architekt wnętrz

when i'm away from you - i'm happier than ever; leave me alone, please.


Max Maccarthy
31 lat
189 cm
mieszka w Phinney Ridge

2021-08-15, 14:01


Uderzył ze złości krwawiącą dłonią w kierownicę samochodu - do tej pory miał prawo wypierać wszystkie, absolutnie wszystkie swoje domysły dotyczące tej dwójki. Dwójki, która była bliższa sobie niż mógł sobie wyobrazić, a on stał się przeszkodą - przeszkodą, którą trzeba było jakoś się pozbyć, usunąć. Plan niewykonalny, który przerodził się w koszmar, który nikt nie brał pod uwagę. Prawda. Wreszcie ją znał.
Oparł się czołem o kierownicę i zamknął mokre już oczy - nie, nie możesz już niedowierzać, tchórzu. Nie możesz nawet zwalać na to, że Bastian był pijany. Widziałeś tą prawdę w jego oczach. Oczy nigdy nie kłamią, nawet jeśli się tego chce. Z gardła jego wydostał się niezrozumiały jęk, a potem w histerycznym geście złapał się za klatkę piersiową próbując uspokoić kujący w żebra oddech. Wciąż to wszystko do niego nie docierało. Czy naprawdę aż tak bardzo był ślepy?
Naprawdę niczego nie dostrzegał.
Dostrzegał.
Niewinne muśnięcie powierzchni dłoni, palce zaplątane w wiszącą na nadgarstku bransoletkę. Te spojrzenia, rumieńce Molly, przygryzanie dolnej wargi ust - teraz, te krótkie, nieznaczące gesty przewijały mu się w histerycznym chichocie przed oczami. A ty, głupcze pozwalałeś im na to, za każdym razem. Nie sprzeciwiałeś się, kiedy widziałeś, że to nie powinno w ten sposób przecież wyglądać. Zaufałeś.
Oni byli razem.
Ty byłeś sam.
I nadal jesteś sam.
Potrząsnął gwałtownie głową, opierając się o zimną szybę samochodu - nie miał pojęcia jak zdołał tu dojechać, że nikt go nie zatrzymał po drodze. Musiał tu dotrzeć, wyjaśnić raz na zawsze. Jedyne źródło, któremu ufał było na wyciągnięcie ręki. Musiał zapytać feniksa, niemożliwe by o tym nie wiedziała, prawda? Skoro sam Bastian to wiedział. Ona by nie wiedziała? Modlił się w duchu, by była niczego nieświadoma tak samo jak on. Nie, jedynie ty, Max, przez cały ten czas byłeś nieświadomy. Tylko ty.
Już wszystko było stracone.
Dalej zaprzeczając sobie w myślach, dalej wmawiając, że to była nieprawda, że Bastian był pijany i bzdury gadał przeciął drogę dzielącą go od spotkania z przeznaczeniem. Jeszcze jeden krok a jego życie już całkiem się rozsypie. Nacisnął rękę na klamce. Zawał się. Może powinien zawrócić? I zapomnieć? Udawać, ze nie słyszał słów o własnym bracie z ust najlepszego kumpla? Całe życie to robił. Koniec tego.
-Phoe, wiem, że nie powinienem przychodzić o takiej, porze, ale...musisz mi coś wyjaśnic.... - niemalże od razu pożałował otwieranie drzwi kiedy zobaczył ich razem. Ją otoczoną tymi ramionami. Jakby przez sekundę widział w Phoe swoją własną Molly. Stanął nieruchomo, wpatrując się w nich rozszerzonymi oczami, zaskoczony tym co zobaczył. Bastian miał pieprzoną rację. Miles, jak mogłeś?
Stał na przeciwko niego. Zaciskając pięści. Gotowy ruszyć, by wreszcie mu przyłożyć. Choć nadal, w głębi serca wcale nie chciał tego robić. Zabolało, piekielnie, co potwierdzały oczy zapuchnięte i usta zaciśnięte w wąską linię. I nagle, ta niepohamowana złość zatrząsnęła jego ciałem, której nie potrafił kontrolować. Z żalem posłał spojrzenie w stronę Phoe by w chwili następnej chwycić Milesa za mankiety jego koszuli. Przycisnął wreszcie do ściany, patrząc mu w oczy. Tak by niczego nie zdołał tym razem przed nim ukryć.
-Wolała ciebie, prawda? Chce to usłyszeć od ciebie - nie, wciąż nie był na to gotowy. Błagam, zaprzecz, tylko o to cie teraz proszę. Bądź nadal tym Milesem, którego znam. Proszę, proszę, proszę - A teraz...tak, jesteście razem? - odchylił głowę w bok, w stronę stojącej wciąż z boku Phoenix. Jak zawsze, oszukany.
Mów mi:Harii Pottah
MULTI:Avada Kedavra
. Halloween .
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do: