Death is the only truth

I'm not gonna kill all the bad, I am not good too. This world is a little bit mad. Can you just see me through?


Samael de Vill
24 lata
193 cm
mieszka w South Park
How can they expect the world to be good not being good themselves?

2022-05-26, 20:19


about me

imie i nazwisko

Samael Damon de Vill

pseudonim

Sam, Sammy, Demon, Diabeł

data i miejsce urodzenia

05.08.1997r., Seattle, USA

dzielnica mieszkalna

South Park

stan cywilny

kawaler

orientacja

biseksualny

zajęcie

policjant

miejsce pracy

Seattle Police Department

wyznanie

agnostyk

miejscowy

w seattle od urodzenia

my story
 – Nie wytrzymam z nimi. Po prostu, kurwa, nie. – Chłopak, na oko szesnastoletni, kopnął jakiś nikomu nie wadzący kamień leżący w trawie. Wplótł palce w długie, potargane wiatrem włosy i powoli przesunął je do tyłu, odchylając głowę w bezsilności. Wyglądał na Latynosa, chociaż zdecydowanie z jeszcze jakąś domieszką. Mógł wmieszać się w tłum przeciętnych mieszkańców South Park, a zarazem jakoś lekko od nich odstawał. Jakby tu pasował, ale nie do końca.
 – Co tym razem? – Młodszy kolega, Azjata, z którym znali się praktycznie od zawsze stał oparty o ścianę z jakimś takim niewzruszeniem wymalowanym na twarzy. To nie był pierwszy raz jak Sam wyrażał „niezadowolenie” z działań swoich rodziców. Uważał ich po prostu za, mówiąc łagodnie, niezrównoważonych psychicznie.
 – Wymyślili sobie, że będą mnie przygotowywać do roli Wielkiego Kapłana. Że mi to jest pisane. Uważasz? Inni rodzice: hej, synek, jak tam w szkole albo przynieś mi piwo mały śmieciu, bo inaczej wpierdol. Tymczasem moi: Samaelu, będziesz się mazał krwią i uprawiał jakieś abrakadabry, bo jesteśmy pierdolnięci. – Westchnął ciężko, chowając dłonie do kieszeni bojówek. Zbliżył się do znajomego i, tak samo jak on, zaczął stanowić żywą podpórkę budynku. – Spytasz starych czy mogę się u was przekimać? Nie chcę wracać do domu...
 Wielokrotnie uciekał, chował się, nocował u kolegów albo w miejscach, w które nikt się nie zapuszczał. Na dłuższą metę nie miało to jednak sensu, bo opiekunowie prędzej czy później by go znaleźli albo zawiadomili policję o zniknięciu. Nie chciał mieć żadnych konfliktów z prawem, zwłaszcza przez fakt mieszkania w mało przyjemnej dzielnicy. Niby kruk krukowi oka nie wydziobie i „swoim” nie działa się tu krzywda, ale w razie potrzeby wezwania pomocy wolał nie być traktowany jak śmieć z kartoteką. Spisać go za włóczenie się po nocy to mogli, rzucić jednym czy dwoma upomnieniami też, ale prawa łamać nie zamierzał. Wytrwał już tyle, to jakoś przemęczy się do tej osiemnastki.

 – Sam, spóźnisz się na zajęcia. – Współlokator potrząsnął jego ramieniem. Samael był ledwie przytomny, ale jakoś otworzył oczy i spojrzał na niego jak na halucynację. Zmarszczył brwi, jakby nie do końca do niego dotarło. – Piątek jest. Wykład z prawa za pół godziny, potem filozofia to dośpisz. Podnoś tyłek. Zrobiłeś prezentację z bezpieczeństwa?  Zwlekł się z łóżka. Czy odrobił zadanie? Nawet nie wiedział. Odkąd skończył szkołę, łapał się wszelkich prac, zaczepiał gdzie się dało, byle tylko spędzać w domu jak najmniej czasu i nie musieć widywać szurniętych rodziców. A potem udało mu się wynająć pokój blisko uczelni i praktycznie zerwał z nimi kontakt. Teraz mogli mu naskoczyć, nie mieli już żadnego wpływu na jego życie. Tyle tylko, że aby utrzymać się samemu, musiał nadal czepiać się każdej roboty. Czekał na odpowiedź odnośnie stażu w policji, przynajmniej byłoby to coś stałego i nie wracałby o czwartej, gdzie na ósmą musiał być przytomny i wkuwać wiedzę. A jeszcze po tym siedzeniu nad notatkami miał basen i samoobronę. Zdecydowanie będzie trzeba odespać na filozofii.

