze. Tak było mu łatwiej. Z resztą tylko w pracy musiał przybierać tą maskę, bo życia rozrywkowego nawet nie miał. Nigdzie nie wychodził, z nikim się nie spotykał. Większość swojego czasu spędzał w pracy. Często brał dodatkowe dyżury, tak po prostu by tylko nie siedzieć samemu w czterech ścianach. Czuł że jego życie w jakiś sposób się już skończyło. Jakby już był tylko cieniem samego siebie. Może Lana może była miła odmianą? Chociaż Reece do końca jeszcze nie wiedziała jak powinien się przy niej zachować. Co może powiedzieć, właściwie jak daleko powinien się w ogóle zapedzac. Miał ochotę na wiele, aż za wiele ale akurat w tym przypadku musiał trzymać ręce i wszystko inne przy sobie. Ale gdy ona nagle zaprosiła go do siebie to jakby taka czerwona lampka zapaliła mu się nad głową. Czy powinien, czy to jednak wypadało? Miał wiele pytań w głowie ale długo się też nad tym wszystkim nawet nie zastanawiał. Nie rozkładać tego na drobne, będzie co ma być jak to mówili. Oboje byli dorośli i chyba wiedzieli doskonale co robili ze swoim życiem.
- Chętnie napije się z Tobą kawy. W końcu mamy trochę do nadrobienia. - a może powinien jednak dwa razy to wszystko sobie przemyśleć. Może zbyt się spieszyli? Wiadomo kawa w jej domu nie musiała oznaczać seksu na kanapie ale nie wiadomo czemu to właśnie Reecowi przemknęło w myślach. Szybko się skarcił, bo jednak nie w taki sposób Patterson chciał odbudowywać ich relacje. Chciał by po prostu byli dla siebie, a to właściwie nie musiało oznaczać niczego. Chciał umieć z nią normalnie porozmawiać czy wypić kawę, tak po prostu. Bez unikania się na szpitalnym korytarzu czy spuszczania wzroku za każdym razem gdy przechodzili obok siebie. Reece chciał mieć w niej wsparcie, chciał byc i dla niej wsparciem bo jednak przeszli przez rzeczy które tylko oni sami mogli zrozumieć. To powinno ich połączyć już na zawsze. A nie podzielić czy sprawić by stali się kompletnie obcymi dla siebie ludźmi. On nie chciał o niej zapomnieć, nie w taki sposób jak to zrobili. Nagle podzielili się na dwa obozy i stali niemal wrogami, nie powinni się aż tak poróżnić i Reece wiedział o tym doskonale. Ale gdzieś w między czasie sam nie wiedział jak powinien ich relacje naprawić. W pewnym momencie tak bardzo się od siebie oddalili że stało się to barfoz trudne i niemal, że niemożliwe do poskładania.
Mów mi:Wade
 


pielęgniarka

utoń w ramionach, poczuj, jak skonam


Lana Ortega
27 lat
166 cm
mieszka w Chinatown

2020-09-01, 12:53


..........Jeszcze do niedawna miała to samo — wszystko widziała w szarych barwach. Nic jej nie cieszyło, nic nie sprawiało radości, była jak maszyna. Wstać, umyć się, ubrać, zjeść, pójść do pracy, potem wrócić, znowu zjeść, coś obejrzeć i pójść spać. Koniec. Tylko tyle — tak właśnie wyglądało jej życie. Zaspokajała podstawowe potrzeby, czasem też ogarnęła coś w domu, aby nie żyć w brudzie, a tak poza tym jej życie kręciło się przed dłuższy czas wokół pracy. Gdyby nie ona, najprawdopodobniej by się złamała. Popadła w marazm już na zawsze, zapominając jak to było, gdy żyła. Wbrew pozorom, widząc chorych ludzi w szpitalu czy rodziny opłakujące zmarłą osobą, czuła się, że nie jest sama; że wiele osób ją rozumie. Wiele osób przeżyło to samo, co ona, a jednak podnieśli się na nogi i żyją dalej — i to dało jej do myślenia. Do zastanowienia się nad własną przyszłością.
..........Nie uwzględniała w niej Reece’a, jakby wraz z odejściem Hope on przestał dla niej istnieć. Teraz jej przez to tak strasznie głupio, ale ma nadzieję, że nie jest za późno, że wciąż mogą być dla siebie wsparciem. Bo choć jest lepiej, nadal nie jest dobrze i potrzebuję kogoś bliskiego, z kim mogłaby wspólnie o wszystkim porozmawiać. I może on też tego potrzebuje? Może potrzebuje jakiegoś bodźca do tego, aby wrócić do życia? Co z tego, że widuje go w szpitalu, to wcale nie jest równoznaczne z powrotem do normalnego funkcjonowania i wie to po sobie.
..........Uśmiecha się lekko, gdy przyjmuje jej zaproszenie. Przez głowę przemyka jej myśl, że na pierwsze spotkanie może lepszą opcją byłby bardziej neutralny grunt, niż jej mieszkanie, ale co złego może się stać? To tylko rozmowa przy herbacie czy tam kawie, tak? Poza tym są dorośli, powinni wiedzieć, jak się zachować. Szkoda tylko, że czasem emocje zasnuwają zdrowy rozsądek i sprawiają, że nawet człowiek dorosły robi głupstwa, których nie powinien.
..........Świetnie. Przyjechałeś może samochodem? — zerka na niego i nieśpiesznie zaczyna kierować się w stronę wyjścia z cmentarza, chwilę wcześniej posyłając ostatnie spojrzenie spoczywającej pod ziemią Hope. Sama dotarła tu autobusem, bo choć prawo jazdy posiada, tak samo jak własny samochód, rzadko kiedy korzysta z tego środka transportu. Zazwyczaj wybiera rower, autobus lub metro, ewentualnie spacer, gdy nie wybiera się zbyt daleko. Jest tak od dawna i awersja do jazdy autem to jedna z rzeczy, która się w niej nie zmieniła. — Mieszkam niedaleko stąd, o tej porze góra piętnaście minut i powinniśmy być na miejscu — dodaje po chwili. Na ten moment nie wie o czym mogliby rozmawiać, więc stara się mówić cokolwiek, aby nie zapadła między nimi krępująca cisza. Ma wrażenie, że rozmowa, która niewątpliwie ich czeka, powinna się odbyć raczej za zamkniętymi drzwiami, a nie na alejkach cmentarza czy w jego samochodzie.

..........
.............in the madness and soil of that sad earthly scene
.............only then I am human, only then I am clean
Mów mi:Ola
MULTI:Millie, Kelsey
 


Pan loczek, pisarz

Sieje zamęt i chaos. Aha... i jednak nie wszystko zostaje w Vegas...


Robert Oliver Brown
32 lata
180 cm
mieszka w Fremont
Tried so hard to be your man. The kind of man you want in the end. only then can I begin to live again


2020-09-27, 17:00


Doskonale wiedział jaki dziś dzień. Mimo, że minęło całe pięć lat, nadal doskonale pamiętał co się wydarzyło, jakby to było zaledwie wczoraj. Aż do ostatniej chwili nie był pewny czy się tu dzisiaj zjawi. Odkąd widział Lavender po raz ostatni zmieniło się u niego bardzo wiele, a mimo wszystko emocje z dnia, w którym zostawił ją w szpitalnym łóżku, towarzyszyły mu po dziś dzień. Być może kobieta śledziła jego poczynania, w końcu ostatnio było o nim tylko coraz głośniej. Kupił mieszkanie, opublikował całą listę powieści i opowiadań oraz udzielił masy wywiadów, w których ani razu nie wspomniał o swojej osobistej tragedii sprzed pięciu lat i że to kumulacja nieprzyjemnych emocji i cierpienia natchnęła go do napisania kilku pierwszych książek, które zapoczątkowały tak naprawdę jego karierę. Zamroził te wspomnienia, zgodnie z obietnicą, do dnia piątej rocznicy śmierci Lilly. Im szybciej zbliżała się ta data, tym częściej spoglądał na nią w kalendarzu, nie będąc pewnym co zrobić i co zrobi Lavender. Niezależnie jednak od tego, uznał że jest winny chociaż jedną wizytę nad grobem swojej nienarodzonej córki. Jest winny to jej i sobie samemu.
Nie był pewien czemu wybrali wczesny wieczór. Może była to pora, kiedy takie spotkania są bardziej intymne, kiedy można na spokojnie porozmawiać i skryć się w cieniu, nie będąc przez nikogo i nic osądzanym.
Ubrał się nieco cieplej, bo wieczory o tej porze bywały chłodne. Przeszedł przez bramę cmentarną i ruszył ścieżką między kępkami wilgotnej trawy. Nie wiedział gdzie znajduje się nagrobek, bo nie był na pogrzebie. Lawirował dłuższy czas pomiędzy grobami, zerkając na wyryte na nich imiona i daty. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy, że wśród nich bardzo wiele było dzieci. Wywarło to na nim jednocześnie niepokojące i smutne wrażenie. Szukał wzrokiem również kobiecej sylwetki, która mogłaby być jego dawną niespełnioną miłością. W pewnym momencie z mocnym biciem serca zauważył imię, którego szukał. Niestety okolica była pusta, mimo że nieco się spóźnił. Może nie przyszła i wcale nie zamierzała przyjść? Być może była, ale uznała że on nie przyjdzie i odeszła? Pytania bez odpowiedzi zawisły gdzieś pod jego czaszką, gdy ukucnął przy pomniku i odgarnął z marmurowej płyty kilka opadłych liści.
Mów mi:Myre#4344
MULTI:Sky, Marsilia, Coldwell i Anka
. pierwsze urodziny forum Wytrwały kolekcjoner Halloween .
 


aplikantka w Emerald City Law Group Inc.

która skrywa uczucia wgłębi siebie


Lavender Specter
27 lat
165 cm
mieszka w South Lake Union

2020-10-03, 17:32


#8

O dziwo Lavender dosyć szybko przemogła się by odwiedzić grób córki. Na pogrzebie nadal przywdziała maskę zimnej osoby, której nie zależy na nikim i niczym i nie wie właściwie po co tutaj jest, dopiero gdy nadchodził wieczór, Specter pod pretekstem wieczornego spaceru wybierała się na nagrobek córki i kucała przy nim, początkowo przepraszając Lily za to że jej nie chciała, że chciała ją oddać, potem by opowiadać jej co u niej się wydarzyło ważnego. Gdy wróciła na kampus to odwiedzała grób córki tylko w przerwach świątecznych na które wracała do domu, a po ukończeniu studiów odwiedzała ją regularnie co miesiąc, zostawiając na nagrobku białe lilie i ogółem doprowadzając go do czystości. Ile razy zdarła sobie paznokcie do krwi, bo próbowała zetrzeć niewidzialną plamę? Tego nie pamiętała. Śledziła poczynania Roberta, gdy pierwszy raz zobaczyła książkę jego autorstwa to musiała ją kupić. Widziała również plakat wspominający o spotkaniu autorskim z nim, ale nigdy się na niego nie wybrała. Obiecała przecież że spotkają się po pięciu latach. Może to było śmieszne, może żałosne, ale podczas jej wieczornych "spotkań" z córką opowiadała jej o tym, co napisał jej tata i że on naprawdę ma talent, że Lavender jest z niego dumna. Wybierała wieczorne pory bo wtedy była tutaj całkowicie sama, nikt jej nie przeszkadzał, czuła, że jej córka naprawdę jest gdzieś blisko niej. Gdy wypadł dzień spotkania z Robertem nad grobem ich córki to pojawiła się przed czasem, mając przy sobie znów białe lilie oraz książkę mężczyzny. Standardowo opowiedziała jej historię, którą opisał jej zdolny ojciec, jednak lilii nie położyła na jej nagrobku, chcąc by zrobili to oboje. Zaczynało się robić już zimno, opatuliła się więc bardziej swoim płaszczem. Zerknęła na zegarek, wybiła umówiona godzina, a jego nie było. Rozejrzała się w stronę głównej bramy, nie było tam śladu drugiego człowieka. Dała mu akademicki kwadrans, jednak gdy przez ten czas mężczyzna się nie pojawił, uznała że już nie pojawi się wcale.
- Przykro mi Lily, twój tata już zadecydował. - powiedziała cichym i głosem, w którym pojawiła się też nutka smutku i złości. Jak on mógł nie pojawić się na grobie własnej córki? Wtedy mówił jak wiele by dla niego znaczyła, a teraz widać że kłamał, tak samo jak wszyscy mężczyźni. Zauważyła wtedy też że zmięła już te lilie, a nie mogła takich położyć na grobie córki. Przecież Lily zasługiwała na to, co najlepsze. Dlatego też Specter wyrzuciła kwiaty i skierowała się w stronę samochodu, który zaparkowała przecznicę dalej. Nawet nie zauważyła kiedy upuściła książkę, zorientowała się dopiero przy samochodzie, że jej nie ma. To był chyba jedyny powód dla którego wróciła na cmentarz, a gdy znalazła swoją zgubę tuż przy bocznym wejściu, ujrzała nad znajomym nagrobkiem męską sylwetkę. Przez chwilę zamarła i stała tak, ściskając książkę do swojego brzucha, potem jednak skierowała swoje kroki ku Brownowi. Stanęła znów zaledwie kilka kroków od niego.
- Przyjechałeś jednak. - stwierdziła, nie wiedząc do końca jak powinna zacząć tę rozmowę. Spojrzała na płytę, pod którą spoczywała ich córka, unikając jednocześnie spojrzenia mężczyzny.
Mów mi:-
MULTI:Belle, Rosalie, Autumn
. pierwsze urodziny forum Wytrwały kolekcjoner Halloween .
 


Pan loczek, pisarz

Sieje zamęt i chaos. Aha... i jednak nie wszystko zostaje w Vegas...


Robert Oliver Brown
32 lata
180 cm
mieszka w Fremont
Tried so hard to be your man. The kind of man you want in the end. only then can I begin to live again


2020-10-05, 09:24


On nie umiał zmobilizować się do odwiedzin grobu Lily. Bał się, że za bardzo zaboli, bał się, że padnie na kolana i już nie wstanie. Z jednej strony po prostu nie umiał, z drugiej całe pięć lat miał wyrzuty sumienia, że tego nie zrobił. Odpychał od siebie temat Lavender i ich córki, bronił się przed tym rękami i nogami, mówiąc sobie, że wróci do tego w piąta rocznicę śmierci dziecka. No i wrócił. Czuł się, jakby złapał wszystkie choroby i przeziębienia, które znane są na świecie. Było mu jednocześnie gorąco i zimno, ciśnienie rozsadzało go od środka, a dreszcze sprawiały, że szedł nierówno, jak pijany. Nieprzyjemne objawy ustąpiły, gdy tylko pochylił się nad grobem i kilka razy przeczytał imię, które było na nim wyryte oraz datę śmierci. Nieopodal rzuciły mu się w oczy rozrzucone, pomięte lilie. Zmarszczył lekko brwi, ale nie połączył ich ani z grobem córki ani z Lavender. Jedyna myśl jaka przyszła mu do głowy, była taka, że nie kupił ani kwiatów, ani świecy. Pierwszy raz się tu pojawił i nic ze sobą nie przyniósł. O czym to świadczyło? Jak świadczyło to o nim jako o ojcu? Jako o człowieku?
Usłyszał czyjeś kroki i pociągnął nosem, po czym otarł pojedyńczą łze rękawem kurtki, nie chcąc być widzianym w tym stanie przez nikogo.
Odwrócił się w momencie, w którym Lavender się odezwała i spojrzał na nią uważnie, oceniając jak się zmieniła. Przez chwilę miał wrażenie, że ostatnie lata tylko dodały jej urody i wdzięku, o ile to w ogóle możliwe. Wyglądała dojrzalej, co działało na jej korzyść.
Przyjechałem — potwierdził, opuszczając wzrok na przedmiot, który trzymała w dłoniach . Uśmiechnął się lekko.
Czytałaś? Nie jest to najlepsza lektura na dobranoc, chyba że jest się fanem gatunku — powiedział, być może dlatego aby rozluźnić atmosferę. Temat horroru pasuje do cmentarzy, ale nie do tego spotkania. Robert chciał również odrobinę przeciągnąć moment poważnej rozmowy, bo wiedział jak trudne to dla niego będzie. Nigdy nie nauczył się mówić o trudnych sprawach, bo od pięciu lat unikał poważnych związków. Uciekał nawet od rozmów z przyjaciółmi o ich problemach. Wolał słuchać i mówić o rzeczach lekkich, zabawnych, o sukcesach i ekscytujących przygodach. Wszystko, byle nie zrobiło się zbyt powaznie i nostalgicznie. Teraz nadszedł jednak czas by to zmienić i zacząć poważniej podchodzić do życia. Chyba najwyższy czas, aby Robert wydoroślał i nieco spoważniał, prawda?
Piękny pomnik, zadbany — rzucił po chwili, przenosząc wzrok na imię Lily wyryte na grobie. Naprawde mu się podobało. Poczuł na twarzy pierwsze krople jesiennego deszczu.
Mów mi:Myre#4344
MULTI:Sky, Marsilia, Coldwell i Anka
. pierwsze urodziny forum Wytrwały kolekcjoner Halloween .
 


aplikantka w Emerald City Law Group Inc.

