Vist

Seattle


Dreamy Seattle
1 lat
1 cm
mieszka w Queen Anne

2020-07-09, 16:23


Mów mi:Dreamy Seattle
MULTI:-
. pierwsze urodziny forum .
 


stażystka w Swedish Hospital

jednak aderal radzi sobie równie dobrze


teddy paddington
27 lat
165 cm
mieszka w South Lake Union

2020-11-17, 18:23


005.
Teddy & Lacey
Nękały ją wyrzuty sumienia; bardzo, bardzo dawno nie zrobiła niczego tak głupiego! Nie zamierzała się usprawiedliwiać (choć oczywiście miała ochotę zrzucić wszystko na karb wypitego alkoholu, który przejął kontrolę nad jej zachowaniem) ale wzięcie odpowiedzialności za wybryki pijanego umysłu nie przychodziło jej łatwo. Dlatego potrzebowała odrobiny wsparcia. Kobiecego wsparcia. Wprawdzie rozsądek podpowiadał jej, by zadzwonić do którejś z bliskich przyjaciółek, ale ostatecznie uznała, że świeże, niezmącone zaszłościami spojrzenie, będzie odpowiedniejsze, by zrzucić z siebie moralnego kaca – którym chwalenie się nie było niczym chwalebnym.
Kawiarnia była najbardziej neutralnym miejscem, jakie udało jej się wybrać. W dodatku, co było niezwykle istotne, w Starbucksie nie serwowano alkoholu! Na samą myśl o tequili, Teddy czuła nieprzyjemne skurcze w żołądku, które nie miały nic wspólnego z motylkami pojawiającymi się w stanie zakochania.
Paddington ustawiła się w kolejce, czekając na niedawno poznaną dziewczynę. Przepuściła nawet kilkoro klientów, bo zwyczajnie nie miała pojęcia, jaką kawę pija Lacey. I czy w ogóle ją lubi?! Westchnęła głęboko i przetarła oczy – miała nieco zamroczone spojrzenie, ale wynikało to ze zmęczenia. Połączenie imprezowej nocy oraz późniejszego dyżuru było dla niej zabójcze.
— Cudownie, że jesteś — rzuciła, kiedy poczuła lekkie stukanie w ramię, a po odwróceniu głowy, ujrzała średniego wzrostu blondynkę, której oczekiwała. — Potrzebuję… — zaczęła, ale szybko urwała, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. Bo czego właściwie oczekiwała? Rozgrzeszenia? Wytknięcie błędów? A może połajanki o tym, jak szkodliwy wpływ na organizm ma alkohol? Mrzonki. — Sama nie wiem czego potrzebuje, ale na pewno muszę się wygadać. Trafiło na ciebie. Cieszysz się? — spytała, uśmiechając się niezbyt szczerze, czym chciała jedynie zaakcentować swój parszywy nastrój.
Mów mi:Karo / Presta
MULTI:Perry | Miguel | Dallas | Parker | Franklin
 


specjalistka ds. marketingu

specjalistka ds. uciekania (nie tylko sprzed ołtarza)


lacey fairlane
26 lat
164 cm
mieszka w Fremont

2020-11-21, 21:34




Chociaż w Seattle mieszkała już od jakichś dwóch miesięcy, nadal czuła się w nowym mieście nieco obco. Miała już całkiem rozsądną pracę chyba na stałe, a przynajmniej na parę najbliższych miesięcy, miała miłe mieszkanie w Fremont i miała już jakieś pierwsze znajomości, które miały zadatki na jakieś długookresowe relacje. Miała, miała, ale i tak jeszcze nie do końca czuła się, jakby tutaj należała. Tak po prostu. Cóż, przeprowadziła się tak daleko pierwszy raz w życiu, a jednak całe te dwadzieścia sześć lat spędziła w jednym miejscu, bo przecież nawet na studia pozostała w Kalifornii, tylko troszkę dalej od domu, bo na Stanfordzie. Nie dało się tak łatwo przełączyć na jakieś zupełnie inny styl życia, który miasto, w jakim się żyło, niejako narzucało. Ona przyzwyczajona była do mniejszych, bardziej hermetycznych miejscowości jak jej rodzime Monterey. W Seattle wszystko działo się zbyt szybko, zbyt głośno, zbyt chaotycznie. Przystosowanie się skutecznie utrudniała jeszcze ta okropna pogoda, zdecydowanie odległa od tej kalifornijskiej, która jej przez prawie całe życie towarzyszyła. Nic dobrego nie mogło się wydarzyć, gdy było, szaro, ponuro i deszczowo. Absolutnie nic. A jednak mimo tego, w jaki nastrój wpędzał widok z okna na szare, brzydkie niebo, gdy Teddy zadzwoniła, by umówić się na kawę, Lacey bez wahania zgodziła się, by spotkać się z nowo poznaną koleżanką.
Ubrała się w miarę ciepło, delikatnie pomalowała i wyszła z mieszkania. Teddy wybrała kawiarnię w jej dzielnicy, więc daleko nie miała. Na miejsce się przeszła mimo raczej nieprzyjemnej pogody, jednak nadal przyjemniejszej niż podjechanie tych paru przystanków komunikacją miejską, a na Ubera było jednak chyba za blisko, by nie wyjść na totalnego leniwca. Trochę się pogubiła, nie znając jeszcze tak dobrze swojej nowej dzielnicy. Poza tym w tym (i pewnie żadnym innym) Starbucksie nie była wcześniej. Gdy brakowało jej kofeiny, będąc na mieście, stawiała raczej na małe, lokalne kawiarnie z duszą i dobrą kawą. Nie zamierzała jednak wybrzydzać w kwestii wyboru miejsca spotkania.
Gdy w końcu udało jej się dotrzeć na miejsce (i chyba nawet na czas), zdjęła z siebie płaszcz i zaczęła rozglądać się za znajomą twarzą blondynki. Albo raczej w takim razie za znajomym tyłem? Stuknęła lekko w ramię osobę, która jak się wydawało była tą właściwą. I słusznie. Uśmiechnęła się na jej widok. Dość szybko jednak wyczuła, że Teddy raczej nie podziela jej optymistycznego nastroju.
– To się okaże – rzuciła z uśmiechem w odpowiedzi na to, czy się cieszy z powodu wytypowania do wygadania się. – Może najpierw zamówimy? – zaproponowała, bo jednak stanie w kolejce raczej nie było odpowiednim miejscem na wygadywanie się. Zamówiła więc zwykłe latte na mleku sojowym i jakieś ciastko, po czym zaczęła rozglądać się za jakimś miejscem do siedzenia. Kiedy już przysiadły na którymś z wolnych miejsc w kawiarni, zapytała: – To co takiego się wydarzyło?
Mów mi::)
MULTI:wren & willem
 


