WAŻNE: W procesie przenoszenia forum na nowy silnik utracone zostały hasła logowania. Napiszcie w tej sprawie na discordzie do audrey#3270 lub Rezz#2137, na konto Dreamy Seattle na Edenie lub zalogujcie się na konto UP (hasło:universal) i z niego wyślijcie wiadomość prywatną na forumowe konto Dreamy Seattle. Ustawimy nowe tymczasowe hasła, które zmienicie we własnym zakresie.

EVENT Świąteczny klimat niestety nieco nas ominął przez remont forum. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by jeszcze wziąć udział w evencie i zgarnąć świąteczną odznakę! Szykujcie się też na dwie najlepsze imprezy sylwestrowe w mieście!

KALENDARIUM Chcecie wiedzieć, co dzieje się w Seattle? Potrzebujecie dla swoich postaci tematu do rozmowy albo ciekawego wydarzenia, na którym moglibyście oprzeć rozgrywkę? To właśnie tutaj znajdziecie wszystkie newsy ze Szmaragdowego Miasta.

UPDATE Postacie chcące uzupełnić swoją KP o nowe treści w biografii mogą skorzystać teraz z kodu update w zamówieniach.

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
0
0

dreamy seattle

dreamy seattle

-

Post

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

#5

Czasami wystarczy jedna głupota, by totalnie rozwalić Ci dzień. Musiała dokończyć parę rzeczy, musiała wybrać zdjęcia, musiała przeredagować jeden tekst, który napisała już dawno, a który ostatecznie zupełnie jej nie podpasywał, musiała wybrać podpisy, a głupia, g ł u p i a, wzięła jeszcze na siebie kolejne. Stop Kaylee. Nie bierzesz nic nowego, póki nie pokończysz tego, co rozpoczęłaś. O, tak sobie mówiła za każdym razem, a później… wiadomo. Keylen nie chciał wstać; od tego się zaczęło – spóźnili się do przedszkola, nie wypiła swojej must kawy w domu, gdy dotarła do biura, zorientowała się, że nie wzięła z domu laptopa, którego zabrała z redakcji poprzedniego wieczoru więc musiała po niego wrócić, a gdy w końcu wpadła do pracy… równie szybko z niej wyszła. Panował tam taki rozgardiasz, że miała wrażenie, że brakuje jedynie samolocików papierowych rzucanych przez ludzi przy biurkach. Boże, oszaleje. Wzięła głęboki oddech, przeszła się do ulubionej kawiarni po kawę, a później udała się do biblioteki, która ratowała ją właśnie w takie dni – gdzie wszystko było na opak i nie w tę stronę, w którą powinno. Idealne miejsce. Cisza, spokój, ksero, masa materiałów, Internet, dużo przestrzeni z racji, że coraz mniej osób korzystało z jej uroków. Była praktycznie sama, nie licząc kilku licealistów, którzy się pojawiali i znikali, i ten jeden, elegancki facet, który wszedł, a na którego rzuciła jednym szybkim spojrzeniem zza ekranu swojego laptopa. Połaził, poszperał i myślała, że wyszedł, wiesz? Właściwie nie zwracała już na nic większej uwagi, zapatrzona w notatki, gdyby nie to, że ktoś zaczął miarowo, rytmicznie… włączać i wyłączać długopis. Serio? Jak już usłyszała, to nie było najmniejszej szansy, by udało jej się to zignorować. Minuta, dwie, trzy – nie wytrzymała. Uniosła wzrok, eh, oczywiście, ten sam mężczyzna. Uśmiechnęła się sztucznie i ładnie poprosiła, by przestał. Pewnie robił to nieświadomie, pewnie taki tik, ale przestał, na szczęście… na kilka minut. Miała wrażenie, że minęło jedynie kilka sekund, a znowu usłyszała to samo pykanie. Pyk, pyk, pyk. P Y K, k u r w a m a ć. Nie zastanawiała się długo – taka właśnie była, kiedy była zdenerwowana – impulsywna. Zgarnęła ze swojego stolika pierwszą rzecz, która wpadła jej w łapkę, o zgrozo – długopis, i rzuciła nim w swojego obecnego wroga numer jeden. Może za mocno? Zdecydowanie za mocno, bo jej nadgarstek nabrał zbyt dużej prędkości, której się nie spodziewała, a długopis trafił idealnie w tę jego piękny, przystojny pyszczek. Policzek? Czoło? Zostawił na nim pręgę? Ślad? Rozciął lekko skórę? Nie interesowało jej to. Nie uciekała też wzrokiem – niech wie, że to ona i niech, w końcu, przestanie P Y K P Y K.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

