WAŻNE: W procesie przenoszenia forum na nowy silnik utracone zostały hasła logowania. Napiszcie w tej sprawie na discordzie do audrey#3270 lub Rezz#2137, na konto Dreamy Seattle na Edenie lub zalogujcie się na konto UP (hasło:universal) i z niego wyślijcie wiadomość prywatną na forumowe konto Dreamy Seattle. Ustawimy nowe tymczasowe hasła, które zmienicie we własnym zakresie.

EVENT Świąteczny klimat niestety nieco nas ominął przez remont forum. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by jeszcze wziąć udział w evencie i zgarnąć świąteczną odznakę! Szykujcie się też na dwie najlepsze imprezy sylwestrowe w mieście!

KALENDARIUM Chcecie wiedzieć, co dzieje się w Seattle? Potrzebujecie dla swoich postaci tematu do rozmowy albo ciekawego wydarzenia, na którym moglibyście oprzeć rozgrywkę? To właśnie tutaj znajdziecie wszystkie newsy ze Szmaragdowego Miasta.

UPDATE Postacie chcące uzupełnić swoją KP o nowe treści w biografii mogą skorzystać teraz z kodu update w zamówieniach.

Awatar użytkownika
0
0

dreamy seattle

dreamy seattle

-

Post

Ostatnio zmieniony 2022-01-25, 21:38 przez Dreamy Seattle, łącznie zmieniany 1 raz.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

-Cholera.-syknął, gdy w odpowiedzi na jego wołanie, brunetka energicznie sprzedała mu kuksańca w szczękę. Jak słowo daję, gdyby potrzebował w przyszłości pomocy z domową lokcdownową resekcją, któregoś z siekaczy to będzie wiedział do kogo uderzyć! Masując żuchwę wolną dłonią, postanowił się jednak wytłumaczyć se swojego zachowania. Zanim to jednak uczynił, dla spokoju cofnął się kilka kroków, tak by nie znajdować się ponownie na wyciągnięcie morderczych dłoni niestrudzonej biegaczki. -Spokojnie, nie chciałem cię przestraszyć. Przepraszam. Chciałem tylko posłuchać czegoś nowego.- wyjaśnił, przesuwając w jej stronę wyświetlacz swojego telefonu, na którym widniała jaskrawo zielona ikonka dobrze znanej mu aplikacji. Może na przyszłość powinien spróbować z Shazam? Wprawdzie na odległość trudniej byłoby mu co wyłapać, ale z pewnością bliżej byłoby mu wtedy do prawdziwego melomana, niż do gościa, który najwyraźniej prężnie pracuje na zakaz zbliżania. -Nie jestem niezrównoważony, Nicky Minaj mi się znudziła, a mam jeszcze kilka kółek do zrobienia.- wyjaśnił, jak gdyby to ona wpadła na poroniony pomysł, a nie on we własnej osobie. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby ze swym wrodzonym optymizmem nie znalazł kilku pozytyw tej sytuacji. Na ten moment nie został jeszcze potraktowany gazem pieprzowym, paralizatorem, a jego rozmówczyni wydawała się tylko trochę przestraszona. Może muzyka faktycznie łagodzi te obyczaje?
Ostatnio zmieniony 2021-09-07, 18:10 przez Ackley Lanaghan, łącznie zmieniany 1 raz.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

  • #13
Przyzwyczaiła się do biegania rano, kiedy jeszcze w żołądku było pusto, a dzieciak bezpiecznie siedział już w przedszkolnej sali. Całkiem możliwe, że z rana czuła się też nieco bezpieczniej – w parku pałętało się więcej ludzi – biegaczy, rolkarzy, posiadaczy psów, a wieczór… no właśnie. Nie miała jednak takiej możliwości zawsze. Ten tydzień zapowiadał się tak cholernie pracowicie, że miała wrażenie, że to będzie pierwszy tydzień w historii jej kariery, kiedy każdego dnia tygodnia musi stawić się z rana w pracy i przy biurku odhaczać kolejne wykonane (zaległe) zadania. Popuściła sobie ostatnio, a teraz terminy goniły tak mocno, że nie wiedziała, czy zdoła uciec, więc… przebieżka, co by tematycznie było, prawda? Keylen miał wieczorną lekcję pływania (nie wiem czemu tak późno, czy to ważne, to tylko forum, a z gówniakiem trzeba coś zrobić) więc wykorzystała ten czas na to, by postawić swoje nogi w tym właśnie parku. I pożałowała. Dość szybko, naprawdę. Przebiegła dosłownie kilka metrów, milę, może dwie? Kiedy poczuła nieprzyjemny dreszcz na plecach. Przy zakręcie odwróciła głowę nieco bardziej w tył, by zobaczyć, że dość postawny mężczyzna biegnie jej śladem. Mimo, że powtarzała sobie, że to nic, na pewno nic, to adrenalina nieco jej podskoczyła, a ona bezwiednie nieco przyspieszyła. A później odrobinę bardziej, kiedy przy kolejnym zakręcie wydawało jej się, że był jeszcze bliżej. Jezu. No co ją podkusiło? Rozglądnęła się dookoła – jakaś para z psem, gdzieś dalej ktoś przejeżdżał rowerem. Dogonił ją w końcu i… zaczepił? Nie zaczepił? Musiał zaczepić, inaczej by się nie zatrzymała, a ona dość intuicyjnie odepchnęła się wyuczonym, szybkim ruchem łokcia, który powinien trafić w jego… żebra? Ramię? Szczękę? Wybierz sobie, heh.
- Jezu! – sapnęła, kiedy… nic nie robił? Przeprosił? Nie była pewna, bo dopiero teraz wyciągnęła słuchawki z uszu. – Cooo? – rączkami złapała się za czoło, próbując w końcu złapać oddech. – Cooo? – powtórzyła, jakby co najmniej nie wierzyła. – Czy ja właśnie dostałam prawie zawału serca, bo chcesz wiedzieć, czego teraz słucham? – naprawdę? Krew w jej żyłach powoli się uspokajała, ale… no poważnie? Oddech, dwa i trzy. Chyba powinna zapytać, czy przypadkiem nic mu nie zrobiła, bo nie potrafiła na razie ocenić, ale... nie teraz. Haalo, było nie najjaśniej, a ona dystansu wciaż nie zmniejszyła. – Co jest z tobą nie tak? – zapytała jeszcze, naprawdę próbując mówić już spokojnym głosem. ZWARIOWAŁ.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