stażystka w Swedish Hospital

jednak aderal radzi sobie równie dobrze


teddy paddington
27 lat
165 cm
mieszka w South Lake Union

2020-11-24, 23:08


Dwa miesiące. Sześćdziesiąt dni. To zdecydowanie niewystarczająca ilość czasu, by zadomowić się w nowym otoczeniu. Seattle to ogromne miasto. Pełne ślepych uliczek, niebezpiecznych zakamarków, ale również przyjemnych kawiarni czy przytulnych knajpek, w których podają naleśniki lepsze od tych, które w dzieciństwie przygotowywała dla niej babcia. Kochała to miasto. Spędziła w nim całe życie, dlatego zdążyła przyzwyczaić się do kapryśnej pogody. Wprawdzie nie potrafiła postawić się na miejscu Lacey, bo nigdy nie doświadczyła trudów przeprowadzki, ale rozumiała, że dziewczynie mogło nie być łatwo mierzyć się z tym wszystkim w pojedynkę. Nie znały się dobrze, właściwie niewiele o sobie wiedziały, ale od czegoś należało zacząć, prawda? Ponoć najtrudniej przełamać pierwsze lody.
Uśmiechnęła się krzywo w stronę blondynki, na moment tracąc resztki entuzjazmu. — Tak, tak. Jasne — rzuciła, zawieszając spojrzenie na tablicy z wypisanym menu. Po chwili namysłu zamówiła dla siebie białą kawę na bazie espresso z dodatkową bitą śmietaną (miała ochotę na pokaźną dawkę pustych kalorii, które miały podreperować jej nastrój).
Zajęła miejsce naprzeciwko koleżanki, szczelniej otulając się rozciągniętym swetrem sprzed kilku sezonów, znalezionym na dnie szafy. Makijaż zasłaniał napuchnięte ze zmęczenia oczy, ale ich wyrazu nie dało się zakryć przy pomocy kosmetyków. Była niewyspana, wciąż odczuwała konsekwencje wypicia zbyt dużej ilości alkoholu, a ponadto dręczyły ją wyrzuty sumienia połączone z nieznośnym uczuciem wstydu.
— W skali od jeden do dziesięciu, jak głupio postępuje dziewczyna, która całuje się z chłopakiem, mającym narzeczoną? — rzuciła, zerkając na towarzyszkę znad wysokiej szklanki wypełnionej gorącą kawą. Objęła ją dłońmi, by poczuć ciepło bijące od napoju. — Zaznaczę, że wypiłam ocean tequili. A on już kilka razy opowiadał mi o tym, że ich związek się rozpada — dodała i westchnęła głęboko. Oparła głowę na dłoni, mając wrażenie, że waży co najmniej kilka ton. — Mam wrażenie, że zachowuję się, jak nastolatka. Mam rację? Sama niedawno rozstałam się z partnerem, a teraz rzucam się na niedostępnego faceta niczym desperatka — mówiła, nie będąc całkowicie pewną, czy kieruje te słowa do koleżanki, czy może do samej siebie. Nie czuła się dobrze z zaistniałą sytuacją. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że przekroczyła granicę.
Mów mi:Karo / Presta
MULTI:Perry | Miguel | Dallas | Parker | Franklin
 


specjalistka ds. marketingu

specjalistka ds. uciekania (nie tylko sprzed ołtarza)


lacey fairlane
26 lat
164 cm
mieszka w Fremont

2020-12-10, 23:03


Dwa miesiące to było naprawdę niewiele, by się całkiem zaaklimatyzować w nowym mieście, gdy było się zupełnie samą z tym wszystkim. W końcu zupełnie sobie tej przeprowadzki nie zaplanowała. Nigdy nie chciała mieszkać w Seattle, nie miała tego w planach, nie przygotowywała się na to tygodniami, miesiącami. Decyzję podjęła spontanicznie, pod wpływem chwili, nie namyślając się nad tym za długo. Po prostu poczuła, że już więcej nie może znieść, że tego wszystkiego już naprawdę wystarczy i nie powinna pakować się w to bagno jeszcze bardziej. Musiała się odciąć od poprzedniego życia i to jak najszybciej się dało. Ledwie podjęła decyzję, a już firma transportowa, przewoziła jej rzeczy do innego stanu. Wybór Seattle jako miasta, w którym miała spędzić następne miesiące (lata?), był całkiem przypadkowy, więc nawet nieszczególnie przygotowała się na to, co mogło jej to miasto zaoferować. Być może mogła wybrać destynację, w której pogoda była bardziej zbliżona do tej, do której była przyzwyczajona, ale los tak chciał, tak po prostu miało być, a ona musiała się tylko do tego dostosować. W związku z tym, że decyzja o przeprowadzce była całkiem spontaniczna i nieprzemyślana, przystosowanie się do nowego otocznia było znacznie trudniejsze.
Kiedy Teddy usiadła naprzeciwko niej, Lacey mogła dostrzec, w jakim stanie była jej nowa koleżanka. Zdecydowanie nie wyglądało to najlepiej. Oczywiście nadal była piękną kobietą, ale jednak widoczne było u niej zmęczenie. Zastanawiała się, cóż mogło sprawić, że Teddy była w takim stanie i nastroju, lecz nie spodziewała się takiej odpowiedzi ze strony blondynki.
– Biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące w postaci oceanu tequili i rozpadającego się związku, oceniam na sześć na dziesięć – stwierdziła, lekko się krzywiąc. Okej, to zdecydowanie nie było w porządku, ale przecież do tego potrzeba dwóch osób, prawda? – Oj do desperatki ci jeszcze daleko. Do nastolatki zresztą też. Ale… jak to wszystko wyszło? – dopytała, bo do oceny potrzebowała przecież całego obrazu sytuacji.
Mów mi::)
MULTI:wren & willem
 