#2

Najwyższa pora znaleźć sobie asystenta od brudnej roboty. Nowego. Zachary miał wcześniej jednego, nawet już dwóch, ale ze względu na to, jaki był ostatnimi czasy... Nikt z nim nie potrafił wytrzymać na dłuższą metę, szczególnie w kwestiach zawodowych. Niezbyt się wysilał, kiedy miał kogoś, kto odwalał za niego wszelkie wnioski, zbierał materiały i inne tego typu szczegóły. Właściwie to pojawiał się na gotowe, odstawiał cudny teatr grozy na sali rozpraw i zbierał laury, szczerząc się z kolejnego sukcesu, którego nie osiągał nadmierną pracą. Ludzie tego nie wytrzymywali. A później on lądował w bibliotece, by przeczytać stare artykuły, dostępne jedynie (o zgrozo!) w wersji papierowej, by znaleźć odpowiednie fragmenty, pomocne w jego dalszej pracy, choć oczywiście, że wolałby robić co innego. Kto normalny siedział w dzisiejszych czasach w zakurzonym, słabo klimatyzowanym i równie beznadziejnym oświetlonym pomieszczeniu? Tylko wariaci. Albo beznadziejni przełożeni. W końcu Sherwood nie określi siebie mianem wariata.
Czy kiedykolwiek zauważył, że jest tak irytujący, bo sobie pstryka długopisem? Nie. Tik nerwowy, a może bardziej wynikający z tego głębokiego skupienia jakie mu towarzyszyło podczas czytania w poszukiwaniu idealnych, pożytecznych fragmentów. Nikt nigdy nie zwracał mu uwagi, bo też rzadko towarzyszył mu ktoś w takich chwilach - o ile w ogóle się zdarzały. Tak więc, kiedy urocza szatynka zwróciła mu grzecznie uwagę, on jak na dżentelmena przystało i przeprosił, zapewniając, że to się nie powtórzy. Nie chciał kłamać. Nie tym razem - w końcu tak często obiecywał Rid poprawę, a dalej pozostawał skończonym chujem, jeśli chodzi o rolę ojca - a jednak... Prędzej niż później wrócił do wcześniejszego pstrykania.
Nie spodziewał się, że zostanie zaatakowany. Dostał w policzek. Ostrą końcówką. Pewnie pojawiło się jakieś tam zaczerwienie, bo raczej nieznajoma nie była na tyle silna, by rzucając długopisem doprowadzić go do krwawienia. Do wrzenia wewnątrz jednak już tak. Podniósł przedmiot z podłogi, mierząc niezbyt zadowolonym spojrzeniem kobietę. -To chyba pani - odparł, wstając i położył grzecznie przedmiot na stoliku, tuż obok jej dłoni, którą podczas zabierania swojej ręki, niewinnie musnął. -Tak się tylko zastanawiam... Czemu pani siedzi tu sama? Osoby niezrównoważone chyba potrzebują opiekuna - dorzucił szeptem, nachylając się nad nią od tyłu. Moze był bezczelny, ale hej, to ona zaczęła! Oczywiście, Sherwood mógłby wszcząć burdę, pełną krzyków, ale na litość byli w miejscu publicznym i to specyficznym. Mogli więc stoczyć ten pojedynek na poziomie... Mogli?

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

To nie tak miało wyglądać. Nie miała trafić w policzek - miał dostać w ramię, tors, nogę, cokolwiek innego niż twarz; lekko, leciuteńko, ledwie co no! A tu benc. Miał kiwnąć głową, może nawet się uśmiechnąć i dać znać, że zrozumiał, i to lepiej niż za pierwszym razem. Tymczasem wstał i zbliżał się do niej, a ona, mimo że twardo nie spuszczała swojego złowrogiego wzroku z jego twarzy… no zwątpiła. Odrobinę tylko, ok.? Odrobinę, bo gdyby słyszała to p y k p y k jeszcze przez kilka sekund, zapewne rzuciłaby w niego nie tylko długopisem, a może i nawet stołem? Pewnie nie miała tyle siły, oh well. Jakiś czas wstecz byłam na wykładzie podróżniczym – przefenomenalnym! Póki, pewnie jakoś w połowie nie zauważyłam, że facet każde zdanie rozpoczyna mlaśnięciem. Eh, nie mogłam się skupić do końca spotkania. I podobnie miała Kaylee, która za każdym razem, gdy tylko zaczynała pisać zdanie, słyszała to pykanie coraz głośniej. Śledziła tęczówkami jego ruchy, podczas jego krótkiej wycieczki do jej stolika, wgapiając się w jego twarz, oczy… widząc jedynie… obojętność, zagadkę? Kurde, co kryło się w tych oczach? Na swoją rękę spojrzała dopiero, kiedy poczuła jego dotyk na swojej skórze. Ledwie wyczuwalny, ale jednak, Boże. Serio? Nerwowo (a ta nerwówka była dla niej niesamowicie dziwna) oblizała spierzchnięte usta, mając nadzieję, że odejdzie, zaraz po tym gdy zwrócił jej długopis, wiesz? – ona nie będzie musiała mu odpowiadać, ani nawet w podzięce kiwać głową, a on odejdzie, najlepiej na całkiem inną orbitę, bo wyjątkowo się zdenerwowała, gdy znalazł się tak blisko niej. – Dziękuję, moje… – odpowiedziała, bo chyba tak wypadało? - …upadło – dodała jeszcze, bo nie byłaby sobą, a przecież doskonale wiedzieli oboje, że n i e upadło. Jej dłoń miała właśnie drgnąć, ona miała się odwrócić i odprowadzić go wzrokiem, ale nim to zrobiła – poczuła lekkie męskie perfumy uderzające w jej nozdrza, a zaś usłyszała szept jego głosu. Weź się w garść, Kaylee. To pewnie tylko typowy facet, który lubi czuć władzę. Wzięła głębszy oddech, przygryzła policzek od środka i obróciła się na tym bibliotecznym krzesełku, akiedy to zrobiła, był o wiele za blisko niej. Zadarła łebek w górę, bo pewnie on stał i odepchnęła się na ze… dwa centymetry minimum, na tyle na ile stolik jej pozwalał, co by faktycznie widzieć jego twarz, a nie ciało. – Eeeej – uśmiechnęła się leciutko, tak że ledwie jej dołeczki w policzkach były zauważalne. – Mój opiekun zostawił mnie w bezpiecznym miejscu – odszepnęła. – Które pan skutecznie zakłóca – dodała, również szeptem, bo fakt, mimo nieobecności nikogo, mogli załatwić do jak cywilizowani ludzie. – A mimo wszystko, nie pozwalam sobie na obrażanie i wyzwiska. Chociaż moje niezrównoważenie mogłoby na to pozwolić i absolutnie by to usprawiedliwiło – jedynie na przemoc sobie pozwoliła, heh, a jej wzrok utknął na tej malutkiej czerwonej prędze, która została na jego policzku. Serio… ona to zrobiła?