-Cholera.-syknął, gdy w odpowiedzi na jego wołanie, brunetka energicznie sprzedała mu kuksańca w szczękę. Jak słowo daję, gdyby potrzebował w przyszłości pomocy z domową lokcdownową resekcją, któregoś z siekaczy to będzie wiedział do kogo uderzyć! Masując żuchwę wolną dłonią, postanowił się jednak wytłumaczyć se swojego zachowania. Zanim to jednak uczynił, dla spokoju cofnął się kilka kroków, tak by nie znajdować się ponownie na wyciągnięcie morderczych dłoni niestrudzonej biegaczki. -Spokojnie, nie chciałem cię przestraszyć. Przepraszam. Chciałem tylko posłuchać czegoś nowego.- wyjaśnił, przesuwając w jej stronę wyświetlacz swojego telefonu, na którym widniała jaskrawo zielona ikonka dobrze znanej mu aplikacji. Może na przyszłość powinien spróbować z Shazam? Wprawdzie na odległość trudniej byłoby mu co wyłapać, ale z pewnością bliżej byłoby mu wtedy do prawdziwego melomana, niż do gościa, który najwyraźniej prężnie pracuje na zakaz zbliżania. -Nie jestem niezrównoważony, Nicky Minaj mi się znudziła, a mam jeszcze kilka kółek do zrobienia.- wyjaśnił, jak gdyby to ona wpadła na poroniony pomysł, a nie on we własnej osobie. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby ze swym wrodzonym optymizmem nie znalazł kilku pozytyw tej sytuacji. Na ten moment nie został jeszcze potraktowany gazem pieprzowym, paralizatorem, a jego rozmówczyni wydawała się tylko trochę przestraszona. Może muzyka faktycznie łagodzi te obyczaje?
Ostatnio zmieniony 2021-09-07, 18:10 przez Ackley Lanaghan, łącznie zmieniany 1 raz.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Jestem pewna, że w przypadku Kajli wystarczyłoby, gdyby po prostu biegł z naprzeciwka? Zdecydowanie. Zachodzenie kogoś od tyłu, kobiety, JEJ (uściślijmy) wieczorową porą w parku, w okolicy drzew, kilku latarni zamiast zgiełku ulicznego ruchu… n i e było m ą d r e. Co mogła sobie pomyśleć? Nigdy coś podobnego jej nie spotkało - każdy zazwyczaj pilnował swojego nosa, własnego oddechu albo sprawdzał swój czas na zegarku, pokazując jedynie okejkę w górę, gdy miał innego biegacza. A on? No co on? No głupek. Przestraszyła się. Zawczasu spanikowała, co w sumie nie było nowością. Mimo, że w pracy była wygadana, na co dzień uśmiechnięta i uwielbiała, naprawdę uwielbiała nowe znajomości, to jednak nie tak. NIE TAK.
Nie sądziła, że trafi w szczękę. Szczerze powiedziawszy nie sądziła, że w ogóle trafi, a w razie jakiegokolwiek prawdziwego ataku napastnika, była pewna, że prędzej zabiłaby się o własne nogi, niżeli sprzedałaby komuś chociażby najlżejszy cios. Dlatego skrzywiła się nieco, kiedy brunet złapał się za szczękę. Ała. To nie jej wina jednak, prawda? Prawda.
- Powiedziałabym przepraszam… za to… – machnęła dłonią w stronę jego twarzy. Kurcze, chyba przystojnej twarzy. – …ale sobie zasłużyłeś. Kto tak robi? – musiała zapytać jeszcze raz, tak dla wzmocnienia całej sytuacji i wszelkich swoich racji. Oddech jej się trochę uspokoił, więc była w stanie w końcu mówić bez zadyszki i niepotrzebnych przerw między słowami. Poliki pewnie zaczynały jej różowieć, bo ciepło z jej organizmu wychodziło, a ona mrużyła odrobinę oczy, kiedy wyciągnął w jej stronę telefon i zrobiła krok w przód, faktycznie widząc popularne logo, które pewnie było obecnie wyświetlane i na jej ajfonie. – Cała afera o muzykę? – mimo swojej reakcji… uśmiechnęła się. Leciutko, bo ostrożności nigdy za wiele, ale ta cała sytuacja była trochę komiczna, prawda? Była. – Może słyszałeś już każdą piosenkę? I nie ma już nic więcej? Jest to prawdopodobne? – wiedziała, że nie, ale nie mogła się nie zaśmiać, gdy ten dobrze zbudowany facet, wypowiadał słowa Nicky Minaj. Zerknęła w dół na swoje zwisające z szyi słuchawki i… nie, chyba lepiej nie. Skrzywiła się. – Nie wiem czy będę w stanie pomóc. Raczej nie słucham bardzo biegowej muzyki, a zdecydowanie nie w klimatach Nicky Minaj, więc raczej nie sprostam twoim wymaganiom. Czy muzyka klasyczna byłaby okej? – ironizowała sobie teraz, trochę żartując sobie z tego co mówił. – Biegałeś kiedyś przy takiej? Chopin z górki, Mozart pod górkę? – czy ona była głupia, że zdecydowała się to wszystko pociągnąć? Czy nie powinna właście uciekać?