stażystka w Swedish Hospital

jednak aderal radzi sobie równie dobrze


teddy paddington
27 lat
165 cm
mieszka w South Lake Union

2020-12-11, 22:25


— Więc sześć na dziesięć — powtórzyła cicho, nerwowo poruszając wargami. Z chęcią znacząco wywindowałaby tę ocenę. Nie uważała szóstki za niesłuszny wybór. Myśląc trzeźwo – a na obecną chwilę nie była w stanie tego zrobić – uznałaby to za wybór naprawdę trafny. Teraz gdy emocje nie zdążyły ostygnąć, racjonale myślenie nie wchodziło w grę, wobec czego w jej opinii była to jedenastka. Potężna, mocarna jedenastka. Spontaniczne decyzje najwidoczniej o wiele lepiej udawały się Lacey; przynajmniej ona nie żałowała podjęcia tej dotyczącej przeprowadzki.
— Uwierz mi, nie chcesz wiedzieć — mruknęła i z zażenowaniem przymknęła powieki. Zaraz jednak otworzyła oczy, bo choć ogarniało ją poczucie wstydu, wciąż odczuwała potrzebę zrzucenia z siebie wszystkiego, co ciążyło jej na żołądku (wprawdzie nie zamierzała wymiotować, jednak nie mogła pozbyć się wrażenie, że jej organizm nie zdołał jeszcze oczyścić się z całej tequili, którą ostatnio wypiła). — Sądziłam, że jestem rozsądna, wiesz? Skończyłam medycynę, a to chyba świadczy o nie najgorszym poziomie inteligencji — zauważyła, starając się samej sobie wmówić, że ma rację i wcale nie postradała zmysłów. — Właściwie zaczęło się od wypadku, ale chyba pominę te niewesołe szczegóły. W każdym razie najpierw był w śpiączce. Obudził się, co, nawiasem mówiąc, było medycznym ewenementem. Opowiedział mi kiedyś o narzeczonej. Po tym, jak go wypisali, zaczęło się między nimi psuć. Nic dziwnego, w końcu przez rok był pozbawiony świadomości. Ona chyba po prostu straciła nadzieję — mówiła. Niespecjalnie starała się trzymać logikę w swoich wypowiedziach, przez co cała historia mogła stracić swoją spójność. Teddy, gdy się denerwowała, zaczynała paplać bez sensu. Podczas krótkiej pauzy, którą zrobiła, upiła nieco kawy. — Zbliżyliśmy się do siebie, ale chyba mieliśmy odmienne spojrzenie na tę… relację — zakończyła. Wprawdzie pominęła kilka szczegółów, które mogłoby okazać się istotne podczas dokonywania oceny, ale uznała, że nie czas teraz na poruszanie owych kwestii. Oparła brodę na dłoni i smętnie wzrokiem wyjrzała przez okno. — Resztę znasz. Impreza. Tequila. Taksówka. Pocałunek. Odtrącenie. I oto jestem tutaj — przewróciła oczami i wróciła spojrzeniem do swojej towarzyszki. Mogła się jedynie domyślać, że dziewczyna nie spodziewała się podobnego wyznania. Pewnie sądziła, że będzie to przyjacielski spacer połączony z kawą i może nawet jakimś ciastkiem na osłodę ponurej pogody. Zamiast tego miała przed sobą markotną Teddy. I kawę z popularnej sieciówki.
— Nic nie poprawia mi nastroju — oznajmiła. Zaraz wzięła głęboki oddech i spróbowała się uśmiechnąć nieco pogodniej niż do tej pory.
Mów mi:Karo / Presta
MULTI:Perry | Miguel | Dallas | Parker | Franklin
 


specjalistka ds. marketingu

specjalistka ds. uciekania (nie tylko sprzed ołtarza)


lacey fairlane
26 lat
164 cm
mieszka w Fremont

2020-12-12, 16:45


To prawda, Lacey spodziewała się raczej zwykłego wyjścia na kawę z nową koleżanką, by się lepiej poznać i miło spędzić czas. Zdecydowanie nie spodziewała się, że Teddy będzie miała dla niej takie nowiny. Zupełnie też nie wiedziała, co miałaby myśleć w związku z tym o samej Paddington, jak i o całej sytuacji, bo przecież jeszcze się nie znały za dobrze, a Lacey wszystkiego dowiedziała się teraz, w jakimś telegraficznym skrócie, same suche fakty podane w tak okrojonej wersji nie dawały pełnego oglądu sytuacji, więc też jak mogła ją jakkolwiek ocenić. Być może szóstka wcale nie byłaby jej ostateczną oceną, gdyby wiedziała nieco więcej. Zdecydowanie jednak nie dałaby jedenastki i nie oceniałaby Teddy tak surowo, nawet jeśli niewiele wiedziała. Nie sądziła, by sytuacja była tak czarno-biała, żeby osądzać wyłącznie koleżankę.
Wysłuchała cierpliwie całej opowieści, skupiając się na każdym słowie. Upijała przy tym kawę, próbując się połapać w całej tej niezwykłej historii. – Och – wyrzuciła z siebie najpierw, lekko oniemiała przez nadmiar informacji, z których układała się ta opowieść. Z początku niekoniecznie wiedziała, co powiedzieć, bo naprawdę nie spodziewała się, że tak będzie wyglądało jej wyjście na kawę z koleżanką i że dowie się o niej takich rzeczy. – A pocałunek? Odwzajemnił go, zanim cię odtrącił? Coś powiedział, zrobił? – zastanawiała się. To były dość istotne informacje dla oceny sytuacji.
– Marne pocieszenie, ale to zrozumiałe, źle się czujesz po piciu, jesteś świeżo po sprawie, więc jak się wyśpisz, jutro będzie trochę lepiej. Dobrze przynajmniej, że nie jesteś dzisiaj sama – stwierdziła, bo w takiej sytuacji łatwo się wpędzić w dodatkowe rozmyślanie, analizowanie, co pewnie dalej się działo w głowie Teddy, ale jednak trochę uwagi musiała też poświęcić na to spotkanie, picie kawy i rozmawianie. Być może o tej sprawie, wałkując ją dalej, ale to też z pewnością było w jakiś sposób pomocne.
Mów mi::)
MULTI:wren & willem
 


stażystka w Swedish Hospital

jednak aderal radzi sobie równie dobrze


teddy paddington
27 lat
165 cm
mieszka w South Lake Union

2020-12-13, 21:38


Nie potrafiła określić, czego tak naprawdę potrzebowała. Z pewnością chciała zostać wysłuchaną. Musiała zrzucić z siebie historię zdarzeń minionej nocy, bo w innym wypadku myśli przestałby mieścić się w jej głowie. Tego, czy wybór padł na odpowiedniego słuchacza, ocenić nie potrafiła. Natomiast czy potrzebowała chłodno wykalkulowanego osądu? Nie, skądże. Sądziła po prostu, że opinia osoby postronnej albo przyniesie jej ulgę, albo sprawi, że nie będzie miała ochoty na dalsze ciągnięcie farsy między nią a Westonem, który nie potrafił dokonać wyboru.
— Wiem, wiem — mruknęła z krzywym grymasem, który tylko w założeniu miał przypominać subtelny uśmiech. — Właściwie odwzajemnił go. Ale trwało to zaledwie kilka sekund, po czym raptownie się odsunął. Życzył mi dobrej nocy, po czym ja szybko wyszłam z taksówki, by nie musieć na niego patrzeć — odpowiedziała, starając się jak najdokładniej przypomnieć sobie szczegóły tamtej nocy. Była wstawiona. Wszystko mogło się jej poplątać. Podobnie jak teraz, gdy całą opowieść przedstawiała w tak chaotyczny i niezrozumiały sposób.
— Nie przygotowałam cię na to — rzuciła po chwili, nieco mniej ponurym tonem. — Przepraszam, że zrzuciłam na ciebie to wszystko, ale dzięki temu, że słabo się znamy, masz szansę wypowiedzieć się najbardziej obiektywnie z grona moich znajomych — wyjaśniła, uśmiechając się przepraszająco. Nie zamierzała wprowadzać Lacey w zakłopotanie, ale miała wrażenie, że to właśnie osiągnęła. Gdyby to ją postawiono w podobnej sytuacji, pewnie byłaby niemniej zaskoczona.
Podniosła papierowy kubek i zrobiła kilka niewielkich łyków. Kofeina powinna pomóc jej stanąć na nogi. Ani nie wyglądała, ani nie czuła się najlepiej.
— Prawdopodobnie przesadziłam z reakcją. Ostatecznie przecież takie rzeczy się dzieją, nie? Tak jak mówisz, prześpię się, odetchnę i zapomnę. Tylko te cholerne wyrzuty sumienia mogłoby się wreszcie zamknąć i dać mi żyć — dodała, przewracając oczami. Wprawdzie mogłaby po prostu porozmawiać z rzeczonym chłopakiem, ale na taki krok zdecydować się nie potrafiła.
Mów mi:Karo / Presta
MULTI:Perry | Miguel | Dallas | Parker | Franklin
 


specjalistka ds. marketingu

specjalistka ds. uciekania (nie tylko sprzed ołtarza)


lacey fairlane
26 lat
164 cm
mieszka w Fremont

2020-12-20, 15:15


Była trochę zaskoczona tym, w jaki sposób przebiegało spotkanie z koleżanką, bo nie była na to kompletnie przygotowana, ale nie była jakoś szczególnie zakłopotana czy zmieszana. Okej, nie znały się jeszcze szczególnie dobrze, ale nie miała żadnego problemu z tym, że Teddy opowiadała jej to wszystko. Zupełnie rozumiała potrzebę wygadania się osobie spoza stałego kręgu, który był w pełni lub częściowo wtajemniczony. Lacey kompletnie nie znała sytuacji. Poznała ją po krótce i to w dość chaotyczny sposób dopiero w tej chwili i być może ciężko było osądzić w miarę obiektywnie, mając niepełne informacje, które przez ich nadmiar, mogły się już całkiem pomieszać, ale widziała też, jak źle Teddy z tym było i naprawdę nie mogła jej zbyt negatywnie osądzić. Zresztą czy w ogóle miała do tego prawo? Oczywiście, że było nie w porządku całować się z zajętym mężczyzną, ale do zdrady potrzeba dwojga i jeśli chłopak odwzajemnił pocałunek, to był współwinny temu wszystkiemu i może Teddy nie powinna się tak całkiem zadręczać. Zresztą nic dobrego Z tego wyniknąć nie mogło. Przeszłości i tak nie mogła zmienić.
– Okej… Nie brzmi to tak tragicznie! Jeśli odwzajemnił pocałunek, to znaczy, że też tego chciała. Sytuacja jest dość skomplikowana, musicie to sobie na spokojnie wyjaśnić. A do tego czasu… nie zadręczaj się tym tak. Przez alkohol robi się różne głupie rzeczy – stwierdziła i uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco. A co jak co, przecież na alkoholu to się przecież znała, skoro jej rodzina tyle go naprodukowała. Ktoś to musiał przecież pić.
– Nie ma problemu. Dobrze, że to z siebie wyrzuciłaś – odpowiedziała, uśmiechając się do nowej koleżanki. Zdecydowanie nie miała problemu z tym, że to na nią zrzuciła, choć wcale nie uważała, by to określenie było odpowiednie w tej sytuacji. Teddy musiała się wygadać, a ona nie miała z tym żadnego problemu. Zresztą dobrze było skupić się na problemach innych ludzi, ignorując swoje własne.
– Reakcja była uzasadniona. A wyrzuty sumienia też się w końcu zamkną. Tylko nie zapijaj ich alkoholem, bo to się może skończyć jeszcze gorzej – stwierdziła, wzruszając ramionami. Zdecydowanie nie byłby to dobry pomysł i miała nadzieję, że Paddington nie przyjdzie taki do głowy.
Mów mi::)
MULTI:wren & willem
 


stażystka w Swedish Hospital

jednak aderal radzi sobie równie dobrze


teddy paddington
27 lat
165 cm
mieszka w South Lake Union

2020-12-26, 21:32


Mając dwadzieścia sześć lat, powinna już doskonale wiedzieć, że popełnianie błędów nie było niczym złym – ludzie nie byli idealni, zmagali się z przeróżnymi problemami, z których większość sprowadzali na siebie na własne życzenie. Najważniejsze było zdobycie doświadczenia, dzięki któremu uczyli się, w jaki sposób reagować na nieprzychylność losu; Teddy tego doświadczenia miała niewiele. Przez większość życia skupiała się na edukacji. Była dobrą uczennicą, ale nigdy wybitną. Tylko dzięki ciężkiej pracy dostała się na medycynę. To wiązało się z ogromem wyrzeczeń, które nie są łatwe dla młodych ludzi. Paddington rzadko wychylała nos znad książek. Dopiero podczas studiów – gdy zaczęła więcej czasu spędzać wśród ludzi o podobnych planach na przyszłość – zaczęła chętniej się z nimi socjalizować. Bardzo się wówczas zmieniła, otworzyła się i przede wszystkim zrozumiała, że kariera naukowa nie jest jedyną ważną rzeczą w jej życiu. Gdyby w młodszym wieku zdążyła przejść przez zawiłości uczuciowe, teraz pewnie nie widziałaby w swoim postępku, aż takiego problemu.
— Jestem bardzo, bardzo słaba w przeprowadzaniu poważnych rozmów — zaśmiała się nerwowo, jednocześnie stukając palcami w kubek z kawą. — Ale chyba nikt nie lubi rozmawiać o niezręcznych sytuacjach. Wiem, że to najrozsądniejsze wyjście, ale po ludzku się stresuję, że mogłabym zostać źle odebrana — wyjaśniła. Na ten moment kłębiło się w niej tyle emocji (często sprzecznych), że nie potrafiła dokładnie określić tego, co tak naprawdę czuję oraz co nią wówczas kierowało. Dopiero gdy nerwy opadną, będzie mogła obiektywnie przeanalizować wydarzenia minionej nocy.
— No dobrze — westchnęła, odsuwając od siebie ten temat. Może lepiej będzie, jeśli zajmie swoje myśli czymś innym? — Jak sobie radzisz w Seattle? Masz już jakieś ulubione miejsca? Może potrzebujesz czegoś do mieszkania? — spytała, spoglądając na dziewczynę. Doskonale pamiętała moment, w którym wyprowadzała się z rodzinnego domu do mieszkania, które wynajęła wraz z przyjaciółką. Wciąż o czymś zapominały. Przez pierwszy miesiąc nie zorientowały się, że w wyposażeniu kuchni brakuje im tak podstawowych sprzętów jak patelnia. Minęło dużo czasu, nim porządnie urządziły się w nowym miejscu.
Mów mi:Karo / Presta
MULTI:Perry | Miguel | Dallas | Parker | Franklin
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-09, 14:33


Ranek nadszedł szybciej niż Liane się spodziewała. Przecierając kolejny grób z rzędu zorientowała się, że słońce powoli wychyla się na wschodzie by rozpieścić ją odrobiną ciepła, którego nie zaznawała ciemnymi, samotnymi nocami. Przemierzała cmentarz powolnym krokiem zbierając co rusz przeschnięte już róże pozostawione na kamiennych pomnikach. Pomnikach śmierci, która nieubłaganie czekała każdego człowieka. Praca przypominała jej w ten sposób o docenianiu życia, choć wierzyła, że powróci do świata w zmienionej formie, tak w momentach takich jak ten, przyglądając się opuszczonym i zapomnianym grobom tym mocniej chciała czerpać ze swojego życia wszystko co mogło jej oferować. Przetarła kolejną zabrudzoną kaplicę ścierając ślady zaniedbania. Cieszyło ją dbanie o ten mały zakątek jej świata. Miała miejsce, w które mogła wkładać wszystkie swoje emocje, zarówno te szczęśliwe, gdy z uśmiechem na ustach przemierzała kolejne alejki, jak i te ciemne i mętne, wgryzające się uporczywie w jej duszę. Oddawała temu miejscu swój spokój i niepokój, a ono przyjmowało wszystko z cichą dozą zrozumienia. Gdy słońce wychyliło się jeszcze kawałek w górę oświetlając miraże w kaplicy, wiedziała, że może wracać do domu. Nadzwyczaj tego dnia nie czuła zmęczenia, mimo całonocnej pracy. Przetarła ostatni nagrobek odchodząc w kierunku składzika, w którym pozostawiła wszystkie swoje narzędzia. Opuściła teren cmentarza z pewnym rozrzewnieniem i niepokojem, z którym wiązał się powrót do mieszkania.
Zboczyła z drogi do domu decydując się na okrężną drogę. Nie przepadała za powrotami, wiązały się z przeszywającym uczuciem opuszczenia. Conor prawdopodobnie nadal spał, więc nie mogła liczyć na towarzystwo, które pozwoli jej zapomnieć o osamotnieniu między czterema ścianami ich wspólnego mieszkania. Na horyzoncie drogi majaczyła kawiarnia, do której zmierzała Liane. To nie był czas na powroty.
Wstępując w progi sieciowej kawiarni zdjęła z siebie kaptur, który osłaniał ją przed drobnymi opadami ni to śniegu ni deszczu. Poprosiła o duże cappucino i rzucając uśmiechnięte merci odeszła na bok w oczekiwaniu na swoje zamówienie. Przyglądała się ludziom wkraczającym co rusz do Starbucksa. Wszyscy w pośpiechu, gnali do pracy, domu, obowiązków. Rozpędzeni, zapominający o małych uprzejmościach jak uśmiech do zapracowanego baristy, rzucali zamówieniami odchodząc na bok i nerwowo ruszając nogą w oczekiwaniu na odrobinę kofeiny, która rozbudzi opadające powieki. Dopiero, gdy w eter padło jej imię podeszła odebrać wcześniej zamówioną kawę i usiadła przy jednym z wolnych stolików, tuż przy oknie, tak by móc obserwować budzące się do życia miasto. Wyciągnęła z małego plecaka książkę, którą ostatnio dostała od Bastiana, w trakcie jednej z tych nocy, kiedy zatapiali się wzajemnie we wspólnych smutkach pijąc zimną już czarną herbatę przeplataną z unoszącym się ku górze dymem papierosowym. Zapadła w słowa nie spodziewając się, że niedługo przyjdzie jej czytać w spokoju. Nie spodziewając się, że zaraz cały jej dotychczasowy świat zostanie wywrócony do góry nogami.
Mów mi:-
MULTI:-
 


bawi się zapałkami

pachnie dymem


Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-02-09, 17:25


Każdy początek roku miał dla niej gorzkawy posmak. Po polukrowanym świąteczną radością grudniu i styczniowych postanowieniach by zdrowej jeść, więcej spać i w końcu jakoś sensownie ogarnąć swoje życie, nadchodził luty. Miesiąc samouświadomienia, szczypał duszę jak mróz policzki po wyjściu z domu. Ostatecznie musiała wysunąć nos spod ciepłego koca i posprzątać swoją głowę ze złudnych nadziei. Nie, nie schudnie do lata. Nie nauczy się ignorować maili po godzinach pracy. I nie wyznaczy górnolotnego celu, który będzie wytrwale spełniać. Niestety, nie jest tego typu człowiekiem.
I właśnie to niestety powracało echem rok w rok, wygodnie rozsiadając się przy szarości zza okna i zimnym wietrze wkradającym się pod szalik. A ona także rok w rok na jego powitanie wchodziła w buty tych samych błędów. By zagłuszyć własne myśli codziennie na dobranoc popijała wino, czego żałowała każdego jednego poranka. Pulsujący ból śmiał się z niej zanim zdążyła otworzyć oczy, sprawiając, że zdecydowanie zbyt często wstawała lewą nogą. Dziś jednak nie mogła sobie pozwolić na biadolenie nad niesprawiedliwością świata do południa. Po dwunastej miała zaplanowane „ważne” spotkanie. Jak to w korporacjach bywa szef musiał wyjść zza spódnicy swojej asystentki i podsumować dwa tysiące dwudziesty. Nikt nie chciał tam być ani tym bardziej słuchać tych bzdur, ale skoro budżet na nowy rok nie został jeszcze podpisany… To wiadomo było, że każdy będzie głośno klaskał podczas tego wystąpienia.
Uniwersalnym lekiem na wszelkie bolączki była oczywiście w jej przypadku kawa. Świeża, gorąca. Prosto ze Starbucksa. Przechodząc przez próg nieba była już zmarznięta, choć kawiarnia znajdowała się tylko uliczkę dalej od jej bloku. Trafiła na małą kolejkę. Typowo. Nie źle, nie dobrze. Czyli tak w jej stylu.
Powtarzam Ci trzeci raz, pracowałem wczoraj do późna, dziś też jestem w biurze od rana marne kłamstwo przedarło się do jej świadomości, choć całe skupienie starała się wtedy przekierować na ekran swojego telefonu. Dochodziła ósma. Mogłaby jeszcze na szybko wpaść do pobliskiego marketu, kupić coś na śniadanie. Miałaby wtedy jakąś godzinę na przebranie się z wyciągniętego swetra w coś bardziej odpowiedniego i rozczesać niedbały kok, który splotła w dwie minuty przed wyjściem z domu.
- Dzień dobry. Poproszę Americano, na wynos - złożyła zamówienie tonem, z którego z łatwością można było wyczytać, że grzeczność była pustym nawykiem. Była zbyt zaspana i głodna by wykrzesać z siebie choćby iskierkę ciepła.
Kłamca, który nerwowo krążył po lokalu z telefonem zrobił krok w stronę lady akurat gdy chciała się wycofać by odstąpić miejsce kolejnej osobie, a potem… Potem poczuła palące ciepło na dłoni i niekontrolowany wybuch złości. Przeklinała. Trochę za dużo i za głośno. No bo to nie był przecież piątek trzynastego. Po czym wzięła głęboki wdech, złapała za serwetki wyciągnięte w jej stronę przez wystraszoną baristkę i dosiadła się do pierwszego lepszego stolika.
- Przepraszam, nie chcę przeszkadzać. Przetrę to tylko i zaraz znikam - zagaiła, nawet na nią nie patrząc. Była zbyt zajęta sceptycznym przyglądaniem się swoim zaczerwienionym palcom. Cudownie. Tego jej brakowało. - Ciekawy poranek, nie ma co. Mam nadzieję, że wykorzystałam swoją rezerwę pecha na…
Urwała, w końcu podnosząc wzrok na towarzyszkę. Po drugiej stronie siedziała Liane, jej Liane. Zamarła, biernie pozwalając, żeby galop tętna ją ogłuszył.
Mów mi:-
MULTI:-
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-09, 19:11