która skrywa uczucia wgłębi siebie


Lavender Specter
27 lat
165 cm
mieszka w South Lake Union

2020-10-16, 20:27


Robert miał rację, pierwsze przybycia na ten grób były potwornie bolesne, z czasem ból malał, aż stał się znośny. Gdy nauczysz się już z nim żyć to jest o wiele łatwiej, Lavender musiała się tego nauczyć by móc ruszyć dalej. Jednak czy aby na pewno to zrobiła? Owszem, skończyła studia, była prawnikiem, ale nie otworzyła się zanadto na ludzi, nie związała się z nikim, pewnie dlatego bo nie chciała nikogo ranić. W końcu prędzej czy później każdy mężczyzna chciałby zostać ojcem, a co jeśli ona nie mogłaby mu tego dać? Nie chciała by kiedykolwiek ktokolwiek rezygnował ze swoich marzeń dla niej, pewnie dlatego zawsze tak ozięble traktowała Roberta, bo wiedziała że on zrobiłby wszystko gdyby tylko powiedziała słowo. Ciekawe czy to się zmieniło, czy jednak stara miłość nie rdzewieje. Specter również zauważyła fakt, że grób ich córki był taki pusty, jakby był opuszczony, a więc Robert nie przyniósł nic od siebie. Gdyby tylko nie zniszczyła tych lilii, gdyby nadawały się do położenia na grobie to nie wyglądałby on tak smutno, tak jakby nigdy go nie odwiedzała, jakby był porzucony. Chwilę ciszy po potwierdzeniu przez mężczyznę jego obecności przerwał jego kojący, dojrzalszy już głos. Szatynka również spojrzała na tę książkę, jego książkę.
- Owszem, niedawno ją skończyłam. Muszę przyznać że masz prawdziwy talent, trzyma w napięciu do końca. - poruszyła dłonią, w której trzymała książkę i słychać było że mówiła to wszystko szczerze, naprawdę doceniała jego umiejętność pisania, szkoda że ona nigdy nie umiała tak się bawić piórem jak potrafił robić to brunet.
- I oczywiście nie oceniam twojego talentu na podstawie jednej książki, bo wiesz pewnie doskonale że zawsze dbam o szczegóły, więc muszę przyznać że czytałam każdą twoją powieść. - dodała coby nie pomyślał, że stawia opinię na podstawie emocji, które targały nią po jednej książce. Prawda była taka, że śledziła jego karierę, czytała wszystkie książki które wydał i choć obiecała sobie, że się do tego nie przyzna to sam fakt, że trzymała tę książkę w ręku ją zdradził. Już nie było sensu kłamać że to dla koleżanki. Posłała mu lekki, kobiecy uśmiech, naprawdę tych kilka lat dodało jej powagi i subtelności, była niczym wino, im dojrzalsza tym piękniejsza i poważniejsza. Za przykładem mężczyzny jej wzrok również powędrował ku znanemu jej już nagrobkowi.
- Dziękuję, trzeba było włożyć w niego trochę pracy by wyglądał tak jak obecnie. - potwierdziła wracając myślami do wspomnień jak to niejednokrotnie zdarła sobie paznokcie do krwi na tej płycie, bo wciąż wydawała jej się brudna i niegodna jej córki, która była przecież ideałem, aniołkiem w ludzkiej postaci. Ten etap już był za nią, miała zadbane dłonie, paznokcie pomalowane na stonowany odcień, ładnie obcięte. Zero krwi, zero rozpaczy sprzed kilku lat.
- Zastanawiałeś się czasem jakby wyglądała mając obecnie te 5 lat? Czy byłaby podobna do mnie czy miałaby burzę kruczoczarnych loków na głowie? - zapytała niepewnie, właściwie sama nie wiedziała czy chce znać odpowiedź na to pytanie. Ona jakiś tam obraz pięcioletniego dziecka w głowie miała, widziała jak wyglądają obecnie dzieci w tym wieku, zdarzyło jej się kilka razy pomyśleć jaka byłaby Lily. Jednak czy Robert też puszczał tak wodze wyobraźni? Może on całkowicie wymazał ze swojego życia Lily?
Mów mi:-
MULTI:Belle, Rosalie, Autumn
. pierwsze urodziny forum Wytrwały kolekcjoner Halloween .
 


Pan loczek, pisarz

Sieje zamęt i chaos. Aha... i jednak nie wszystko zostaje w Vegas...


Robert Oliver Brown
32 lata
180 cm
mieszka w Fremont
Tried so hard to be your man. The kind of man you want in the end. only then can I begin to live again


2020-10-19, 13:30


Żałował, że nie przyniósł niczego na grób córki. Obiecał sobie jednak, że wróci tu za jakiś czas, odpowiednio przygotowany na odwiedziny. Może nawet razem z Lavender? Był otwarty na nawiązanie nowej, świeżej relacji z kobietą, z którą kiedyś los go brutalnie rozdzielił. Może zamiast uciekać, postanowi w końcu zrobić to, co do niego należało, czyli uczcić pamięć o Lily, zamiast o niej zapomnieć. W końcu nawet zmarli chcą, aby zaakceptowano fakt, że niegdyś żyli. Przynajmniej on tak teraz uważał.
Nie spodziewał się, że nie dość, że Lavender śledziła jego karierę i poczynania, to na dodatek zdecydowała się przeczytać wszystkie jego książki. Był ciekaw czy faktycznie lubiła horrory, czy może szukała w nich czegoś więcej, niż dreszczyku emocji związanego ze straszną lekturą. Może starała się znaleźć coś innego, może między wierszami? Mimo wszystko w jakiś sposób mu to pochlebiło, ale z drugiej strony poczuł się nieco winny, że on odciął się murem i ze swojej strony nie dowiadywał się jak radzi sobie Specter, co robi, gdzie żyje. Ostatni obraz, jaki miał przed oczami, to ona leżąca w szpitalnym łóżku po wypadku, młoda i uparta. Ciekawe czy do tej pory się zmieniła, właściwie pytanie powinno brzmieć jak bardzo, a nie czy. W końcu ludzie zmieniają się tak naprawdę w każdej chwili swojego życia, prawda?
Uśmiechnął się lekko pod nosem i przytaknął.
Tak, pamiętam, że zwracasz uwagę na szczegóły i wierzę Ci na słowo, że przeczytałaś wszystko — odparł i patrzył na nią po prostu dłuższą chwilę. Patrzył tak zwyczajnie, całkowicie naturalnie, nie tak, jakby nie widział jej pięć lat. Przyglądał się jej tak, jakby widzieli się zaledwie wczoraj.
Wierzył jej również, że przygotowanie pochówku dla Lily na pewno wymagało trochę pracy. Przemilczał to jednak, bo być może czuł się odrobinę winny, że w tym nie mógł. Z drugiej strony tak się w końcu obydwoje świadomie umówili. Kolejne słowa kobiety i tak zaprzątnęły mu głowę na tyle, by zapomniał o innych kwestiach. Starał się nie myśleć o córce, chociaż tak naprawdę nie zawsze mu to wychodziło.
Czasami. Miała loczki, ale kolor włosów po Tobie. Twój uśmiech — odparł cicho, wsuwając dłonie w kieszenie kurtki. Pociągnął nosem i krótko odchrząknął. — Nie chciałem o tym myśleć, ale czasami nie byłem wstanie zatrzymać obrazów, które podesyłał mój umysł — przyznał, odrobinę się przed Lavender otwierając.
Mów mi:Myre#4344
MULTI:Sky, Marsilia, Coldwell i Anka
. pierwsze urodziny forum Wytrwały kolekcjoner Halloween .
 