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Gdyby wiedział, jak bojowo zareaguje na jego osobę z pewnością rozważyłby poważnie beznamiętne katowanie opcji "shuffle", która może i znienawidzona, ale z pewnością nieprowadząca do kalectwa. A tak zupełnie serio to najpewniej przyznałby rację Kaylee, gdyby rozmawiali o tym zajściu jako o czysto hipotetycznej historii, która nie dotyczyła żadnej ze stron. W takim wypadku z pewnością doszedłby do wniosku, że być może zbyt energicznie wtargnął w jej strefę komfortu, niczym stado rozwścieczonych konsumentów plądrujących sklepowe pułki znanego za oceanem dyskontu z ostatnich sztuk promocyjnej pepsi. Z tym że w chwili takiej jak tam nie byłby sobą, gdyby nie pokazał się z tej narwanej i lekkomyślnej strony swojej osobowości. Taki już był, a siniak, który najpewniej nabiła mu strachliwa brunetka, jeszcze długo będzie mu o tym przypominał.
- Powiedziałbym, że przyjmuję przeprosiny, ale... domyślam się, że to jeszcze nie ten etap. - zawtórował jej być może nazbyt buńczucznie, ale w głębi Lanaghanowego serduszka liczył, że obejdzie się bez kolejnego kuksańca, w dowolną część ciała. Może powinien potraktować jej słowa nieco bardziej serio, ale czego się nie robi, by przełamać lody i być może nieudolnie, ale jednak ratować sytuację.-Człowiek na skraju muzycznych inspiracji?-mówiąc to, nawet się uśmiechnął, w każdym razie wykrzywił usta w podkówkę, na tyle przekonującą o ile pozwalała mu na to obolała wciąż żuchwa. - Zapewne znalazłyby się dowody na podparcie tej tezy, ale dla dobra mojej kondycji chciałbym wierzyć, że jest ona błędna. - westchnął teatralnie, udając zamyślenie jak gdyby faktycznie i nie na żarty poddawał jej pytanie głębokiej i poważnej refleksji. Jednak słysząc jej śmiech, momentalnie odetchnął z ulgą. Zakaz zbliżania stawał się coraz to bardziej odległą alternatywą. - Hit Me With Your Best Shot? - skinieniem głowy wskazał na trzymane przez nią douszne słuchawki, nawiązując przy tym do jakże sielskiego powitania, którym zaszczyciła go nieznajoma. -Faktycznie, nie rozważałem jeszcze przebieżki do walca. Rozumiem, że tak brzmi twoje polecenie.- może pchał się w gips, ale no nie mógł się powstrzymać. A co do Chopina, to zdecydowanie były to zbyt wytworne nuty i preferujący zazwyczaj ciężkie rockowe brzmienia (i Nicki Mintaj) Ackley, nie bardzo był w nich obeznany.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Właśnie. Każdy, absolutnie każdy racjonalnie myślący człowiek uznałby, że miała prawo się wystraszyć. Więc to zrobiła, bo miała te podstawowe, bezwarunkowe odruchy – obrona. Chociaż przyznać trzeba szczerze – zaskoczona zapewne zareagowała by podobnie w biały dzień, nawet gdyby obok kręciło się więcej ludzi. Może nie walnęłaby mu w szczękę, ale wystrachała by się zdecydowanie. No trudno, trzeba z tym żyć, prawda?
- Jeszcze nie, ale całkiem możliwe, że będziesz mógł je dziś przyjąć. Jeszcze musisz odrobinę nadrobić za ten fatalny start – okej, nie była damą, żeby oczekiwać niewiadomo czego; nie obrażała się łatwo, nie gniewała, a zazwyczaj bardzo dużo sobie żartowała i dopowiadała, ale była też uparta. Jak diabli. A jemu nawet nieźle szło, bo kiedy już otwierał usta i mówił te wszystkie głupotki, wydawał się naprawdę sympatycznym facetem. Lekkoduch, o, takie było jej pierwsze wrażenie. I ekstrawertyk, ewidentnie. Pokręciła głową i westchnęła teatralnie, bo ILEŻ on wysiłku ją kosztował. – Nie chciałbyś doznać na sobie mojego best shot – zgrywała się tylko, pewnie to czym go już zdzieliła to były wyżyny jej samoobrony. Ale powagi troszkę. – Sprawdźmy twój gust muzyczny, w takim razie – skinęła głową i po krótkim rozstrzyganiu w głowie „za” i „przeciw” pokonała te trzy dzielące ich kroki. Strach odszedł w niepamięć, ale jednak czuwała, jednak… UNAGI. Wyciągnęła rękę z jedną słuchawką bliżej jego ucha, nie do środka, bo bleh i pewnie mógł usłyszeć o, takie coś. Zmarszczyła brwi, klikając next natychmiastowo. – Nie wiem co to, skąd się tutaj… – pewnie nie rozumiał, ona też nie, zapewne jakiś błąd! A po kliku nastąpiło to. Fanka staroci. Uniosła wzrok by zerknąć na jego reakcję, ale dość szybko się odsunęła, bo pewnie pomyśli, że głupek, kto biega do wolnej muzyki? – Ale skoro ustaliliśmy, że jesteśmy fanami klasyki… – teraz już się uśmiechała, próbując zmienić szybko temat. Nie lekko, nie skromnie, nie z obawą na twarzy. Gdyby było jaśniej pewnie mógłby zauważyć jej dołki w polikach, bo o strachu zupełnie zapomniała. - Może być i polecenie, tak. Walc zarówno do truchtu jak i do sprintu, nigdy nie próbowałeś? - zamrużyła jedno oko. – Chcesz spróbować? – głupia, bardzo głupia. Po trzech sekundach z telefonu rozległo się dość głośne... no jakiś walc, ale na tym się trochę nie znam!!! Kojarzę coś z the second waltz więc może to było to? - Jeśli wygrasz, to przyjmę przeprosiny, jeśli nie... może po prostu wygraj, co? - brzmiało to wszystko co najmniej śmiesznie, szczególnie, kiedy przygrywała im muzyka klasyczna, było zimno w opór, a ona, co najważniejsze, nie miała z nim szans. No strażak, tak? O czym nie wiedziała, no ale haalo. - Do tamtej bramki?

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Całe szczęście, obyło się bez braków w uzębieniu! Chociaż, biorąc pod uwagę jego nowy imaż na nieszkodliwego szajbuska, może powinien jednak pokusić się o złotą koronkę? Lil Wayne, pewnie zzieleniałby z zazdrości na widok jego bajeranckiego grilla, a od biedy byłoby coś do zastawienia w lombardzie, dy zabraknie szeleszczących dolarów na żarcie z dowozu.
-W takim razie, biorę się za nadrabianie. Od dziś najlepsza wersja siebie.-zażartował w myśl złotej zasady, nowy rok nowa ja. Gdyby wiedział, że jego nieprzemyślana gadatliwość, sprawia, że punktuje w jej oczach, z całą pewnością jego ego urosłoby szybciej, niż korki na jednej z głównych dróg w piątkowe popołudnie. Poza tym mimo swojej niefrasobliwości gdzieś tam w środku czuł się z lekka, zakłopotany tym, że mogła wziąć go za narwanego czuba. Nieskromnie miał się od zawsze za bardzo ogarniętego, do rany przyłóż gościa i ten właśnie obraz siebie postanowił jej po sobie zostawić. -Jestem przekonany, że na dzisiaj już mi wystarczy.- zgodził się ze śmiechem na ustach. W tym wypadku chłodna wieczorna bryza okazała się wręcz zbawienna, a każde jej muśnięcie coraz skuteczniej pozwalało mu zapomnieć o obolałej szczęce. Na ten moment, nie mógł poratować się mnożonym rożkiem czy jarmużem, który kupił w przypływie swych comiesięcznych napadów fit szału, więc z braku laku doceniał to co było mu dane. -Zaskocz mnie.-ale nie tak, jak ja ciebie kilka minut temu. Nie tracąc czasu, przysunął do siebie słuchawkę, bo co jak co, ale wyzwania to on lubił. Zwłaszcza kiedy wszystko szło po jego myśli,
-Czemu mi to robisz?!- zapytał zaskoczony, wiedząc już doskonale, że kobietom bez wyjątku ufać nie można. Skrzywił się, odsuwając od siebie słuchawkę, na znak swojego niepodważalnego rozczarowania. Przedziwna kompozycja i stek egzotycznie brzmiących słów, wypowiadanych w rytm muzyki, przy której wspomniana już Anaconda brzmiała jak dzieło na miarę filharmonii narodowej, sprawiły, że Ackley był wyraźnie skonsternowany. Skąd ona w ogóle to wytrzasnęła? Może to on był tu tym, który powinien lada chwila zacząć się martwić o swoje życie? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. -O, tak!Full Moon Fever nigdy się nie zestarzeje.- za drugim podejściem zdecydowanie się ożywił. Jeśli chodzi o kwestię ulubionych albumów, wykonawców i tras koncertowych był trochę jak czternastki rozemocjonowane na widok tekturowej podobizny Justina Biebera. Serio! Potrafił godzinami nawijać na tematy, które z pewnością część społeczeństwa znudziłyby po kwadransie. Cóż, każdy ma jakieś dziwactwa. -A nie mówiłem? Jeszcze wiele przede mną.- zawołał, bo hej! Czego nie robi się dla nowiusieńkiej listy piosenek! Jeśli dobrze pójdzie to za kilka kwadransów, obśmiana już pani Mintaj mogła na dobre zniknąć z jego biegowych składanek.
-Brzmi sensownie, więc...umowa stoi.- no co on mógł biedny poradzić, czy mógłby spojrzeć jutro w lustro, wiedząc, że pozwolił jej wygrać? Nie oglądając się za siebie, pruł do bramki, co jakiś czas akcentując dłońmi taneczną muzykę rozchodzącą się echem z jego słuchawek. Wyglądał pewnie przekomicznie, niczym prawdziwy słoń w składzie porcelany, ale miał przy tym swój urok, okej?-Szykuj się na porażkę.- zawołał, uradowany jak dziecko. Cóż, z tego, że miał nad nią przewagę, chociażby przez wzgląd na wykonywany zawód? Istnieje bowiem coś takiego jak zdrowa rywalizacja, oraz ta, której zdecydowanie bliżej było do tego co momentami reprezentował sobą Ackley. Cóż, co poradzić, kiedy dorastało się z pokaźną gromadką rodzeństwa? Każdy chciał się czymś wyróżnić na tle całej reszty.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

- Okej, czyli przyznajesz, że to nie była najlepsza wersja ciebie? – to, w sensie, że zaczepianie samotnych kobiet w parku, prawda? Sam to powiedział, więc niech nie ma jej za złe! Często łapała za słówka, jeszcze częściej szukała w nich drugiego dna, co nie było tyle co cechą jej osobowości, co raczej wyuczonego zawodu. Dobra, kiedy za bardzo dociekała, to tylko zwalała winę na dziennikarstwo, bo pewnie taka właśnie była. Łapała za słówka. S t r a s z n i e. – Jaka jest więc najlepsza wersja ciebie? – zapytała trochę pół żartem, a pół serio, bo okej, śmieszkują sobie, ale w sumie odrobinę, maleńką, wręcz bym powiedziała ociupinkę ją to zainteresowało. – Myślę, że wystarczy. Było okej? Czy powinno być mocniej? No wiesz, na wypadek, gdyby jednak faktycznie zdarzyło mi się taka sytuacja, a winowajca niekoniecznie chciałby pytać o muzykę? – przyglądnęła się dłużej jego twarzy, bo mimo, że śladu jakiegokolwiek nie widziałą (no ciemno było, haalo) to jednak bardzo prawdopodobne, że dawało się zauważyć maleńki grymas na jego buźce, kiedy mówił i chcąc nie chcąc poruszał szczęką. A to ważny temat był, skoro już tak się trafiło, że mogła zapytać. Jego reakcja na pierwszą nutkę ją rozbawiła, bo nie wiedziała. Naprawdę! Coś się kliknęło pewnie podczas, kiedy się szamotała w strachu przez kilka sekund, ale co jej pozostało? Nie było sensu się wykłócać, ani (ponownie) zwalać winy na niego. Bo była jego. – Jak długo będziesz w stanie wytrzymać bez Nicky Minaj? Kilka dni i powrócisz do swoich ulubionych hitów? – wykrzywiła usta w uśmiechu, kiedy okazał się takim entuzjastą co do nowej plejlisty. Dobra, często też miała włączone po prostu radio, więc na pewno znała największe obecnie hity i też coś tam obijało jej się o uszy, ale z ust tego dość rosłego mężczyzny brzmiało to co najmniej uroczo.
Była gotowa na bieg. Muzyka leciała i pewnie właśnie chciała, albo przynajmniej czekała na jakieś odliczenia, chociaż jakieś start, ale bum, nie doczekała się. Co on tak wypruł? Próbowała dotrzymać mu kroku nawet wtedy, kiedy uskuteczniał swoje figury, bo tak, zdecydowanie jak słoń w składzie porcelany. Ale nie oszukujmy się – nie miała najmniejszej szansy, więc kiedy już był na mecie, miał pewnie jeszcze czas na kolejne wygłupy, nim ona pojawiłą się obok niego. – Po pierwsze, oszukujesz! O-szust – sapnęła pierwsze słowa, podpierając się dłońmi o kolana. – Po drugie, rozśmieszanie rywala też powinno być zabronione, wiesz? – wyprostowała się w końcu. – A po trzecie, jezu, naprawdę byłam pewna, że dasz mi wygrać? – może i mówiła co innego, ale no co on? Zaraz jednak zmieniła taktykę. - Nawet mimo tego, że DAŁAM ci wygrać, to powinieneś i tak zwolnić, iść, albo się cofać. Przecież to wszystko przez ciebie - nawet to, że rzuciła ten głupi zakład "kto pierwszy przy bramce".

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

-Cóż, biorę to pod uwagę.-zaśmiał się w odpowiedzi na jej pytanie. Może faktycznie nie była? W końcu, gdyby był najlepszą wersją Ackleya Lanaghana to raczej nie zarobiłby w szczękę nie? A może najlepszy on miałby po prostu lepszy refleks i z szybkością bardziej imponującą niż internet w godzinach największego przeciążenia, zrobiłby unik nim złowrogi łokieć sprawiedliwości, zderzyłby się z jego żuchwa? A przynajmniej na to liczył, bo, mimo iż efektowne to ich poznanie zdecydowanie należało do najboleśniejszych nowych znajomości w jego życiu.
-Jestem przekonany moja droga, że swoim najlepszym ja zaskoczę cię równie nieoczekiwanie. Nie znasz dnia ani godziny.-no dobra był tym czubem, trudno się mówi. No, ale nieszkodliwym, pamiętajmy o tym, decydując się, by nie zgłosić tego w najbliższym komisariacie. Za to zdecydowanie nie przeszkadzało mu łapanie za słówka, gdyż jako osoba nadwyraz gadatliwa wykorzystywał to tylko jako niepowtarzalną okazję, by trochę po uzewnętrzniać się przed nowo poznaną osobą. Czego chcieć więcej?
-Postawiłbym na pięść. I może na nos! Tak, nos byłby całkiem niezłym miejscem, takim strategicznym. Nie zachęcam, byś przetrenowała to na mnie, ale wiesz, na pewno znajdzie się chętny nosacz.-zamyślił się momentalnie, bo bądź co bądź samoobrona to ważna rzecz. Gdyby miał nieco niecniejsze zamiary to z pewnością dałby sobie na wstrzymanie, gdyby rokwasiła mu nos. Inna sprawa, że po serii tak wymownych porad mógł mieć tylko nadzieję, iż następne spotkanie czeka ich za dnia i nie narazi się na bycie ofiarą jej nowej techniki samoobrony.
-Wytrzymałem bez cukru i kofeiny dobre dwa tygodnie. Myślę, więc że podołam temu wyzwaniu. Grunt to przełamać swoje słabości.- podsumował, wspominając swoje zeszłoroczne fit wyzwanie, które zakończyło się, nim na dobre rozsmakował się w brukselce. Wprawdzie jasne już było, że tylko zgrywał się ze swoją wielką, wręcz nieopisaną miłością do amerykańskiej raperki, ale nie byłby sobą, gdyby trochę nie podramtyzował dla picu. Z jego perspektywy świat byłby po prostu zbyt nudnym, gdybyśmy ciągle brali wszystko tak zupełnie na serio.
-O, nie nie nie.-pogroził jej palcem, dumny jak paw, gdy w końcu stanęła przed nim na umówionej mecie.-Spójrz na to z innej strony. Nie tylko zasłużyłem na przeprosiny, ale też spełniłem twoje życzenie, wygrywając ten wyścig.- przypomniał z uśmiechem, bo przecież wcaaale a wcale nie spodziewał się wygranej. -W zasadzie to możemy śmiało stwierdzić, że wyparłem się moich dżentelmeńskich odruchów, by cię nie rozczarować.- no złoty z niego chłopak, drugiego takiego to ze świecą szukać. Ewentualnie w okolicach latarni w parku po zmroku.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

- O tak, jeśli będzie tak spektakularny jak ten, to zdecydowanie zaskoczysz. Kolejnym razem chcesz w brew, czy… no nie wiem, kostkę? – mógł sobie wybrać, proszę bardzo. Absolutnie nie chciała go zniechęcać do bycia jak najlepszą wersją siebie, tak jedynie dodała, bo skoro o zaskoczeniu mowa, to mimo wszystko myśl wracała do sytuacji sprzed kilku minut. Zresztą, o czym tu w ogóle było mówione, skoro było to tak przypadkowe spotkanie, że ciężko było jej uwierzyć, że kolejny raz jest w jakiejkolwiek perspektywie. Seattle, wbrew temu co się dzieje i jak bardzo jego znajomi mogą okazać się jej znajomymi, wcale nie było takie małe. Jednakże! – Co do dnia i godziny, to najlepiej dzisiaj i najlepiej w ciągu… – zerknęła kontrolnie na ajfonową godzinę. – …kolejnych dziesięciu, piętnastu minut? Twoje najlepsze ja. Masz na nie całe dziesięć minut – uśmiechnęła się lekko, westchnąwszy przeciągle, bo naprawdę dobrze zaczynała się bawić. Wydawał się odskocznią od codzienności, od problemów o których przez te kilka minut przestała myśleć, a po prostu skupiła się na… jezu, Nicky Minaj i jego leciutko opuchniętej szczęce. A to było dobre, potrzebowała tego. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo przypadkowe spotkanie może poprawić upadły ostatnio humor. Choć umówmy się, zdecydowanie to zasługa jego pogodnego ducha i gadania… no, co ślina na język przyniesie? I nos, okej. Zapamięta – następnym razem ma uderzać w nos. Z całej siły, hehe. I też miała nadzieję, że nie w niego, oczywiście. Być może pomyśli o treningu jakiejkolwiek sztuki walki? Naaah, na pewno nie. Musiałaby wydłużyć dobę kilkanaście godzin.
- Nie wytrzymasz – zmarszczyła nos, kręcąc głową w lewo i w prawo. – Moglibyśmy… dwa tygodnie, hm? Ty biegasz do Mozarta, ja do Nicky Minaj. Nie masz szans – trochę to było przykre, że tak się naigrywali z wyżej wymienionej raperki, ale no trudno, nie? Aczkolwiek nie znała go na tyle, by wiedzieć, kiedy sobie żartuje, a kiedy nie. To wszystko jednak nie było ważne – ważne było to, że przegrała. Najpierw prawie przyprawił ją o zawał serca, a teraz NIE DAŁ wygrać. HAALO.
- Boże, jesteś okropny – może i nie powinna tak do obcego człowieka mówić, ale już zdążyła się domyślić, że nie jest kimś, kto wszystko bierze na poważnie, a zdecydowanie kimś, kto potrafi sobie żartować. – Jak kobieta mówi, że możesz wygrać, to pamiętaj, masz robić wszystko, absolutnie wszystko co w twojej mocy by przegrać – czy on nie znał fundamentalnych praw? Otworzyła jeszcze buzię, by coś dodać, ale… niech straci. – Przepraszam – powiedziała dość cicho, może nawet za cicho. Machnęła ręką, bo to o tę szczękę chodziło, prawda? – Jeśli nie możesz przeboleć, to powinnam mieć plasterek w samochodzie. Ale chyba trzymasz się całkiem nieźle? Może obędzie się bez? – wyszczerzyła ząbki w uśmiechu ostatecznie, bo żartowała. Po początku spotkania nie było już śladu.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