Początek roku niósł za sobą świeżość, której Liane nie czuła od dawna, chociaż w jej życiu nic konkretnego nie miało się zmienić. Zaczynała powoli przyzwyczajać się do swojego, dosyć nudnego, życia, które splatało ze sobą noce pełne pracy i te pełne słów wylewanych łzami przy kubku czarnej herbaty, dni pełne czytania i te pełne pustego obserwowania plam na białej ścianie jej zbyt dużego mieszkania. Powolne wybijanie się z wąwozu emocjonalnego, o którym rozmawiali z Bastianem przeplatało się z kolejnymi upadkami na jego dno. Co rusz miała wrażenie, że na nowo chwyta się rzuconej jej liny ratunkowej, a kiedy tylko udawało jej się minimalnie wspiąć w górę jej ręce nie wytrzymywały szorstkiego tarcia i opadała z impetem na sam dół. Może nawet z większy hukiem niż gdyby nikt jej nie próbował ratować.
Nowy rok przyniósł ludzi, którzy zaczęli ją otaczać i relacje, które zaczęły ją przytłaczać. Budziła się rankami w nie swoim łóżku tylko po to by wszystkiego pożałować, gdy spostrzegała twarz osoby, która nie była Nią. Wdawała się w relacje niby romantyczne, niby miałkie i nijakie, ciągle poszukując w ludziach osoby, którą nie byli i nigdy nie będą. Każde kolejne spotkanie i każda mdła tinderowa randka przypominały jej, że jeszcze nie pogodziła się z rozstaniem z Nią, nie sądziła by kiedykolwiek miała się z tym pogodzić. Miłość do Niej przejęła każdą cząstkę jej ciała, zawładnęła umysłem, sercem i duszą, sprawiając, że chociaż spędzała każdy kolejny dzień bez Jej obecności, to nie potrafiła sobie z jej brakiem poradzić. Jedyne czego pragnęła to choć jeden kolejny raz spojrzeć w jej delikatną twarz, by móc porozmawiać i wyjaśnić to co bolało najbardziej, te wszystkie słowa rzucone w pośpiechu kłótni, niedomówienia błądzące między nimi, schronić się przed deszczem słów zbyt raniących i dotkliwych by mózg był w stanie je przyswoić.
Podniosła na chwilę wzrok sponad książki podarowanej jej przez Bastiana by przyjrzeć się ludziom krzątającym się nerwowo po kawiarni. Co rusz wykrzykiwane było czyjeś imię, co rusz kolejny niewyspany gbur odnosił się opryskliwie dla baristy, który jedynie próbował dorobić do swojej lichej studenckiej pensji. Niewiarygodne, że widząc Ją wszędzie, każdego dnia, akurat teraz Jej nie dojrzała. Zniknęła gdzieś w tłumie szarych, zapracowanych twarzy. Pochyliła znów wzrok nad książką odpijając powolny łyk jeszcze ciepłej kawy. Zanim jednak zdążyła się w pełni skupić na lekturze przerwał jej głos, który była w stanie poznać wszędzie. Delikatny, dźwięczny, głos, który na myśl przywodził dni, kiedy wszystko było na swoim miejscu, kiedy wszystko było tak idealne, jakby nie miało być prawdziwe. Głos, który sprawił, że w oczach wezbrały się łzy, mimo że jeszcze nie mogła być pewna tego co usłyszała. Powolnie, jakby bojąc się swojej własnej reakcji na to co mogła zobaczyć, uniosła wzrok sponad książki natychmiastowo odkładając ją na bok. Nie myliła się. Oczywiście, że się nie myliła. Jak mogłaby pomylić ten głos z jakimkolwiek innym we Wrzechświecie? Na moment zabrakło jej tchu, serce zaczęło uderzać tysiące razy szybciej niż normalnie, uporczywie przypominając jej, że mimo ciągłego spędzania czasu w otoczeniu trupów nadal żyła. Przełknęła ślinę biorąc głębszy oddech. Uspokój się, uspokój się, uspokój się. Przez jej głowę przelatywał milion myśli, których nie była w stanie zatrzymać. Każda inna i każda gorsza od poprzedniej. Na usta cisnęło się tak wiele słów, że ostatecznie nie była w stanie wykrztusić z siebie żadnego. Właśnie siedziała przed nią Ona. Ariana w swojej osobie. Tak samo piękna jak dnia, kiedy widziały się po raz ostatni, tak samo delikatna w swojej stanowczości. Poznawała każdą zmarszczkę na jej twarzy, każdy pieg i pieprzyk, każdy błysk w najpiękniejszych oczach jakie przyszło jej oglądać.
-Rezerwę pecha na cały dzień? Chyba właśnie ją wykorzystałaś wpadając na mnie- wypowiedziała głosem tak cichym i niepewnym, że zakrawającym o szept. Nie wiedziała co ma mówić, nagle poczuła się jak ośmiolatka w butach ukradzionych mamie. Niczym mała dziewczynka, która po raz pierwszy znalazła się w świecie dorosłych, niczym w dniu, w którym pierwszy raz postawiła krok w wielkomiejskości Seattle. Przełknęła znów niespokojnie ślinę próbując wyłapać choć jedną racjonalną myśl tego co wypadałoby powiedzieć, tego co powinna jej powiedzieć, póki miała okazję, póki jeszcze Ariana nie postanowiła opuścić jej stolika w ucieczce do swojego codziennego życia, daleko od niej. -Przepraszam.- wydusiła z siebie z trudem odważając się na ten krok. Nie chciała jej znów tracić, teraz, gdy malowała się przed nią w swojej codzienności, Liane nie potrafiła pozwolić by znów odeszła, by znów zamknęły się drzwi, które je dzieliły. Mówiła szczerze, miała miliony powodów do przeprosin, miliony ciężkich, nieprzegadanych spraw. Gubiła się w tym milionie nie wiedząc nawet gdzie zacząć, jednak podświadomość podpowiadała jej, że nie może pozwolić Arianie po raz kolejny zamknąć drzwi, że teraz dostała tę jedną szansę, która może się już nigdy nie powtórzyć.-Tak bardzo cię przepraszam.
Mów mi:-
MULTI:-
 


