właściciel golden bay

Fuck can be used in many ways and is probably the only fucking word that can be put everyfuckingwhere and still makes fucking sense. Fuckers


Ramiro Santos
35 lat
186 cm
mieszka w Belltown
you better run, better run, faster than my bullets

2021-10-13, 15:59


about me

imie i nazwisko

ramiro tiago acosta santos

pseudonim

feo

data i miejsce urodzenia

8 kwietnia 1986 r., Medellin

dzielnica mieszkalna

belltown

stan cywilny

kawaler

orientacja

hetero

zajęcie

właściciel kasyna

miejsce pracy

golden bay

wyznanie

katolik

przyjezdny

w seattle od teraz

my story
Najpierw przyszli po moją matkę.
Zapach arepas z białym serem nie rozniósł się już po domu nigdy potem, a na niedzielną mszę chodziłem z niewypastowanymi butami, bo nie było nikogo, kto zwróciłby mi uwagę na niechlujstwo. Brakowało mi jej; to zabawne, jak po nagłej stracie odczuwa się nawet tak miałkie drobiazgi irytujące zawsze wcześniej, jak brak klapka lecącego w moją stronę, gdy naniosłem błota tuż po umyciu przez matkę podłogi. Nic już nie było takie samo, łącznie z moim ojcem, na którego padło nieme oskarżenie o tę niepotrzebną śmierć.
Byłem za mały żeby pamiętać krew przelewaną na ulicach i walkę z wiatrakami, jaką niewątpliwie były próby wytrzebienia z najciemniejszych zaułków Medellin dilerów narkotykowych. Na ścianach rozpadających się domów kolegów wisiał wizerunek Escobara, a kretyńsko przystrzyżony prezydent z ekranu telewizora informował nas, że nie będzie negocjacji z terrorystami, chociaż tak naprawdę wszyscy wiedzieliśmy, że to nieprawda. Bez końca rzucano słowa o ekstradycji, którą znałem tylko ze słyszenia, gdy ojciec nerwowo rozmawiał przez telefon ze swoimi kolegami z posterunku.
Policja nie miała w tamtym okresie łatwo. Chyba, że zgodziła się na łapówkę. Ojciec prędzej odgryzłby sobie jednak rękę, gdyby po nią sięgnął, a gdy postawiono go przed wyborem pieniądze albo ołów, wybrał to drugie - szkoda, że nie wiedział, że kula sięgnie nie jego, a jego żony. Tak naprawdę mnie i moich braci ocaliło chyba tylko to, że byliśmy wtedy w szkole. Nie miało znaczenia, czyja krew zrosi werandę naszego domu. Chodziło o przekaz.
To go jedynie bardziej utwierdziło w słuszności własnej krucjaty. Zacietrzewienie i gorycz nienawiści w której się taplał, skutecznie go od nas odcięła. A niewypowiedziana względem niego pretensja, że nie wiedział kiedy odpuścić, pozostała. Być może gdyby bardziej skupił się na nas zamiast szukać wiatru w polu, jakby miało to przywrócić życie matce, nie skończylibyśmy wszyscy tak, jak skończyliśmy. Nie miał się jednak czasu nad tym pochylić.
Po ojca przyszli, kiedy byłem u progu wejścia w dorosłość. Wydawało się, że po ucięciu ostatniego łba Hydry, Escobara, kartel z Medellin się nie pozbiera. Właściwie naprawdę tak było, przez chwilę nawet mój ojciec uwierzył w sukces rządu we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Tylko że na miejsce jednego kartelu zawsze pojawiał się następny, szefowie i ich pionki przychodzili i odchodzili, ale bilans ofiar zawsze pozostawał taki sam. Niekończąca się parada śmierci i zepsucia przechadzała się tam i z powrotem po zgliszczach Kolumbii i nikt nie był tego w stanie zatrzymać, nawet ktoś tak zdeterminowany jak mój ojciec.
Szczególnie ktoś taki jak on.
Jego zwłoki zawisnęły na jednym z wiaduktów w mieście. Jak lalka, której ktoś podciął sznurki. Groteskowa kukła smagana wiatrem, bujająca się w takt trupiej melodii. Raz jeszcze miał liczyć się przekaz. Chyba do mnie nie dotarł; nie potrafiłem zmusić się żeby poczuć żal, bo w głębi duszy wiedziałem zawsze, że to się tak skończy. Miałem i wciąż mam do niego całe litanie pretensji. Teraz mogę je jedynie recytować do zdjęcia przyklejonego krzywo na nagrobku.
W końcu przyszli i po mnie. Nie miałem już wtedy kontaktu z braćmi; każdy ruszył w swoją stronę, ja jako jedyny pozostałem w Medellin, modląc się tylko, żeby im poszło lepiej, niż mi. Właściwie czekałem na ten dzień bo wiedziałem, że nadejdzie, choć nie znałem dokładnej daty. To nie naiwność przykuła mnie do rodzinnego domu w Medellin.
To była chęć zemsty, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało.
Postawiony przed tym samym wyborem, przed którym stanął kiedyś mój ojciec, wybrałem pieniądze i pakt z diabłem. Zaoferowałem mu jednak nie wyświechtaną duszę, a wątpliwą moralność i dwie sprawne ręce do pracy. A pracownikiem byłem doprawdy sumiennym, co szybko pozwoliło mi na wspięcie się w hierarchii i zajęcie miejsca po prawej stronie szefa.
Jakbyśmy byli braćmi.
W całym marazmie życia, które zacząłem wieść, paradoksalnie czułem się obrzydliwie dobrze. Pieniądze zaczęły się mnożyć, podróżowałem, nawet jeśli głównie służbowo. Obiektywnie zaczęło mi się wieść lepiej, niż kiedykolwiek dotąd. Subiektywnie byłem w dupie i co gorsza - zaczynałem się tam czuć jak w domu.
Mógłbym się zastanawiać, jakim cudem byłem w stanie spać po nocach mając świadomość swoich postępków. Może nie miałem sumienia, a może jedyną moją siłą napędową była chęć zemsty i tylko dla niej moje serce uparcie biło? Jeśli to drugie, los zakpiłby sobie ze mnie szampańsko; niewiele wobec tego różniło mnie od mojego ojca, choć bardzo chciałem wierzyć, że różni mnie wszystko. Nigdy nie sprowadziłbym zguby na kogoś, na kim mi zależało.
Na swoje szczęście, nikogo takiego nie miałem.
Do czasu.

