WAŻNE: W procesie przenoszenia forum na nowy silnik utracone zostały hasła logowania. Napiszcie w tej sprawie na discordzie do audrey#3270 lub Rezz#2137, na konto Dreamy Seattle na Edenie lub zalogujcie się na konto UP (hasło:universal) i z niego wyślijcie wiadomość prywatną na forumowe konto Dreamy Seattle. Ustawimy nowe tymczasowe hasła, które zmienicie we własnym zakresie.

EVENT Świąteczny klimat niestety nieco nas ominął przez remont forum. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by jeszcze wziąć udział w evencie i zgarnąć świąteczną odznakę! Szykujcie się też na dwie najlepsze imprezy sylwestrowe w mieście!

KALENDARIUM Chcecie wiedzieć, co dzieje się w Seattle? Potrzebujecie dla swoich postaci tematu do rozmowy albo ciekawego wydarzenia, na którym moglibyście oprzeć rozgrywkę? To właśnie tutaj znajdziecie wszystkie newsy ze Szmaragdowego Miasta.

UPDATE Postacie chcące uzupełnić swoją KP o nowe treści w biografii mogą skorzystać teraz z kodu update w zamówieniach.

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

ładnie wygląda

Świąteczne przyjęcie organizowane przez Avianę każdego roku tym razem miało mieć zupełnie inny wymiar. Najpierw planowała przylecieć z Nowego Jorku tylko na dwa dni, aby spotkać się z przyjaciółmi i utrzymać tradycję ciągnącą się od kilku lat. Później, gdy ledwie tydzień temu wróciła, jak się zdawało, na stałe - planowała przygotować to jak zwykle - z dużą pompą. Dzisiaj? Była kompletnie rozbita kłótnią z Rykerem, tym że nie wiedziała na czym stoją, bowiem nie rozmawiali od dłuższego czasu, zerwanym kontraktem i problemami, które w krótkim czasie spadły na jej głowę. Rok 2020 miał być przełomowy, miała być szczęśliwa i tym szczęściem dzielić się z innymi, tymczasem... nakładając pół godziny przed przyjściem gości czerwoną sukienkę, nakładała też na twarz sztuczny uśmiech.
Postarała się nie tylko o to, aby wyglądać dobrze, ale też o to, by atmosfera wokół w niczym nie odbiegała od tej do której przywykli. Świąteczne spotkanie miało do siebie to, że problemy ZAWSZE zostawiali na wycieraczce przed drzwiami. Kłótnie, waśnie, nieporozumienia i smutki również. Czego nie dało załatwić się rozmową, załatwiali dużą ilością alkoholu, który czekał na suto zastawionym stole.
Drzwi jej mieszkania były otwarte, nie zamierzała podchodzić do nich za każdym razem, kiedy usłyszy dźwięczne pukanie. Nie wiedziała kogo spodziewać się w pierwszej kolejności, ani tego czy każdy przybędzie o czasie albo w ogóle, niemniej aby ułatwić sobie przetrwanie - napełniła pusty kieliszek winem i akurat, gdy przechylała go, aby za jednym razem wypić całą zawartość, usłyszała kroki za plecami. - Wesołych Świąt - uśmiechnęła się w kierunku pierwszych gości. - Przyłapana - uniosła szkło w górę, odkładając je na stół tuż obok talerza, który przypisała sobie samej.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