bawi się zapałkami

pachnie dymem


Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-02-09, 21:30


Na dłuższą chwilę zasiedziała się w swoich myślach, nieświadomie zawieszając między nimi ciszę. Wyobrażała sobie tę chwilę na tysiąc sposobów, ale żadna z tych wizji nie była bliska rzeczywistości. Spodziewała się, że zaleje ją fala melancholii albo rozpali ją złość na samą siebie. Nic z tego. Jej uczucia nie były tak przejrzyste, nie przybierały konkretnego koloru. Wręcz przeciwnie. Miała wrażenie, że wszystkie splatają się w jeden wielki, niekształty kłębek. Czuła i złość, i radość. Lęk i nadzieję. Wstyd i spokój. Chciała jednocześnie zadać jej setkę pytań na raz i zatrzymać oddech, odtrącić zakazany owoc ciekawości. Łatwiej było przecież żyć w pustce, nie zastanawiać się nad tym gdzie jest, co robi, z kim spędza czas.
Ktoś z boku krzyknął dopominając się otworzenia drugiej kasy. Kogoś innego wywołano do odbioru espresso. Czas nie czekał dłużej, ruszył dalej wyrywając ją z zamyślenia. Niepewnie drgnęła, nie bardzo wiedząc co chce zrobić. Powinna coś powiedzieć? Odsunąć brudne serwetki na bok? Albo może sięgnąć do torebki, bardziej w poszukiwaniu wymówki dla jej milczenia niż czegokolwiek naprawdę przydatnego w tym momencie. Nie. Nie, nie, nie. Laine zasługiwała na coś więcej.
- Tego akurat nie nazwałabym pechem - odparła, z przesadną starannością omijając chęć dodania znaczącego ja. To Laine mogłaby tak określić ten przypadek. W oczach Ariany miała do tego pełne, własnościowe prawo. Bo to Crawford wszystko zepsuła. To ona przekonała ją, że ich wspólny obraz zmieści się w ramach zwykłej codzienności. I to ona nie potrafiła stworzyć pomostu między sobą, a Laine, paranoicznie obawiając się tego, że czegokolwiek by nie zrobiła to nie wystarczy. Nigdy nie będzie wystarczająco odważna by przyznać się do tego związku rodzicom i tym samym nigdy nie da ukochanej tego, czego ta potrzebuje najbardziej - bezwarunkowej, szczerej miłości.
Kruche i ciche przepraszam przełamało się przez jej wyrzuty sumienia, trafiając prosto do serca. Zacisnęła szczękę, powstrzymując się od rzucenia pochopnych słów. Miała ochotę nią potrząsnąć i wypomnieć jej, że to bezczelna kradzież. To ona powinna ją przepraszać.
- Liane… - zaczęła, ale nie była pewna czy zdołała wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk. Może jedynie poruszyła ustami, pochłonięta smakiem jej imienia.
Przez to i ciągle powracającą rozterkę, zastanawiającą się nad tym czy rzęsy Gagneux są dłuższe niż zapamiętała, nie była gotowa na kolejne cięcie w postaci tak bardzo cię przepraszam. Abstrakcja tej chwili szarpnęła za nieodpowiednią strunę i nim się zorientowała zaczęła się śmiać. Tak otwarcie i swobodnie, jak gdyby wcale nie siedziały w najpopularniejszej kawiarni wśród tuzina obcych ludzi.
- Poczekaj, chwilka, już się uspakajam - zapewniła, kierując tę pewność bardziej do samej siebie niż towarzyszki. Musiała się jakoś ratować. Czuła, że zażenowanie rozpala jej policzki. - Jesteś nadal tak bardzo… sobą.
Nie potrafiła lepiej tego określić, a przynajmniej nie przy użyciu kilku fraz. Jej spojrzenie pewnie mówiło więcej, przez migotanie ciepłym urzeczeniem.
- Też przepraszam. Za tę scenę, za sytuację. Za wszystko - wydusiła z siebie po chwili, uciekając wzrokiem na własne dłonie. Zaczerwienione palce powoli powracały do naturalnego koloru. Pewnie tak samo jak świat Laine wrócił do normalności gdy Ariana z niego zniknęła. - Więc… zostałaś. Polubiłaś jednak Seattle?
Zagaiła, dobrze pamiętając jej pierwsze wrażenia. Znów musiała się przez to skupić na samokontroli. Na samo wspomnienie drżał jej kącik ust, rwąc się do uśmiechu.
Mów mi:-
MULTI:-
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-10, 12:51