 Strzelanina, kolejna w kraju, kolejna w Seattle. Nie robiły na nim większego wrażenia, przynajmniej nie w momencie, kiedy w nich nie uczestniczył. Chyba się zresztą uodpornił na ludzkie cierpienie, na stany zagrożenia życia i chaos, który potrafił rozgrywać się praktycznie codziennie.
 – Ty, faktycznie tempo Backstreetsów pasuje – rzucił nie przestając uciskać klatki piersiowej jednej z ofiar dzisiejszych wydarzeń. No, jeszcze nie takich ofiar, pacjent im póki co nie zezgonował.
 – Mówiłem. – Jego kumpel z podwórka, ten sam, do którego uciekał przed szalonymi rodzicami, przybył na miejsce i właśnie szykował się do przejęcia nieprzytomnego człowieka. Kto by pomyślał, że obaj będą służyć miastu jako tacy cisi bohaterowie? Teraz jednak powinien dać działać wykwalifikowanemu medykowi, bo on z pierwszej pomocy to znał tylko niezbędne podstawy. Odsunął się, żeby go w razie czego nie popieścili prądem.
 – Wiesz może czy Jezebel dzisiaj na posterunku? – Ich urocza sąsiadka, trzeci element ich bohaterskiego trio. Zawsze próbowała wejść z butami w randki Sama. Niestety, żaden z nich nie wiedział czy ma dzisiaj dyżur w swojej jednostce, czy dyżur na korytarzu, gdzie już nie raz hiszpańskie bluzgi latały od jednych drzwi do drugich. Takie to już życie. No, ale się zobaczy. Najpierw musiał się pozbyć krwi z rąk, skończyć zmianę... a potem pewnie jakiś klub. To był jego sposób odreagowywania stresu nabytego w pracy: podryw i kilka drinków. Działało w większości przypadków.
my flaws
❖ Umie obsłużyć sprzęt snajperski, jednak nie chciał przyjąć stanowiska strzelca wyborowego. Prywatnie sądzi, że tak duża odpowiedzialność wykończyłaby go psychicznie. Zawsze zresztą chciał zostać oficerem śledczym.
❖ Jego osobowość można rozdzielić na dwie: stosowaną w pracy chłodną maskę profesjonalisty oraz przesadzającego z ironią miłośnika dobrej zabawy, gdy jest po służbie.
❖ Jego rodzice przynależą do którejś z satanistycznych sekt, ale odkąd wyprowadzili się z Seattle, Sammy nawet nie wie, do której dołączyli tym razem.
❖ Prawdopodobnie seksoholik, ale twierdzi, że nie ma żadnych uzależnień. Może poza adrenaliną.
❖ Nie przepada za słodyczami, ale z kolei im jedzenie ostrzejsze – tym lepsze.
❖ Ma prawo jazdy na samochód, jednak woli jeździć motocyklem.
❖ Zna hiszpański i jako tako porozumie się po francusku.
❖ Posiadacz boa szmaragdowego o imieniu Succubus.
❖ Trenuje judo i boks.
and more

imię/ nick z edenu

kontakt

pw

narracja

czas przeszły, 3 osoba

zgoda na ingerencję MG

tak

Samael Damon de Vill

Avan Jogia

Mów mi:Sammy
MULTI:Jingyi, Diego
. 2 urodziny forum .
 


Vist

Seattle


Dreamy Seattle
1 lat
1 cm
mieszka w Queen Anne

2022-05-28, 23:56


akceptacja!
Serdecznie witamy na forum, twoja karta została zaakceptowana. Możesz teraz dodać tematy z relacjami, kalendarz oraz telefon i cieszyć się fabularną rozgrywką, którą musisz rozpocząć w ciągu 7 dni.
Mów mi:Dreamy Seattle
MULTI:-
. pierwsze urodziny forum .
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do: