Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-01, 19:01


kilka miesięcy temu

Szpadel. Ziemia. Wbicie. Podniesienie. Przerzucenie. Dziura. Szpadel. Ziemia. Ziemia. Szpadel. Poddawała się monotonicznej czynności licząc, że szum przesuwanego piachu stłumi jej natłok myśli. Dawno nie cieszyła się tak bardzo na przydział do kopania. Zazwyczaj wolała zajmowanie się grobami, pielęgnacje, podlanie kwiatów, przegrabienie trawy. Od czasu do czasu zdarzały się zmiany, kiedy transportowała zwłoki, przenosiła trumnę, a jeszcze rzadziej, kiedy w ramach zastępstwa omawiała szczegóły pogrzebu z rodziną zmarłego. Kopanie należało do kategorii tych żmudniejszych i nudniejszych zajęć, ale dzisiaj jedyne czego chciała to oddać się przekopywaniu grobu wsłuchując się w wiatr smagający liście okolicznych drzew. Zbliżała się jesień, pozostały ostatnie momenty, kiedy mogła nacieszyć się tym dźwiękiem.
Ręce zaczynały ją powoli boleć, czuła jak między palcami tworzą się kolejne pęcherze. Odkąd zaczęła tutaj pracę ciężko jest jej przypomnieć sobie, kiedy ostatnio ich nie miała. Z resztą była przyzwyczajona do okaleczonych dłoni po wieloletniej pracy w polu lawendowym i na wsi. Nigdy nie stroniła od pracy, wręcz przeciwnie lubiła ją, nawet w momentach, kiedy chore wymagania jej ojca nie pozwalały jej zając się niczym innym. Tak samo nie narzekała na pracę grabarki. Być może to nie była wymarzona praca każdej nastolatki, ale Liane ją lubiła.
Zimny wiatr wkradł się pod pazuchę kurtki nieprzyjemnie wgryzając się w skórę. Było już późno, prawdopodobnie druga lub trzecia w nocy. Czuła to po powietrzu, które w nocy nabiera zupełnie innego zapachu. Delikatniejszego, mokrego, przyjemniejszego niż za dnia. Pachniało rosą osadzającą się na cmentarnej trawie. Zawsze uwielbiała noce, czuła jakby kryło się w nich coś niedoścignionego, onirycznego.
Myśli powoli wkradały się pomiędzy monotoniczne czynności wykonywane bezwiednie przez ręce. Zostawiła cię. Zamknij się. Zostałaś tutaj całkowicie sama. Nieprawda. Być może nigdy cię nie kochała.
-Ferme ta gueule!- Zaczynasz mówić sama do siebie, gorzej już być nie może.
Między jedną a drugą myślą przemykały obrazy ukochanej, których nie była w stanie usunąć z głowy jakkolwiek się starała. Z każdym przymknięciem oczu widziała jej uśmiech, delikatne dłonie, miękkie włosy i te wszystkie piękne obietnice szeptane nocami, takimi jak ta, do ucha. Tęskniła za obietnicami bez pokrycia, za słowami bez znaczenia.
-Au!- jęknęła, kiedy w zdenerwowaniu wbiła szpadel zamiast w ziemię prosto z swoją stopę. Dobrze, że już i tak powoli kończyła. Nie chciała wracać do opuszczonego mieszkania, tak na prawdę najlepiej było jej tutaj, wśród trupów, bo sama czuła się jakby coś głęboko w niej umarło razem z odejściem Jej. Mieszkanie pachniało osamotnieniem, ściany ją przytłaczały, przypominały o wszystkim co straciła i czego już nie poczuje, nie zobaczy. Przypominały jak wiele poświęciła dla kogoś kto tak po prostu ją zostawił w obcym mieście. W mieście, którego nienawidziła.
Podciągnęła się na rękach by wyjść z przygotowanej dziury nagrobnej. Resztki ziemi wytrzepała o znoszone, pracownicze spodnie. Za każdym razem wychodząc z tej pracy wyglądała jakby wstała z jednego z grobów. Brudna, zszarzała, zmęczona, spocona, a teraz jeszcze rozedrgana, przepełniona goryczą i złością. Odniosła szpadel do składziku cmentarnego, rozpuściła związane wcześniej włosy i wyszła z terytorium cmentarza. Nie wiedziała gdzie iść. Prosto, do domu? W lewo, do baru? Co prawda Liane nie pije alkoholu, ale przynajmniej mogłaby posiedzieć wśród ludzi udając, że ich zna, że posiada znajomych, którzy są w stanie utrzymać ją na powierzchni rzeczywistości. Wyjęła paczkę najtańszych fajek jakie znalazła. Ręce jej drgały, kiedy próbowała wyciągnąć jednego z ostatnich papierosów. Zapalniczka się zacięła. Kurwa, kurwa, kurwa, działaj. Jedyne czego w tym momencie potrzebowała to zaciągnięcie się pierdolonym papierosem, którego nie mogła nawet odpalić. Jęknęła niezadowolona odwracając głowę w prawo, gdzie nagle zauważyła ostatnią nadzieję w tej patowej sytuacji. Myśli walczyły ze sobą czy warto ryzykować podchodzeniem do obcego mężczyzny w środku nocy, czy naprawdę tak bardzo potrzebuje nikotyny, czy nie jest w stanie dotrzeć do domu bez tego, czy nie uspokoi się jeśli nie zajara.
-Hej, przepraszam, masz może ognia?-słowa były szybsze niż myśli.
Mów mi:-
MULTI:-
 


PR manager w Amazonie

a kawa i dragi gotują krew w żyłach


Cindy Crawford
27 lat
188 cm
mieszka w Belltown

2021-02-01, 19:57


Brzdęk zderzających się ze sobą szklanek przedarł się przez głośną muzykę. Ludzie wokół próbowali przekrzyczeć Jasona Derulo opowiadając kolejną historię o ćpaniu i ruchaniu, kiedy Crawford zagłębiał się w swoich myślach. Nawet nie próbował tej nocy grać wiernego towarzysza zabawy. Pozwolił się wyrwać na kilka drinków ze znajomymi z pracy mimo, że wcale nie czuł ku temu większych chęci. W głowie już miał opracowany plan następnego dnia - pobudka o 6, jogging, prysznic, praca, lunch z Jeffem, znowu praca i trening. Właściwie nigdy nie planował niczego po treningu ze względu na to, że jego trwanie zwykle przedłużało się do niespodziewanie późnych godzin. Uwielbiał boks, jasne, czuł się w tym jak ryba w wodzie, jednakże ciarki przegryzały jego skórę na plecach, kiedy wizualizował sobie jakimi wyzwiskami poczęstuje go trener, gdy tylko dowie się, że zeszłego wieczoru pił alkohol. Nolan nigdy nie wiedział skąd zdobywa takie informacje skoro nigdy nie wrzucał ich na instastories, ale był pewien, że cokolwiek zrobi, jakikolwiek ruch wykona - on będzie o tym wiedział.
Może to właśnie to pchnęło go do podjęcia decyzji o powrocie do domu, a może zwyczajnie nie miał nastroju na udawanie, że pije kolejnego drinka, aby znajomi przestali się go czepiać. Poza tym był zwyczajnie wyczerpany po napiętym dniu w biurze. Odkąd awansował wszystko stało się jeszcze trudniejsze do opanowania. Co prawda był naprawdę ogarniętym gościem i potrafił dopiąć każdy obowiązek na ostatni guzik jeszcze przed ostatecznym terminem, ale sam nakładał sobie presję unosząc poprzeczkę znacznie wyżej, niż faktycznie powinien był to zrobić. Dopił ostatni łyk i odstawił szklankę, a następnie poinformował swoich towarzyszy, że będzie się już zbierać. Z co poniektórymi pożegnał się osobiście, a reszcie rzucił krótkie życzenia miłej zabawy i dobrej nocy, po czym zarzucił na siebie płaszcz i wyszedł. Dość eleganckie, dopasowane spodnie w kratę oraz koszula z dwoma rozpiętymi guzikami od góry stanowiły zwyczajny, codzienny ubiór odkąd dołączył do drużyny korposzczurów. Dziwnie czuł się z tym, że faktycznie miał pracę, o której zawsze marzył - teraz musiał znaleźć nowy, większy cel do osiągnięcia.
Jako iż musiał opuścić wieczorny jogging, do domu postanowił wrócić pieszo. Nim jednak rozpoczął podróż postanowił zapalić. W tym celu wślizgnął dłonie w kieszenie płaszcza i wynurzył je dopiero po odnalezieniu szukanych przedmiotów. Jeden z papierosów wylądował między jego wargami, a stara, wysłużona zapalniczka Zippo podpaliła jego krawędź. Wtedy wreszcie ruszył przed siebie, co kilka kroków zaciągając się nikotynową śmiercią. Nie powinien był palić, tak jak i brać narkotyków - to gryzło się z zamiłowaniem do sportu, jednakże czasami ciężko było oprzeć się nałogom. Czasami też po prostu nie chciał tego robić, nawet nie próbował.
Powiew wiatru zaszeleścił liśćmi na drzewach sprawiając, że i do połowy wypalony papieros zgasł. Brunet zatrzymał się wygrzebując z kieszeni zapalniczkę i ponownie odpalając zgaszonego szluga. Odchylił głowę do tyłu i spojrzał w gwiazdy. Ostatnio dość rzadko miał czas na tak beztroskie obserwowanie nieba..
Wtem znikąd dobiegł go kobiecy głos. Zmarszczył brwi i wyrwany z letargu spojrzał w kierunku, z którego dobiegał. Ujrzał szczupłą blondynkę, która widocznie zakłopotana zadała mu pytanie. - Och tak, oczywiście. - pokiwał głową w ramach odpowiedzi i ponownie wyciągnął szarosrebrną Zippo z inicjałami. Podał ją kobiecie mając kilka chwil, aby dokładniej przyjrzeć się jej, gdy odpalała papierosa. - Ładny akcent - zauważył, uśmiechając się lekko, aby wiedziała, że mówił całkiem poważnie. Nie, żeby jakoś szczególnie mu na tym zależało, ale akurat tej nocy nie miał siły na bycie gburowatym pajacem, którym zwykle był.
Mów mi:burek
MULTI::)
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-02, 18:10


Wizja powrotu do domu majaczyła nieubłaganie przed oczami Liane. Na samą myśl o pojawieniu się między czterema pustymi ścianami jej pokoju przechodziły ją dreszcze. Może to tylko zimno. Przeszywające, doskwierające zimno, które atakowało nie tylko odsłonięte dłonie i rozedrganą twarz, ale wkradało się pod pazuchę skórzanej kurtki wbijając się głęboko w odsłoniętą duszę. Gryzło i kąsało jakby chcąc przypomnieć, że jedyne co może aktualnie czuć to wszechobecny chłód. Chłód ostatnich słów, ostatnich krzyków. Słów wydartych, wyszarpanych z gardła, noszonych w sobie stanowczo zbyt długo, eskalujących, podłych. Chłód samotności, która zaczęła doskwierać bardziej niż by się tego kiedykolwiek spodziewała. Nie sądziła, że odnajdzie się kiedyś opuszczona pomiędzy ścianami, które niegdyś przynosiły ukojenie, uwalniały od smutków i ciężaru całego dnia, nie sądziła, że będzie siedzieć pusto i tępo wbijając wzrok z plamy na ścianie. Te od kawy rozlanej przypadkowo, kiedy jedna zaatakowała drugą niespodziewanym przytuleniem od tyłu. Liane, patrz co zrobiłaś... Co zrobiła? Co takiego zrobiła, że zasłużyła sobie na to cholerne osamotnienie?
Ręce zadrżały, z zimna lub ze stresu trzymającego w garści jej serce, kiedy przyłożyła papierosa do nikłego płomienia. Wdech. Wydech. Uspokój się.
-Dziękuję, to francuski.- rzuciła w takim tempie, że słowa zaczęły zlewać się w jedność. -Pochodzę z takiej małej wiochy w górach we Francji, wiesz, kozy, lawenda te sprawy.- nawet nie wiedziała czemu o tym wspomniała. Może to po prostu chęć rozmowy, może dobijający stres i lęk przed powrotem spowodował, że czuła potrzebę podzielenia się historią swojego życia z kimś całkowicie obcym, kimś kto prawdopodobnie czekał tylko, aż zamilknie by pozwolić sobie wrócić do domu i wyspać się w niezmąconym spokoju.
Zaciągnęła się mocniej papierosem przytrzymując w płucach śmiertelny dym stanowczo dłużej niż powinna. Pali dużo dłużej niż powinna, praktycznie od kiedy pamięta. Nawet nie jest pewna kiedy to się zaczęło. Możliwe, że to był podsunięty pod nos papieros od kolegów ze szkoły z okolicznego miasteczka, nerwowo palony tuż przed egzaminem, a może ukradziony ze starej, podrdzewiałej papierośnicy ojca, który nie dawał sobie wytłumaczyć, że powinien ją już dawno wymienić. To pamiątka po dziadku, galopin. Nienawidziła tego określenia, choć nikt nie rozumiał dlaczego. Nigdy nie nazwałaby samej siebie urwisem, choć nie to tu było problemem. Irytowało ją lekceważące podejście ojca do niej, zupełnie jakby kochał ją tylko wtedy, kiedy umiała wyrobić się w czasie ze ścięciem większości lawendy, zapakowaniem i włożeniem na pakę samochodu wywożącego ją na skup. Tania siła robocza, która jest na każde ojcowskie zawołanie, na każde skinienie ręką.
- Zazwyczaj nie zagaduję do ludzi o takiej porze, wiesz, bezpieczeństwo, ale nie wytrzymałabym drogi do domu bez papierosa. Huh, brzmię jak nałogowiec.-Którym jesteś.-Jeny, przepraszam, że cię tak zagaduję, pewnie chcesz wrócić do domu lub gdziekolwiek zmierzasz.
Z każdą sekundą czuła nasilający się lęk przed pozostaniem samą. Przez tę chwilę, w której mogła porozmawiać z kimkolwiek innym niż z nieczułymi wspomnieniami mieszającymi się w jej zmęczonej głowie, czuła się lepiej niż przez ostatni tydzień. Potrzebowała ludzi, choćby na chwilę, na kilka momentów, które może poświęcić komuś innemu niż Jej. Dopiero teraz zaczęła zdawać sobie sprawę jak głupim było oddanie całej swojej codzienności jednej osobie, która tak szybko może zachwiać całą znaną jej do tej pory rzeczywistością. Żałosne jest to twoje życie.
Mów mi:-
MULTI:-
 


PR manager w Amazonie

a kawa i dragi gotują krew w żyłach


Cindy Crawford
27 lat
188 cm
mieszka w Belltown

2021-02-02, 20:05


Nikt tak naprawdę nie zasłużył na bycie samotnym. Crawford doskonale zdawał sobie z tego sprawę, a jednocześnie nie potrafił przeskoczyć tej granicy, aby skończyć z własną samotnością. Wpadł w wir pracy i treningów licząc, że dzięki temu problem zniknie. Niestety, jak łatwo można się domyślić, uzyskał efekt przeciwny do zamierzonego. Wracając po ośmiu (lub więcej) godzinach pracy w biurze, często nie miewał czasu na nic więcej poza szybkim prysznicem i już musiał gnać na trening. Po kilkugodzinnym wypacaniu myśli i emocji wracał do zbyt wielkiego mieszkania, aby spędzić w nim czas - sam ze sobą. Czasami jedynie jego alter ego postanawiało do niego dołączyć, ale zwykł nie cieszyć się z tego powodu.
Dzięki krótkiej, ale konkretnej obserwacji zdołał zauważyć, iż dłonie dziewczyny trzęsą się przy każdym najmniejszym ruchu. Pozwolił dopowiedzieć sobie, że to panujący na dworze chłód był odpowiedzialny za ten stan. - Zimno Ci? Cała drżysz - zagaił wykazując się nadmierną troską, rzadko spotykaną w jego przypadku. Sięgnął do kieszeni płaszcza, aby z ich wnętrza wyciągnąć parę czarnych rękawiczek. Nigdy ich nie używał, ale zawsze miał przy sobie i właśnie pierwszy raz być może okazały się być przydatne. - Masz, załóż - polecił, wyciągając dłoń w stronę nieznajomej. - Więc Francja, tak?. - westchnął. - Nigdy nie byłem we Francji - zagaił, wdając się z kobietą w luźną pogawędkę. - Od dawna jesteś w Seattle? - zaciekawił się , gdyż zważając na akcent dziewczyny był pewien, że nie mieszka w tych stronach od dawna. Właściwie nie powinien być tak ciekawski, ale blondynka wytworzyła wokół siebie taką aurę, która pozwalała mu poczuć się dość swobodnie, aby zapytać o kilka rzeczy. Samym wspomnieniem o kozach najprawdopodobniej przełamała pierwsze, grubsze lody.
- W porządku. - skinął głową. - Właściwie jesteś pierwszą osobą, która kiedykolwiek zaczepiła mnie w środku nocy - oznajmił, a kącik jego ust nieznacznie uniósł się ku górze, gdy ponownie wdychał biały, przesiąknięty nikotyną dym. - Cóż, pierwszą trzeźwą osobą - sprostował na śmiesznie. Zupełnie jakby wyczuł spięcie dziewczyny i próbował, choć odrobinę, wpłynąć na jej nastrój. Nie, żeby obchodził go los drugiej osoby, jeszcze obcej, ale może.. może po prostu miał słabszy dzień i to dlatego. - Właściwie chętnie kontynuuję tą rozmowę, jeśli tylko masz ochotę - odparł po chwili zastanowienia. - Będzie to prawdopodobnie najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłem w ciągu ostatnich kilku lat. - i choć rozbawienie wpełzło na jego twarz to jego słowa były przykrą prawdą. Nie znajdował już zbyt wiele czasu na spontaniczne bzdury, które nie mają większego wpływu na życie poza dostarczeniem większej dawki dopaminy. - Więc.. Gdzie podążasz, yhm - urwał zdając sobie sprawę z tego, że właściwie nieznajoma wciąż pozostawała nieznajomą, a jej imię było tajemnicą, którą właśnie w tej chwili chciał odkryć.
Mów mi:burek
MULTI::)
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-03, 15:59


Zapalona część papierosa nieubłaganie mknęła w kierunku filtra włożonego między rumiane, spierzchnięte wargi. Ręka intuicyjnie zaczęła poszukiwać w kieszeni schowanej, sfatygowanej paczki najtańszych fajek. Dopiero, gdy dotknęła gładkiego opakowania zdała sobie sprawę z tego co próbowała zrobić. Nie, nie zapalisz drugiego. Z resztą ostatniego już. Palce powędrowały o wnętrza paczki by w ostatnim momencie zawrócić. Nie lubiła dużo palić, starała się ograniczać najmocniej jak mogła, ale w momentach, w których traciła poczuci realności, kiedy emocje zlewały się ze sobą, a myśli gnały tak szybko, że nie była w stanie do końca ocenić o czym myśli, wtedy właśnie papierosy były intuicyjnym ratunkiem, wyrobionym przez lata nawykiem. Spodziewała się umrzeć młodo na nowotwór płuc , prawdopodobnie w tym szarym, nudnym, przeludnionym mieście, w jakiejś starej, niewyremontowanej sali szpitalnej, na łóżku, na którym swoje żywota dokonała niezliczona ilość przebrzydłych palaczy. Ostatnie co zobaczą jej oczy to pożółkły sufit, którego nikomu nie chciało się odmalować.
Dopiero słowa nieznajomego uzmysłowiły jej, że od jakiegoś casu drżą jej dłonie bynajmniej nie z zimna. Nie potrafiła ukrywać emocji, zawsze dla wszystkich była otwartą księgą, jej wzrok zawsze zdradzał najgłębsze sekrety.
-Nie, nie jest mi zimno, ja po prostu...-co ty? No właśnie, co się z tobą dzieje? Nie umiała dokończyć zdania w taki sposób by nie zabrzmieć jak paranoiczka. Nie umiała wytłumaczyć skąd nagle pojawiają się w jej głowie wszystkie te oniryczne wspomnienia owite aurą tęsknoty za czasami, kiedy wszystko wydawało się dużo prostsze. Nie wiedziała czemu akurat dziś pojawił się ten paraliżujący lęk przed powrotem między opuszczone cztery ściany stanowczo zbyt dużego mieszkania.-Dziękuję, nie trzeba było.- odpowiedziała mimo wszystko przyjmując rękawiczki. Przytrzymała papieros miedzy wargami w czasie, w którym założyła na dłonie materiałowe rękawiczki, których ciepło faktycznie przyniosło jej minimalne uspokojenie.
-Niecałe trzy lata, to trochę żałosna historia tej mojej przeprowadzki tutaj. A przynajmniej ja czuję się z nią żałośnie.- wzruszyła ramionami przypominając sobie jak wielkie nadzieje miała, kiedy postanowiła zarobić wszelkimi siłami na bilet lotniczy do Seattle przylatując z zaledwie jednym plecakiem, pozostawiając za sobą całe znane do tej pory życie. Gdyby nie Ona Liane prawdopodobnie nigdy nie przeprowadziłaby się nawet do jakiegoś większego miasta we Francji. Nigdy nie lubiła wielkomiejskości, aury pośpiechu, pracy, zdenerwowania, stresu, który nasycał miejskie powietrze. Lubiła swoje nieidealne, wiejskie życie. Przynosiło jej spokój, którego nie spodziewała się zaznać nigdy w mieście.
-Wracam z pracy, więc możesz mi ufać, że nie wypiłam ani grama alkoholu. Chociaż i tak nie miałby kto na mnie nakablować, w końcu trupy nie są zbyt rozgadane.-rzuciła wskazując na znajdujący się za nimi cmentarz. Czasami żałowała, że nie pracuje z kimś bardziej ożywionym, z kimś przy kim czas mijałby szybciej, a kopanie wydawałoby się choć odrobinę lżejsze.
-Szczerze mówiąc, mam ochotę. Nie zdarzają mi się często takie pogawędki, a to nie jest noc na samotność.- papieros ostatecznie dogasł. Liane rozejrzała się za pobliskim śmietnikiem i dopiero tam wyrzuciła filtr. Nie znosiła rzucania kiepami gdzie popadnie. W domu zawsze miała mały słoiczek z wodą, który służył jej za popiołkę. Wystarczyło, że raz naczytała się o wydzielaniu się szkodliwych substancji do gleby by już nigdy więcej nie rzuciła papierosa na ziemię. Natura to jedna z nielicznych rzeczy, które bardzo ceniła.-Do domu, chociaż jest to ostatnie miejsce, w którym chciałabym się znaleźć. Obstawiam, że ty też idziesz do domu, prawda?- dopiero, gdy to powiedziała uświadomiła sobie, że nawet nie zna imienia nieznajomego.-Swoją drogą jestem Liane.
Mów mi:-
MULTI:-
 


