Wszak tylko poprzez formę

uświadamiamy sobie pustkę


Liane Gagneux
24 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2020-11-19, 15:25


about me

imię i nazwisko

Liane Gagneux

pseudonim

Galopin dla rodziny

data i miejsce urodzenia

28.06.1997, Bonneval-sur-Arc, Fr

dzielnica mieszkalna

Chinatown

stan cywilny

panna

orientacja

biseksualna

zajęcie

grabarka

miejsce pracy

Serenity Funeral Home

wyznanie

agnostyczka

miejscowy / przyjezdny

w seattle od 3 lat

my story
-Galopin, tu as finis?.- Putain. Sekator z bólem wrzynał się w odsłonięte, drobne palce po raz kolejny kalecząc skórę. Mogła założyć rękawice, ale nigdy nie lubiła uczucia odcinania się od natury warstwą materiału. Cyk. Kolejny fragment lawendy opadł u jej kolan wbitych w świeżą ziemię. Była dopiero w połowie pola, a ojciec już wymagał pełnego kosza.
-Bientôt, papa!
Była w stanie usłyszeć ciężkie westchnienie ojca mimo jego oddalenia. Jak zwykle za długo, jak zwykle za słabo, a przecież trzeba jeszcze wypasać kozy, trzeba przeorać ogródek, podlać rośliny, zapakować lawendę na sprzedaż, a mama prosiła jeszcze o zacerowanie koszuli. Będziesz to robiła do nocy.

Noce witały chłodem wgryzającym się powoli w kości. Przenikał przez wełniany płaszcz niedbale zarzucony na ramiona. Czuła zimno bijące od zagrody, o którą opierała się w nadziei, że stąd nie zostanie zauważona. Dopiero szary dym wypełniający powoli jej płuca rozgrzewał ją. Wdech wydech. Z każdym zaciągnięciem się oddech zaczynał spowalniać się i pogłębiać. Jedyna odskocznia jaką miała od codzienności- powolne oddechy śmierci, choć prawda była taka, że jej odejście nie byłoby największym dramatem tej rodziny, a jedynie utratą dosyć taniej siły roboczej.

-Tes lettres, Liane!- głos listonosza rozniósł się od bramki. Doszły. Doszły, doszły, doszły. Były tak ciepłe w dotyku, zupełnie jakby dopiero chwile temu były zaklejone przez drobne ręce ukochanej, tak delikatne jakby miały się rozpaść od samego trzymania ich w roztrzęsionych dłoniach, tak pachnące jakby świeżo co spryskane perfumami stojącymi w różowym flakoniku przy umywalce. Zapach, choć urojony, przynosił jej ukojenie. Wiedziała, że dawno wywietrzał w czasie drogi przez ocean, ale chciała wierzyć, że czuje delikatne, słodkie perfumy ukochanej. Palce powoli sunęły po kopercie otwierając ją z namaszczeniem, z umiłowaniem, jakby bojąc się, że zbyt mocny ruch może zniszczyć zawartość. Mon amour. Zatapiała się w słowach wypisanych dłonią ukochanej i choć mieszała się w słowach i myliła znaczenia to te starania by pisać po francusku roztapiały serce Liane. Zwykle komunikowały się po angielsku, ale raz na jakiś czas zdarzały się listy jak ten, gdzie między angielskimi wtrąceniami pojawiały się francuskie słowa. Doceniała te małe starania.

Kiedy ją widziała brakowało jej tchu. Takie momenty nie zdarzały się często bo dzieliły je tysiące kilometrów. Myślami wracała do chwil, kiedy spotykały się na lotnisku w niedalekim mieście, kiedy ściskała ją w uścisku tak silnym, jakby chciała ją zadusić. Dzięki myślom przeżywała i pozwalała sobie żyć. Tęsknota, choć silna, nie była w stanie pokonać jej oddania do ukochanej zza oceanu.

-Papa, je veux aller aux États-Unis.- wypowiedziała tych parę słów tak szybko, że nie była pewna czy da się usłyszeć w nich jakikolwiek sens. Stres wżerał się w jej serce z całych sił, kiedy zobaczyła zmarszczone brwi ojca. Nie rozumiał. Nigdy nie mógł zrozumieć. Moja córka nie będzie latać po świecie. Twoje miejsce jest tutaj, na farmie. Żadnego związku z kobietą, jesteś nienormalna! Jesteś wynaturzeniem! To ostatnie słowo prześladowało ją każdego dnia. Dégénérescence. Albo my albo ona.