outfit filipka

Ogólnie Philip nie zaliczał się do wyznawców żadnej wiary - poza epizodami związanymi z wychowywaniem i dorastaniem w otoczeniu wierzeń rodziców. Jednak pomimo jego braku Boga w sercu postanowił jak co roku udać się na imprezę organizowaną przez młodszą siostrę... nie tylko ze względu na braterską miłość do niej i zaproszenie, ale też przez przegrany zakład na poprzedniej świątecznej popijawie. Nie bardzo pamiętał już z kim go zawarł, ale Phil nie zamierzał jednak rzucać słów na wiatr. Dlatego strojem Thorntona na ten wieczór był jakże elegancki kilt. Piękny zielony tartan podkreślał... nie wiem co, może kolor jego włosów! Nie zamierzał jednak zdradzać faktu, czy pod przywdzianym kiltem znajduje się jeszcze jakaś część garderoby, a doskonale wiedział, że będzie to ciekawiło niejednego zaproszonego gościa.
Nie starał się szukać na siłę osoby plus jeden i na szczęście Adore również postanowiła wybrać się sama. Przynajmniej z przyjaciółką nie zanudzi się po paru minutach od rozpoczęcia imprezy, więc była to jedna z najlepszych opcji, na jaką mógł się zdecydować. - Świetnie wyglądasz - powiedział do Adore całując ją w policzek, kiedy spotkali się pod domem jej rodziców. Stamtąd razem udali się uberem prosto do apartamentu Aviany. W samochodzie wręczył jej świąteczny upominek, bo dla dwóch bliskich jego sercu panien postanowił coś przygotować. Dla niej wybrał delikatną bransoletkę, która miał nadzieję, że wpasuje się w jej gust. O dziwo Phil był w dość dobrym humorze... jak na niego! Nie znieczulił się wcześniej lekami czy kolejką w barze niedaleko portu - cud świąteczny. - Wesołych - może odpowiedział to bez większego przekonania, ale na pewno starał się zabrzmieć bardzo optymistycznie. Wręczył siostrze prezent, którym nie była akurat druga wędka do kompletu. Tym razem postawił na butelkę drogiego whisky i komplet biżuterii dla gospodyni. - Nie dziwię się, że na trzeźwo nie mogłabyś tego podziwiać... ale Twoja sukienka też jest niczego sobie - skomentował jak wyzerowała lampkę wina, wskazując przy tym na swój kilt.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Od pewnego czasu Gia obchodziła święta podwójnie. Najpierw kameralny obiad z bliskimi, na którym to w tym roku sprezentowała rodzicom wycieczkę w ciepłe kraje, by nie czuć wyrzutów sumienia, po tym jak kolejny rok z rzędu ominie ją wspólne oglądanie kaset z dzieciństwa (chociaż tak naprawdę nigdy nie miała ochoty na takie sentymentalne podróże w przeszłość). A później przychodziła kolej na główną atrakcję wieczoru, jaką oczywiście było świąteczne przyjęcie u Aviany - impreza wokół, której krążą legendy, a swoją świetnością konkurować mogłaby z afterparty u Beyonce. Jednak plotka głosiła, że na posiady u Thornton znacznie ciężej było się dostać, dlatego Gia mogła poszczycić się przywilejem świętowania w Belltown. I to rok w rok! Ot, taki zaszczyt wielki ją kopnął.
W ten dzień postanowiła sprawić przyjaciółce niespodziankę i zapewne ku jej ogromnemu zdziwieniu pojawiła się idealnie na czas, dosłownie z zegarkiem w ręku. Nie spieszyło jej się wyłącznie do imprezowania, przede wszystkim po tak długim czasie jedyne czego pragnęła to zobaczyć się z Thornton, która to przez ostatnio zajęta była podbijaniem Nowego Jorku. Nic więc dziwnego, że po przekroczeniu progu, pierwsze co zrobiła to oczywiście odnalazła organizatorkę cudownego przyjęcia i wyściskała ją najmocniej, jak tylko mogła. Gdyby nie miała litości, to pewnie by jeszcze odbiła Avie buziaka na policzku, ale szkoda jej było makijażu swojego, jak i drugiej brunetki. - No wiesz co, nawet nie zaczekałaś z pierwszą lampką na mnie?? - zażartowała, udając przy tym wielce obruszoną, ale Thornton raczej znała Maynard na tyle, by wyczuć ton wypowiedzi. Chociaż rzeczywiście naszła ją ochota na pójście w ślady przyjaciółki, więc albo jej ktoś poleje, albo weźmie sprawy w swoje ręce. Zapewne stanęło na tym drugim i nie zwlekając udała się na misję pochwycenia w dłoń szkła wypełnionego czerwonym winem, po drodze wpadając na Filipa, który swoim outfitem przyćmiewał innych. - Świetnie wyglądasz - skinęła z aprobatą i było to całkiem poważne stwierdzenie. Goście się zbierali, towarzyszyło temu ogromne zamieszanie, więc niczym zagubione dziecko, starała się odszukać w tłumie Kaylee.
Ostatnio zmieniony 2020-12-28, 21:03 przez georgia maynard, łącznie zmieniany 1 raz.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Nienawidziła się spóźniać. Nienawidziła. Dlatego dziś miała wszystko przygotowane zawczasu by być idealnie na czas. Jak co roku wcisnęła na siebie czerwoną sukienkę (co rok inną, ok) dużo wcześniej niżeli wymagałby od niej tego zegarek, wrzuciła plecak z zabawkami Keylena do samochodu, zaraz po nim wrzuciła do niego i dzieciaka, i ruszyli do Hazel. Już w samochodzie przypomniało mu się, że nie wziął swojego kocyka bez którego k u r w a NIE zaśnie. Rozpacz. Czy to była odpowiednia pora, by zacząć go od niego odzwyczajać? Eh, nie zrobi tego siostrze. – Jezu, co to, Keylen… – dotknął jej odzienia ubrudzoną, bóg wie czym, łapą, kiedy odpinała go z siedzonka, gdy już zaparkowali pod budynkiem, gdzie mieszkała najmłodsza Butlerowa i no borze, i tak musiała się wrócić do domu. – Wychodź, idź, kto pierwszy… – doskonale już pamiętał tę okolicę. Przekazała syna siostrze, rzuciła, że zaraz wraca, wróciła do domu by na szybko przebrać kieckę na tę z tamtego roku i wziąć ten głupi kocyk, a po kilku minutach to również przekazała Hazel – razem z winem, bo powodzenia, nie?
Weszła kilka minut spóźniona, ale z uśmiechem od ucha do ucha, bo cieszyła się cholernie na wino ze swoimi dziewczynami, z którymi, zdawało się, że nie widziała się lata, choć z niektórymi piła nadal alkohol w Nowym Jorku, haalo. Bez dziecka przy nodze mogła wyluzować, w końcu! Coś, co kupiła w sklepie wcisnęła stół, pod którym i tak już uginały się nogi i gdzieś tam uśmiechnęła się do Aviany, która rozmawiała z… bratem? Jestem dziś matką bez dziecka… – odezwała się, podchodząc od tyłu do Dżordżi, ale jeszcze na moment zamilkła, zerkając na strój Thorntona. – Hej, hej – rzuciła mu, bo chyba zauważył jak się przypatrywała. Co z ta rodziną było nie tak? – …możemy ominąć więc zachowanie świątecznych pozorów i zacząć od razu z winem? – kogo ona pytała, aż się roześmiała, widząc lampkę w łapce Maynard. Stęskniła się za nią!! I chyba jednak nie była aż tak spóźniona.
Ostatnio zmieniony 2020-12-27, 19:17 przez Kaylee Butler, łącznie zmieniany 1 raz.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