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

A kto nie lubił czuć władzy? To demonizujące stwierdzenie, że skoro Zachary, będący mężczyzną chciał mieć kontrolę, to od razu musiał być tym typem faceta... Naprawdę demonizujące i zakrawające o całkiem niezłą hipokryzję, bo przecież czy owa szatynka była w czymkolwiek od niego lepsza? W końcu to jej przeszkadzało do tego stopnia naruszanie wyśnionej przez nią ciszy, że musiała sięgnąć po argumenty cięższego kalibru niż słowa. Chciała postawić na swoim. Przejąć kontrolę. I co? Oboje jak widać lubili władzę. I w sumie to nic złego. Dopóki się nie pozabijają.
I cóż, dobra wiadomość jest taka, że przynajmniej Sherwood nie planował tu żadnego mordu. Owszem, zirytowała go do granic możliwości. Chciał dać jej nauczkę, ale teraz... Musiał przyznać, że była naprawdę ładna. W jego typie. Stuprocentowo. I właśnie dzięki temu urokowi sytuacja dla nieznajomej obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni. Do tego podobało mu się to, że nie drżała na całym ciele niczym przestraszona sarna, a była w stanie podjąć wyzwanie. Odwzajemnić spojrzenie. Zaznaczyć granice, które on wciąż ignorował. Nie zabrał rąk, które otaczały kobietę. Nachylił się nawet nieco bardziej, a na twarzy błąkał się mu uśmieszek. Pewny siebie, bo jakżeby inaczej?
-Cóż... Może wydawałem niekontrolowane dźwięki, ale... Czy to powód, by mnie uszkodzić? Być może trwale - wyszeptał swoją odpowiedź, wskazując palcem na miejsce, gdzie chyba coś było widać. No, bo skąd on miał mieć niby pewność? Nie widział się przecież w lustrze zanim tu przyszedł. Czuł jedynie, że trochę piekło. Ledwo odczuwalnie, ale jednak. Być może to jego karta przetargowa. -Ciekawe... Co powiedziałby twój opiekun na takie zachowanie - dodał jeszcze, odbijając się od niej. Z żalem, ale jednak. Podobało mu się to osaczanie przepięknej kobiety, sprawiające pozory kontroli, ale... Wiedział aż za dobrze, że tak nic nie osiągnie. A chyba... Och, nie chyba, Zachary zdecydowanie chciałby spotkać się z uroczą, zadziorną nieznajomą w innych okolicznościach. Cóż, wariował na starość i naprawdę niewiele potrzebował, by zacząć sobie wyobrażać zupełnie inne, intymniejsze scenerie...

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Właściwie… właściwie to pewnie masz rację. Gdzieś tam każdy czuje chęć posiadania jakiejkolwiek władzy. Kaylee zapewne też miewała swoje momenty, ale nie myślała o tym teraz, po prostu. Teraz obcy facet rozpościerał swoje łapska po obu jej stronach, więc tak, zdecydowanie miała wrażenie, że jest facetem, który chce mieć kontrolę nad sytuacją. Ot co. Dopiero, kiedy się obróciła, zdała sobie sprawę z tego jak mocno naginał wszelkie granice. Jak blisko się znajdywał, jak zbliżając się o jedynie kilka centymetrów mogła poczuć jego oddech, jak nie interesowało go, gdzie znajduje się przestrzeń osobista, szczególnie obcych sobie ludzi i, jak pięęęękne miał oczy. Miał. Przeszywające. Dobra, koniec, teraz już naprawdę się brała w garść. Nie da po sobie poznać, że wcale, ale to wcale nie jest tą wysoko trzymającą głowę kobietą.
- Oj, od razu uszkodzić – czemu oni nadal mówili szeptem, skoro najbliżej znajdującą się osobą pewnie była ta starsza kobieta gdzieś na drugim końcu sali? Zaskakując samą siebie, a jednocześnie łamiąc barierę przestrzeni osobistej bardziej niż on – impulsywnie, podobnie jak wcześniej – dotknęła opuszkami palców jego policzka. Tego naruszonego policzka. - Nie wygląda to na dożywotnie. Parę minut i zniknie – jednym paluchem przejechała jeszcze po tym czerwonym śladzie i wtedy, zdając sobie sprawę z głupoty tej sytuacji – równie szybką tę dłoń zabrała. Tak, coś zdecydowanie tutaj było z pokazywania władzy. – Dasz radę? Bo, jeśli potrzebujesz, powinnam gdzieś tutaj mieć plasterek – okej, teraz już troszkę sobie żartowała, co by rozluźnić tę gęstniejącą atmosferę, która przecież nie miała prawa się pojawić, skoro totalnie się nie znali. I byli w bibliotece. A prócz plasterka miała pewnie całą apteczkę, bo przecież nie zawsze buzi od mamy na ała-si wystarczy by ukoić ból trzylatka. Jak tylko odsunął się na bezpieczną odległość, wykorzystała okazję i się podniosła, by choć odrobinę odsunąć od siebie wrażenie, że jest taka maleńka. Oparła się tyłkiem o blat stołu, a dłonie skrzyżowała na piersi. – A widzisz go tutaj? – rozłożyła bezradnie rączki. – Jestem pewna, że klasnąłby ze dwa razy w dłonie, a może i nawet trzy? Dumny ze mnie, że tak fantastycznie rozwiązuję zaistniały problem – no hej, zwracała mu uwagę, prawda? Jezu, co oni z tym opiekunem? – Poza tym, jak na razie całkiem nieźle dajesz sobie ze mną radę, prawda? – mógł zwrócić jej długopis, powiedzieć ze dwa słowa i machnąć ręką, ale czy coś takiego się wydarzyło? Nah, stali tutaj, naprzeciw siebie i szeptali jakieś niewytłumaczalne frazesy.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Może ktoś, kiedyś wpoił im podstawowe zasady zachowania w bibliotece, bo niewątpliwie podstawową z nich było to, że po prostu siedzisz w tym miejscu cicho. Ewentualnie szepczesz. Chociaż do tego jednego potrafili perfekcyjnie się zastosować. W końcu wszystko inne pozostawiało bardzo wiele do życzenia. Włączając w to przeciągłe spojrzenia, zacieranie się granic z obu stron... Cholera, kto by pomyślał, że wizyta w głupiej bibliotece może być tak interesująca? Na pewno nie Zach. Teraz jednak nigdy nie będzie wątpił w to, że coś ekscytującego może spotkać człowieka wszędzie. Dosłownie.
-Aj.... Piecze - zasyczał, mrużąc oczy, kiedy dotknęła jego policzka. Syczenie z bólu powtórzył też, kiedy przejechała swoim palcem po tej ledwo widocznej, zaróżowionej kreseczce. bo nawet czerwoną nazwać nie można jej było. Droczył się. Nie pozostało mu jednak nic innego, skoro ona zaczęła to robić pierwsza. Odbicie piłeczki to coś, co zawsze Sherwood był gotów zrobić. Nie miał nic przeciwko, kiedy odbijał ją z tak piękną kobietą, której dotyk wcale nie sprawiał bólu, a przyjemność. Naprawdę miała miękką skórę dłoni, co udowodniła tym delikatnym gestem. Szkoda, że zabrała palec. Cholerna szkoda. -Byłbym idiotą, gdybym pogardził taką... pielęgniarką - zasugerował więc chęć tego, by otrzymać plasterek. Nie wiedział jednak czy nie jest zbyt bezczelny, ale skoro ona sobie go dotykała bez żadnego skrępowania, to czemu on nie miałby rzucać takich tekstów? Do tego to nieznajoma zaproponowała plaster, on tylko wyrażał zainteresowanie, tak?
Podobało mu się to co robiła. Ta pewność. Nieważne, czy to jedynie wytwór aktorskiej gry na którą stać nieznajomą czy prawdziwe uosobienie - robiła to genialnie. Pobudzała zmysły Sherwooda, który z zadowoleniem obserwował każdy ruch szatynki. Wyglądała obłędnie na tym stole, co oczywiście, że zauważał i poniekąd komentował tym zadowolonym, cholernie zadowolonym uśmieszkiem. -Nieźle daję sobie radę, hm... Czy to sugestia, że mam szansę na objęcie zaszczytnej posady twojego opiekuna? - zapytał wprost, cicho mrucząc, kiedy zbliżał się do kuszącej nieznajomej, siedzącej na stole. Patrzył na nią tak, że raczej nie powinna mieć wątpliwości - chciał ją lepiej poznać. To już jej kwestia jak na to zareaguje. I nie, Zachar nie uważał tej kobiety za łatwy kąsek, ale cholernie kręciła go ta słowna przepychanka, do której zdarzało im się dodawać jakieś gesty. I chciał wiedzieć co może z niej wyniknąć. Cholernie chciał.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