W jej oczach widziałem się takim, jakim chciałem być naprawdę i kim mógłbym być, gdybym sobie na to tylko pozwolił. Była doskonała i w tej doskonałości zupełnie nieosiągalna, bo nie mogąca do mnie nigdy należeć.
Alejandro Garcia, prócz niewątpliwego majątku zbitego na kokainie i lojalnych pracowników takich jak ja, miał też niebywały gust do kobiet. Niestety zupełnie nie wiedział jak ich traktować; tak majątku, pracowników jak i swojej narzeczonej.

Pewnej nocy zapytała mnie, czy z nią ucieknę.
Chciałem. Niczego nie pragnąłem tak bardzo, ale... Ale. Pragnąłem przekazu, tak silnego i wymownego, co zwłoki mojego ojca wiszące nad Medellin. To jeszcze nie był czas.

Zniknęła jakby była naszą zbiorową halucynacją. Kilka miesięcy jej szukał, nim namierzył gdzieś w Seattle. Bywałem tam już w interesach, znałem dobrze angielski i cieszyłem się nieskrępowanym niczym zaufaniem, więc byłem naturalnym wyborem Alejandro na czoło pościgu.
Zapomniał, że wygłodzone psy nigdy nie są lojalne.
my flaws
∬ Po przybyciu do Seattle uznał, że skoro i tak trochę czasu tam spędzi, równie dobrze może pomnożyć majątek. Odkupienie kasyna od poprzedniego właściciela traktuje jako inwestycję na przyszłość. Zamierza przeciągnąć pobyt najdłużej jak się da.

∬ Dość ironicznie jak na prowadzone przez niego życie, jest głęboko wierzący. Zawsze towarzyszy mu srebrny krzyżyk na szyi, który stanowi jedyną pamiątkę po matce.

∬ Ma dosyć swobodny sposób bycia, charakterystyczny dla południowców. Niestety równie szybko co w rozbawienie, potrafi wpaść w złość, a stamtąd droga do afery krótka. Ma tendencję do zbyt szybkiego wyciągania wniosków.

∬ Jest świetnym tancerzem.

∬ Mówi z dosyć mocnym, kolumbijskim akcentem.

∬ Jest zdystansowany do samego siebie; nadęci nowobogacze niebywale go bawią.
and more

imię/ nick z edenu

papito

kontakt

pw

narracja

3 os., czas przeszły

zgoda na ingerencję MG

tak

ramiro santos

mario casas



<div style="text-transform: uppercase;font-family: Cambria; font-weight: 300; font-size: 8px; letter-spacing: 2px; text-align:justify;line-height: 8px;">Flesh and bone
This part of me
The seeds I've sewn
  
Mów mi:papito#7697
MULTI:nah
 


straszę ludzi w Seattle

ktoś coś?


Dreamy Seattle
100 lat
210 cm
mieszka w Chinatown

2021-10-14, 17:22


akceptacja!
Serdecznie witamy na forum, twoja karta została zaakceptowana. Możesz teraz dodać tematy z relacjami, kalendarz oraz telefon i cieszyć się fabularną rozgrywką, którą musisz rozpocząć w ciągu 4 dni.
Mów mi:Dreamy Seattle
MULTI:-
. pierwsze urodziny forum .
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, wrzesień - 150 punktów
Wykształcona, zdolna kobieta z pasją, której nie spotyka się zbyt często. Nie przepada za swoim pierwszym imieniem, więc pozostawmy je w tajemnicy. Uwielbia rośliny, dla których ma wielkie serce. Ceni sobie porządek, ale nie lubi wczesnie wstawac. Mimo, że ma bogaty bagaż ciężkich przeżyć, to stara się radzić sobie z dnia na dzień coraz lepiej.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, wrzesień - 21 punktów
Kobieta z charakterem, modna, swobodna i utalentowana. Zawsze pięknie pachnie, bo gustuje w perfumach z górnej półki. Słucha muzyki rockowej i chętnie ogląda stare filmy. Jej ulubione kwiaty to róże i mimo że jest uczuciowa, to nigdy nie zaznała miłości. Moze ty to zmienisz?