#13 (i skoro panuje moda na czerwone sukienki ... tylko nagrody w rękach nie ma :lol: a włosy pewnie rozpuściła)

Nie obchodziła w tym roku normalnych świąt – matki oraz jej męża nie było na miejscu, Joaquin poleciał do Anglii z dziewczyną, o której słyszała prawdopodobnie pierwszy raz w życiu, a ona, już dawno temu, zatraciła bożonarodzeniowego ducha. Siedziała więc sama; rozkoszując się wieczorem w towarzystwie butelki wina oraz jarmarkowych pierniczków i dźwiękami jazzowej składanki świątecznej. W wigilię oraz pierwszy dzień świąt odcięła się od świata, zostawiając telefon gdzieś głęboko w kieszeni zimowego swetra. Absolutnie nie przeszkadzał jej fakt, że w ten rodzinny czas została pozostawiona sama sobie, zwłaszcza, że drugiego dnia świąt miała zaplanowaną atrakcję w postaci dorocznej imprezy u Aviany. Była to ich mała tradycja, chociaż ze względu na ciążę oraz wyjazd z miasta, Adore nie pojawiła się na ostatnim spotkaniach – cieszyła się jednak, że automatycznie nie wykreśliło jej to z kolejnych. Niezupełnie pałała entuzjazmem na myśl o jakimkolwiek większym wyjściu, ale długo, bardzo długo nie widziała swoich przyjaciółek, za którymi, najzwyczajniej w świecie, zdążyła się stęsknić. Poza tym wybierał się również Philip, który tak jak ona nie planował nikogo zapraszać – co zdecydowanie podnosiło ją na duchu. – Nie wiedziałam, że to impreza przebierana – powiedziała, chwilę po tym, jak przestała śmiać się na jego widok. – Wyglądasz rewelacyjnie, mój drogi – dodała jeszcze, z delikatnym uśmiechem błąkającym się na twarzy. Podziękowała również za komentarz, dotyczący jej sukienki oraz piękny prezent – ona sama, nie mając siły na chodzenie po sklepach, zarówno jemu, jak i gospodyni zafundowała po butelce lepszego alkoholu. – Wesołych Świąt – rzuciła, przesadnie entuzjastycznym tonem, gdy znaleźli się w środku. Niewiele myśląc, od razu sięgnęła po wino, które nalała do jednego z pustych kieliszków, a na słowa Kaylee odpowiedziała: - Zdrowie – unosząc w międzyczasie szło do góry, a następnie upijając z niego spory łyk.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post



Przez lata nieobecności w Seattle omijały ją wszystkie świąteczne imprezy u Aviany. Czasami udawało jej się połączyć na kiepskiej jakości wideorozmowie, żeby móc życzyć przyjaciółkom wszystkiego najlepszego z innego świata, innej rzeczywistości i zdecydowanie innej strefy czasowej (oraz klimatycznej), ale to nie było to samo. I cieszyła się, że wreszcie mogła pojawić się tu osobiście.
Zaopatrzona w butelkę wina, spotkała się z Dallasem, którego postanowiła tutaj zaprosić i to razem z nim przekroczyła próg mieszkania panny (z odzysku) Thornton.
- Widzisz, Thornton! Wystarczyło, że się rozwiodłaś a od razu goście dopisali! – rzuciła pogodnie do Aviany, szczerząc kły w szerokim uśmiechu i sprzedając jej buziaka w policzek. I oczywiście mówiła o sobie, że wreszcie jest na miejscu. Taka była skromna – Philip… wyglądasz doskonale! – rzuciła do drugiego Thorntona i zaraz tez przywitał się z resztą przyjaciół. Jednocześnie uśmiechnęła się pogodnie do Dallasa, żeby czasem nie czuł się skrępowany – Gdyby ktoś próbował puścić dzisiaj coś z dymem, przyprowadziłam wsparcie. A tak na poważnie, to… Dallas, mój przyjaciel. – przedstawiła mężczyznę reszcie towarzystwa, co było w sumie raczej zbędne biorąc pod uwagę, że mieliśmy tu w komplecie jego byłą kochankę oraz byłą żonę jego brata, ale no… Seattle jest jednak małe. Wszyscy się znali – Stęskniłam się za wami wszystkimi, wiecie? – rzuciła trochę sentymentalnie w kierunku wszystkich i jednocześnie podstawiła pusty kieliszek pod butelkę, którą ktoś obsługiwał i wieczór od razu mógł się stać ładniejszy. Z alkoholem w dłoni.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

008


Święta spędził z rodziną; jak każdego roku i tym razem nie doszło do żadnego przełomu w niekończącym się sporze między nim, a jego młodszym bratem. Panowie wciąż unikali swojego towarzystwa i żaden z nich nie zamierzał ugiąć się pod naporem matczynego namawiania. Dlatego że święta z rodziną, w której głównym tematem są niezażegnane konflikty, są próbą cierpliwości i niemałym wyzwaniem, Dallas cieszył się, że będzie miał okazję odreagować na spotkaniu, na które został zaproszony przez Josephine. Wprawdzie nie czuł się najlepiej na tego typu imprezach, ale uznał, że odmówienie byłoby źle postrzegane przez kobietę, która zyskiwała w jego oczach miano przyjaciółki.
Organizatorki świątecznego spotkania nie znał. Dlatego też dał się ponieść mylnemu wrażeniu, że nie będzie znał również zaproszonych przez nią gości. Pewnie wszedł do środka, pomógł Posy zdjąć płaszcz, by mogła pochwalić się swoim strojem i sam zdjął wierzchnie ubranie. — Nie wziąłem ze sobą sprzętu, ale w razie czego wykorzystamy płaszcz Posy, jako koc gaśniczy. Na pewno się zgodzi — zażartował. Wolałby nie musieć wcielać się dzisiaj w rolę dzielnego strażaka, ale w razie potrzeby na pewno nie pozwoliłby nikomu spłonąć. — Nie miejcie mi za złe, jeśli nie zapamiętam od razu waszych imion — dodał i wówczas zauważył pierwszą znajomą twarz.
Zmarszczył brwi, gdy dostrzegł Georgię, z którą przywitał się szybkim buziakiem w policzek. — Miałem nadzieję, że następnym razem spotkam cię w tym pięknym, świątecznym swetrze, który ode mnie dostałaś — mruknął do niej, ale bynajmniej nie był rozczarowany. Wyglądała świetnie. Graham był idiotą, kiedy decydował się na rozwód. Może podejmowanie złych decyzji obaj mieli we krwi.
Spojrzał na stolik z alkoholem, ale nie sięgnął po wino. Chwycił butelkę whisky i nalał sobie do szklanki. Podnosząc wzrok znad alkoholu, dostrzegł Adore, do której posłał najszczerszy uśmiech, na jaki było go stać. — Dobrze cię widzieć — wymamrotał. Nie mógł wykrzesać z siebie żadnego komplementu, choć w czerwonej sukience wyglądała pięknie. Cholera, to będzie długi wieczór, pomyślał i napił się whisky.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

bez tej czachy bo naprawde wstyd

Przyłapany to został Cosmo przez swoją matkę rodzoną, przed lustrem i w swoim wyjściowym stroju, na który kobieta zareagowała słowami:a tebja kaj niesą w tej halce przezroczystej? i po kiego Felicyi zabierujesz to do lica barwienia?. Tak więc Deborah Fletcher w ostatnim dniu swojego pobytu w wielkim mieście dowiedziała się nie tylko o tym, kim była dla Cosmo Aviana Thornton (!), ale też, czym właściwie jest rozświetlacz. Oczywiście Dede absolutnie nie chciał się zgodzić, żeby jego brat gdziekolwiek wychodził - po tym, jak wrócił od Devon, ale to będzie spokojna, rodzinna kolacja, zresztą idę z Laurą! z obitą mordą, brat stał się jakiś bardziej podejrzliwy i nic tylko łaził za nim z tym kubeczkiem do narkotykowych testów, nie pojmując zupełnie, że nie da się wyprodukować tyle moczu, żeby spełniać jego perwersyjne życzenia co piętnaście minut.
W końcu jednak udało mu się przebłagać - matkę, żeby odłożyła krzyż i skończyła modlić się w autobusie do Grotto, a Devona o tym, że... dobrze, tak naprawdę po prostu wysunął nie-jesteś-moim-pierdolonym-ojcem argument i trzasnął drzwiami. Nawet najlepsze rodzeństwo ma czasem słabe dni, prawda?
A on przecież musiał przyjść. Musiał, bo to była impreza i Aviana go zaprosiła: ONA zaprosiła JEGO, nawet nie musiał się jakoś specjalnie wpychać na chama. Normalnie dostał zaproszenie, ludzie, pewnie ktoś wypadł jej z listy gości w ostatniej chwili i bang - oto Cosmo miał spędzić wieczór w niewątpliwie r e n o m o w a n y m towarzystwie. Starał się totalnie nie myśleć o tym, że chude modelki z Gaga Models przyniosą na pewno kokainę. Kokaina była mu zupełnie niepotrzebna, był dorosły, odpowiedzialny i zakochany absolutnie w Avianie, więc ona była jego największym narkotykiem etc., etc.
- A v i a n k a ! - A niech zazdroszczą te lokaje, giermkowie i inne dwórki, że on mógł do niej mówić po imieniu i w ogóle. Gospodyni była w centrum jego uwagi, więc to właśnie Thornton skierował się jako pierwszej, żeby uścisnąć ją mocno na przywitanie, nie zważając jakoś mocno na ten dzierżony przez kobietę kieliszek. - Ale wyglądasz przepięknie; najpiękniej na świecie, naprawdę. Ta sukienka i ten kolor... czerwony, to tak oryginalnie, ostatnio w ogóle nie widuję kobiet w klasycznej czerwieni, a to przecież taki uniwersalny kolor; prostota - za to właśnie cię szanuje, nie próbujesz przekombinować i jednocześnie, zapewne całkowicie świadomie, wspierasz tą barwą socjalistyczną sprawę, co w ogóle się chwali, gdzie jest prasa?! - wyrzucił z siebie na jednym tchu praktycznie, stojąc stanowczo z b y t blisko organizatorki imprezy.
Po tych żarliwych przywitaniach odstąpił od niej na krok, żeby rozejrzeć się po przybyłych gościach. Także zaraz wzrok natrafił na mężczyznę, którego kojarzył raczej z opowiadań Aviany [Philipa].
- Cosmo - przedstawił się, wyciągając do niego dłoń. - Wspaniała spódniczka! A ja się martwiłem, czy na pewno mogę zrobić sobie oczy - gdybym wiedział, to też ogarnąłbym jakąś spódnicę, serio. Następnym razem dawaj znać! - polecił się zaraz, bo oczami wyobraźni już widział, jakie butelkowe cienie by mu nałożył, żeby pasowały do tej zieleni. Hot. Wszystko to na pewno słyszała kobieta, stojąca obok brata Aviany [Adore], do której zaraz też się zwrócił.
- Jesteście razem? - Miał zamiar udawać, że to wcale nie badanie terenu. - Mielibyście ładne dzieci. - Ale wolałbym chyba, żeby rozmnażanie zostawić tym byczkom z trzema brodami i bickiem większym niż łeb. No i dalej były dwie panie w czerwonych sukienkach (domyślcie się kto) (nie no, nie jestem taka - [Georgia i Kaylee]). Panie już chyba miały za sobą pierwsze porcje alkoholi, ale przecież Cosmo przyszedł z zamiarem zachowania absolutnej trzeźwości, tak? Nie widział na razie tych pind z Gigi Models. Przedstawiwszy się obu kobietom, zdał sobie sprawę z tego, że teraz powinien podejść do Josephine, którą ZNAŁ i to było popierdolone, ale hej! Dobra mina do złej gry to było prawie jego drugie imię! Pięknie zakrył korektorem tego sińca, którego sprezentował mu na świątecznej kolacji Taylor.
- A my się już znamy. Może ten wieczór naprawi zgrzyty naszego poprzedniego spotkania - uśmiechnął się płytko, ale chyba całkiem szczerze, zręcznie dając jej sygnał, że o kolacji u Hirshów najchętniej zapomniałby zupełnie - zresztą podejrzewał, że ona tak samo. - Cosmo - przedstawił się zaraz jej bardzo przystojnemu towarzyszowi.
Obrazek