Zapewniam rozrywkę

Raz, dwa, trzy, zginiesz Ty!


Misty Silhouette
100 lat
170 cm
mieszka w Queen Anne

2020-10-23, 18:58


freak show porwanie
Jest godzina 22, na dworze panuje mrok, a ty masz za sobą kilka obejrzanych horrorów, aby wczuć się w klimat zbliżającej się Halloweenowej imprezy. Po otrzymaniu zaproszenia wahałeś się czy udać się we wskazane miejsce, ale mimo to ruszasz z domu. Nie czujesz strachu, bo wiesz, że wydarzenia jakie będą się działy to tylko fikcją, ale i tak rodzi się w tobie irracjonalny niepokój. Po chwili jednak zdajesz sobie sprawę, że nie możesz pozbyć się z głowy niektórych postaci z filmu, który obejrzałeś i po dotarciu na miejsce nerwowo rozglądasz się wokół siebie. Masz włączoną latarkę, bo to był wymóg - w jakiś sposób pozwala ci się uspokoić… tak jest dopóki, dopóty nie dostrzegasz kształtu, przesuwającego się przed źródłem światła, tworzącego cień padający wprost na ciebie.
Dzięki za źródło światła. Miałbym problem z odnalezieniem Cię w tych ciemnościach. - słyszysz tuż przy swoich uchu. Łapią cię czyjeś gnijące ręce, a drugie zarzucają na twoją głowę worek. Prowadzą cię w nieznane i po chwili lądujesz na pace samochodu. W jego wnętrzu słychać tylko cichą, wygrywaną melodię... bądź twardy, to niedługo się skończy, a HALLOWEENOWA impreza rozkręci się na dobre.
Mów mi:Misty
MULTI:Wszystkie moje
 


aplikantka w Emerald City Law Group Inc.

która skrywa uczucia wgłębi siebie


Lavender Specter
27 lat
165 cm
mieszka w South Lake Union

2020-10-23, 19:49


Sama Lavender bardziej była gotowa na ponowną relację z Robertem, rozpoczęcie jej na nowo, jak świeży rozdział książki. Kobieta była już dojrzalsza niż tych kilka lat temu, poza tym doświadczenia które ją wcześniej spotkały jak ta ciąża i utrata dziecka, a potem przemyślenia które ją nachodziły po tym wydarzeniu sprawiły że już nieco inaczej patrzyła na to wszystko, na ten świat. Robert też dojrzał, można to było wyczytać między wierszami z każdym kolejnym horrorem, który pisał Brown, bo one nie tylko trzymały w napięciu, ale i też stawały się bardziej rozbudowane, czyli jakby jego styl pisania dojrzewał wraz z mężczyzną. W dodatku ten seksowny zarost dodawał mu lat i przede wszystkim powagi, nie ujmując z przystojności mężczyzny. Brown nadal się jej podobał pod względem seksualnym, ale szatynka nie była pewna czy mężczyzna ponownie by się z nią przespał. Nie wiadomo tego po tym, co już razem przeszli tych pięć lat temu i czego dowodem jest ten oto nagrobek przed nimi. I tak, ona czytała jego książki by wynaleźć coś między wierszami. Czy to znalazła? To już tylko i wyłącznie jej słodka tajemnica, albo straszna zważywszy na fakt że mężczyzna pisał horrory. Na pewno każde z nich zmieniło się na przełomie tych kilku lat, ważne by to teraz zauważyli. Szatynka zauważyła zaś to, że brunet długo jej się przygląda, sama aż spojrzała po sobie, myśląc że może jest brudna.
- Jeśli uważasz że za bardzo schudłam to nie stosuję żadnych drastycznych diet, nie jestem również chora. Po prostu ja tak już mam że jeśli mam sporo stresujących sytuacji to nie mogę niczego przełknąć, a obecnie mam dużo skomplikowanych spraw w pracy. - odpowiedziała nie wiedząc z jakiego powodu on się tak jej przygląda, jednak na pewno nie miała nic na twarzy, więc może to jej sylwetka? To prawda że ostatnio trochę schudła, ale jedni ludzie zajadają stres, a drudzy właśnie nic nie jedzą, właśnie do tego grona zaliczała się Lavender, co chyba było dziedziczne bo jej rodzice mieli tak samo. Ciekawe czy Lily też by tak reagowała na stres gdyby tylko żyła... a tak to jej matka mogła tylko sobie gdybać na ten temat.
- Ale na pewno miałaby twoje oczy. - dodała prawie wcinając mu się w zdanie o tym jak mogłaby wyglądać ich córka, posyłając mu przy tym delikatny uśmiech, taki pełen wsparcia.
- Ona na pewno by nie chciała byśmy o niej całkowicie zapomnieli. - powiedziała zbliżając się do mężczyzny i kładąc swoją dłoń na materiale jego kurtki, tam gdzie powinien mieć dłonie w środku w kieszeniach. Pewnie gdyby miał je na zewnątrz to by ujęła jego dłoń. Jak dziwne że to, co pięć lat temu przychodziło jej z trudem, obecnie było banalnie łatwe.
Mów mi:-
MULTI:Belle, Rosalie, Autumn
. pierwsze urodziny forum Wytrwały kolekcjoner Halloween .
 