Serce biło w zastraszającym tempie, uderzając z każdym kolejnym razem o żebra, jakby jego jedynym celem było opuszczenie ciała dziewczyny. Myśli błądziły w niepohamowanym potoku, którego nawet ćwiczenia oddechowe nie były w stanie pohamować. Wyobrażała sobie tę sytuację miliony razy, miała pół miliona gotowych scenariuszy, kwestii uszytych na miarę ich relacji, jednak teraz, gdy siedziały naprzeciwko siebie Liane odbierało mowę. Nocami wybudzała się z pięknych snów, w których ponownie łączyła swoje usta z ustami Ariany i z koszmarów, w których na nowo słyszała te ostatnie, wyszarpane z gardła słowa. Jednak ta sytuacja w żaden sposób nie przypominała jej snów, choć też nie wydawała się w żadnym calu realna. Zawieszona gdzieś pomiędzy jawą a ułudą. Zupełnie zwyczajna, a jednocześnie całkowicie niezwykła. Ręce francuski po raz kolejny zaczęły niekontrolowanie drżeć wywlekając na wierzch paraliżujący ją stres.
Dopiero siedząc naprzeciwko Ukochanej zaczynała rozumieć jak wiele miała jej do powiedzenia, jak wiele słów zostało niedopowiedzianych, wyszeptanych zamiast wykrzyczanych, zapisanych zamiast powiedzianych. Nie była w stanie zachować spokoju patrząc jej w oczy, więc jej wzrok błądził co rusz od przemokniętych serwetek przez dłonie Ariany do nieokreślonych punktów za nią. Jakkolwiek się starała stres nie pozwalał jej się uspokoić.
Ludzie w koło dalej krzątali się nerwowo, jakby zupełnie nie zdając sobie sprawy, że są świadkami być może najważniejszego momentu w życiu Liane. Pojawiali się i znikali, pochwytywali w drobne dłonie kubki gorączej kawy i znikali za wielkimi drzwiami kawiarni. Ktoś co rusz krzyczał czyjeś imię na chwilę przerywając ciszę, która zapadła między nimi. Ciszy, która mimo wszystko nie była tą nieprzyjemną, ogłuszającą i nieznośną. Między nimi zapadało milczenie, które w całej swojej wadze nie było ciężkie, milczenie swobodne i delikatne, zupełnie jakby na moment nie dzieliły się słowami, a myślami.
Tego akurat nie nazwałabym pechem. Te parę słów odbiło się echem w głowie Liane. Od kiedy się rozstały była pewna, że dzień ich kolejnego spotkania będzie czymś przez Arianę zupełnie niepożądanym, czymś czego będzie unikała za wszelką cenę. Gdzieś w głębi siebie Gagneux zdawała sobie sprawę, że szybciej lub później przyjdzie dzień, w którym spotkają się po raz kolejny. Teraz miała ją na wyciągnięcie ręki, tak cholernie blisko, a jakby kilometry od siebie. Nie chciała wierzyć, że Ariana nie żałuje ponownego spotkania. Nie chciała wierzyć, że mogła c h c i e ć ją spotkać. Nie była w stanie nawet o tym myśleć, kiedy sama od dwóch lat codziennie myślała o tym co chce jej powiedzieć, o tym jak bardzo za nią tęskni, jak popada w melancholię czytając co rusz schowane w szafie listy, o tym jak wspomina ją ze łzami cisnącymi się do oczu, jak bardzo nadal ją kocha każdym calem swojej duszy, jak bardzo chciałaby znów się z nią spotkać, znów dotknąć jej delikatnej skóry, znów spojrzeć w oczy, które niegdyś były całym jej światem.
Czuła, że ma za co przepraszać. Od dwóch lat wypominała sobie każdą kłótnię, każde nieporozumienie i każde pojedyncze słowo wypowiedziane w zbyt wielkich emocjach, każdą ciszę, która godziła w ich serca, każde odsuwanie się od siebie czym dalej. Mimo że, to Ariana podjęła ostateczny krok, to Liane zdawała sobie sprawę ze wszystkich przewinień, które piętrzyły się na jej koncie, każdych bolesnych słów, których żałowała po dziś dzień.
Nagły śmiech Ariany poruszył w niej odpowiednią strunę sprawiając, że w kącikach oczu zamajaczyły pojedyncze łzy, a na ustach pojawił się krótki, sekundowy uśmiech. Nadal śmiała się w ten piękny, śpiewny sposób. Każdego pojedynczego dnia tęskniła za tym śmiechem, który sprawiał, że jakoś łatwiej szło jej się przez życie. Jednocześnie nie rozumiała dlaczego Ariana śmieje się z jej przeprosin. Jednym gestem rozbiła wszystkie scenariusze, które Liane układała sobie w głowie.
-Ty też- wyszeptała wiedząc, że jeśli pozwoli sobie mówić głośniej to nie będzie już w stanie hamować uporczywych łez, które z każdą sekundą walczyły by spłynąć po jej czerwonych od stresu policzkach.-Jesteś nadal tą osobą, którą…-pokochałam. Ugryzła się w język zanim dokończyła zdanie, wiedząc, że to ani miejsce ani czas na takie słowa. Mimo tego rozum podpowiadał jej, że powinna mówić wszystko co czuje, bo możliwe, że już nigdy nie będzie miała takiej okazji, że już nigdy Ariana nie usiądzie naprzeciwko niej pozwalając jej po prostu mówić.
Przeprosiny Ariany przełamały barierę wstydu i sprawiły, że pojedyncza łza osunęła się po rumianym policzku dziewczyny.
-Przepraszam.- powtórzyła po raz kolejny. -Przepraszam, po prostu… cieszę się, że cię widzę. Naprawdę.-próbowała wytłumaczyć swoje zachowanie pośpiesznie ocierając zagubioną łzę. - Mam wrażenie, że to wszystko potoczyło się tak bardzo źle, tak bardzo w sposób jaki nie powinno. Zasługiwałaś na więcej, na lepiej. Tak bardzo wszystko zawaliłam, ale chciałam dobrze. Zawsze chciałam dla ciebie jak najlepiej… Chyba po prostu nigdy nie byłam w stanie dać ci tego czego potrzebowałaś.- poddała się potokowi słów, który ledwo nadążał za piętrzącymi się w jej głowie myślami. -Nie potrafiłam być kimś kogo potrzebowałaś.- ale tak bardzo chciałabym być dla ciebie wystarczająca. Wzrok nadal błądził co rusz od własnych dłoni po dłonie Ariany, bojąc się spojrzeć jej prosto w błękitne oczy. Bała się tego co może w nich zobaczyć. Bała się, że Ariana ułożyła sobie życie idealne, życie bez niej, które było pod każdym względem lepsze od tego, które prowadziły razem. Bała się dojrzeć w jej oczach brak tęsknoty, która każdego dnia zabijała na nowo Liane. Francuska od rozstania nie była w stanie w pełni stanąć na nogi, odżyć, zacząć nowe życie. Zawsze na horyzoncie myśli majaczyła figura Ariany odbierając jej dech. Przy tym najbardziej doskwierała jej ta jedna, przerażona myśl, że Ariana już dawno o niej zapomniała, pogodziła się, przeszła nad tym do porządku dziennego. Bała się nowego życia Ariany, życia, w którym nie była już potrzebna.
-Ja… Nie do końca. Znaczy, tak, Seattle nie jest złe, ale ja… nie do końca miałam wybór. Po tym jak wyznałam rodzinie, że przeprowadzam się za miłością[/]- to jedno słowo stanęło jej ością w gardle. Przełknęła ślinę próbując kontynuować, choć głos łamał się co rusz na kolejnych słowach.[b]-ojciec kazał mi nigdy nie wracać. Dégénérescence*. Powtarzał to co chwila, ale udawało mi się z tym sobie poradzić bo wiedziałam, że w Seattle będę… z tobą.- Wiedziała, że jeśli kiedykolwiek postawi nogę na alpejskich zboczach zostanie wygnana z powrotem z dala od rodziny, która niegdyś była jej najbliższa. Była dla nich już jedynie wynaturzeniem i chociaż kiedyś jej to nie przeszkadzało, teraz zaczynało sprawiać kłopoty. Liae nie planowała zostawać w Seattle, ale prawda była taka, że nie do końca miała gdzie się podziać. Błądziła od mieszkania do mieszkania próbując znaleźć swój nowy dom, jednak były jedynie dwa miejsca, w których kiedykolwiek czuła się jak w domu- Francja i mieszkanie Ariany. Nigdy więcej, nigdy mniej.
-Jest tyle rzeczy, o które chciałabym cię zapytać. Zut*, nawet nie wiem gdzie zacząć.- wydusiła z siebie próbując uspokoić zarówno siebie jak i swoje myśli. Nie chciała pozwolić Arianie znowu odejść. Potrzebowała tych wspólnych chwil, choć gdzieś z tyłu umysłu majaczyła myśl, że to wszystko zaraz się skończy, zniknie przepadnie, a ona znowu pozostanie sama z tęsknotą większą niż kiedykolwiek wcześniej.

* fr. wynaturzenie
* fr. cholera
Mów mi:-
MULTI:-
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 68 punktów
Jimin jest z reguły osobą chłodną, ale to wszystko tylko dlatego, że nie chce zostać zraniona. Lubi imprezować, ale i spędzać czas ze swoim psem, którego przygarnęła. Pewnie oglądają razem powtórki Gry o Tron (ale nie sezony 8 i 9). Nie potrafi pływać, przez co panicznie boi się głębokości, a jej tajną umiejętnością jest… rapowanie!
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 65 punktów
Ta żywiołowa dziewczyna słynie ze swojego przekonania, że nie ma złych ludzi, są tylko źle podjęte decyzje i nieodpowiednie miejsce. Strzeżcie się jej, panowie, ponieważ ma lepkie rączki. Życie nie rozpieszczało Willow, bowiem straciła rodziców i z siostrą trafiły do sierocińca. Dziś jednak jest wesoła, wierzy wciąż w prawdziwą miłość, chociaż nie zawsze wychodzą jej relacje damsko-męskie. To nic, bo nadrabia charyzmą i teatralnymi omdleniami.