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Duże przyjęcia miały do siebie to, że w pewnym momencie zamieniały się w tak wielką imprezę, że nawet gospodarz nie ogarniał kto się na nim pojawił. Tak było w przypadku Philpa, bo przyznać trzeba, że jego strój odbiegał od wszelakich norm do których przywykła. I do których pewnie przywykli wszyscy inni już tutaj zebrani, sądząc po mniej lub bardziej ukradkowych spojrzeniach, jakie mu rzucano. - Jesteś... oryginalny? - szukała najbardziej odpowiedniego słowa, aby uraczyć nim brata, jednak finalnie postawiła na uśmiech. Szeroki, ten którym zawsze zasłaniała braki w elokwencji. - Dziękuje. Cieszę się, że jesteś - szepnęła cicho do jego ucha, obejmując go. - Poświęcisz mi później pięć minut sam-na-sam... muszę o coś zapytać. Nie teraz, PÓŹNIEJ, Philip, ok? Po kilku lampkach wina - uśmiechnęła się, machając ręką w kierunku Dżordżi i Kaylee, które odnalazły się w tłumie. I nawet jeśli chciałaby porwać teraz brata na rozmowę, to nie miała ku temu szansy, bo ciągle ktoś kręcił się koło nich. - Cosmo. Co za strój - wyciągnęła rękę przed siebie, aby za nią złapał i przyjrzała mu się z niewielkiej odległości, unosząc brew z podziwem.
- Lepiej późno niż... później? - uśmiechnęła się w kierunku Posy, jednak znacznie bardziej ciekawił ją mężczyzna u jej boku, któremu bacznie się przyjrzała. Nie znała Dallasa, ale jeśli przyprowadziła go jej przyjaciółka, to znaczy, że można było mu ufać i posadzić przy jednym stole z całą resztą. - Pierwszy toast za mnie i dobre decyzje w tym roku - dodała jeszcze, unosząc w górę kieliszek, drugi już (ale kto by je liczył?) i zachęciła zgromadzonych do zasiadania przy stole, co sama też uczyniła. Nie była perfekcyjną panią domu, nie mogli tego od niej oczekiwać. Jedzenie najpewniej już nieco wystygło, ale chociaż prezentowało się ładnie, a przy każdym talerzu czekał mały upominek: aspiryna i tutaj-powinna-być-nazwa-tej-zaślepki-na-oczy-do-spania, ale równie dobrze mogła podarować im okulary pływackie które zamalowała czarnym flamastrem, bo w sklepie z nocną bielizną nie znalazła wystarczającej liczby tego czegoś. Jedno było pewne - alkoholu im nie zabraknie. - Chcę poinformować wszystkich, że te czerwone kiecki to naprawdę przypadek. Na nic się nie umawiałyśmy - spojrzała na każdą z dziewczyn i na przystojnych panów również akurat w momencie, gdy drzwi jej mieszkania znowu się otwierały.


UPRZEJMIE OŚWIADCZAM, ŻE JEŚLI KTOŚ BĘDZIE CHCIAŁ ODEJŚĆ NA BOK ALBO ROZEGRAĆ COŚ W INNYM POMIESZCZENIU - ŚMIAŁO, MOŻECIE SIĘ CZUĆ JAK U SIEBIE I ZAKŁADAĆ NOWY TEMAT. PROSZĘ OMIJAĆ SYPIALNIĘ AVIANY.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Kliknij, żeby zobaczyć go bez brody!

Kliknij, żeby ubrać!