- Poważnie? – odsunęła opuszki palców od jego lekko zarośniętego policzka, kiedy tylko pierwszy raz „syknął” z bólu. No hej, skąd mogła wiedzieć? Przeniosła źrenice na jego oczy i… zgrywał się. Głupek. Reagował na jej słowa podobnie jak ona na jego, więc pewnie dlatego podobała jej się ta gier słów, którą, o dziwo, nadal potrafiła prowadzić, mimo że tak naprawdę sama już nie wiedziała, gdzie zatarła się granica między dobrze wysublimowanym żartem, lekkim sarkazmem, a powagą. Dlatego, kiedy usłyszała jego kolejne słowa, uniosła brwi w górę, a później po prostu się zaśmiała, a może i nawet roześmiała, kręcąc przy tym głową w lewo i w prawo. Sięgnęła do torby i faktycznie wyciągnęła mały opatrunek i... miała ochotę zrobić ten krok w przód i przyłożyć mu to do twarzy osobiście, ale właśnie rozum zaczynał krzyczeć by przezwyciężyć pokusy i zacząć zachowywać się racjonalnie. Nie dotykać go, zasada numer jeden. – Jestem pewna, że fantastycznie sobie sam poradzisz – uśmiechnęła się, wyciągając przed siebie dłoń. No, bierz to, człowieku. Bierz i zrób z tym cokolwiek chcesz, tylko przestań rozmawiać z nią w ten sposób, bo była tylko człowiekiem. Tylko kobietą, która była cholernie samotna, a widziała, oczywiście, że widziała, że mogłaby od niego dostać to, czego tak bardzo jej brakowało chwilami. Choćby chwilowe zainteresowanie? Co by się stało, gdyby poluzowała wszelkie swoje granice i bariery, gdyby chwyciła go teraz za rękę, albo ścisnęła w dłoni skrawek koszuli i pociągnęła za sobą… gdzieś, gdziekolwiek w tym wielkim budynku? Wiedziała, że być może nie o to tutaj chodziło, ba, w jej głowie absolutnie nie, może w jego też nie? Skąd mogła wiedzieć – był tylko nieznajomym, który ją zirytował. Nieznajomym, który potrafił odpowiadać na jej zaczepki bez mrugnięcia okiem i nieznajomym, którego może widzi pierwszy i ostatni raz. Nieznajomym, który właśnie się zbliżał w jej stronę, a ona naprawdę chciała to wytrzymać i ani drgnąć. Co takiego w nim było, że czuła ten zabawny ucisk w dole żołądka, kiedy był coraz bliżej? Kurła, to obcy człowiek! Choć przecież gdyby to wszystko działo się wieczorem w pubie, to wydawałoby się bardziej odpowiednie, a nawet normalne, prawda? W ostatniej chwili, kiedy już był naprawdę blisko, przesunęła się, wyminęła go, pewnie niechcący-chcący zahaczając swoim ramieniem o jego. – Nie jestem pewna, czy jesteś wystarczająco wykwalifikowany. Poza tym, to wcale nie taka łatwa rola. Niekiedy potrzeba szalenie dużo cierpliwości. Nie każdy wytrzymuje tę presję – podeszła do pierwszej lepszej półki z książkami i wzięła tę, którą musiała właśnie mieć. Eh, nie musiała – jedyne co musiała to zająć czymś ręce i myśli. Wróciła, dzierżąc w dłoni książkę o polowaniu na wieloryby, tudzież inny poradnik o survivalu w lesie, łotewer. – A ty wydajesz się bardzo… narwany. Jesteś narwany? Czy nie? Nie jesteś? – uśmiechnęła się zupełnie naturalnie, przekręcając głowę w lewo i zerkając w jego oczy. – Masz… bardzo poważne oczy – rzuciła nagle. Czy to był kompletment? Nie wiedziała, ale to była pierwsza rzecz, na którą tak mocno zwróciła uwagę.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Oczywiście, że się zgrywał. Nie można go skutecznie uszkodzić zwykłym długopisem. Podobało mu się jednak to, że te zgrywy, choć słabe, zyskiwały jednak uznanie u nieznajomej. Widział to w jej oczach, tak bardzo rozbawionych i słyszał w tym naturalnym śmiechu. Żałował tylko, że kobieta zrezygnowała z zajęcia się opatrunkiem i zrzuciła odpowiedzialność na niego. Cholernie żałował. Widać to było w jego spojrzeniu, które naprawdę wyrażało zawód. -To, hm.. Robi się tak? - zapytał, po tym, jak już wziął w swoje dłonie plasterek i zaczął go niezdarnie - specjalnie - otwierać. Trochę go zaskoczyło, że był w Kubusia Puchatka, ale nie pytał. Nie uciekał też z krzykiem. Może była przedszkolanką? A może miała dzieci? Cholera wie! On sam w końcu posiadał zobowiązania, co innego, że słabo s ię z nich wywiązywał, tak? Nie pytał więc, bo to zepsułoby ten nastrój, który się między nimi wytworzył, a Sherwood bardzo, ale to bardzo nie chciał, żeby cokolwiek go zaburzyło. Niezdarnie więc przykleił sobie plasterek z Kubusiem i uśmiechnął się do swojej bohaterki, która ten cudowny lek mu podała. -Dobrze? - zadał pytanie z szelmowskim uśmiechem. Może taka dekoracja nieco rozpogodzi jego ponurą twarz i ujmie mu lat? Ta, jedyne co, to sprawi, że będzie odbierany jeszcze bardziej idiotycznie przez otoczenie. Ot, co.
Jeśli chodzi o łapanie za koszulę, ciągnięcie go gdziekolwiek... Zachary nie miałby nic przeciwko temu. Poszedłby z radością z nieznajomą, robiąc z nią wszystko to, na co ona miałaby ochotę. Nie odmówiłby niczego. Zająłby się nią z należytą troską i szacunkiem. Może czasem bywał chamem, ale wiedział, jak sprawić kobiecie przyjemność. I lubił to robić. Pech jednak chciał, że nowej koleżance znudziło się odbijanie piłeczki. A może przeraziło ją to, gdzie ta sytuacja mogła ich zaprowadzić? Tak też, kiedy szatynka go wyminęła, Sherwood po raz drugi dziś poczuł się zawiedziony wyborem nieznajomej. Wypuścił głośno powietrze z płuc, kiedy już go minęła. Razem z tym zetknięciem ramion uleciało z niego to ekscytujące napięcie. Nie miał na co liczyć. Nie dziś, nie teraz, nie tu. Szkoda. A mogło być tak... Miło.
-Wysyłasz bardzo sprzeczne sygnały... To może cię kiedyś zgubić, wiesz? - rzucił trochę bezczelnie, bo przecież niczego nie sugerował. On, by jej nie skrzywdził. Chciał tylko, żeby wiedziała, że o wiele bardziej podobało mu się to, co robili jeszcze przed chwilą. Wolał tamtą grę od tego uciekania w popłochu. Nie zamierzał zaganiać jej jak ofiary w kąt. To nie dawałoby mu absolutnie żadnej satysfakcji. Nie wykorzystywał nikogo, a jedynie korzystał z możliwości, o ile je miał. Tu jednak... Przeliczył się. Ku swojej wewnętrznej rozpaczy. -Nie jestem. Jestem za to poważny. Cholernie poważny ze mnie człowiek - przyznał szczerze, bo w sumie w pracy rzadko kiedy żartował. Mogła więc poczuć się wyróżniona, z nią żartował i o dziwo wyszło mu to całkiem nieźle, wnioskując po nie tak dawnych śmiechach, nawet jeśli cichych. -A ty? Jesteś poważna? Zajmujesz się... Zoologią? - spytał, spoglądając na książkę, którą trzymała w dłoniach. No, co... Skoro nic z tego nie będzie, co sobie tam wymarzył, to nie znaczy, że ma uciekać od razu z podkulonym ogonem, nie? A może liczył, że jak nie ucieknie, to koleżanka jeszcze zdanie zmieni. Cholera go wie, tak naprawdę.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Przyglądała się jego poczynaniom, kiedy wykonywał trudny zabieg przyklejenia plastra na własny policzek. No jasne, że zrobiłaby to lepiej – materiał odklejał się pewnie od jego zarostu, więc aż ją korciło by podejść i… eh, brakuje mi słowa… klepnąć? Przejechać paluchem przez plaster by przylgnął lepiej do jego policzka, o. Jeszcze nie teraz jednak, jeszcze dawał radę. – Całkiem przyzwoicie – skomentowała rozbawiona. – Od razu milej okiem rzucić – dodała, nie spuszczając roześmianych oczu z jego twarzy, szczególnie, kiedy próbował utrzymać ten szelmowski uśmiech na ustach, połączony z niewiadomą powagą. Eh, rzeczywiście, robiła krok w przód, tylko po to by zaraz zrobić dwa kolejne w tył. Z jednym tutaj nie żartowała – potrzeba duuuuużo cierpliwości.
Sama przed sobą nie potrafiłaby wytłumaczyć, dlaczego tak mocno stchórzyła, kiedy zbliżał się w jej stronę. Podążając do półki pewnie zastanawiała się jak daleko mogliby się posunąć, gdyby nie postawiła kilka sekund wcześniej jasnych granic. Nie była głupia – widziała, że czymś zwróciła na siebie jego uwagę i nie oszukujmy się – nieznajomy facet idealnie wpasowywał się w jej gust. Jeez, czemu nie mogłaby sobie poluzować i po prostu… tak zwyczajnie, po prostu przestać myśleć. Prawie od razu jednak zauważyła zmianę jego nastawienia – inny ton głosu, wyraz twarzy? I choć miała ochotę przybić samej sobie high five w powietrzu (pewnie mentalnie to zrobiła) to mimo wszystko, miała nadzieję, że nie machnie na nią ręką i sobie nie odejdzie. Ona serio złapała się na tym, że byłoby jej autentycznie przykro.
- Zgubić? Co masz na myśli mówiąc zgubić? Całkiem dobrze sobie radzę w odnajdywaniu – dokąd mogłoby ją to zaprowadzić? Totalnie zlekceważyła jego pierwsze słowa z którymi absolutnie się nie zgadzała, co nie znaczyło, że nie były prawdą. Bo zrobiła teraz dokładnie to, co właśnie jej wypomniał, bo hej, pewnie chciała zobaczyć jak mocno może dokręcić śrubkę. Mianowicie, dalej z tą książką w łapce, podeszła do niego, zatrzymując się dosłownie kilka centymetrów przed nim. – Wydajesz się teraz bardzo mało… poważny. I bardzo niecierpliwy, a czasami cierpliwość popłaca - i znowu zrobiła to, co zrobiła początkowo, tylko teraz z premedytacją i chęcią – przejechała kciukiem przez plasterek na jego policzku, przyklepując jego odstający koniec. Musiał jednak zadać kolejne pytanie, więc odsunęła się odrobinę, maleńką, bo tak jak wspomniałam, serio, krok w przód, dwa w tył. – Nie – uśmiechnęła się. – Nie ratuję wielorybów – była pewna, że zauważył w jakim popłochu idzie po tę książkę, totalnie nie zwracając uwagi na jej tytuł. – Jest mi totalnie niepotrzebna, musiałam czymś zając dłonie, żeby rozproszyć inne myśli – no, teraz już miał dość?