-Z kostką mógłby być problem, ale możemy stanąć przy żebrach? Co? W sensie wolałbym zacząć od cześć, co słychać, ale jestem ugodowy.-roześmiał się, zakładając oczywiście, że to kolejne spotkanie nastąpi. No, bo kto by nie chciał się z nim widzieć? Świr totalny! Nic tylko trzymać się tak pogodnego jegomościa! Może byłby mniej wyrywny w czynieniu tak dalekosiężnych i abstrakcyjnych wręcz planów, gdyby wiedział, że co ciekawe mają wspólnych znajomych. Seattle może i było wielkim tłocznym molochem, ale najwyraźniej wszystkie drogi prowadziły do rezolutnego strażaka i jego przeładowanych mainstreamowym popem playlist.
-Nie tracimy, czasu.- przytaknął, z udawaną powagą czując się trochę jak w szkole średniej, kiedy to został wezwany pod tablicę jak zawsze totalnie nieprzygotowany i rający na czas. Na wstępie zaznaczę, że nigdy nie odmówiłem, dy ktoś wciskał mi ulotkę. Segreguje śmieci, a zakupy pakuję tylko w bawełniane torby z podobizną Garfielda i zawsze płacę za swojego netflixa.- rozpoczął od swych niewątpliwych atutów, na których podważenie zdecydowałoby się przy dobrych wiatrach tylko siedemdziesiąt procent społeczeństwa- Zakładając, że zostało mi jakieś dziewięć minut i trzydzieści sekund na pokazanie się z najlepszej strony to może przeprowadzę cię bezpiecznie przez park? W moim towarzystwie na pewno nie dogoni cię inny skradający się w mroku szaleniec.-być może bycie eskortowanym przez parkowego czubka, tak by uniknąć kolejnego to nieco ryzykowne zagranie, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. I nie decyduje się na zakup gazu pieprzowego podczas najbliższej wizyty w supermarkecie, ale skupmy się jednak na tym szampanie.
-Skąd w tobie tyle zwątpienia.- no dobra porzucenie Nicky Mintaj jak gdyby była jakąś pierwszą lepszą Celine Dion z dwunastką nagród WMA na koncie i pewnie z nędzną piątką Grammy do kompletu. Niesłychane, ale w głębi serca czuł, że to właśnie ten cel. Ten jeden jedyny cel, który zrealizować musi by rok dwa tysiące dwudziesty pierwszy, stał się jego rokiem. -Dwa tygodnie? Wchodzę w to, choć wiem, że to tylko zmyłka, by wciąż podziwiać moje taneczne ruchy, ale spokojnie. Doskonale to rozumiem.- cóż, Ackley zdecydowanie nie łączyłby się w bólu z panią Mintaj. Wspomniana już Anaconda skrzywiła jego perspektywę na muzykę pop do tego stopnia, że wyobrażając sobie, jak po wysłuchaniu jego docinek płacze w luksusowym porsche, miał tylko nadzieję, że odpali mu kilka tysiaków tak by i on również mógł zaznać tego nieopisanego w swej głębi bólu. -Nie jestem- zaoponował, z zacięciem godnym sześciolatka zganionego za zniszczenie lalki swojej siostry. Przez myśl przyszło mu, by tupnąć nogą, ale jego wewnętrzne dziecko jednak zdecydowało się pozostać w uśpieniu. -A może ja po prostu wiem, że tak naprawdę chciałaś, żebym wygrał? Rozgryzłem cię.- ha! W zasadzie dorastając z dwójką sióstr, te wszelkie pokrętne logiki obiły mu się o uszy, ale był tym typem człowieka, który żył dla przekomarzania się i droczenia z innymi. Jak nudnym byłby ten świat, gdyby zdecydował się postępować inaczej. -Daje radę. Obędzie się bez plasterka, ale doceniam przeprosiny i troskę. Przyłożę sobie jakiś groszek, czy co tam zostało na dnie zamrażalnika.- uśmiechnął się szeroko, wspominając znienawidzony groszek, który cholera wie jak długo zimował skuty lodem w jego czterech ścianach jego domostwa.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Mając przed sobą tego człowieka, tego uśmiechniętego praktycznie od samego początku mężczyznę, tego, który potrafi podjąć najdziwniejszą rozmowę o walcu, rapie, byciem obowiązkowym obywatelem albo wygranym w parkowym biegu, nie mogła uwierzyć, że mógłby zacząć rozmowę słowami co słychać?. Nie chodziło oczywiście o to, że nie wierzyła w jego ogładę towarzyską, bo przecież lekko nadszarpnięte pierwsze wrażenie potrafił bardzo szybko naprawić, dlatego przysłuchiwała się jego paplaninie z rozbawieniem na twarzy, bo gadał i gadał i gadał, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Było to wszystko miłą odskocznią od zgiełku w redakcji i oh well, paplaniny trzylatka. Kiwała głową na każdy jeden jego przykład, przywdziewając na twarz powagę podobną do tej jego. – Łał, płacisz za Netflixa? Zawsze też parkujesz tylko w dozwolonych miejscach? Przepuszczasz ciężarne kobiety w kolejce w sklepie, a jak widzisz człowieka baz parasola w trakcie ulwy, to oddajesz mu swój? – sama już nie wiedziała, czy podjęła jego grę, bo faktycznie wydawała jej się grą, czy może jednak miała przed sobą idealnego obywatela? HEH. – O nie, ideał, skąd ty się urwałeś? – postanowiła nawet to głośno obwieścić, a nawet delikatnie się uśmiechnęła, kiedy zaproponował wspólną wędrówkę ku wyjściu z parku, a przynajmniej do wejścia na parking, gdzie stacjonował jej samochód. Eh, to właśnie były te momenty, kiedy chciałaby mieć odrobinę więcej czasu dla siebie, nie zaś gnać do dzieciaka. Czy to było, cholera, tak dużo? Nie prosiła o dolce lecące z nieba, ani o to by rosły na drzewach – czasami jedynie chciałaby zająć się tylko sobą. Idąc dość wolno przed siebie, wyciągnęła łapkę i podała mu ją, by uścisnął. NIE, nie łapała go za rękę, nie była aż taka nabuzowana, ani wcale się nie przedstawiała, a jedynie przypieczętowywała zakład. – Dwa tygodnie. Zważywszy na twoje samouwielbienie, jestem pewna, że po dwóch tygodniach klasyki w uszach, będziesz unosił dumnie głowę przy walcu, zamiast wykonywać tańco-podobne podrygi w parku, mimo że są dość urocze – wcale, ale to wcale nie odważyłaby sobie z niego żartować – ona pewnie potrzebowałaby walnąć sobie ze trzy kieliszki czegoś mocniejszego, by poczuć się na tyle rozluźniona, jak rozluźniony wydawał się on.
