studentka, ilustratorka

bo nie umie w uczucia


Meadow Adler
21 lat
165 cm
mieszka w Portage Bay
..

2021-10-12, 23:43


To były ciężkie dni. Dni, które zamieniły się w tygodnie, a te w miesiące. Czas przeciekał jej przez palce, nawet się nie obejrzała a lato się skończyło.
Miało być takie jak zawsze… pełne wrażeń i wspomnień na lata, a w rzeczywistości? Spędziła je we własnych czterech ścianach, wpatrując się w ekran telefonu i zastanawiała się, co powinna zrobić. Jak powinna to zrobić… typowy konflikt rozumu i serca.
Bo serce chciało zadzwonić. Zapytać jak się czuje i jak może mu pomóc. Po tym jak zostawiła go w ośrodku, jak wsiadła do swojego auta… rozpadła się na milion małych kawałeczków. Czuła się winna, tak cholernie winna. Bo może powinna mu pomóc wcześniej? Może wcześniej powinna zareagować? Może było już za późno? Nie chciała go stracić…
Nie mogła go stracić.
Rozum jednak mówił, że już dawno go straciła. Że ludzie, którzy mówili jej, że powinna się trzymać od niego z daleka – mieli rację. Wszyscy przecież chcieli dla niego jak najlepiej, więc skoro miało mu to pomóc to faktycznie powinna schować serce gdzieś bardzo głęboko i po prostu odpuścić.
Przecież umiała odpuszczać.
Dramat z Othello w roli głównej zajął jej sporą część wakacji.
Drugą jednak wykorzystał jej ojciec do bycia w centrum zainteresowania, gdy zdecydował się zejść z tego świata. Zawał w jego wieku i przy jego trybie życia to nie było nawet duże zaskoczenie, ale Meadow jednak straciła kolejną ważną osobę w życiu i było to brutalne doświadczenie. Nawet jeśli nie była z nim mocno związana to jednak był jej ojcem…
Ciemne chmury więc zebrały się nad głową panny Adler i naprawdę nie wiedziała, czy mogłoby być lepiej. Chociaż odrobinę lepiej! By szeroki uśmiech znów mógł zagościć na jej twarzy, odzyskała dawną energię i pewność siebie.
I wtedy dowiedziała się, że wrócił.
I co miała z tym zrobić? Znowu serce walczyło z rozumem, ale tym razem serce wygrało… za długo była rozważna. Za bardzo za nim tęskniła. Za bardzo chciała go zobaczyć.
A kiedy zobaczyła… kiedy wyszedł przed dom i stanęli twarzą w twarz po tych wszystkich tygodniach, gdy już oceniła, że wyglądał zdecydowanie lepiej niż wtedy, gdy widzieli się ostatni raz, gdy przez krótką chwilę próbowała zachować twarz i rzucić uprzejmym „cześć, słyszałam, że wróciłeś, dobrze cię widzieć, jak się czujesz” – zamarła. Próbowała się odezwać, ale gula w gardle jej na to nie pozwalała. Przez moment nerwowo skubała brzegi rękawów dużego swetra, który na sobie miała i wpatrywała się w jego przystojną twarz. I znowu się rozsypała. Oczy zaszły jej łzami i nieproszona całkowicie zmniejszyła dystans między nimi, zarzuciła mu ręce na szyje, przylgnęła do niego ciasno i rozpłakała się.
Była smutna. Samotna.
I cholernie świadoma, że go skrzywdziła.
Mów mi:nie#5225
MULTI:Posy
 


Tell me where it hurts, she'd say.

Stop howling. Just calm down and show me where.


othello kingsley
22 lata
183 cm
mieszka w Queen Anne
But some people can't tell where it hurts. They can't calm down. They can't ever stop howling.

2021-10-13, 21:55


Z dniami już tak jest, uczyła go ostatnimi czasy Dorosłość, że, jeśli tylko im na to pozwolić, natychmiast zmieniają się w coś na podobieństwo pozostawionej na słońcu landrynki. Tracą konkretny kształt i wyraźne kontury, rozpływają się, przeobrażają w gładko opływającą ciało, lepką masę. Nagle trudno jest rozróżnić poniedziałek od czwartku, a czwartek od niedzieli; po chwili okazuje się, że był sierpień, a tu nagle już październik; i w końcu trzask!, przeciążony kalendarz z hukiem spada ze ściany, a z listy nieprzeżytych przez nas lat - kolejny rok.