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Zadziorność. To pierwsza rzecz w szatynce, która rzuciła się w oczy Zachary'emu i przykuła tak mocno jego uwagę. Zadziorność połączona z odwagą oraz lekkomyślnością. A może to bardziej impulsywność? Ciężko określić. Podobał mu się jednak ten mix silnych cech, które pozwoliły na to, by rzucić w niego tym przeklętym długopisem, od którego wszystko się zaczęło. A może od jego pstrykania? Tak czy siak... Wciąż chodziło o długopis. Dopiero później przyjrzał się jej uważniej, kiedy podszedł bliżej, nie wiedząc do końca co chce zrobić... Nie planował, przecież podrywu na irytujące pikanie, bardziej chodziło mu o ukaranie kobiety, która w tak infantylny sposób zwracała mu uwagę. Nie planował tego. Ale kręciło go to, że okoliczności przybrały taki obrót. Przyjemnym okazało się, że atakująca go niewiasta miała ciemne niczym noc spojrzenie, burza włosów pachniała tak aromatycznie pomarańczą, a pewność siebie nie znikała, nieważne jak bardzo się zbliżał. Imponowała mu. Chciał, żeby wykazywała się dalej swoim uporem, ale... Nie mógł nikogo do niczego zmusić. W pełni szanował to, że nie każdy chciał rozkładać przed kimś nogi i to całkowicie na trzeźwo. Moze faktycznie powinni żałować, że byli tylko w bibliotece? Albo modlić się, żeby kurz z półek oraz księgozbiorów skutecznie ich odurzył do nieco śmielszych poczynań - w zależności od osobistych pragnień i potrzeb każdego z nich, of course.
-W odnajdywaniu powiadasz... Ale siebie? - dodał z bezczelnym uśmiechem, bo może i potrafiła coś znaleźć, ale raczej nie w ten egoistyczny sposób. Nie wiedział czemu tak obstawiał, ale kiedy patrzył na tę twarz widział w niej dużo troski, ale nie o samą siebie, a innych. Może miała kogoś, o kogo się specjalnie troszczyła? Zajmowała dniami i nocami? ten plaster też był swoistą podpowiedzią dla Zacha. Nie mówił jednak tych oczywistości na głos. Nie potrzebowali rozmowy o potomstwie. To... Zdecydowanie popsułoby i tak nadszarpnięty już nastrój. Szkoda, żeby uleciał całkowicie. -Ach, tak? - zapytał z uniesioną brwią, by stojąc całkiem pewnie, przyjąć ten niepozorny gest, będący tak naprawdę perfidną prowokacją. Jaka była odpowiedź Sherwooda? Zadowolenie. Wypisane na jego twarzy, odbijające się w oczach. Nie ukrywał tego, że podobał mu się dotyk nieznajomej. Nawet nie zamierzał. Chciał jej schlebiać. Pragnął, by to dostrzegała. Uśmiechnął się szelmowsko, słysząc odpowiedź o książce. Powoli nachylił się do ucha nieznajomej i wymruczał do niego kilka zdań: -Chciałaś rozproszyć inne myśli... Powiedz mi więc... Co podpowiadają ci myśli... Co byłoby lepiej zrobić z tymi dłońmi od trzymania tej bezużytecznej książki? - zakończył, odsuwając się, ale niedaleko. Dzieliła ich odległość zgiętej ręki, nie dałoby rady wyciągnąć jej w pełni. I obdarzał ją przenikliwym spojrzeniem, które zdecydowanie oczekiwało na odpowiedź. Oby satysfakcjonującą.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