Powinien dwa razy przemyśleć kwestię swojej obecności na tego typu spędach, biorąc pod uwagę fakt, że ostatni nie wyszedł mu na zdrowie. Poza tym ostatnio sobie odpuścił. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz odwiedził fryzjera. Za długie włosy dawały mu się już we znaki, więc dla równowagi postanowił zgolić noszoną od lat brodę. Od tak, do zera. Próbował jeszcze przed wyjściem jakoś uratować ten duży b ł ą d, ale finalnie po prostu ubrał się w garnitur i zabrał z kuchennego blatu butelkę szampana, którą zamierzał wręczyć swojej przyjaciółce. Ze swoim bratem, Judahem, umówił się przed samym wejściem do apartamentowca Aviany.
- Ani kurwa słowa, najwyraźniej postanowiłem skończyć z zarostem pobożnego Żyda i zamienić się w boskiego Włocha Fabio. Możliwe, że pod koszulą mam jeszcze gruby, złoty łańcuch bezguścia… – wymamrotał na wszelki wypadek, gdyby starszy Hirsch zamierzał wygłosić jakąś opinię na temat nie najszczęśliwszych decyzji brata. Poza tym, jak ustalono niedawno, to Judah z nich wszystkich udał się rodzicom najbardziej.
Kiedy weszli do środka, nie spodziewał się jeszcze galopującej katastrofy. Ubrane na czerwono kobiety zlewały mu się w zasadzie w jedno. Próbuje więc wyłowić z tłumu Avianę, żeby wręczyć jej alkohol dedykowany niezwykle WYRAFINOWANEJ bywalczyni salonów. Obejmuje brunetkę, przesuwa dłonią po jej plecach i chwilę później zwalnia uścisk. Nie widział jej naprawdę dawno i NAPRAWDĘ cieszy się, że może ją zobaczyć w rzeczywistości, a nie przez jakiegoś idiotycznego facetime’a, którego nie potrafi nawet za specjalnie obsługiwać. On, nie Thornton.
I pewnie byłoby to preludium do pięknego spotkania – zwłaszcza, że jej brat przywdział kilt i Hirsch z chęcią zorientowałby się czy NAPRAWDĘ nie nosi się pod niego bielizny, gdyby nie dostrzegł, zaraz za plecami Aviany, nikogo innego niż Kaylee Butler. Kurwa. Ja pierdolę.
Zapomniałem. Zapomniałem do kurwy nędzy, że się znacie… – szepcze, ale zapewne Avianka może to usłyszeć. Odkleja się od niej jednak z przyklejonym uśmiechem numer 2 i wskazuje na stojącego obok siebie Judaha.
To ten lepszy z braci Hirsch – przedstawia go uroczyście.
Kątem oka dostrzega także Cosmo, do którego uśmiecha się lekko. Widać Ci sutki, na boga świętego – mówi bezgłośnie, zaledwie poruszając ustami. Ta obserwacja lekko go bawi, kiedy próbuje uciec przed spojrzeniem Butler tak, żeby go nie zauważyła. Ale zamiast ratunku, dostrzega Josephine. Jest nieco zakłopotany tym, co stało się przedwczoraj. I z pewnością podszedłby do niej, gdyby nie szybka obserwacja, że Alderidge nie przyszła tu sama. Wystarczył drobny gest, muśnięcie ramienia, przekazywany kieliszek czy w zasadzie cokolwiek, żeby po krótkiej chwili, kiedy ich spojrzenia się spotkały, odwrócił wzrok, udając, jakby w zasadzie nawet się nie znali.
Doprawdy, przyjęcie pełne niespodzianek. Aviana, zawsze wiedziałem, że masz rozmach. Tylko dlaczego rozdajesz gościom maski do spania? – zapytał, kątem oka dostrzegając wystrój stołu. Trudno, będzie musiała mu odpowiedzieć. Istnieje szansa, że dla bezpieczeństwa swojego i innych (CZEŚĆ DALLAS!) po prostu nigdy już nie opuści jej boku, a Judaha może nawet złapać za rękę. Strzeżcie się.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Z minuty na minutę pojawiało się tutaj coraz więcej ludzi i Kaylee odetchnęła w końcu głęboko, widząc, że towarzystwo naprawdę zapowiada się obiecująco. Okej, nie oszukujmy się – jeśli szło o Butler, chodziło jej tylko i wyłącznie o jej przyjaciółki, kótre dziś postanowiły mentalnie połączyć się za pomocną tego samego koloru. Uwielbiała to, dlatego parsknęła na komentarz Aviany. To jedyna rzecz, która się nie zmieniła – ich piątka (już łotewa czy to ril lajf, czy fejstajm, ok) dlatego teraz jedynie rzucała raz po raz okiem na panów, którzy towarzyszyli dziewczynom w czerwieni i pewnie nawet zrobiło jej się przykro, że nikogo nie zaprosiła, ale wtedy gralibyśmy tę grę milion lat, więc jolo. Stuknęła się lampką wina z Adore, a później w końcu dołączyła do nich Alderidge więc twarz Kaylee rozświetliła się w uśmiechu. Tej to chyba najdłużej nie widziała. – My za tobą też, odrobinę – rzuciła z uśmiechem, jednocześnie rzucając okiem na Dallasa, którego znała. Znała na sto procent, ino nie potrafiła na razie dopasować twarzy do sytuacji. Pewnie miała w zamiarze teraz podejść do stołu z alkoholem by dolać sobie napoju bogów, bo haalo, naprawdę zamierzała sobie dzisiaj poluzować, ale stanęła w pół kroku i ponownie odwróciła się przodem do dziewczyn. Czy to też powinnam kolorować? Nieważne, bowiem do mieszkania wszedł Jacob, k u r w a m a ć. Widział ją, nie widział? Pobladła, było to widać. – Fuuuck – sapnęła pod nosem. Jej wieczór jeszcze nie zaczął, a już się skończył. – Chyba czas na coś mocniejszego – rzuciła i widząc kątem oka jak Dallas przygotowuje sobie whisky, zapragnęła tego samego, więc ominąwszy czerwone panie, podeszła do stołu by odetchnąć i przygotować sobie drinka. Co do cholery?