- Zdecydowanie, bardzo chciałam przegrać z nieznajomym facetem. Mogę z ulgą odhaczyć kolejne must do. Masz jakieś must do? – kiwnęła głową, ale haalo, sama nie była osobą, która dawała innym wygrywać. Może i nie była najlepsza w wielu rzeczach, ale np. jeśli szło o bilard, to rządziła i wcale się z tym nie kryła, więc te wszelkie słowa, które wydobywały się z jej ust, wcale nie oznaczały, że faktycznie tak myśli. – Dzięki – zatrzymała się w końcu, kiedy wkroczyli już na parking. – Za… spacer. Czy to był spacer? – może lepiej powinna nazwać to odprowadzką? Nie wiedziała. – I za zepsucie treningu. I poprawienie humoru też. Za lekki zawał serca nie, ani za Nicky Minaj przez kolejne dwa tygodnie. Za to też nie – i po co jej to było.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Trzeba przynać, że Ackley czuł się wyjątkoo dobrze pełniąc rolę takiego właśnie dystraktora, który sprawiałby, że ludzie z miejsca przestawali myśleć o problemach. Być morze wpływ miały na to doświadczenia i traumatyczne przeżycia, z którymi przyszło mu się mierzyć zarówno w Afganistanie jak i w pożarnictwie? Niechętnie powracał wprawdzie do wojennych wspomnień, które z całą pewnością odcisnęły się dosadnie w jego psychice, ale z pewnością ta życiowa postawa w doskonały sposób ułatwiała mu zachować balans między rozsądnym i odpowiedzialnym strażakiem a całej drzemiącej w Ackleyu naturze zawadiaki i kawalarza.
-Tak, tak, tak i...nie. W sensie nie zrozum mnie źle, ja po prostu nie mam parasola. Serio, żadnego! Kiedyś miałem sztormiak, taki fikuśny zielony w rąby, ale się podarł. Gdybym go jednak miał to mógłbym go użyczyć.- stwierdził, namyślając się przy tym jak gdyby dyskutowali tu na temat równie poważny co bezpieczeństwo narodowe. Może i powinien jednak zaopatrzyć się w ten parasol? Tak dla czystej grzeczności? Zawsze kupował te tanie szajsy co rozwalały się gdy tylko zawiał wiatr, ale może i powinien taki jednak nosić? Gdyby zrobił to zawczasu mógłby odpowiedzieć poczwórnie na tak. Ciężkie życie. -Może nie ideał, ale fakt jestem całkiem fajny.- w tym momencie nie wytrzymał i roześmiał się perliście, bo kurczę nie był aż takim narcyzem. W zasadzie to praktycznie w ogóle nie miewał skłonności do samouwielbienia. Owszem nie miał się za najgorsze zło tego świata, ale bez dwóch zdań dostrzegał tę subtelną różnicę między sobą a Bradem Pittem.
-Wiedziałem, że cię zaskoczą. Taktownie dodam, że twój prawy sierpowy też jest całkiem uroczy. Poza tym, że boli, ale wciąż ma swój urok.- musiał przyznać, że brunetka nie pałająca szczególną sympatią do pani Mintaj, była całkiem w porządku. Mało kto podejmował się jego nieco infantylnych żartów, brnąc w niej z równą swobodą co on sam. Miała poczucie humoru, a to zdecydowanie cenił u nowopoznanych osób. Poza tym, hej! Udało mu się! Jego dzień poza siniakiem, wzbogacił się o te nieszczęsne nowe piosenki. -Puzzle. Tak, zdecydowanie. Zawsze porzucam je jak wkracza niebo lub woda.-odpowiedział jak nie trudno się domyślić, bez zastanowienia. Ulżyło mu, gdy zorientował się, że faktycznie nie miała mu za złe wygranej, bo CHCIAŁ DLA NIEJ DOBRZE OD SAMEGO POCZĄTKU, DOBRA? Był nieszkodliwym typem szajbusa i tego właśnie chciał dowieźć podczas ich dwutygodniowego maratonu joggingowego. To jego nowe must do, zdecydowanie. -To był spacer, zdecydowanie, więc polecam się na przyszłość.- uśmiechnął się zadowolony z siebie i na moment wyjątkowo zamilkł, jak gdyby wykonywał arcy skomplikowane kalkulacje.-Ackley jestem, jakbyś chciała mnie gdzieś zgłosić, albo przywitać się kiedyś inaczej niż łokciem.-dodał, gdy coraz bardziej zbliżali się do bramy wiodącej na parking. Od czegoś trzeba było zacząć prawda?
Ostatnio zmieniony 2021-01-14, 17:34 przez Ackley Lanaghan, łącznie zmieniany 1 raz.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Coś Ci chyba koleżanko urwało z początku, więc mogę się tylko domyślić cóż też tam było rozpisane, albo po prostu zrobić hop, hehe. Ciężko pewnie byłoby jej uwierzyć, że spędził kilkanaście miesięcy w Afganistanie – kiedyś szalenie chciała zająć się jednym z reportaży wojennych, tudzież innymi, starszymi weteranami, ale nigdy nie było jej to po drodze. Na tyle, na ile jednak przerzucali się informacjami w redakcji – tego nigdy się nie zapominało, to zawsze gdzieś tam tkwiło w tyle głowy. Odrzucenie tego gdzieś na bok było szaleńczym wyzwaniem, a jemu wychodziło to najwidoczniej perfekcyjnie. Na szczęście. Albo był dobrym aktorem.
- O nie, szło ci tak dobrze, wszystko zniszczyłeś – wykrzywiła buźkę w przesadnym zawodzie. – Trzy razy tak… no dobrze, nie jest najgorzej. Ale cztery razy tak... wiesz jak wysoko byś się wzbił w notach? A tak to… już nie taki ideał – dłonią zrobiła gest… no taki… NIE WIEM JAK TO OPISAĆ, ale jakiś zrobiła. Mówiący to, albo to. Niepewność, o. Mimo panującej dookoła Seattleowskiej aury też nie zwykła nosić przy sobie parasola. Kurtki przeciwdeszczowe były o wiele bardziej użyteczne, szczególnie, kiedy twój dzieciak uwielbia wodę w każdej postaci i chodzicie na spacery nawet w największe ulewy.
- Oj no, przecież przeprosiłam, co jeszcze? – zaśmiała się, kiedy uderzenie zostało jej znowu wypomniane. – Kolejny defekt – co jest z tobą nie tak, że uważasz, że strzał w szczękę jest uroczy? – nie, nie wyglądał na narcyza, tak jak wspomniałaś, a mimo to, sprawiało jej lekką przyjemność wypominanie… sama w sumie nie wiedziała, czego, bo to nie tak, że go znała, prawda? Mineło zaledwie kilka minut od kiedy się poznali. Minut, które niestety dobiegały końca. – Musiałbyś poczuć w takim razie lewy sierpowy – uniosła jeszcze dumnie brodę w górę, zastanawiając się, czy byliby w stanie rozmawiać ze sobą jak dwójka dorosłych ludzi. Uniosła wzrok, po raz pierwszy chyba naprawdę próbując ocenić czy jest poważny, czy przebrzmiewa przez niego żart, tudzież inna ironia.
- Puzzle? Poważnie? Tak… poważnie? – nie wyglądał. – Nah, nie wierzę. Co do tego, że nie masz cierpliwości, to okej, jestem w stanie to kupić, ale puzzle? – przyjrzała mu się raz jeszcz i nie, no NIE. Nie była w stanie sobie wyobrazić tego roztrzepanego faceta skupionego nad układanką tysiąca elementów. Zatrzymawszy się, skinęła głową. ZAPAMIĘTA. Zadziwiająco dużo razy padało tutaj „na przyszłość”, „kolejnym razem”, mimo że nie mieli właściwie pojęcia kim są. – W porządku, Ackley – to był idealny moment by się przedstawić, kto to wiedział, czemu tego nie zrobiła? – Gdzie cię znajdę? – nie, nie brzmiało to zbyt dobrze. – Mam na myśli… jeśli mam cię szukać... jeśli będziesz miał ochotę sprawdzić, jak mocny jest mój lewy sierpowy… – zmarszczyła brwi. Boże, była fatalna.

autor

ODPOWIEDZ

Wróć do „Jefferson Park”