PR manager w Amazonie

a kawa i dragi gotują krew w żyłach


Cindy Crawford
27 lat
188 cm
mieszka w Belltown

2021-02-04, 14:18


Poszarzały dym rozpłynął się w powietrzu zaraz po tym, jak wypełzł spomiędzy warg Crawforda. Nie palił często, ale robił to zdecydowanie częściej aniżeli palił. Zaś jeszcze większym nałogiem stały się narkotyki i największym - boks. On wydawał się być, wbrew pozorom, najbardziej toksycznym z całej wymienionej gromady. Choć przecież sport to zdrowie to dziwnym trafem wyniszczał mózg chłopaka. Zupełnie jakby w zamian za ciągłe polepszanie kondycji fizycznej, jego umysł stawał się bardziej ograniczony i poczynał skupiać się na jednym, konkretnym celu - wygranej.
Zmarszczył brwi, gdy drobna Francuzka przerwała wciskanie mu kitu, bo tak, choćby mógł wyczytać z niej wszystko to znał ją prawdopodobnie zbyt krótko, a właściwie wcale, aby móc o tym wiedzieć. Poza tym zdążył wypić trochę alkoholu i tym samym uśpić część swoich zmysłów. Dlatego też nie robił tego zbyt często - nie lubił tracić kontroli nad sytuacją. - Ty po prostu? - ponaglił ją mimo, że wcale nie chciał wyjść na dociekliwego czy nawet wścibskiego typa. Najzwyczajniej w świecie widział, że coś zaczynała kręcić, więc dał jej okazję do wyrzucenia z siebie tego, co ją męczyło. Jeśli postanowiłaby nie dzielić się ów nowiną z zupełnie obcym kolesiem.. w porządku. Nie zamierzał ciągnąć jej za język. Ucieszył się jednak, kiedy przyjęła jego dobry gest i założyła rękawiczki na skostniałe dłonie. Ta noc była wyjątkowo chłodna i nawet on, zwykle czując się rozgrzany niczym wilkołak Jacob ze Zmierzchu, odczuwał chłód. - Tobie mogą przydać się bardziej niż mnie - oznajmił, a kąciki jego ust nieznacznie uniosły się ku górze.
- Może jesteś dla siebie zbyt surowa, co? - było pierwszym, co przyszło mu do głowy. Być może dlatego, że i on zmagał się z podobnym problemem. Czasami nie zdawał sobie sprawy z tego jak wiele od siebie wymagał i jak ogromną presję nakładał na własne barki co zwykle nie kończyło się inaczej niż stresem, stanami depresyjnymi bądź lękami różnego typu. Właśnie w takim momentach najbardziej nie lubił być sam nawet, jeśli nigdy się do tego nie przyznał. Nawet przed sobą.
- Zaskoczyłaś mnie. - nie ukrywał zdumienia. - Niewiele osób ma w sobie dość odwagi, aby podjąć się tak ciężkiej pracy. To całkiem niesamowite - przyznał, kiwając głową na znak potwierdzenia swoich słów. Raz jeszcze zaciągnął nikotynę do płuc, po czym wypuścił kiepa z ręki i przydeptał go podeszwą. Można było spokojnie podciągnąć to pod zaśmiecanie i pogardę dla dbania o środowisko, ale schylił się, aby zebrać wypalone truchło papierosa i wyrzucić je do pobliskiego kosza. - Więc bądźmy tej nocy samotni razem, droga nieznajoma - zaproponował poetycko i wyniośle. Nie zwykł przyznawać się do posiadania jakiegoś szerszego zasobu słów, a już na pewno nie chwalił się swoją inteligencją, jednak przy ów Francuzce nie czuł wstydu. Mógł być prawdziwym sobą, a nie tym głupim sportowcem, którego grał na co dzień. Prawdopodobnie i tak nie spotka jej nigdy więcej, a jaki miała by mieć cel w tym, aby wygadać jego drobny sekret? - Liane - powtórzył starając się poprawnie wymówić imię kobiety. - Nolan - przedstawił się. - Skoro więc nie jesteśmy już dłużej nieznajomymi może zgodzisz się, abym dotrzymał Ci towarzystwa w drodze do domu? Jeśli to zbyt blisko, możemy obrać okrężną drogę. - uśmiechnął się sympatycznie, bez krzty złośliwości czy arogancji, którymi na co dzień promieniała jego twarz.
Mów mi:burek
MULTI::)
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-04, 14:43


Unoszący się nad nimi szarawy dym przynosił powolne ukojenie, choć mózg co rusz wypominał sobie tego jednego papierosa. Obwiniała się o palenie zbyt często biorąc pod uwagę ile paliła. Udawało jej się przeżyć życie bez sięgania po alkohol mimo codziennie stawianego na kuchennym stole kieliszka wytrawnego, czerwonego wina. Nawet nie miała okazji spróbować narkotyków. papierosy jednak były jej największym przyzwyczajeniem, spokojem, odetchnieniem od codzienności. Pozwalała sobie z każdym zaciągnięciem odpływać w inne rejony świadomości odpuszczając to co całymi dniami ją męczyło. Pozwalała sobie skupić się jedynie na delikatnym drapaniu gardła i na smaku, którego koniec końców nawet nie lubiła. Zdaje się, że żaden palacz tak naprawdę nie lubił smaku tytoniu, to jedynie mózg uporczywie dopominał się o kolejną dawkę nikotyny.
-Jestem zestresowana. Tak chyba najłatwiej to określić. Zawsze tak mam, że w stresie trzęsę się aż do przesady. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia z czego to wynika.- nie spodziewała się dzielić się z nieznajomym swoimi skołatanymi emocjami, ale gdzieś w głębi czuła, że tego potrzebuje, a nie spodziewała się też, że w przyszłości przyjdzie jej oglądać tę twarz częściej. Brała go ostatecznie jedynie za przypadkowego przechodnia, a nie kogoś kto przez tę jedną fajkę, przez zepsutą zapalniczkę pozostanie w jej życiu na odrobinę dłużej.
-Czy wszyscy nie jesteśmy dla siebie trochę zbyt surowi? Jestem pewna, że ty też traktujesz się zbyt surowo.- odparła całkowicie szczerze. Nie raz narzucała sobie zbyt duże wymagania starając się sprostać oczekiwaniom ludzi, którzy ostatecznie nie dbali o nic więcej niż własny interes. Poświęcała całe dnie pracy dla ojca uporczywie marząc o odrobinie aprobaty, uznania, o zwykłym, ludzkim poklepaniu po ramieniu. Jednak jedyne na co mogła liczyć to kolejne spojrzenie rzucone spode łba. Czemu tak długo?
-Nie jest tak ciężko jak się wydaję. Co prawda musiałam szefa przekonywać kilkukrotnie, że dam sobie radę by mnie zatrudnił. Całe życie pracowałam na wsi, więc dla mnie to trochę jak powroty do starego życia zostawionego we Francji. Miałam, że tak powiem, wymagającego szefa w domu.- nieraz spotykała się ze zdziwieniem ,że jako tak drobna dziewczyna podejmuje się wymagającej pracy fizycznej, ale jej wysiłek pomagał. Uspokajał myśli, pozwalał oderwać się od codzienności. Choć czasami brakowało rozmówcy pomiędzy starymi i nowymi mogiłami, nie mogła powiedzieć, że nie lubiła tej pracy.
Propozycja odprowadzenia pojawiła się nagle i niespodziewanie, i choć rozsądek podpowiadał by nie wracać do mieszkania z kimś kogo nie zna się dłużej niż choćby dzień , nie potrafiła odmówić.
-Chętnie. Uprzedzam, że to nie będzie krótka droga.- powiedziała ruszając się z miejsca wybierając kierunek ku mieszkaniu. Włożyła ręce głęboko w kieszenie by dodatkowo je ogrzać. -Skąd wracasz tak późną porą?- dopytała odciągając na chwilę temat od swojej osoby. Nawet nie przez niechęć do opowieści o swoim, bądź co bądź, żałosnym dniu i humorze, ale przez zwykłą ciekawość drugiej osoby. A Nolan wydawał jej się nad wyraz interesujący.
Mów mi:-
MULTI:-
 


PR manager w Amazonie

a kawa i dragi gotują krew w żyłach


Cindy Crawford
27 lat
188 cm
mieszka w Belltown

2021-02-04, 15:21


Ciężko byłoby cofnąć się w czasie i dopatrzeć momentu, w którym Nolan rozpoczął swoją przygodę z nikotynowym nałogiem. Wprawdzie, jak wspominałam, nie robił tego często, a właściwie najrzadziej jeśli patrzeć na ogół sięgania przez niego po używki. Palił dla zabicia czasu, zajęcia rąk i prowizorycznego oczyszczenia umysłu z myśli, które nie dawały mu spokoju. Wyobrażał sobie, że wciągany dym podtruwa złe chochliki w jego organizmie, a gdy go wydycha, ten zabiera część ze sobą. Można by zrzucić winę na artykuł o medytacji, przez który tak bardzo zajawił się na ten typ ćwiczeń umysłowych. Niestety wciąż porządnie się za to nie zabrał, ciągle znajdując coś innego, co było ważniejsze i zabierało mu wolny, hipotetycznie poświęcony na medytację, czas.
- Za pomocą badań EEG mózgu stwierdzono, że składniki lawendy przyczyniają się do uspokojenia i odprężenia zestresowanego organizmu oraz poprawienia naszego nastroju - oznajmił bez większego celu. Lubił zgłębiać niepotrzebną nikomu wiedzę, by, kiedy przyjdzie na to odpowiednia pora, podzielić się ciekawostkami na różne tematy. Poza tym całkiem zabawnym wydawało mu się nawiązać do lawendy, o której Liane sama wspomniała kilka minut wcześniej. - Nie, żebym kiedykolwiek to testował, ale może Ty wiesz na ten temat coś więcej. - przerzucił piłeczkę na jej stronę. Skoro pracowała przy zbieraniu ów kwiatów to na pewno zauważyłaby jakieś zmiany w swoim zachowaniu, gdyby informacja, którą przedstawił faktycznie była prawdziwa. Niestety w tych czasach wystarczyło napisać, że naukowcy stwierdzili i wszyscy wszystko łykali jak młode pelikany.
- Może być w tym trochę racji - przyznał bezpiecznie. Nie chciał zagłębiać się w to na chwilę obecną - nie był to czas ani miejsce. Choć może bardziej obawiał się tego, że dziewczyna rzeczywiście miała rację. Nie chciał dojść do tego wniosku teraz, kiedy i na niego czekało kompletnie puste mieszkanie. Samotność ponownie okazałaby się zbyt przytłaczająca, a nie miał na to rady. Każdy jeden pomysł na jaki mógłby wpaść angażowałby kogoś drugiego, a żeby posunąć się do wykonania takiego kroku najpierw musiałby przyznać, że nie radzi sobie najlepiej.
- Rozumiem. - skinął głową. - A czy jest coś, co lubisz robić w wolnym czasie? Po pogawędkach ze zmarłymi? - już na starcie wydawała mu się intrygującą osobą. No i odważną. Bo która kobieta miałaby w sobie dość odwagi (nieistotne czy poparta była desperacją), aby podejść do obcego gościa, w środku nocy, a następnie pozwolić mu odprowadzić się do domu?
- Prowadzę dość aktywny tryb życia, więc uznam to za rozgrzewkę - zażartował, wciskając dłonie w kieszenie płaszcza i ruszając w narzucony przez Liane kierunku. - W sposób iście angielski ewakuowałem się z integracyjnego wyjścia pracowniczego. Bardzo mili ludzie, ale zakrapiane szlajanie się po pubach nie leży w mojej naturze - przyznał, bo choć skusił się na jednego drinka do towarzystwa, który swoją drogą zwykle już nieźle by go upoił, to nie czuł tego całego klimatu picia. Zwykle go nie czuł, a dzisiaj to już w ogóle czuł się zmuszony.
Mów mi:burek
MULTI::)
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-04, 23:09


Wspomnienie o lawendzie wywołało w głowie Liane natłok wspomnień z dni poświęcanych pracy w polu. Na nowo czuła pokaleczone od gałązek palce, kiedy po raz kolejny odmówiła założenia rękawic by znaleźć się choć trochę bliżej natury zamiast odcinać się od niej warstwą zbędnego materiału. Potem tymi samymi palcami pełnymi pośpiesznie naklejanych plastrów kuła się igłą zaszywając kolejną dziurę w swetrze zostawionym do naprawy przez sąsiadkę. Lubiła wracać do tych momentów, choć kojarzyły się z ciągłym przepracowaniem, wstawaniem o świcie i wracaniem do pokoju późnymi wieczorami. Przez większość czasu brakowało jej życia prywatnego, może dlatego tak mało przy niej było i pozostało przyjaciół z lat licealnych. Nie przeszkadzało jej to, bo koniec końców nigdy nie była zbyt przebojową osobą. Odnajdywała się bardziej wśród natury, którą w pewien dziwny sposób wielbiła. Wierzyła w reinkarnację, czując, że każdy człowiek to energia, która w przyrodzie nigdy nie umiera, a jedynie zmienia swoją formę w inną, czuła, że pewnego dnia, gdy sama znajdzie się w jednej z trumien, które do tej pory zakopywała, przyjdzie jej odrodzić się jako kwiat, liść lub drzewo. Wszystko w końcu powracało do tego skąd przybyło- do ziemi.
-To by tłumaczyło czemu w domu rodzinnym zawsze byłam taka spokojna. A może to po prostu kwestia z grubsza bezproblemowego i monotonnego życia.- odpowiedziała zdając sobie sprawę, że faktycznie całe jej życie oscylowało w koło tych samych zadań. Nie doświadczyła imprez do rana, powrotów na wpół przytomnie, dobijającego kaca, wymykania się z domu, chodzenia do barów czy wieczornych schadzek ze znajomymi. Prawdę mówiąc wydawała się wręcz... nudna.
-Kiedy już pogrzebię swoje koszmary razem z trumnami lubię czytać, głównie stare, od dawna zakurzone książki, sporo piszę, przez pewien okres swojego życia praktycznie ciągle pisałam listy na maszynie do pisania, z jakiegoś dziwnego sentymentu do staroci. Chodzę też do lasu medytować, jakoś lepiej odnajduję się pomiędzy naturą niż wieżowcami. Nigdy nie byłam fanką wielkomiejskości.- odpowiedziała zgodnie z prawdą, choć medytację ostatnimi czasy zaniedbała. Może dlatego teraz tak łatwo dawała się pochłonąć negatywnym emocjom, dlatego potrzebowała papierosów na uregulowanie oddechów bo zaciągnięte z praktyki techniki oddechowe przychodziły do głowy jako rozwiązanie dopiero za drugą z rzędu wypaloną fajką.-A ty? Czemu poświęcasz wolne wieczory?- spytała w pełni szczerze interesując się postacią Nolana. Nawet jeśli nie przez okoliczności ich spotkania to przez aurę jaką w koło siebie rozsiewał i przez jego otwartość na rozmowę z, bądź co bądź, nadal trochę obcą kobietą.
- W mojej też nie. Szczerze mówiąc, udało mi się przemknąć przez życie bez łyka alkoholu. Większość ludzi w to nie wierzy bo wiesz, Francja, wino, te sprawy, ale ja jakoś nigdy nie czułam potrzeby by iść w tym kierunku. Może też nie za bardzo miałam ku temu okoliczności. Może to też trochę zapobiegawczy nawyk by nie stoczyć się w przyszłości w rejony, w których widywałam kogoś mi niegdyś bliskiego.- w połowie zdania uświadomiła sobie, że wdaje się zbyt mocno w szczegóły swojego życia. Zazwyczaj na tym etapie zatrzymałaby się rzucając coś wymijającego, wracając w bezpieczne rejony rozmowy, ale przy Nolanie czuła się komfortowo, a w tle jej umysłu ciągle przebiegała myśl, że przecież nigdy więcej go nie spotka.
Mów mi:-
MULTI:-
 


PR manager w Amazonie

a kawa i dragi gotują krew w żyłach


Cindy Crawford
27 lat
188 cm
mieszka w Belltown

2021-02-05, 00:14


Odwiecznym sensem życia Crawforda była właśnie ta przebojowość, od której Liane zwykła stronić. Nie wiedział jakby to było, gdyby zamiast na relacjach międzyludzkich faktycznie skupił się na byciu dobrym pływakiem w szkolnej drużynie czy kapitanem na boisku. Zamiast tego zdecydowanie wolał oddać się zajęciom poza szkolnym, poczynając od boksu. Ten w jego życiu pojawił się chwilę po dwunastych urodzinach i nie odpuścił go aż po dzień dzisiejszy, ale znacznie zmienił swoje znaczenie w życiu Nolana. Kiedyś było to zabawą, później pasją, a teraz stało się życiem. Nie mógł jeść i nie mógł spać, kiedy przypadał dzień, w którym miałby odpuścić trening. Ogromny wpływ na jego podejście miał trener, ale z tego jeszcze nie do końca zdawał sobie sprawę.
- Może wszystko razem miało na Ciebie taki wpływ? - podzielił się z nią swoimi spostrzeżeniami, bo przecież było to dość prawdopodobne, że kilka złączonych ze sobą czynników okazywało się mieszanką idealną i gdyby tylko istniała taka sposobność, warto byłoby ją ususzyć i zaparzyć jak herbatę ziołową, którą pijemy przed snem, aby wyciszyć męczące nas emocje.
- Muszę przyznać, że zaintrygowałaś mnie tą medytacją. Czy jest szansa na wzięcie u Ciebie jakichś lekcji? Nie ukrywam, że od długiego czasu próbowałem się za to zabrać, ale ciężko znaleźć w Seattle kogoś, kto rzeczywiście znałby się na rzeczy, a nie próbował wyssać z naiwniaków hajs za pokazanie im jak się siedzi po turecku z zamkniętymi oczami - westchnął, dziwiąc się na swoją wylewność. Zwykle odpowiadał dość zdawkowo, a jeśli jego wypowiedzi były dłuższe to raczej wynikały z negatywnych emocji, np. podczas kłótni. Ledwie poznał Liane, a ta już miała na niego pozytywny wpływ. Czyż nie jest to niesamowite? - Właściwie od wielu lat nie miewam wolnych wieczorów - przyznał, odwracając wzrok. Zupełnie jakby dzielił się z dziewczyną czymś ogromnie wstydliwym. - Dryfuję pomiędzy pracą biurową, a treningami boksu. Jestem profesjonalnym zawodnikiem - wyjaśnił wiedząc, że nawet jeśli przyzna się do bycia prawie-celebrytą to istnieje raczej duża szansa, iż Francuzka nigdy o nim nie słyszała, bo zwyczajnie nie wygląda na kogoś, kto jest zainteresowany tego typu sportami. Nie, żeby oceniał książkę po okładce, ale.. właściwie odrobinę to robił. - Gdybym miał choć chwilę to chętnie spędziłbym ją na czytaniu wierszy pewnej Liane. Na pewno są świetne. - posłał lekki uśmiech w kierunku młodej dziewczyny nie licząc na to, że go odwzajemni. Chciał jedynie zapewnić ją, że wszystko jest dobrze. Tak, jakby czuł, że ona po prostu tego potrzebuje nawet, jeśli nic takiego nie powiedziała.
- Czy to ta osoba przywiodła Cię do Seattle? - zapytał i ledwie pół pytania opuściło jego usta, a już żałował swojej wścibskości. Czuł jednak, że Liane jest osobą, która nie odpowie, jeśli nie będzie miała na to ochoty. Poza tym - do niczego nie zamierzał jej zmuszać. Jego głównym celem było umilenie jej wieczoru zanim wróci do domu, czego, co zauważył, wcale nie chciała doświadczyć.
Mów mi:burek
MULTI::)
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-05, 18:33


Mimo braku przebojowości i życia pełnego znajomych Liane ceniła sobie obecność ludzi w jej życiu. Zazwyczaj była tą irytującą osobą, która w sklepie zamiast szybko wyrzucić z siebie listę potrzebnych rzeczy, rozgadywała się ze sprzedawczynią na koniec życząc jej na odchodne miłego dnia. Zwykła przysłuchiwać się rozmowom w małych kawiarniach i bez lęku czasem wrzucając co ma do powiedzenia między zdania czyjeś ożywionej dyskusji, nie rzadko poznając przy tym ludzi, którzy na dłużej gościli w jej życiu. Ostatnio jednak ta wesołość i otwartość powoli opadała, a jej echo odbijało się w momencie podejścia do Nolana.
-Może. Monotonia nadal momentami mi doskwiera, ale brak w tym tego opanowania, które czułam niegdyś.- powiedziała aż nazbyt szczerze wspominając spokój, który czuła będąc w domu. Jedynie co rusz rzucane nieprzychylne uwagi ojca zdawały się ją poruszać, jednak, gdy tylko znajdowała się w swoim pokoju wracała myślami do listów schowanych w górnej szufladzie starej, wysłużonej szafy i na nowo ogarniał ją spokój tak stoicki, że wszelkie niedogodności ulatywały w niebyt.
-Jasne! Nie jestem jakąś specką, większości uczyłam się metodą prób i błędów, ale trochę to już trwa, od kiedy postanowiłam spróbować każdego dnia znaleźć choćby chwilę na medytację. - doskonale pamiętała moment, w którym odkryła ten sposób radzenia sobie z emocjami i poznawania samej siebie. Siedziała na łące razem ze znajomymi ze szkoły, jeden z nich samozwańczo nazwał się buddystą i postanowił ze wszystkimi podzielić się tym czego się uczył. Z początku wydawało jej się to głupie, momentami niekomfortowe, ale im dłużej przesiadywała samotnie na łące ze skrzyżowanymi nogami tym mocniej zaczynała czuć zwiększającą się świadomość przepływu własnych myśli i emocji.- Nie musisz się martwić, ja nie wymagam opłaty, a przynajmniej nie pieniężnej.- dopiero po chwili dotarł do niej wydźwięk jej własnych słów. Czy ty naprawdę właśnie zasugerowałaś praktycznie obcemu facetowi zapłatę cielesną?- Mam na myśli, że wspólna rozmowa i spędzenie czasu to dostateczna zapłata za naukę- sprostowała szybko, choć była pewna, że Nolan nijak nie uwierzy w jej zdecydowanie zbyt pośpieszne i nerwowe wytłumaczenie.
Zerknęła na towarzysza obrzucając go nie lada zawstydzonym spojrzeniem, próbując jednak usilnie zgrywać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wsłuchała się w jego słowa ciesząc się z potencjalnej zmiany tematu.
-Podziwiam łączenie regularnych treningów z pracą. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie brania na siebie dodatkowych, tak dużych zobowiązań po pracy. Zbyt często jedyne na co mam ochotę to zalegnięcie w łóżku i próba odespania kolejnej nieprzespanej nocki.- i stanowczo zbyt często właśnie do tego ograniczały się jej wieczory i poranki. Zbyt często pozwalała sobie na bezczynne bycie, jakby wierząc, że jest w stanie przeleżeć tak całe życie, które nieustannie traciła z punktu widzenia. Uciekało daleko zostawiając ją samą w tym za dużym mieszkaniu.
Uśmiechnęła się szczerze na komentarz na temat jej twórczości. Choć nigdy nie nazwałaby jej świetną to nie miała problemu z dzieleniem się nią. Uważała, że słowa to najpiękniejsze nośniki treści, a ich odpowiednie ujęcie może skradać serca. Poniekąd już jedno w taki sposób skradła.
-Bingo. Moja historia przylotu do Stanów jest usłana raczej żałością niż różami. Przeprowadziłam się tu za miłością, która jak możesz się domyślać, zniknęła z mojego życia szybciej niż się w nim pojawiła.- zadziwiał ją poziom szczerości, do którego dochodziła w towarzystwie Nolana, ale ten jeden raz miała poczucie, że nie musi się z niczym kryć, czuła się w jego otoczeniu stanowczo bardziej komfortowo niż by się tego spodziewała. I to właśnie to poczucie komfortu sprawiało, że odsłaniała się przed nim bardziej niż być może powinna.
Mów mi:-
MULTI:-
 


PR manager w Amazonie

a kawa i dragi gotują krew w żyłach


Cindy Crawford
27 lat
188 cm
mieszka w Belltown

2021-02-05, 23:27


W przeciwieństwie do Liane, Nolan nigdy nie podchodził do ludzi i nie zagadywał ich tak po prostu. Nie było to kwestią braku śmiałości, co to to nie, raczej na ogół starał się trzymać z dala od potencjalnych relacji, które mogłyby w przyszłości zawirować mu w głowie, sercu, a następnie calutkim życiu. Było to jedną z zasad trenera i choć Nate był dla Nolana tylko i wyłącznie obcym gościem, który dobrze uczy przeróżnych taktyk i faktycznego boksowania, to nie miał pojęcia co czaiło się w jego głowie. No i życiu prywatnym. Przez tyle lat koleś wciąż pozostawał dla niego jedną, wielką tajemnicą, ale zdaje się dobrze mącił we łbie skoro Crawford nawet nie pomyślał o tym, aby o cokolwiek zapytać lub, omatkojedyna, podważyć działanie jego coachingowania.
- Opanowanie, racja - fragment sztucznego parsknięcia opuścił jego wargi. - Zdecydowanie jeden z moich słabszych punktów - przyznał z trudem i lekkim wstydem - przed Liane też, ale chyba jednak bardziej przed sobą samym. Wiedział, że jego problemem jest utrzymanie kontroli nad emocjami, ale narkotyki, którymi wyniszczał swój organizm nijak nie miały na niego pozytywnego wpływu. Nie, żeby był tym zaskoczony, ale trochę nie bardzo wiedział jak się za to wszystko zabrać. Jak na oczytanego, inteligentnego gościa to naprawdę wielu prostych rzeczy nie wiedział i nie potrafił zrobić.
Spojrzał na nią krzywo. - Jak dla mnie brzmisz całkiem legitnie - ocenił. - Całkiem jak specka od medytacji. - na potwierdzenie własnych słów pokiwał energicznie głową. Trochę niezdrowo podekscytował się wizją rozpoczęcia medytacji. Czuł, że właśnie to mogło pomóc mu w zapanowaniu nad swoim życiem i tym, co działo się w jego wnętrzu, a co pozostawało niewidoczne dla otoczenia. Zaśmiał się lekko z dwuznaczności, którą wykrył w wypowiedzi dziewczyny. - Spokojnie, nie jestem jakimś napaleńcem czyhającym na oferty takie jak ta - zapewnił ją, starając się uspokoić jej widoczne nerwy. Nic dziwnego, że się przejęła skoro był dla niej obcym kolesiem, a to, co powiedziała było kompletnym nieporozumieniem. - Choć nie ukrywam, że akurat tą mógłbym rozważyć - rzucił żartobliwie, posyłając Liane rozbawione spojrzenie. Miał nadzieję, że dzięki temu przełamią kolejną warstwę lodu w nowej znajomości, bo choć spędził w towarzystwie lawendowej księżniczki zaledwie kilkanaście minut to już poczuł, że chciałby zobaczyć ją raz jeszcze.
- Wiesz Liane, trenuję od dwunastego roku życia i naprawdę nie wyobrażam sobie przestać czy zrobić przerwy. Brzmi to trochę jakbym był fanatykiem lub boksoholikiem, ale spokojnie - jeszcze nad tym panuję - bullshit. Całym absurdem sytuacji było to, że chwilę wcześniej sam przyznał, iż faktycznie ma niemałe problemy z opanowaniem, a to niejako wiąże się z kontrolą.
I wtedy dojrzał uśmiech na twarzy blondynki, a jego własny automatycznie się powiększył. Był to nowy widok i cieszył się, że dane mu było uczestniczyć w zdobyciu tego szczytu. - Wiem, że to najbardziej gówniane pocieszenie, ale wszystko się ułoży - oznajmił, niepewnie sięgając ręką do ramienia dziewczyny, aby pogładzić je i, być może, dodać jej w ten sposób otuchy. - Skoro zniknęła to jej strata. Teraz kto inny będzie czytać Twoje wiersze - dodał, już bardziej coś w swoim stylu. Nie był najlepszym pocieszycielem, bo nigdy nie miał tak bliskich relacji z ludźmi, aby dzielić się troskami i wzajemnie okazywać sobie wsparcie. Nolan wszystko trzymał w sobie i nikomu nie zdradzał tego, co czaiło się w największych zakamarkach jego umysłu, czy serca. Wolał wybrać, bądź co bądź, trudniejszą drogę i okłamywać siebie oraz wszystkich wokół, że właściwie to on nie ma uczuć i wszystko ma gdzieś. - A Ty masz więcej miejsca dla siebie i kogoś, kto faktycznie na Ciebie zasługuje. - Z każdym słowem zaskakiwał siebie jeszcze bardziej, bo ta cała naturalna szczerość, którą dzielił się z Liane wychodziła z niego tak, jak nigdy dotąd. Nie wiedział czy ma się cieszyć czy raczej martwić tym, jaki miała na niego wpływ.
Mów mi:burek
MULTI::)
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-07, 18:00


Liane potrzebowała relacji z ludźmi, choćby tych krótkich i ulotnych, tych tylko na rzecz jednego spaceru, na rzecz odpalonej od niechcenia fajki, na rzecz szybkiej wymiany zdań między jednymi a drugimi zakupami. Dzięki ludziom choć odrobinę udawało jej się zabijać doskwierającą Samotność. Nie tę wynikającą z braku znajomych, a tę dogłębną i do kości bolesną, tę z całej siły łapiącą za serce, jakby próbowała je wyrwać by następnie pożreć w kanibalistycznej uciesze. Samotność wynikającą z braku drugiej osoby, która patrzyłaby na świat choć w odrobinę podobny sposób, osoby, która osładzałaby kolejne dni, pomagała rankiem wstać ze zbyt ciepłego i dużego, jak na jedną osobę, łóżka, podtrzymywała rękę, gdy momenty stawały się zbyt bolesne, dzieliła uśmiechy, gdy chwile były nad wyraz przyjemne.
-Mój do pewnego momentu też. Chociaż może to nie kwestia opanowania jako tako. Po prostu mam tę arogancką przypadłość nieumiejętności gryzienia się w język, kiedy jest taka potrzeba. Ale, o dziwo, medytacja mi w tym trochę pomogła. Nawet jeśli nie w nabraniu wyczucia to w zdaniu sobie sprawy z problemu.- odpowiedziała szczerze wspominając wszystkie te momenty, kiedy uderzała we wrażliwe struny ludzi, na których jej zależało. Chwile, w których na odrobinę zbyt długo skupiała się jedynie na sobie, nie zdając sobie sprawy z tego jak ostre były jej słowa. Może dlatego usłyszała, że ktoś ma dość deszczu słów, które nigdy nie powinny paść.
- Osobiście się polecam, choć nic nie obiecuję. Wiesz, jeśli medytacja nie wypali to zawsze możemy po prostu wypić razem kawę.- rzuciła dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że już teraz proponowała (prawie)nieznajomemu kolejne spotkanie. Wyszło to z niej całkowicie intuicyjnie i szybko, bez namysłu, ani chwili zawahania. Czuła się przy Nolanie na tyle komfortowo, że wizja następnego spotkania wydawała się przyjemną wizją. - Może i jeszcze będzie szansa do rozważania takich ofert- odparła śmiało z krótkim, acz zuchwałym uśmiechem na rumianych ustach. Czuła, że w pewien sposób potrzebuje czegoś takiego, nawet jeśli nie czystej cielesności, o której rozmawiali to tych krótkich momentów zakrawających o flirt, chwil, które dawały minimalną nadzieję na pociągnięcie relacji z nieco inne rejony, nawet jeśli praktycznie się nie znali.
-No tak, nie dziwię się. Choć podejrzewam, że to nie jest zbyt proste zadanie. Ale to dobrze mieć w życiu taką fizyczną odskocznię od codzienności. Mam wrażenie, że mnie jej czasami brakuje- głównie dlatego, że fizycznością stała jej praca. Prawda była taka, że po całej nocy kopania, zakopywania, sprzątania i przygotowywania cmentarza była zbyt wypruta z energii by podejmować się kolejnych wyzwań dnia. Jedyne o czym marzyła w takich momentach to regenerująca drzemka lub chociaż ciekawa książka wygrzebana spomiędzy kupki zalegającej przy łóżku.
-Wiem, wiem. Ostatecznie zawsze się jakoś układa. Lepiej lub gorzej. Jeszcze nie wiem, która z opcji dotyczy mnie, ale myślę, że niedługo przyjdzie mi się o tym przekonać-wtedy, kiedy w końcu nabierzesz odwagi by patrzeć na innych ludzi tak jak patrzyłaś na Nią. Nie spodziewała się poczuć nagle dotyku na ramieniu, jednak w pewien bliżej nieokreślony sposób sprawiło to, że na jej ustach znów pojawił się uśmiech. Szczery. Wyciągnęła rękę schowaną w pożyczonych rękawiczkach by położyć ją na dłoni Nolana w geście podziękowania. -Najpierw muszę znaleźć obiekt, w koło, którego mogę tworzyć. Okazuję się, że to wcale nie jest takie łatwe, zwłaszcza, kiedy większość ludzi, których spotykasz właśnie kogoś opłakuje lub samemu leży w trumnie.- rzuciła niby półżartem półserio. -A jak jest z tobą? Masz przy sobie kogoś kto na ciebie zasługuję?- spytała, a gdzieś w jej podświadomości obiła się myśl, że wolałaby usłyszeć odpowiedź odmowną.
Mów mi:-
MULTI:-
 


PR manager w Amazonie

a kawa i dragi gotują krew w żyłach


Cindy Crawford
27 lat
188 cm
mieszka w Belltown

2021-02-09, 14:35


Pokiwał głową ze zrozumieniem, bo kto jak kto, ale Nolan doskonale rozumiał cały ten problem z brakiem umiejętności gryzienia się w język. Potrafił powiedzieć najmniej odpowiedzią rzecz w danym momencie i tym samym dopisywać kolejną osobę na listę tych do przeproszenia, czego z kolei nie potrafił robić. Samo słowo przepraszam jakoś tak stawało mu w gardle. Nie mówiąc o dreszczach czy palpitacji serca, które towarzyszyły temu wszystkiemu.
- Bardzo chętnie. - uśmiechnął się. Obydwoje czuli się w swoim towarzystwie zaskakująco swobodne. Jakby wcale nie poznali się kilkanaście minut wcześniej, a znali już od wielu lat i po prostu długo się nie widzieli. Ich rozmowa była lekka, trochę poważna, trochę zabawna i podczas niej wzajemnie wymieniali się faktami o swoim aktualnym życiu jak dwójka dobrych znajomych z dzieciństwa. - Oby.
- Wiesz.. Gdybyś tylko miała ochotę to w zamian za udzielenie lekcji medytacji, mógłbym zabrać Cię na swój trening - zaproponował luźno, zupełnie niezobowiązująco. Nie było przecież pewności, że kiedykolwiek jeszcze się zobaczą - mogła więc zgodzić się, ale nigdy nie wywiązać z u m o w y.
- Najważniejsze jest to, aby nie nastawiać się negatywnie tylko brać rzeczy takimi, jakimi są w rzeczywistości. Odpowiednie nastawienie to klucz do tego, jak potoczy się nasze życie - i właściwie nie skłamał, ale dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdał sobie sprawę z tego jak bardzo i jego to dotyczy. Gdyby nie wiara Nolana w to, że zwycięży to prawdopodobnie nigdy by nie wygrał. Nie przykładałby się do treningów i nie byłby dość zaangażowany oraz skupiony na celu, do którego tak uporczywie dążył. Podobnie było z pracą - gdyby nie nastawienie, że jest w stanie awansować to i tego pewnie by nie osiągnął. Uśmiechnął się lekko na uroczy gest Liane. - Rzeczywiście, coś w tym jest - parsknął, choć trochę czuł się przez to winny. Osobiście nigdy nie przechodził żałoby, ale był w stanie domyślić się co musiały czuć osoby, które kogoś straciły. - Właściwie nie - odparł bez namysłu. - Jakoś nie najlepiej odnajduję się w tych całych uczuciowych sprawach - wyznał, nerwowo uciekając wzrokiem gdzieś w bok. - Już jakiś czas temu rozstałem się ze swoją pierwszą dziewczyną, a od tamtej pory staram się skupić na boksie. No i pracy oczywiście - wyjaśnił, starając się nie zagłębiać w szczegóły. Nie, żeby jakoś strasznie zależało mu na dobrej opinii Liane, ale nie chciał wyjść na bezuczuciowego gnojka nawet, jeśli zwykle właśnie na tym mu zależało.
Mów mi:burek
MULTI::)
 


Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-10, 13:58


Dopiero, gdy przeprowadziła się do Seattle zdała sobie sprawę z prawie wszystkich stereotypów krążących w koło francuzów, a co bardziej znaczące zdała sobie sprawę z tego jak wiele z nich jest prawdziwych. Zrozumiała, że faktycznie potrafi być arogantką, która mówi to co przyniesie jej ślina na język, nie wspominając już o umiłowaniu do własnego języka i wrzucaniu francuskich wtrąceń nawet tam, gdzie doskonale znała angielskie odpowiedniki. Starała się pohamowywać, jednak nie zawsze jej to wychodziło. Zbyt często wychowanie wychodziło na pierwszy plan odkrywając prawdę o niej.
Zaskakująco przyjemną wizją okazała się możliwość kolejnego spotkania z Nolanem. Był osobą, która od samego początku wprawiała ją w dobre samopoczucie, uspokoił jej rozedrgane nerwy i odrobinę rozpromienił ten do reszty przykry wieczór. Być może to właśnie takie nieplanowane spotkania były jednymi z lepszych, być może to właśnie tak poznaje się ludzi, którzy mogą zostać w życiu na chociaż odrobinę dłużej.
-Jasne, bardzo chętnie- odparła bez wahania. Chciała lepiej poznać Nolana, a zważając na jego oddanie względem boksu to właśnie miejsce treningu mogło powiedzieć jej o nim najwięcej. Pokazać go takim jakim jest naprawdę. Już teraz była pewna, że ta umowa będzie jedną z tych, z których się wywiąże. Starała się nie rzucać słów na wiatr, więc teraz była pewna, że nie jest to ich ostatnie spotkanie.
-Prawdopodobnie masz rację. Ostatnio z trudem przychodzi mi pozytywne nastawianie się do tego co mnie otacza. Może właśnie dlatego wszystko często wydaje mi się takie...miałkie.- zdawała sobie sprawę, że Nolan ma rację. To właśnie jej ciągłe wstawanie z łóżka ze świadomością, że to będzie dzień stracony sprawiało, że faktycznie czerpała z niego dużo mniej niż by w rzeczywistości mogła. I może to właśnie pozytywne nastawienie do mijanego wcześniej nieznajomego sprawiło, że w tak szybki sposób okazał się odrobinę bardziej znajomy.
-No to jest nas dwoje. Odnalezienie się w takich sprawach jest jak szukanie mamy w galerii handlowej jako mały dzieciak.- odparła, choć bardziej zgadując jakie to musi być uczucie niż faktycznie mówiąc z własnego doświadczenia. Zdarzało jej się w dzieciństwie odwiedzać te większe miasta w okolicy, głównie kiedy trzeba było załatwić sprawy biznesowe, a Liane nie miała z kim zostać w domu, jednak pierwszy raz, gdy przekroczyła próg galerii handlowej był dopiero w jej dorosłości. Zdawało się, że udało jej się ominąć wszelkie codzienności miejskiego życia. -Nie brakuje ci czasem odskoczni od tego? Wiesz, nawet od największych pasji trzeba czasami odpocząć.- spytała dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że mogło zabrzmieć to odrobinę arogancko, jakby umniejszała ważności zajęć Nolana, choć zupełnie nie to miała na myśli. Z własnego doświadczenia wiedziała, że oderwanie się od codzienności, jakkolwiek ważnej i potrzebnej, pomagało następnego dnia stanąć na nogi.
-To tutaj.- powiedziała, gdy znaleźli się pod mieszkaniem Liane, o dziwo droga zdawała się krótsza niż w rzeczywistości była. -Co powiesz na to, że zostawię ci swój numer telefonu, żebyśmy mogli jeszcze umówić się na tę medytację?- spytała śmiało nie spodziewając się zbytnio odpowiedzi odmownej.
Mów mi:-
MULTI:-
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 68 punktów
Jimin jest z reguły osobą chłodną, ale to wszystko tylko dlatego, że nie chce zostać zraniona. Lubi imprezować, ale i spędzać czas ze swoim psem, którego przygarnęła. Pewnie oglądają razem powtórki Gry o Tron (ale nie sezony 8 i 9). Nie potrafi pływać, przez co panicznie boi się głębokości, a jej tajną umiejętnością jest… rapowanie!
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, kwiecień - 65 punktów
Ta żywiołowa dziewczyna słynie ze swojego przekonania, że nie ma złych ludzi, są tylko źle podjęte decyzje i nieodpowiednie miejsce. Strzeżcie się jej, panowie, ponieważ ma lepkie rączki. Życie nie rozpieszczało Willow, bowiem straciła rodziców i z siostrą trafiły do sierocińca. Dziś jednak jest wesoła, wierzy wciąż w prawdziwą miłość, chociaż nie zawsze wychodzą jej relacje damsko-męskie. To nic, bo nadrabia charyzmą i teatralnymi omdleniami.