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Prawdę powiedziawszy parę osób, które pojawiły się w mieszkaniu było dla niej zaskoczeniem. Nie spodziewała się na przykład spotkać tutaj Cosmo, czyli chłopaka z imprezy świątecznej Hirschów, od którego już wtedy wyczuwała bardzo, ale to bardzo dziwne napięcie. Teraz jednak po prostu się do niego uśmiechnęła – Biorąc pod uwagę ile tu jest alkoholu… obawiam się, że może być równie ciekawie. – zwróciła się do chłopaka, uśmiechnęła się najsympatyczniej jak tylko potrafiła. I dzięki bogu, że wtedy odezwała się Aviana na temat tych nieszczęsnych czerwonych kiecek!
- Pamiętaj, że wielkie umysły myślą tak samo. – zaśmiała się, puszczając przyjaciółce oczko i odwróciła się na pięcie, żeby wymienić kieliszek z winem na szklankę z whisky, bo skoro Dallas zdecydował się sięgnąć po mocniejsze drinki to chyba nie było sensu się powstrzymywać.
I właśnie wtedy jej spojrzenie spotkało się z tym Jacoba. Chciała się uśmiechnąć, ale w tym momencie on odwrócił wzrok – zupełnie jakby się nie znali. Powiedzieć, że poczuła się jak idiotka to nie powiedzieć nic. Poczuła jakby dostała w pysk. I rozumiała, że mieli się w żaden sposób ze swoją znajomością nie afiszować, ale aż tak?
- Zdecydowanie coś mocniejszego. Może być nawet podwójny. Nie wiedziałam, że mamy tylu wspólnych znajomych, Simmons – stwierdziła, a gdy do jej rąk trafił drink rozlany przez Dallasa, upiła z niego spory łyk. Naprawdę spory. Spojrzała na Kaylee, która wyglądała… no cóż, podobnie do niej – Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. – zwróciła się do Butler, zupełnie nieświadoma, ze obie zareagowały podobnie na tą samą osobę.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

— 19 — Tym razem Judah, być może nadal ugłaskany ostatnim komplementem młodszego brata, który śmiało przy świątecznym stole uznał, że z trójki synów państwa Hirsch to ten najstarszy wyszedł im najlepiej, nie zamierzał komentować wyglądu Jacoba. Odpowiedział jedynie przelotnym spojrzeniem, na dłużej zatrzymanym na wybranej przez młodszego Hirscha butelce szampana, tak jakby tyle wystarczyło by był w stanie ocenić czy chociaż w doborze alkoholu tego dnia się postarał. Sam nie był zresztą lepszy - dopóki nie wiedział, że już jego brat zaklepał dla siebie tego rodzaju prezent, na kuchennym blacie od kilku dni stało wybrane przez Judaha cholernie drogie (i według sprzedawcy cholernie dobre) wino, które zamierzał wziąć na świąteczną imprezę do Aviany. Dopiero w ostatnim momencie te plany zmieniał, w wyniku czego teraz w dłoni trzymał jedynie kopertę z bonem do swojej restauracji na jakąś niebotycznie wielką sumę - tak, żeby nie musiała przychodzić na kolację sama, a nawet mogła wziąć do towarzystwa całą swoją rodzinę; też by jeszcze wystarczyło. Jak widać zdarzało się, że Judah miał rozmach.
Ale to nieistotne, prawda? Przed wejściem do środka poprawił na szybko mankiety koszuli, by zaciekawione spojrzenie wbić jeszcze w młodszego brata, gdy przypomniała mu się jedna, mała rzecz. Czy raczej jedna osoba, której teraz obok niego nie było. – Co z tą rezydentką? – tylko tyle zdążył wypowiedzieć nim Jacob (bo przecież nie Judah, skoro dopiero co zadał tak istotne pytanie) swobodnie wszedł do mieszkania Thornton, nie trudząc się wciskaniem dzwonka i czekaniem na zaproszenie. Którego, bazując na tym ile gości miała już w środku Aviana, na dobrą sprawę mogli się nie doczekać. – Wrócimy do tego później – dopowiedział, spojrzenie z młodszego brata przenosząc wreszcie na gospodynię - czy raczej próbując dostrzec ją pośród wszystkich gości, którym kolejno przyglądał się, aż natrafił na tę jedną, konkretną twarz. Po drodze rozpoznał kilka osób: jako pierwszy w oczy rzucił mu się starszy Thornton, którego znał z widzenia, a może jedynie jakichś opowieści; obok niego jakaś kobieta w czerwonej sukience, której akurat zupełnie nie kojarzył (Adorka), gdzieś po drodze kolejna, i kolejna, i jeszcze jedna czerwona sukienka. Z tego wszystkiego przestał przyglądać się już twarzom (oj i to był błąd, bo może szybciej dostrzegłby Georgię) i z niemałym zdziwieniem dał się pociągnąć Jakubowi tam, gdzie stała gospodyni.
No i co z tego? Wyluzuj, Jacob – nie załapał, że jego brat wcale nie mówi o tym, że Judasz zna już Avianę, a o kimś zupełnie innym, na kim przez chwilę uparcie utrzymywał swój wzrok. Ale tego starszy Hirsch już nie zauważył. – Czy Ty już coś piłeś? – dodał jeszcze, nieco stłumionym tonem głosu, nawet jeśli Aviana i tak była zbyt blisko, by tego nie usłyszeć. Mimo to, mając nadzieję na przeczącą odpowiedź (bo to jednak wstyd przychodzić na czyjeś przyjęcie lekko pod wpływem), sam zdobył się na zamknięcie gospodyni w swoich ramionach w ramach krótkiego powitalnego uścisku. – Ważne przez pół roku. Wesołych świąt – tyle dopowiedział wręczając do jej rąk kopertę, a gdy Jacob postanowił skomentować prezenty leżące dla gości na stole, zamiast tam powędrować swoim spojrzeniem, raz jeszcze rozejrzał się po pomieszczeniu. I to właśnie wtedy wzrokiem natrafił na Georgię.
No pięknie.
Ostatnio zmieniony 2020-12-30, 14:41 przez Judah Hirsch, łącznie zmieniany 1 raz.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Wino, towarzystwo przyjaciół, dobre jedzenie (na tyle, na ile można wierzyć umiejętnościom kulinarnym Aviany) – szykował się całkiem przyjemny wieczór, więc co mogłoby pójść nie tak? Odpowiedź na to pytanie Adore poznała dość szybko, gdy odruchowo odwróciła głowę by sprawdzić, kto tym razem pojawił się w drzwiach. Uśmiechnęła się do Posy, ale niecałe dwie sekundy później wyraz jej twarzy całkowicie się zmienił; obecność Dallasa kompletnie zbiła ją z tropu. Nie przyszłoby jej do głowy, że mężczyzna mógł znać kogokolwiek z tego towarzystwa. – Ciebie również – odpowiedziała, chociaż w głowie nadal szumiały jej słowa, którymi pożegnał ją ostatnim razem. Dam ci spokój. Nie zareagowała na nie wtedy, a teraz nie potrafiła w jakikolwiek sensowny sposób zareagować na jego obecność. Nie zorientowała się również, kiedy dokładnie (zapewne w zdenerwowaniu) zacisnęła palce na ramieniu Philipa, które odruchowo puściła, słysząc pytanie zadane przez Cosmo. – Nie, nie jesteśmy razem. Przyjaźnimy się – powiedziała, siląc się na uśmiech, chociaż nie czuła się dobrze. Ani trochę. Na raz dopiła całą zawartość swojego kieliszka, jak większość obecnych gości decydując, że nadszedł czas na mocniejszy alkohol. - Co pijesz? – zapytała przyjaciela [Philipa], ze zdziwieniem zauważając, że nadal nie sięgnął po nic zawierającego procenty. – A właściwie, mógłbyś … ? – bezgłośnie wypowiedziała słowo proszę. Chciała uniknąć kolejnej, niezręcznej chwili w towarzystwie Simmonsa, który kręcił się wówczas w okolicy stolika z alkoholem. Sama natomiast postanowiła usiąść przy stole, skoro do tego zachęcała Aviana.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Przez co za strój, Aviana z pewnością miała na myśli wspaniały i Cosmo wyciągnął ten wniosek bez żadnego problemu. Z porozumiewawczym uśmiechem pokiwał też palcem, słysząc komunikat Adore, że ona i Philip nie są razem. Jasne, jasne. Do Posy natomiast posłał swój zdecydowanie najbardziej czarujący uśmiech, próbując w myślach przebłagać ją, żeby proszę, nie nienawidź mnie, okej?.
- Ta sukienka lepiej podkreśla figurę niż poprzednia. Ale mówią, że ładnemu we wszystkim ładnie - wzruszył jeszcze ramionami. Właściwie to babcia Beata zwykła powiadać raczej, że starą szkapę poznasz po zębach, ale to sformułowanie wydawało mu się raczej niestosowne do sytuacji.
Chwila moment i jak na zawołanie pojawił się on, w asystencie Szanownego Pana Hirscha zresztą, więc Cosmo instynktownie wcisnął się między Adore i Philipa, którzy na razie jako jedyni nie dorwali się do zastawionego alkoholem stołu. Oczywiście, nawet bycie królem kamuflażu nie ukryło go przed spojrzeniem Jacoba, na którego widok spiął się delikatnie - na szczęście zaraz okazało się, że chyba niepotrzebnie (?). Odszyfrowawszy szybko przekazywaną sobie niewerbalnie wiadomość, odwzajemnił uśmiech, układając usta w a tobie szczękę, które najpewniej byłoby znacznie trudniejsze do odczytania, gdyby nie fakt, że mówiąc to Cosmo przesunął palcem wskazującym po podbródku. Taka forma komunikacji lepsza niż żadna, prawda? Zaraz jednak odchrząknął krótko i wyprostował się, jak na dżentelmena przystało, żeby przypadkiem Adore albo Philip nie pomyśleli, że chował się za nimi. Słysząc wymówioną przez Marquez prośbę, postanowił skorzystać ochoczo z kreującej się okazji.
- O tak, a ja z chęcią bym się napił coli zero, jeśli mógłbyś...? - Wystarczająco dużo tłoczyło ich się przy tamtym rogu stołu, okej? Miał nadzieję tylko, że Philipowi nie zabraknie ręki. - Ale upewnij się, że zero, musi być zero - dodał jeszcze pospiesznie, bo nie uśmiechało mu się odlewanie zaraz coli do cudzych szklanek.
- Poszedłbym na przykład gdzieś usiąść, ale nie wiem czy wypada, jak myślisz? - Poczucie się swobodnie przy Adore jak widać nie zajęło mu wcale dużo czasu.
Obrazek

autor

Zablokowany

Wróć do „Domy”