Othello od dawna wydawało się, że czas płynie mu tak dziwnie, bo chodzi naćpany. Kolejne minuty przelewające się przez palce uzasadniał zakrzywieniem czasoprzestrzeni wywołanym tylko i wyłącznie przez słodkie działanie barbituranów rozrabianych w roztworze wódki z ginem. Jeśli Gdy wytrzeźwieję, wmawiał sobie, wszystko z pewnością ulegnie diametralnej przemianie.
A potem sięgał po długą deserową łyżeczkę, i mieszał nią zawzięcie zawartość wykradzionej z matczynej komody szampanki (zabawne, ale często kradziona matce była nie tylko szampanka, ale i jej zawartość właśnie - leki na receptę, leki bez recepty, drogi alkohol i syrop smakowy, żeby zdusić medyczną gorycz).

Do czasu jednak - bo, a myśl ta była niczym splunięcie prosto pod stopy największych niedowiarków - Othello Kingsley we własnej osobie był trzeźwy.
Przytomny.
Czyściutki jak łza.
Od sześćdziesięciu jeden dni.

A - zabawne - czas nadal płynął tak samo.
I choć dopiero co, zdawało się, Kingsley opłakiwał koniec wakacji, teraz nagle tak jesień, jak i rok akademicki rozszalały się na dobre, złocąc wszystko żywymi barwami umierających opadających liści, i każdą szczelinę planu dnia wypełniając uniwersyteckimi zobowiązaniami. Ostatni rok studiów uderzył w chłopaka w sposób możliwy do przewidzenia, a jednak i z siłą pociągu o wadliwych hamulcach. I wciągnął go w siebie, wciągnął na całego, czas i myśli zajmując listą projektów do oddania, i towarzyskimi zobowiązaniami, które jednak nie obejmowały żadnych imprez.
Othello nie imprezował bowiem. Wolał nie. Po zajęciach pomagał młodszym studentom w uporaniu się z pierwszymi prezentacjami do zrobienia i esejami do napisania, chodził na spotkania z terapeutą, biegał. Czasem dzwonił do jednego-jedynego kumpla z odwyku, porozmawiać o rzeczach bez znaczenia innych niż głód. Był grzeczny.
Był nieskazitelnie, kurwa, czysty.
Czy był szczęśliwy jednak? Chyba nie.

I w tym stanie czystości wyszedł właśnie przed swój rodzinny dom - po części po to, żeby zgodnie z obietnicą usunąć z trawnika stertę naniesionych przez październikowy wiatr liści, częściowo - dziwnie zaalarmowany szumem silnika dobiegającego z podjazdu. Kingsley, tak po prawdzie, totalnie nie interesował się markami samochodów na tyle, by rozróżniać Lambo od Porsche po szmerze rozpędzonych iluś-tam-mechanicznych-koni pod maską, a jednak dźwięk niosący się z parkingu niczym nie przypominał miarowego szmeru Volvo rodziców.
Zszedł po niskich stopniach, naciągając na dłonie rękawy popielatego swetra.
Skoncentrował wzrok na uchylających się drzwiach zaparkowanego nieopodal auta.
Otworzył usta, jakby chciał (i nie mógł) coś powiedzieć.

A chwilę później miał w ramionach.
Ją, I zapach owocowego szamponu i smutku i kawy. Ją, i roztrzęsione szlochem barki. Ją, i poczucie, że to na to właśnie czekał przez te ostatnie miesiące dziwnie zbite w nierozerwalną całość.
- Meadow, Chryste - jęknął, automatycznie splatając dłonie za jej plecami. - Meadow... Meadow, ćśś. Co się stało?

Zupełnie, jakby ostatni raz widzieli się wczoraj, nie zaś wiele tygodni temu.
Mów mi:harpio harpieczko
MULTI:feniks, niebieski, lucerna, elijah i huj dweller
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, wrzesień - 150 punktów
Wykształcona, zdolna kobieta z pasją, której nie spotyka się zbyt często. Nie przepada za swoim pierwszym imieniem, więc pozostawmy je w tajemnicy. Uwielbia rośliny, dla których ma wielkie serce. Ceni sobie porządek, ale nie lubi wczesnie wstawac. Mimo, że ma bogaty bagaż ciężkich przeżyć, to stara się radzić sobie z dnia na dzień coraz lepiej.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, wrzesień - 21 punktów
Kobieta z charakterem, modna, swobodna i utalentowana. Zawsze pięknie pachnie, bo gustuje w perfumach z górnej półki. Słucha muzyki rockowej i chętnie ogląda stare filmy. Jej ulubione kwiaty to róże i mimo że jest uczuciowa, to nigdy nie zaznała miłości. Moze ty to zmienisz?