Pan loczek, pisarz

Sieje zamęt i chaos. Aha... i jednak nie wszystko zostaje w Vegas...


Robert Oliver Brown
32 lata
180 cm
mieszka w Fremont
Tried so hard to be your man. The kind of man you want in the end. only then can I begin to live again


2020-11-10, 22:40


Zmienił się, odkąd ostatni raz się widzieli. Tylko czy na tyle, aby nazywać go dojrzałym? Pewnie znalazłoby się kilka osób, które kategorycznie by temu zaprzeczyły. Wbrew pozorom był jednak dojrzalszy. Może nie reagował najmądrzej w pewnych, stresujących, sytuacjach, ale potrafił trzeźwo myśleć i odróżniał dobro od zła. Posiadał empatię i jakiś tam rozsądek. Oprócz tego dotrzymywał słowa. Czy można było na nim polegać? W większości przypadków tak. W końcu siostra, zanim wyjechała, regularnie wrzucała mu na głowę swoich synów i jakoś nikt jeszcze nie zginął.
Zmianie nie podlegał naturalnie tylko charakter, ale również idący z nim w parze wygląd. Nabrał odrobinę masy mięśniowej i nie można było powiedzieć, że sama z niego skóra i kości i mimo, że ubierał się dalej wygodnie, to obecnie rzeczy, które miał na sobie były bardziej do niego dopasowane. Nie mówiąc już o zaroście, który dodawał mu powagi. Niektórym kobietom podobało się to bardziej, innym mniej.
Uśmiechnął się lekko pod nosem, słysząc jej słowa. W pierwszej chwili nie zorientował się czemu nagle zaczęła mówić o wadze, dietach i skomplikowanych sytuacjach, które miałyby wpływać niekorzystnie na jej wygląd. Chociaż wiele kobiet uważało, że im są szczuplejsze, tym są atrakcyjniejsze. Dlatego Robert wolał być teraz ostrożny. Lepiej nie mówić kobiecie ani że jest chuda, ani że chuda nie jest. Odrobinę dyplomacji.
Wyglądasz świetnie — przyznał, co było zresztą zgodne z prawdą. Zastanawiał się czy zapytać o te skomplikowane sprawy w pracy, ale może nie był to najodpowiedniejszy moment. W końcu nie byli tu tylko dla siebie, ale i dla Lily.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej i kiwnął głową. Oczy miałaby po nim, też tak sądził. Skromnie, czy nie, miał nieodparte wrażenie, że dziewczynka miałaby kolor oczu i ich ciemną oprawę po ojcu. Na pewno napawałoby go to dumą.
Jestem pewny, że nie zapomnimy — odparł, mówić za ich dwoje, bo miał przeczucie, że Lavender też nie dałaby radę zapomnieć o swoim pierwszym dziecku. Znowu poczuł jakie to musiało być dla niej, jako matki, trudne. Nie tylko sam wypadek i śmierć Lily, ale wszystko co wydarzyło się wcześniej. To, że była z tym sama. Zauważył jej gest i wyjął dłoń z kieszeni, aby złapać ją za rękę. Poczuł jak zimną miała skórę, w odróżnieniu od jego ciepła.
  
Mów mi:Myre#4344
MULTI:Sky, Marsilia, Coldwell i Anka
. pierwsze urodziny forum Wytrwały kolekcjoner Halloween .
 


aplikantka w Emerald City Law Group Inc.

która skrywa uczucia wgłębi siebie


Lavender Specter
27 lat
165 cm
mieszka w South Lake Union

2020-11-11, 19:02


Nie mogła ocenić póki co jego zachowania, tego jak reagował w różnych sytuacjach, w końcu widzieli się dopiero teraz przez krótki czas po pięciu latach rozłąki. Dlatego prawdę mówiąc trochę oceniała go po wyglądzie, po tym jak obecnie się do niej zwracał, jak wyglądał i z perspektywy tego młodego romantyka, którego poznała kilka lat temu. Skoro wyglądał na bardziej męskiego i poważnego to automatycznie uważała, że stał się dojrzalszy, o czym też świadczyło jego pióro, każda kolejna powieść była coraz to większym hitem. Poza tym zmienił się jego gust do ubrań, wyglądał naprawdę o wiele przystojniej, ciekawe czy gust do kobiet również mu się zmienił? Akurat ten zarost był bardzo seksowny, Lavender pewnie by go dotknęła dłonią, ale nie wypadało tego robić obecnie.
- Dziękuję, ty również. Wyprzystojniałeś. - odparła na jego komplement, na chwilę spuszczając delikatnie głowę w dół w celu ukrycia tego delikatnego uśmiechu, który pojawił się na jej twarzy. Wcześniej myślała że przygląda się jej tak ze względu na to że wygląda gorzej, w końcu miała te stresujące chwile w pracy, bronienie mordercy nie należało do zabawnych spraw. Teraz jednak upewniła się, że wcale tak nie było, pewnie lustrował ją wzrokiem szukając zmian w jej wyglądzie. To było miłe że zareagował na jej gest, że objął jej zimną dłoń. Spojrzała na ich złączone dłonie, potem na jego twarz i położyła mu głowę na ramieniu. Wiedziała, że ona na pewno nie zapomni o Lily, może przecież już nigdy nie zostać ponownie matką. Jednak nigdy nie mówiła o tym nikomu, nie powiedziała tego również Robertowi.
- Masz może zapałki albo zapalniczkę? Powinniśmy jej chyba zapalić świeczkę, na pewno jakąś mam w samochodzie. - zapytała nadal nie odsuwając się od niego, ani nie puszczając jego dłoni. Pewnie mała Lily ucieszyłaby się widząc rodziców takich spokojnych i wyglądających na dobrze czujących się w swoim towarzystwie, tak jakby ten początkowy stres wywołany spotkaniem im minął bezpowrotnie. Jednak rozmowa o małej dziewczynce, o tym jaka by była, jakby wyglądała była dużym plusem dla tych dwojga.
Mów mi:-
MULTI:Belle, Rosalie, Autumn
. pierwsze urodziny forum Wytrwały kolekcjoner Halloween .
 


Pan loczek, pisarz

Sieje zamęt i chaos. Aha... i jednak nie wszystko zostaje w Vegas...


Robert Oliver Brown
32 lata
180 cm
mieszka w Fremont
Tried so hard to be your man. The kind of man you want in the end. only then can I begin to live again


2020-11-18, 21:50


Nie bardzo wiedział do czego zmierza ich spotkanie i w jakim kierunku pójdą po nim. W każdym razie czuł się lepiej, niż się spodziewał. Denerwował się tą wizytą na cmentarzu i im bliżej niej było, tym on stawał się coraz większym kłębkiem nerwów. Miał wrażenie, że lepiej by mu było, gdyby zapomniał i całkowicie wyrzucił Lili i Lavender ze swoich myśli i wspomnień. Z drugiej strony ile można uciekać? Czy w ogóle da się przed czymś takim uciec? Nie lepiej byłoby stawić temu czoła i pokonać swój strach, bezradność i wszystkie obawy, które podsuwał mu pod nos rozum? Tak też zrobił. Wygrał walkę z samym sobą i oto tu był. Płakał mentalnie z żalu po odejściu dziecka, a niebo zdawało się płakać razem z nim, zsyłając im krople deszczu.
Też nie powstrzymał uśmiechu, słysząc komplement, jednocześnie zauważając i uśmiech, który pojawił się na twarzy kobiety. Zmieniła się, nie tylko fizycznie. Była jakby delikatniejsza, nieco poważniejsza i jakby dojrzalsza. Z resztą co się dziwić.
Bez zastanowienia objął Specter, a po jej pytaniu sięgnął do kieszeni jeansów i wciągnął z nich zapalniczkę. — Mam zapalniczkę — odparł i podał ją kobiecie. — Zaczyna kropić, okryj się kurtką — dodał, zdejmując zieloną, wojskową kurtkę i zarzucając jej na ramiona. Założył jej na głowę kaptur i parsknął cicho, rozbawiony, widząc jak ledwo ją spod tej kurtki widać. Nic dziwnego, w końcu brunetka była dużo niższa i drobniejsza od niego.
Jemu nic nie będzie. Pewnie i tak po zapaleniu świeczki przeniosą się gdzieś indziej, lub po prostu rozejdą. To prawda, że mała Lily na pewno cieszyłaby się patrząc na ta dwójkę, o dziwo, dobrze się obecnie dogadującą.
Mów mi:Myre#4344
MULTI:Sky, Marsilia, Coldwell i Anka
. pierwsze urodziny forum Wytrwały kolekcjoner Halloween .
 


aplikantka w Emerald City Law Group Inc.

która skrywa uczucia wgłębi siebie


Lavender Specter
27 lat
165 cm
mieszka w South Lake Union

2020-11-20, 18:20


Ona sama nie wiedziała jak potoczy się dalej to spotkanie, a także co będzie między nimi potem. Tym razem nie planowała tego spotkania od samego początku do końca, życie nauczyło ją tego, że nie zawsze wszystko idzie po twojej myśli i że nie zawsze taki plan się spełnia, więc po co czuć potem rozczarowanie? Najlepiej zatem na nic się nastawiać i pozwolić życiu by toczyło się swoim krokiem, a także by los zadecydował o tym, co będzie dalej. Może dlatego teraz była taka spokojna? Choć przed spotkaniem odczuwała podobne nerwy co on, nie wiedząc czego może się spodziewać po danym spotkaniu. Teraz jednak pozwalała by po prostu się działo, nie naciskała na nic. Gdy poczuła pierwsze krople deszczu to spojrzała w górę, ku niebu, nawet nie zauważyła kiedy nadeszły te ciemne chmury. Czyżby to oznaczało jakiś zły znak? W jego objęciach czuła się naprawdę dobrze, bezpiecznie, także kobieco, więc pod tym względem nic się nie zmieniło. Może jedynie to, że tym razem przy nim mogła być sobą, a nie tak jak kiedyś ukrywać przed nim to, jaka jest naprawdę. I naprawdę Robert jeszcze bardziej zyskał w jej oczach, gdy tak troskliwie okrywał ją kurtką, która ładnie pachniała. Brown używał całkiem dobrej wody kolońskiej, a ten przyjemny zapach był wręcz odurzający.
- Dziękuję, ale ty też nie powinieneś zmoknąć, więc może... zapalimy tę świeczkę i dasz się zaprosić na lampkę wina albo herbatę prosto z Indii? - zwróciła się zatem do niego, samej też się śmiejąc, bo naprawdę przez ten kaptur niewiele widziała, dlatego też ściągnęła go na chwilę by zobaczyć jego reakcję na swoje zaproszenie. Chwilę potem zaczęła go prowadzić do samochodu. I tak, nadal otaczała się drogimi i niespotykanymi rzeczami, ale akurat herbata z Indii była prezentem, który dostała od rodziców po tym, jak wrócili z pobytu w tym egzotycznym kraju. To też duża zmiana w jej stosunku do mężczyzny, kiedyś uważała swój apartament za swoiste sanktuarium, gdzie nie zapraszała nikogo oprócz rodziny i kilku koleżanek, a tym razem była gotowa pokazać mu jak mieszka, zaprosić go do siebie i nawet go ugościć mimo tego, że nadal nie nauczyła się gotować.
Mów mi:-
MULTI:Belle, Rosalie, Autumn
. pierwsze urodziny forum Wytrwały kolekcjoner Halloween .
 


Pan loczek, pisarz

Sieje zamęt i chaos. Aha... i jednak nie wszystko zostaje w Vegas...