- Mhm… – przytaknęła lekkim skinieniem głowy, podążając wzrokiem od jego wykrzywionych w uśmiechu ust, zaś przed ten śmieszny plaster, a kończąc na oczach, choć pewnie bardziej skupiała się na tej zadartej w górę brwi, która dodawała mu nieco więcej… nie wiem czego, pjerdolę od rzeczy, ale czegoś zdecydowanie mu dodawała. Przejechała językiem przez spierzchnięte usta, kiedy nachylił się tak blisko, że poczuła jego oddech na swojej skórze. Czy miała tylko głupie wrażenie, czy ten szept tylko pobudzał zmysły? Praktycznie w chwili kiedy zrobił krok w tył, ona przekręciła głowę w prawo, oceniając na szybko, czy przypadkiem ktoś nie znajduje się w pobliżu i wykonała podobny krok – w przód, oczywiście. Stanęła zaraz przy nim, jej czoło było teraz na wysokości jego brody i pewnie nawet się z nią stuknęło, albo jedynie jej włosy smyrały go po skórze. Przyglądała się guzikom na jego koszuli, bo właśnie teraz zahaczyła palcem o jeden guzików. Nie, nic z nim nie robiła, ale mogło się tak stać, że jej paznokieć smyrnął jego skórę, bo przecież znajdował się na przestrzeni między dwoma guzikami. Zadarła w końcu głowę w górę, a zaciśnięciem tej dłoni na jego koszuli, dała mu znać, by pochylił się w jej stronę – halo, była o wiele niższa, musiał jej pomóc, nie była w stanie zrobić tego sama. – Nie wiem, masz coś konkretnego na myśli? – wyszło o wiele śmielej niż początkowo zamierzała, bo jej nos otarł się o jego brodę, a ona zmuszając go do pochylenia głowy i prostując kręgosłup, znalazła się praktycznie przy jego ustach. Może oddech jej przyspieszył o maleńką odrobinkę, ale nie zraziła się – powoli przejechała nosem przez jego policzek na moment zatrzymując się, gdy zderzyła się ze skórą jego nosa. – Bo ja myślę, że mogłyby zrobić wiele rzeczy lepiej – głos jeszcze mocniej ściszyła, pewnie ledwie ją słyszał. Boże, jaką miała ochotę musnąć ustami kącik jego ust, który tyle razy dziś unosił się w zuchwałym uśmiechu. Drażniła się z nim, drażniła bardzo. Samą siebie drażniła, tak szczerze powiedziawszy. – Ale myślę, że najlepiej będzie jak te dłonie teraz… – lekko się uśmiechnęła, przesuwając nochalem na drugą stronę jego nosa/ust. Bo nie, nie odważyła się ich musnąć, ale na pewno swoimi wargami przejechała przez jego. –… odsuną się od ciebie, zamkną laptopa… – była okropna, wypowiadała te słowa prosto w jego usta. –… pozbierają swoje szpargały i wrócą do redakcji – uśmiechnęła się na sam koniec, odsuwając się odrobinę, później nieco dalej, zerkając mu w oczy z niemałą uciechą, a zaś odwróciła się, podeszła do stolika, by w końcu odłożyć tę niepotrzebną książkę i zamknąć laptopa. Zdecydowanie nie chodziło o to, że pewnie teraz zaróżowiły się jej policzki.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Pan Sherwood od dawna nie przejmował się tym czy ktoś im towarzyszy w tej czytelni, czy też nie. Towarzystwo zadziornej szatynki tak mocno go absorbowało, że porzucił rozważania nad adekwatnością własnego zachowania. Wolał grać w grę, która mu się podobała niż zwracać uwagę na nieistotne otoczenie. Liczyli się w końcu tylko oni, będący pionkami na ich własnej szachownicy. Szkoda tylko, że komplikowali nieco za bardzo te zasady... Gubiąc się w nich raz po raz, ale może ostateczny finał nie będzie taki zły?
-Nie chciałbym ci niczego narzucać... - wymruczał niczym prawdziwy dżentelmen, oczekując na dalszy rozwój wypadków. Może powinien robić częściej krok w tył? Miło, że nieznajoma nie mogła znieść odstępu między nimi i zniwelowała go, choć przecież był tak niewielki. Podobał mu się ten zapach pomarańczy. Subtelny, ale zaczepny dotyk, którym go obdarzała. Z każdym gestem szatynki mężczyzna nakręcał się coraz bardziej, licząc na... Dalszy ciąg przekomarzania. Naprawdę. To głupie, ale kiedy chwyciła materiał jego koszuli, a niesforny paznokieć zetknął się z nagą skórą jego torsu był przekonany, że to ten krok, który pozwoli na wykonanie kolejnych. Przeliczył się. Chyba pożądanie uśpiło nieco czujność Sherwooda. Cholera.
Pokerowa mina u prawnika to jednak rzecz wręcz niezbędna. Lata adwokackiej praktyki sprawiły, że Zachary nauczył się tego i owego, między innymi nie pokazywać swojego rozczarowania, kiedy coś nie do końca szło po jego myśli. Grunt to nie dać się wyprowadzić z równowagi, zachować twarz, klasę, trzymać emocje na wodzy... Choć, cholera było ciężko, bo najchętniej Zach po prostu chwyciłby szatynkę, przygwoździł do jakiegoś zakurzonego regału i po prostu pocałował zachłannie. Zdawałaby sobie jednak sprawę, że to byłoby zbyt... Zwierzęce. Z całą pewnością odstraszyłoby od niego kobietę, a tego nie chciał. Chociaż był tak cholernie rozczarowany kolejnymi wybiegami pozwalającymi na ucieczkę, tak zawiedziony... To nie zrażał się. Nie sprawiał pozorów, ale jednak potrafił być cierpliwy.
Zaśmiał się więc głośno, nieco z niedowierzaniem, kiedy zostawiła go samego po swoim występie i wolała zająć się swoimi zbędnymi szpargałami zamiast nim. Pokręcił sobie nawet głową, ot z niedowierzania, cmokając przy tym z wyraźnym niezadowoleniem. Jedno to udawać, że się wystawienia spodziewałeś, drugie to okazać swoje niezadowolenie, tak?
Nie poszedł za nią. Może w efekcie pojawiło się teraz ukłucie zawodu u niej? Zachary nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem przez ramię. Pozwolił kobiecie robić to, co chciała. Poprawił swoją koszulę, ruszył z powrotem do stolika, gdzie jeszcze niedawno siedzieli, pozostając obojętnymi na swoje istnienie. Sięgnął do portfela, z którego wyjął małą karteczkę i ułożył ją na komputerze szatynki. Pochwycił spojrzenie kobiety, kiedy wróciła i wyjaśnił ewentualnie zdezorientowanie -Gdyby jednak twoje dłonie chciały zająć się czymś innym... Możesz zadzwonić - powiedział dość cicho, ale pewnie, zdecydowanie. Przemyślał tę propozycję dwa razy. Miał nadzieję, że nie jest zbyt... Bezczelna. -Albo będziesz chciała porozmawiać. Napić się czegoś. Zjeść coś. Nie krępuj się. Odbiorę - dodał więc dla złagodzenia swoich niecnych oraz niemoralnych propozycji, uśmiechając się przy tym lekko. Zrobił to dla odrobiny przyzwoitości, bo przecież i tak oboje wiedzieli, o co tak naprawdę chodziło im tu dziś obojgu, a że są dorośli... Mogliby nazywać rzeczy po imieniu, nie? Oczywiście, że tak. Niestety, jak widać ciuciubabka zawsze w modzie. Ech.

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Zapewne nie miałaby w sobie więcej samodyscypliny. Była pewna, że nie dałaby rady postawić jakiejkolwiek kolejnej bariery i tak mocno się odcinać. Nie miałaby siły by go od siebie odepchnąć, nawet jeśli zacząłby być zbyt bezpośredni w swoich działaniach. Przecież sama tego chciała, oczywiście, że chciała. I potrzebowała. Cholernie mocno. Czasami jednak rozsądek zwyciężał, co nie zawsze było jej na rękę. Wolała siebie w wersji tej mniej myślącej, tej, która nie zastanawia się nad konsekwencjami, tylko podnosi długopis i rzuca nim przed siebie by okazać irytację. Tej, która do niego podchodzi i smyra go palcem tu i ówdzie, bo akurat miała taką ochotę. Tej, którą ona za sobą pociągnie, bóg wie gdzie i po co, bo będzie miał dość droczenia się jak dzieciaki z liceum. Kiedy jednak ewidentnie odpuścił, a atmosfera tak gęsta, że nie wbiłby szpilki rozpadła się jak pyłek zdmuchnięty z książek, mimo wszystko lekko się uśmiechnęła. Potraktowała to jako wygraną? Pewnie tak, choć przegraną pewnie też, nie oszukujmy się.
Faktycznie podniosła na niego wzrok, kiedy na jej laptopie znalazła się jego wizytówka., którą podniosła po kilku sekundach. – W porządku… Zachary – uśmiechnęła się, rzucając okiem na jego twarz, kiedy jego imię nie było już tajemnicą. Pasowało do niego idealnie. Było… mocne. POWAŻNE. Tak jak i jego zawód. – Kiedy tylko mój opiekun wyrazi kolejną zgodę na samodzielne wyjście, od razu dam ci znać, że mam ochotę… – laptop już był zamknięty, pora na notatki, które również wepchnęła do pokrowca na komputer, a zaś zawiesiła na ramię i to samo zrobiła z resztą rzeczy – karty pamięci z aparatu, jakiś długopis, pewnie i ajfon się znalazł, bo jakby nie? – … porozmawiać, coś zjeść… albo się napić – wyprostowała się i powtórzyła za nim. Korciło ją by jeszcze podejść, by… co właściwie miałaby zrobić? Poklepać go po ramieniu i podziękować za urozmaicenie fatalnego dnia? Chciała już sobie odpuścić, naprawdę, ale ta chęć zwyciężyła, więc kiedy już kierowała się do wyjścia, zatrzymała się przy nim i znowu podniosła tę swoją nieszczęsną łapę do jego twarzy. – Dodaje ci uroku, ale dasz radę bez – uśmiechnęła się, odklejając już i tak ledwo trzymający się jego policzka plaster. – Jak na prawnika chyba powinieneś byś nieco bardziej uparty, hm? – odwróciła się, kiedy już odchodziła, bo nie byłaby sobą, gdyby jeszcze czegoś nie dopowiedziała i… no zniknęła, tak? Za rogiem, za drzwiami, na korytarzu. – Boooże – sapnęła sama do siebie, przejeżdżając dłońmi po oczach, kiedy już szła ulicą iiii koniec, poszła, fin.

/zt. x2

autor

Awatar użytkownika
0
0

-

Post

Pogoda dzisiaj zupełnie nie współgrała z jej humorem. Zamiast ciężkich, granatowych chmur zasnuwających niebo, było czysto, a ciepłe promienie słońca wesoło oświetlały wszystko dookoła. Dopiero skrywając się w księgarni pełnej starych regałów, wypełnionych najróżniejszymi książkami, poczuła się bezpiecznie i komfortowo. Najchętniej skryłaby się przed całym światem, ale kilka dni temu obiecała nie tylko sobie, ale i najlepszej przyjaciółce, że już nigdy nie zwieje bez słowa. Wtedy nie wiedziała, że kilka dni później rozpęta się prawdziwy armageddon, a co lepsze, to nie ona go wywoła. Chociaż poniekąd była temu winna. Gdyby nie zatajała prawdy przed wszystkimi, nie doszłoby do tego splotu komplikacji.
Cała ta sytuacja wyglądała jak rodem wyjęta z jakiejś latynoskiej telenoweli. Jej życie dotychczas było szczęśliwe, całkiem normalne i niczego jej nie brakowało. Kiedy nastąpił ten zwrot akcji, w którym wszystko wywróciło się do góry nogami? Nie potrafiła stwierdzić dokładnie kiedy i czy dałoby się to powstrzymać zawczasu.
Gdy była młodsza, chadzała do księgarni żeby uciec od innych, odpocząć albo po prostu skupić się. Siadywała w najdalszym kącie pomiędzy dwoma regałami i wtapiała się w świat, któregoś z autorów książek, które wtedy czytywała. Potrafiła spędzać tak długie godziny, zupełnie odłączona od wszystkich i wszystkiego co ją otaczało. Dzisiaj też tego pragnęła. Rozpaczliwie. Bardziej niż czegokolwiek innego. Żeby było idealnie, potrzebowała idealnej książki. Najpierw jednak musiała wybrać wino, które będzie jej towarzyszyć tego wieczoru. Czy chorzy na raka, powinni pić? Cóż, może Ci którzy podjęli się chemioterapii.
W tej samej sekundzie, w której chwytała za ostatnią butelkę ulubionego Chardonnay, jej ręka zetknęła się z cudzą, której z początku nie rozpoznała. Była męska i zupełnie niespodziewana. Podniosła głowę, odrzucając do tyłu burzę włosów, która ograniczała jej widoczność. Znała go. Przynajmniej mniej więcej. Uśmiechnęła się nieśmiało, ale za tym uśmiechem krył się jeszcze niemy przekaz, że nie zniesie sprzeciwu.
- Pozwolisz, że ją wezmę? - zapytała niewinnie, czekając aż mężczyzna puści jej zdobycz. Czy on w ogóle ją pamiętał? Od ostatniego spotkania minęły lata, a Sol z dziewczynki zmieniła się w kobietę. Tak samo jak on zmężniał, ale wciąż był zabójczo przystojny. Przynajmniej w mniemaniu młodej Sol, która swego czasu, mając lat naście, okrzyknęła go potajemnie swoją pierwszą miłością.
<img src="https://64.media.tumblr.com/ae72ef07d1d ... 825d5.gifv"; width="220">
I'm coming up only to hold you under
I'm coming up only to show you wrong
And to know you is hard, we wonder
To know you, all wrong we were

autor

ODPOWIEDZ

Wróć do „South Park”