Każdy dzień poświęcała pracy. Pomagała w domu, szyła ubrania na zlecenie dla sąsiadek i ich dzieci, zajmowała się kozami mieszkającej nieopodal staruszki, zajmowała się dziećmi. Odkładała każde euro wierząc, że pewnego dnia wyrwie się stąd do wielkiego miasta i zniknie wśród wieżowców.

Bała się samolotu. Ściskała rączkę walizki tak mocno, że dłonie zaczęły zmieniać swój naturalny, blady odcień. Bilet trzymała razem z listem, najkrótszym jaki dostała. I'm waiting for you. Bała się miasta. Całe życie spędziła wśród roślin, farm, zwierząt. Seattle przygniotło ją swym rozmiarem, ale Ona pomagała jej się odnaleźć wśród neonów, hałasu i zgiełku, którego wcześniej nie doznawała.

-Je romps avec toi- słowa odbijały się w jej głowie echem tak silnym, jakby próbowały zwalić ją z nóg. Musiała usiąść. W jednej chwili zawalił się cały świat jaki znała, cały świat jaki kochała. Nagle pozostała sama wśród budynków, które ją przerażały. Sama wśród życia, które nie należało do niej. Wykradła je komuś, zabrała. To nie był jej świat, jej standardy ani jej przyzwyczajenia. Nie potrafiła kupować kawy w kawiarni na dole, mieszkać w kamienicy czy jeździć autobusami. Żyła naturą, którą pozwoliła sobie odebrać, żyła światem, do którego nie miała już dostępu. Nie mogła zawrócić.

Cmentarze pachną ziemią. Ciężką, mokrą ziemią. Papieros powoli dogasał w ustach, kiedy przerzuciła kolejny stos. Powinno wystarczyć, trumna się zmieści. Oddychała głęboko wciągając zapach dymu, piachu, nocy i rosy powoli osadzającej się na trawie. Chociaż tutaj miała namiastkę normalności. Wśród trupów.
my flaws
uwielbia lawendę x wstaje zazwyczaj bardzo wcześnie x do tej pory nie odnajduje się w mieście x pali nałogowo x nigdy nie piła alkoholu ani nie brała innych używek niż papierosy x nie lubi perfum, uważa, że człowieka da się zrozumieć po jego naturalnym zapachu x udziela się wolontaryjnie w okolicznych organizacjach x wierzy w reinkarnacje i karmę x czyta w nałogowych ilościach x wierzy, że każdy w natury jest dobrym człowiekiem x mimo że jest agnostyczką za każdym razem, gdy wykopie grób "modli się" do Wszechświata o spokój człowieka, który będzie w nim pochowany
and more

imię/ nick z edenu

Vernice

kontakt

pw i discord

narracja

przeszły, trzecia osoba

zgoda na ingerencję MG

tak

Liane Gagneux

Kennedy Stearns

Mów mi:-
MULTI:-
 


straszę ludzi w Seattle

ktoś coś?


Dreamy Seattle
100 lat
210 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-31, 19:41


akceptacja!
Serdecznie witamy na forum, twoja karta została zaakceptowana. Możesz teraz dodać tematy z relacjami, kalendarz oraz telefon i cieszyć się fabularną rozgrywką, którą musisz rozpocząć w ciągu 3 dni.
Mów mi:Dreamy Seattle
MULTI:-
. pierwsze urodziny forum .
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, grudzień - 166 punktów
Charlie to kobieta, która już wkrótce zostanie mamą, lecz to nie przeszkadza w obcowaniu ze sztuką, bowiem prowadzi swoją galerię. Zazwyczaj lubi pijać wino z kartonu, ale zwykłym piccolo o smaku wiśni nie pogardzi. Przekupisz ją melonem, najlepiej owiniętym w plastry szynki parmeńskiej. Szczęście w miłości ma średnie, podobnie jak w kartach. Uwielbia układać puzzle i stroić się na wernisaże, które chętnie organizuje. Promuje sztukę miejscowych artystów, a sama tworzy małe arcydzieła z gliny.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, grudzień - 134 punktów
Nastolatka żądna wiedzy, która łączy sobie ludzi wokół. Studentka pierwszego roku architektury, która zdecydowaną większość czasu spędza nad książkami. Spotkać ją możecie podczas fotografowania miasta albo przekonującą ludzi, że plastikowe kubeczki są złe. Trzyma się z dala od kotów, na których sierść ma uczulenie. Od kilku miesięcy próbuje przywyknąć do posiadania współlokatorów. Czeka na swojego księcia z bajki, chociaż wcale dużo nie randkuje. O wiele bardziej woli spotkania z przyjaciółmi i rodziną.