Robert Oliver Brown
32 lata
180 cm
mieszka w Fremont
Tried so hard to be your man. The kind of man you want in the end. only then can I begin to live again


2020-11-26, 12:26


Już nie tylko kropiło, ale deszcze rozpadał się na dobre. Wyglądało na to, że trudno byłoby im tutaj w obecnej sytuacji cokolwiek zapalić. — Dobra herbata brzmi świetnie, tym bardziej że w taką pogodę, chyba nie uda nam się wykrzesać choćby małego płomyka. — zauważył, a gdy skierowali się w stronę jej auta, zerknął na kobietę i to jak ginęła gdzieś we wnętrzu jego kurtki. Z jakiegoś powodu miał ochotę spędzić z Lavender jeszcze trochę czasu. Może niekoniecznie przy winie, ale herbata brzmiała idealnie. Tym bardziej, że będzie miał okazję skosztować takie prosto z Indii. Był pewien, że Lily zrozumie czemu nic jej nie zostawili, o ile w ogóle to zauważy. Robert był pewien, że jeszcze ją odwiedzi i to nie z pustymi rękami.
Zauważył istotną różnicę w zachowaniu swojej towarzyszki. Wcześniej, przed ponad pięcioma laty nie zapraszała go do siebie. Nigdy. Tym razem zdawała się być bardziej otwarta. Odrobinę go to zaskoczyło bo obawiał się, że z biegiem czasu stanie się tylko bardziej zaborcza i zamknięta w sobie. Był ciekaw co tak na nią wpłynęło. Pewnie będzie okazja ją o to zapytac i to już niedługo.
Kiedy doszli do auta, Robert miał mokre włosy, ramiona i plecy. Podejrzewał, że lada moment ciemne kosmyki skręcą mu się tak ekstremalnie, że na głowie powstanie czarny baranek.
Nie miał dziś żadnych planów, więc na spokojnie mógł zgodzić się na wizytę u Specter. Z jakiegoś powodu przyszło mu to lekko. Doi niczego się nie zmuszał. Zajął miejsce pasażera i przetarł twarz rękawem bluzy.
Mieszkasz w South Lake Union? — zapytał, bo kiedy widzieli się po raz ostatni powiedziała mu, że właśnie tam planuje być. Być może jej się udało.
Ruszyli, zostawiając za sobą skąpany w deszczu cmentarz. /zt
Mów mi:Myre#4344
MULTI:Sky, Marsilia, Coldwell i Anka
. pierwsze urodziny forum Wytrwały kolekcjoner Halloween .
 


Bandolero

not a simple guy


Alex Jackson
35 lat
186 cm
mieszka w Columbia City

2020-12-31, 14:10


Nie mam pojęcia po czym rozpoznać najbardziej wypasiony cmentarz, chyba pięć jest na forum, ale wybrałem ten. Widocznie zmarły mężczyzna, blisko związany z Organizacją, w swej ostatniej woli, może w rozmowie z rodziną, zdecydował się że właśnie tutaj chce być pochowany. ALbo był tutaj rodzinny grobowiec? Nie, podejrzewam, że pogrzeb w grobowcu byłby kiepski, zresztą widzę tutaj te typowe filmowe sceny jak spora grupka żałobników tłoczy się koło dziury w ziemi, jest jakiś tam celebrans, są plastikowe ogrodowe krzesła, może ktoś baldachim rozłożył? Chociaż to bardziej latem. Uznajmy, że pogoda była pochmurna,a le nie padało. Przez to smutni panowie w graniturach mogli stać przy drogich, dużych samochodach kilka, kilkanaście metrów od centrum uroczystości.
Na uroczystości było sporo ważnych osób. Zmarły, nazwijmy go Clintonem Robertsem, był dość istotnym człowiekiem w hierarchii Organizacji. Księgowym, czy kimś w tym guście. Z Alexem byli niejako na równi, współpracowali, mężczyzna zajmował się praniem pieniędzy. Ostatnio zaczęli też fałszować pieniądze, co w przypadku dolarów jest niezwykle trudne ze względu na 'papier' na którym drukowana jest kasa, który zwyczajnie w świecie jest nieosiągalny. Udało się to jednak obejść, pierwsze próby na dość niewielką skale były obiecujące, lada moment mieli ruszyć z kopyta. Dość pechowo jednak spłonął budynek, w którym mieściły się wykorzystywane maszyny. Spłonął też Clinton, dlatego trumna była zamknięta.
- Oboje wiemy, że to nie był wypadek - zwrócił się cicho Alex do Erin, która stała przed nim, lekko na lewo. Nieznacznie wychylił się w przód. Poczuł jej perfumy, mówił do ucha. Ze względu na okoliczność miał czarny garnitur, czarną koszulę i czarny płaszcz. Skórzane rękawiczki? Jak najbardziej, też czarne. Na uroczystości było sporo ważnych osób dla Organizacji, była to okazja na mniej lub bardziej formalne rozmowy, nowe plany, ustalenia. Rzadko zdarzało się, aby w tak licznym gronie się zbierali. To też sprawy bezpieczeństwa. - Pytanie, czy przypadek, czy nasz kochany dyrektor dalej coś knuje... - choć nie zapytał wprost, to oczekiwał, że Erin zdążyła już wydać odpowiednie polecenia lub ustalić to i owo. Dalej nie był 100% wtajemniczony w sprawę tego gościa, co zaczynało go mocno irytować.
Mów mi:-
MULTI:Mays
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, październik - 387 punktów
Miejscowy skazaniec, temat plotek i spekulacji. Przesiedział pięć lat za morderstwo i mimo, że na koniec go uniewinniono, to zdania na temat tego, co prawdziwe, nadal są podzielone. Obecnie jest właścicielem domu pogrzebowego o nazwie Serenity. Ceni dobre kino, dalekie podróże i kuchnie śródziemnomorską. Wbrew pozorom ma całkiem niezłe powodzenie u kobiet, więc jeśli jeszcze jest wolny, to szybko może się to zmienić
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, październik - 230 punktów
Mężczyzna o wielu talentach. Ambitny, wysportowany człowiek sukcesu, w dodatku całkiem niezły kucharz. Trenuje sztuki walki, gra na pianinie i interesuje się autami. Nie toleruje kłamstwa, a sam jest opiekuńczy, lojalny i szarmancki. Prawdziwy z niego skryty romantyk. Na koniec warto dodać, że jest kawalerem, więc warto łapać, póki jest do wzięcia!